Bunt maszyn. „Westworld” recenzja 1. odcinka 2. sezonu

Do kontynuacji swojego hitu z 2016 roku HBO zastosowało podejście iście netflixowe: „Nie bądźmy niewolnikami terminów – nowy sezon będzie wtedy, kiedy będzie gotowy”. Czas mija szybko i tak oto, półtora roku po emisji pierwszego odcinka serialu Westworld, szykujemy się do premiery drugiego (mieliśmy okazję obejrzeć pierwszy epizod nowej odsłony produkcji, o którym zaraz wam trochę opowiem).

[Uwaga! W recenzji znajdują się bardzo duże spoilery do zakończenia pierwszego sezonu Westworld].

Journey Into Night, bo taki tytuł nosi premierowy odcinek drugiej odsłony Westworld, który miałam okazję zobaczyć na zorganizowanym przez HBO pokazie, trwa aż siedemdziesiąt minut. Dużo? A właśnie, że nie! Cały ten czas ledwo starcza na ponowne spotkanie z bohaterami i zarysowanie wątków, których możemy się spodziewać w nowym sezonie . Na szczęście odcinek jest dobrze przemyślany – nie wpada ani w pułapkę dłużyzn, ani nie sprawia wrażenia, że reżyser pośpiesznie odhacza kolejne punkty na liście.

Kadr z promocji serialu „Westworld”
Będzie się działo

Co więc słychać u naszych bohaterów? Znajdujemy ich z grubsza tam, gdzie ich ostatnio widzieliśmy. Główne atrakcje ekstrawaganckiego parku rozrywki Westworld, kontrolowane przez ludzką obsługę miejsca androidy, określane mianem gospodarzy, wykonały gwałtowny przeskok w stronę samoświadomości i, delikatnie mówiąc, nie spodobało im się to, czego się dowiedziały. Jakiś czas po wielkiej masakrze, której dokonała na uczestnikach odbywającej się w parku korporacyjnej imprezy niegdyś słodka i łagodna córka farmera Dolores (Evan Rachel Wood), role się odwróciły. Gospodarze nie są już dłużej biernymi ofiarami gości odwiedzających park – to zwiedzający, którzy mieli pecha znajdować się na terenie Westworlda w momencie buntu Dolores i innych, są teraz zależni od kaprysów androidów.

Fani obrazu bez problemu rozpoznają w pierwszym odcinku drugiego sezonu serial, który zdążyli już poznać i pokochać. Niezależnie od zmian, jakie mogą nas czekać później, twórcy zdecydowanie postawili na ewolucję, zamiast na gwałtowną rewolucję w założeniach produkcji. Znów widzimy te same twarze (choć, niestety, nie znajdziemy już wśród nich granego przez Anthony’ego Hopkinsa Roberta Forda), znajome widoki (ale pojawiają się pierwsze sugestie, żeby może się jednak do końca do nich nie przyzwyczajać), a nawet i podobny sposób prowadzenia narracji (poszatkowana chronologia!).

Kadr z serialu „Westworld”

Równocześnie jednak wszystko zaczyna się zmieniać, co najdobitniej symbolizują quasi-militarne jednostki wysłane do posprzątania całego tego bałaganu – estetyką skrajnie różne zarówno od nostalgicznych bezdroży Dzikiego Zachodu, jak i od zimnych, nowoczesnych wnętrz centrum operacyjnego parku. Nigdzie nie znajdziemy również dawnej niewinnej Dolores – jest ona teraz bezwzględna, rozczarowana sporą częścią świata, a Evan Rachel Woods chyba nigdy tak dobrze nie bawiła się na ekranie. Wiele zmian zachodzi również w życiu Bernarda (Jeffrey Wright), który w pierwszym sezonie odkrył, że jest androidem. Problemem dla niego nie są jedynie filozoficzne implikacje wynikające z nowo uświadomionej natury – najbardziej naglące zdają się różnego rodzaju dziwne „awarie” ciała i umysłu.

Z rzeczy wartych jeszcze wspomnienia: źródłem nieustającej radości pozostaje Maeve (Thandie Newton), android obsadzony w roli właścicielki burdelu, obowiązkowego wszak na wyobrażonym Dzikim Zachodzie. W finale pierwszego sezonu miała ona szansę uciec z parku, wtopić się w tłum ludzi i na zawsze zapomnieć o traumie Westworlda – zdecydowała się jednak powrócić do parku, aby odnaleźć swoją córkę z poprzednio odgrywanej roli. Maeve zdaje się być najbardziej ludzka ze wszystkich postaci, a przynajmniej najbardziej świadoma tego, co w człowieczeństwie jest istotne. Nie obchodzi jej za bardzo to, że jej uczucia do córki to „tylko” fikcja, część napisanego przez kogoś scenariusza – wie, co czuje, a pochodzenie tych uczuć nie okazuje się dla niej rzeczą istotną.

Plakat serialu „Westworld”

Oczywiście sezonu nie da się ocenić po jednym odcinku. Premiera, z którą miałam okazję się zapoznać, to tylko przedsmak. Posiadam pewne wątpliwości i obawy – nie jestem, na przykład, do końca pewna, że całość nie okaże się koniec końców tylko lekko odświeżonym pierwszym sezonem. Odcinek przekonał mnie jednak do tego, żeby przy serialu pozostać – można by to ujmować w inne ambitniejsze słowa, ale po prostu ciekawi mnie, co dalej! A to, nie ukrywajmy, jedna z lepszych rekomendacji, które można wystawić premierze sezonu jakiegokolwiek serialu.

 

 

 

Tytuł oryginalny: Westworld

Twórcy: Jonathan Nolan, Lisa Joy

Gatunek: Fantastyka, Western

Komentarze

  • 19 kwietnia 2018 o 13:44

    Bardzo ciekawa recenzja. Westworldu nigdy nie oglądałam, ale po przeczytaniu tego tekstu, czuję się zachęcona… HBO, nadchodzę!

    Odpowiedz
  • 19 kwietnia 2018 o 10:28

    Szczerze mówiąc byłam pewna, że to serial na jeden sezon, przynajmniej takie wrażenie sprawiała fabuła. Ale widzę, że w 2 sezonie robi się ciekawie 😀

    Odpowiedz
  • 19 kwietnia 2018 o 10:26

    Świetna recenzja! Oby cały sezon był tak dobry, jak zapowiada się 1 odcinek.

    Odpowiedz
  • Monika Doerre
    19 kwietnia 2018 o 10:26

    Nie mogę się doczekać premiery! To jeden z najbardziej oczekiwanych serialów tego roku, przynajmniej przeze mnie. I widzę, że może być ciekawie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.