Coraz mroczniej. „Riverdale” – recenzja serialu, sezon 5

-

Po obejrzeniu już tylu odcinków Riverdale mogę śmiało stwierdzić: ten twór albo się kocha z całego serca, albo wręcz przeciwnie nienawidzi. Z każdym ujrzanym sezonem dochodziłam niezmiennie do wniosku, iż to już koniec tej historii, a jednak zawsze twórcom udało się mnie zaskoczyć ponownie, że nic z tego. Tym razem było dokładnie tak samo. Serial robi się coraz mroczniejszy, bohaterowie starsi, zaś cała historia bardziej wciągająca.
Co tym razem zawita do Riverdale?

Miasteczko, w którym rozgrywa się akcja całego serialu, sprawia wrażenie na pozór niewinnego. Ale nie dajcie się zwieść. Wszystko rozpoczyna się od śledztwa, prowadzonego przez Betty wraz z Jugheadem, zaś Archiego zaczynają atakować demony z przeszłości. Na balu szkolnym Veronica dowiaduje się kilku nieprzyjemnych rzeczy na swój temat, jednak zabawa zostaje gwałtownie przerwana. Czy taki początek historii może zwiastować coś dobrego i wciągającego? Spróbuję odpowiedzieć na to, jakże ważne, pytanie. 

Muzyczne dodatki i inne atrakcje

Na początek muszę wszystkich ostrzec. W sezonie piątym twórcy postanowili również uraczyć widzów odcinkami niczym z musicalu. I tak, pomiędzy obrazami opisującymi normalną historię, pojawiają się całe seanse oparte na motywach zaczerpniętych ze znanych musicali, takich jak Jesus Christ Superstar (w Polsce w 1987 r.; swoją drogą byłam na nim i gorąco polecam każdemu, kto tylko ma możliwość obejrzenia!). Niektórym podobna tematyka może zdawać się już nieco nudna, dla osoby takiej jak ja, czyli zakochanej w takiej formie przekazu, okazało się to być przysłowiową wisienką na torcie. Miałam wrażenie, że dzięki tym muzycznym fragmentom twórcom udało się w jakiś oryginalny sposób dopełnić przedstawianą tutaj historię. 

riverdale
Kadr z serialu

Niewątpliwie należy także dodać, że reżyserzy tej produkcji wiedzą, jak stopniować napięcie i co się widzom konkretnie podoba. Piąty sezon składa się łącznie z dziewiętnastu obrazów i praktycznie każdy z nich kończył się w taki sposób, że trzeba było od razu obejrzeć kolejny (jak dobrze, że Netflix udostępnia od razu wszystkie odcinki sezonu!). Nie zabrakło więc tu zaskakujących twistów i czasem dość specyficznego przedstawienia całej historii. 

Odgrzewany kotlet?

Czy piąty sezon  Riverdale to twór, który już powinien zdążyć się opatrzyć widzom? Poniekąd tak. Pojawiają się w nim bowiem historie, przewijające się także we wcześniejszych odcinkach. Prostym przykładem może być odwieczna wojna pomiędzy Veroniką Lodge a jej ojcem, Hiramem Lodge’m. Przyznam szczerze, że te fragmenty akurat w pewnym momencie stały się dla mnie już nudne, bo ileż można oglądać ich coraz to nowsze potyczki? 

Spodobała mi się natomiast kreacja Archiego w tym sezonie. Twórcy ukazali go jako dojrzałego już mężczyznę, który choć młody, zdążył przeżyć na froncie sporo złego. Bohater plasuje się tutaj na miejscu lidera. Postanawia nie tylko pomścić swoich wojennych kamratów, ale także dać nowe życie ukochanemu miasteczku, które chyli się ku upadkowi. 


W tym sezonie Riverdale odradza się niczym feniks z popiołów. W moim odczuciu także przewija się tutaj o wiele więcej mroku i śmierci niż poprzednio. I właśnie w taki mrok wniknęła pewnego dnia Betty Cooper, której miejscami było mi naprawdę szkoda, zwłaszcza gdy własna matka nie potrafiła jej pokazać, że ją darzy chociaż niewielką miłością. 

riverdale
Kadr z serialu

Jednak i tak największą rolę w piątym sezonie Riverdale odegrała Madelaine Petsch, która wcieliła się ponownie w postać Cheryl Blossom. Niezmiennie ta aktorka zaskakuje swoją kreacją, mimiką i talentem… Wokalnym. Uwielbiałam sceny z nią i tylko czekałam, kiedy znów się pojawi na ekranie. Reszta aktorów zagrała poprawnie, ale to właśnie Madelaine wychodzi przed szereg i ukazuje swoją postać tak, że widz zapamięta ją na długo. 

Z kolei przechodząc do samego zakończenia, może ono wbić w fotel, ale tylko tych mniej doświadczonych w tego typu produkcjach. Może gdyby nie fakt, że gdy oglądałam finałową scenę piątego sezonu, na Netflixie był już dostępny kolejny, to inaczej bym ją odebrała. Ale tak wywołała ona u mnie lekkie przyspieszenie serca i zdumione westchnienie, ale z pewnością nic więcej. 

Czy warto obejrzeć?

Tak jak już wspomniałam na samym początku tej recenzji: ten serial albo się kocha, albo nienawidzi. Na własnej skórze trzeba się przekonać, do której z tych dwóch grup się należy. 

Po seansie piątego sezonu Riverdale zapoznałam się z kilkoma opiniami w sieci na jego temat i trafiłam na sporo wzmianek o tym, że pierwsze sezony oglądało się lepiej, bo serial jawił się jako coś nowego. Wiecie, małe miasteczko, kilku mieszkańców i wiele tajemnic do odkrycia to zawsze będzie przepis na sukces. Tylko że trzeba również wiedzieć, gdzie postawić granicę, aby zakończyć całość w odpowiednim momencie. Twórcy tego serialu raczej jeszcze długo nie zaprzestaną wymyślać nowych wątków i będą nimi raczyć widzów przynajmniej przez kilka kolejnych sezonów. 

riverdale
Kadr z serialu

Odpowiadając na postawione pytanie to stwierdzam, że warto się zapoznać z kontynuacją przygód ulubionych bohaterów, bo dzieje się tutaj naprawdę sporo i nie ma miejsca na nudę. o z pewnością nie jest obraz stworzony do prasowania czy gotowania, bo jednak trzeba śledzić akcję i dość mocno skupić się na przedstawianej historii. 

Podsumowanie

Piąty sezon Riverdale okazał się udaną i przyjemną w odbiorze kontynuacją jednego z moich ulubionych seriali. Obok wątków, poznanych przez widza już w poprzednich epizodach, pojawia się szereg nowych, które tylko podsycają ciekawość i sprawiają, że ciężko oderwać się od ekranu. Myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: pojawia się sporo romansu, odrobina kryminału, czasem historia opowiadana jest w formie musicalu czy też filmów akcji. Na Netflixie pojawił się niedawno szósty sezon, więc już nie mogę się doczekać, aż w końcu go zobaczę. 

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Kolejny sezon popularnego serialu dla młodzieży (ale nie tylko!), czyli „Riverdale”, zaskakuje, wciąga, intryguje, a czasem nawet wywołuje ciarki na plecach. Myślę, że to na tyle udana kontynuacja, że warto się nad nią pochylić na dłużej. Choćby dla zobaczenia uroczego, a zarazem złowieszczego uśmiechu Cheryl Blossom.
Paulina Korek
Paulina Korekhttp://zaczytanapanna.blogspot.com
Bez pamięci oddała się czytaniu książek. Zadowoli ją dosłownie każdy gatunek, byle tylko treść była wciągająca. Nie oznacza to wcale, że nie ma swoich ulubionych gatunków. Należą do nich: kryminały, thrillery, romanse, erotyki, horrory. Po skandynawskich autorów sięga już w ciemno. Oprócz literatury jej pasjami są także filmy, zwierzęta, podróże oraz odwiedzanie wszelkich wydarzeń z tym związanych. W przyszłości chciałaby napisać własną książkę.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Coraz mroczniej. „Riverdale” – recenzja serialu, sezon 5Kolejny sezon popularnego serialu dla młodzieży (ale nie tylko!), czyli „Riverdale”, zaskakuje, wciąga, intryguje, a czasem nawet wywołuje ciarki na plecach. Myślę, że to na tyle udana kontynuacja, że warto się nad nią pochylić na dłużej. Choćby dla zobaczenia uroczego, a zarazem złowieszczego uśmiechu Cheryl Blossom.