Łowca i zwierzyna. „The Call. Inwazja” – recenzja książki

-

Niektóre współczesne bajki i filmy garściami czerpią z folkloru danego kraju, jego mitologii czy podań. Oczywiście wszelkie historie dostosowują do swoich potrzeb, serwując nam, o ile nie mówimy o horrorach, ugrzecznione wizje przeszłych wierzeń. I tak wróżki to piękne i kochane stworzenia, które spełniają życzenia albo chronią dziecię ode złego (przykładu nie trzeba daleko szukać, wystarczy obejrzeć Kopciuszka czy Śpiącą Królewnę), a smoki owszem, zieją ogniem, ale także są milutkie i nie skrzywdzą człowieka, chyba że ten zaatakuje jako pierwszy.

Peadar O′Guilin postanowił jednak powrócić do korzeni. W swojej książce The Call. Wezwanie nie raczy nas wizją miłosiernych wróżek-samarytan, tylko Sidhe, które są zdolne do największych bestialstw. Polują na ludzi, zmieniają ich ciała i strukturę, a wszystko dla własnej zabawy i rozrywki. Ból, cierpienie i wrzaski ofiar to miód dla oczu i uszu fantastycznych istot, które nie cofną się przed niczym, byle ukarać dwunożne stworzenia za cierpienia, jakie te im przysporzyły.

Włożyć między bajki

Nessa miała nadzieję, że najgorsze za nią – straciła bliską jej sercu przyjaciółkę, została Wezwana do Szaroziemi, musiała walczyć o własne życie. Wszyscy byli przekonani, że dziewczyna nie wróci z krainy Sidhe (a jeśli już, to jako jakieś zdeformowane monstrum), w końcu kaleka osoba nie może pokonać silnych, szybkich i bezwzględnych wrogów. Owszem, pokonać nie, ale przecież w tym starciu nie liczy się tylko witalność, ale także spryt oraz szczęście. Nessie się udało, wróciła do świata ludzi, gdzie czekał na nią Anto – chłopka, którego darzy uczuciem. Już nic nie miało ich rozdzielić. Dziewczyna nie doceniła jednak rodaków i nie wzięła pod uwagę ludzkiej mentalności – starsi zaczęli zastanawiać się, jak to możliwe, że osóbka z niesprawnymi nogami mogła przeżyć dzień w krainie Sidhe. Na pewno stoi za tym coś jeszcze, jakiś pakt, a to oznacza, że Nessa musiała zdradzić swój rodzaj i zawrzeć przymierze z wrogiem.

Karą za to jest zesłanie do więzienia – placówki, w której na osadzonych przeprowadza się eksperymenty, a przecież zdolności protagonistki (ognioodporność) to idealny materiał do badań. Czy dziewczynie uda się uciec? Czy odnajdzie ukochanego? Czy w końcu będzie mogła wieść normalne życie?

Walka o przetrwanie

Peadar O′Guilin nie czaruje. Nie przedstawia czytelnikowi wizji pięknego świata, w którym wróżki i ludzie koegzystują ze sobą, pomagają sobie nawzajem i cieszą się każdym kolejnym dniem. Nie, Sidhe to podłe, choć niezwykle piękne, istoty, które pragną zniszczyć rodzaj ludzki (względnie podporządkować sobie i zmienić w monstra, aby te dostarczały im rozrywki). Z jednej strony mają prawo do nienawiści, kiedyś bowiem przedstawiciele homo sapiens wypędzili je do Szaroziemi – krainy, gdzie wszystko okazuje się trujące. Teraz przyszedł czas zemsty, Sidhe nabrały mocy i są bliskie planu odebrania Irlandii ludziom.

Seria The Call jest bardzo brutalna, pełna przemocy, opisów walk czy monstrualnych potworów powstałych z różnych części pokonanych ludzi. Sidhe wprost lubują się  w zadawaniu cierpienia, raduje je to, że ich wrogowie cierpią nieprzebrane katusze, są tacy delikatni i nietrwali. Peadar O′Guilin nie bawi się w sentymenty – czytelnik nie raz, nie dwa zostanie zaskoczony tym, jak „pomysłowe” w zadawaniu cierpienia są nadprzyrodzone istoty.


Inwazja nie jest może tak brutalna jak Wezwanie, pierwsza część odcisnęła mocniejsze piętno na mojej psychice, ale tutaj także głównym motywem jest próba przetrwania, ale tym razem nie jednego dnia, tylko całej wojny. Najbezpieczniej człowiek czuje się na znanym sobie terenie, co jednak w momencie, kiedy zaatakuje je nieprzyjaciel? I to taki, który dysponuje nie tylko ogromną siłą, ale także przewodzi stworzeniom, na widok jakich trwoga ogarnia nawet najodważniejszego człowieka?

Znani z pierwszej części bohaterowie muszę stawić czoła nowym zagrożeniom, dodatkowo Nessa zostaje oskarżona o zdradę i nawet bliskie jej sercu osoby mają chwilę zwątpienia, czy dziewczyna rzeczywiście nie sprzedała duszy diabłu.

Autor doskonale wie, w którą strunę uderzyć, by czytelnik nie pozostał obojętny wobec historii opisanej w The Call. Te książki są dobre – pesymistyczne, ale wciągające, brutalne, ale widać światełko w ciemności. Do tego akcja płynie z zawrotną prędkością, a bohaterowie nie zachowują się jak dzieci we mgle. Myślą, podejmują działania, próbują przeżyć.

The Call. Inwazja to powieść dająca do myślenia, od której nie da się tak łatwo oderwać. Czytelnik chce poznać dalsze losy postaci, pragnie, aby Sidhe zostały pokonane. Tylko czy to ostatnie rzeczywiście jest możliwe?

Łowca i zwierzyna. „The Call. Inwazja” – recenzja książki

 

 

Tytuł: The Call. Inwazja

Autor: Peadar O′Guilin

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 378

ISBN: 978-83-7976-918-6

 

Monika Doerre
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu