Kiedy fanservice wchodzi za mocno. „Last Violent Call. Ostatnie wezwanie” – recenzja książki

-

Za przekazanie egzemplarza recenzenckiego książki Last Violent Call. Ostatnie wezwanie, do współpracy recenzenckiej, dziękujemy wydawnictwu Jaguar.

Do Chloe Gong żywię trudną do wytłumaczenia nostalgię. Lektura dotychczas wydanych w Polsce powieści jej autorstwa sprawiła mi mnóstwo frajdy, więc niecierpliwie wyczekiwałam kolejnych tytułów. No i wreszcie doczekałam się tomu, który… zawiódł niemal wszystkie moje oczekiwania.

Last Violent Call. Ostatnie wezwanie to tom trzeci i pół cyklu szanghajskiego, w którym pojawiają się bohaterowie znani w poprzednich książek. W związku z tym, niniejsza opinia może zawierać spoilery dotyczące fabuły wcześniejszych utworów.

Dwa opowiadania w jednym tomie

Last Violent Call. Ostatnie wezwanie to książka zawierająca dwa opowiadania rozbudowujące uniwersum obmyślone przez autorkę. W pierwszym towarzyszymy młodym małżonkom, Juliette i Romie, którzy wyjechali z Szanghaju i wiodą prawie spokojne życie w niewielkim miasteczku. Prawie, bo choć opuścili mafijne szeregi, mafijny duch nie opuścił ich ciał. Skrywając się pod fałszywymi nazwiskami, trudnią się handlem bronią. Ich sielanka zostaje zakłócona przez pewnego młodego Chińczyka, Yuluna, i jego rosyjską ukochaną, która najwyraźniej trafiła na celownik jakiejś grupy przestępczej.

Drugie opowiadanie zabiera nas daleko na północ, do Moskwy, skąd Benedict i Marshall, na pokładzie Kolei Transsyberyjskiej, zmierzają do Władywostoku. Niebawem wśród pasażerów pierwszej klasy, którą podróżują także protagoniści, dochodzi do morderstwa. By uniknąć zatrzymania pociągu na czas milicyjnego śledztwa i związanego z nim opóźnienia kursu, bohaterowie postanawiają rozwikłać zagadkę.

Roma stracił pazurki, a Juliette została dominą?

Albo przemawia przeze mnie zgorzknienie, albo Chloe Gong i jej redaktor bądź redaktorka uznali, że Last Violent Call. Ostatnie wezwanie będzie laurką dla wszystkich fanek, którym mało było feelsów podczas czytania poprzednich tomów. Niestety, nie wyszło to opowiadaniom na dobre.

W pierwszym tekście, tym skupionym na Juliette i Romie, bardzo długo nie dzieje się nic poza słownymi przepychankami pomiędzy protagonistami oraz opisami czułości, jakimi się wzajemnie darzą. Nie obyło się też bez aluzji, że do „czegoś więcej” doszło po zakończeniu rozdziału, ale autorka pozostawiła to i owo wyobraźni czytelników. Wiecie, dobry fanservice oraz odpowiednie wyważenie elementów romantycznych względem reszty fabuły stanowiły niezaprzeczalne atuty dotychczasowych tekstów Chloe Gong. Tymczasem w Last Violent Call. Ostatnim wezwaniu związek Juliette i Romy wysuwa się na pierwszy plan, a sącząca się ze stron słodycz może przyprawić o próchnicę albo cukrzycę (ja na przykład przysypiałam podczas lektury, co zwykle mi się nie zdarza). Zakończywszy lekturę dosłownie dwa dni temu, nie jestem w stanie przypomnieć sobie dokładnego przebiegu wątku fabularnego, który towarzyszył romansowi.

Nie do końca podoba mi się też, jak bardzo ugrzeczniony został Roma. Pamiętam go jako łagodnego, acz zdecydowanego młodzieńca, tymczasem w tym tomie chłopak zachowuje się jak pantoflarz zupełnie zdominowany przez sprytną, odważną i przebojową małżonkę. Juliette od samego początku cyklu miała pazur, ale na kartach tego tomu autorka poszła o krok za daleko i tak bardzo podkręciła jej charakter, że Roma został zdegradowany do roli podnóżka i partnera do słownych potyczek. Może miał być „słodkim przytulaśnym misiaczkiem”, ale wyszło, jak wyszło.

Mamo, kupisz mi Herkulesa Poirota? Ależ skarbie, mamy Herkulesa Poirota w domu. Herkules Poirot w domu: …

Drugie opowiadanie zawarte w Last Violent Call. Ostatnim wezwaniu wypada nieco lepiej, a już na pewno mniej fanservice’owo – choć nieznacznie. Owszem, Marshall i Benedict zasypują się czułostkami, próbując jednocześnie uniknąć wykrycia i społecznego ostracyzmu ze strony współpasażerów, ale autorka pamiętała, by podeprzeć ich wątek ciekawą fabułą. Mamy więc morderstwo i całkiem logiczne wytłumaczenie, dlaczego bohaterowie podejmują się próby rozwikłania jego zagadki, zamiast zdać się na milicję. Śledztwo posuwa się raczej powoli, ale materiału dowodowego też jest niedużo. W tej części książki wyczuwałam silne podobieństwo do pewnego kryminału Agathy Christie z Herkulesem Poirotem w roli głównej: mamy bowiem zamkniętą przestrzeń i ograniczoną liczbę podejrzanych, wyzwaniem pozostaje jednak ustalenie motywu zbrodni.

Rozwiązanie tajemnicy nie jest może tak satysfakcjonujące jak w kryminałach przywołanej mistrzyni gatunku, ale i tak to opowiadanie oceniam znacznie, znacznie wyżej niż pierwsze. Coś się działo, autorce udało się napisać kilka trzymających w (nieseksualnym) napięciu scen, a dwuznaczności i czułości z czasem stały się mniej nachalne, dzięki czemu lektura nieco bardziej przypominała mi te stare książki Chloe Gong, które darzę tak dużą sympatią.

Wszystkim się podoba, czemu nie mnie?

Patrząc na noty Last Violent Call. Ostatniego wezwania, odnoszę wrażenie, że jestem jedyną czytelniczką, która nie bawiła się dobrze podczas tej lektury. Staram się docenić, że Chloe Gong zechciała przypomnieć odbiorcom o „starych” bohaterach, tych nieobecnych (lub obecnych jedynie we wspomnieniach) w dylogii Foul Lady Fortune, jakoś wplątać ich w tę nową opowieść i pokazać, że nadal jakoś pociągają za sznurki. Niestety uważam, że to książka-laurka, w której autorka daje czytelnikom i czytelniczkom iście fanficowe, przepełnione ckliwym fanservice’em treści. Zastanawiam się, na ile istotne okażą się opowiedziane w omawianej pozycji wydarzenia w czwartym tomie szanghajskiego cyklu, czyli Foul Heart Huntsman. Pożyjemy, zobaczymy. Ja na pewno po tę ostatnią książkę sięgnę i mam nadzieję, że dostanę coś znacznie, ZNACZNIE lepszego!

last violent call ostatnie wezwanie

 

Tytuł: Last Violent Call. Ostatnie wezwanie

Autorka: Chloe Gong

Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska

Liczba stron: 336

Wydawnictwo: Jaguar

ISBN: 9788382662801

podsumowanie

Ocena
4

Komentarz

W tej książce był potencjał, który niestety został zgnieciony przez nadmiar elementów romantycznych.
Klaudia Ciurka
Klaudia Ciurkahttps://moje-czytadla.blogspot.com/
Książkoholiczka stawiająca pierwsze kroki w świecie gier wideo i planszówek. Seriale ogląda rzadko, ale od anime nie stroni. Kociara i herbatoholiczka z wyboru, okularnica z konieczności.

Inne artykuły tego redaktora

Popularne w tym tygodniu

W tej książce był potencjał, który niestety został zgnieciony przez nadmiar elementów romantycznych.Kiedy fanservice wchodzi za mocno. „Last Violent Call. Ostatnie wezwanie” – recenzja książki