Ziemniak filarem cywilizacji. „Before We Leave” – recenzja gry wideo

-

Do gier strategicznych pałam miłością prawdziwą, lecz trudną i nieodwzajemnioną. Mogę pochwalić się długimi godzinami spędzonymi na przykład przy Age of Empires (drugiej i trzeciej części) czy serii Anno, ale nie jestem wybredny: jeśli tytuł ma choć zalążek makro- lub mikrozarządzania, dam mu szansę. Czy to znaczy, że potrafię więc w nie grać? Absolutnie nie. Pomimo setek godzin w piątej Civilization, wciąż nie wychodzę poza normalny poziom trudności. Przez to z zazdrością patrzę choćby na graczy Europa Universalis – wiem, że to nie mój level.
Potwór Frankensteina

Ale zanim zabrałem się za potwory typu Stellaris i Total War, zauroczenie me zaczęło się niewinnie: od serii Settlers, do której zresztą wracam, gdy napadnie mnie nostalgia. Rzecz jasna nie do tych najświeższych części, ale do trójki. Stosunkowo lekka i przyjemna, zapewnia chwilę oddechu od globalnego planowania choćby we wspomnianej Cywilizacji. Aż tu nagle obiło mi się o uszy, iż producent i wydawca Team 17 (znany w naszym kraju przede wszystkim ze świetnych Wormsów) postanowił ożenić ze sobą te dwa style rozgrywki. Cukierkową grafikę i mikrozarządzanie osadą oraz skomplikowane statystki o handlu, kolonizacji nowych ziem, poziomie szczęścia mieszkańców, globalnej produkcji i eksploracji kosmosu. Nie wierzyłem, że to ma prawo się udać, jednakże ujrzałem Before We Leave na własne oczy.

Witaj, przygodo!

Jak to w grach tego rodzaju bywa, bierzemy pod swe skrzydła grupę zagubionych osadników i zaczynamy, cegiełka po cegiełce, budować swą przyszłość. W tym jednak wypadku schemat ten rozmywa się już na starcie: naród Peeps’ów (serio, tak się nazywają) opuszcza właśnie swój podziemny schron. Rzecz jasna skrył się tam przed apokalipsą pewnego rodzaju, lecz wiele dziesiątek lat później najwyższa pora porzucić bezpieczny kąt i wyjść na powierzchnię. Wszystko, co tam znajdziemy, prędzej czy później wykorzystamy w odbudowie naszej cywilizacji.

Zaczniemy jednak od poletka z ziemniakami, by nasi mieszkańcy mieli co jeść… Czemu akurat kartofelki? Ktoś tu może oglądał Marsjanina z Mattem Damonem i docenił ich odżywcze wartości? Skoro brzuchy pełne niepuszkowanego żarcia, to lecimy już z górki. Wiadomo, najpierw chata drwala i kamieniołom, bo budulec ważna rzecz. Potem domy mieszkalne, studnie ze świeżą wodą, kopalnie, inne rodzaje upraw, generatory prądu, fabryki, uniwersytety badawcze… Chwila moment, czemu moje Peepsy chodzą tak nieszczęśliwe i nie chcą pracować? Przecież pora odkrywać inny kontynent! Jakie drogi? Jakie skażenie? Gdzie się podziały moje lasy?

Jeszcze raz

Życie nie wybacza zbyt wielu błędów, jednakże gry video to co innego: mają przecież systemy zapisu. No i samouczek, który w przypadku Before We Leave stoi na naprawdę wysokim poziomie. Prowadzi gracza za rękę, jednak nie szarpie na prawo i lewo, pokazując każdy detal. „Żeby zbudować to i to, musisz najpierw ogarnąć odpowiednie badania na uniwerku, doprowadzić drogę i zapewnić pracowników. Tych zyskujesz, budując chaty, a później szkoły dla dzieci.

Widzisz te statystki? Ta zakładka pokazuje poziom zadowolenia mieszkańców. Och, a pozostałe dziesięć zakładek? Reszta danych, sprawdzaj je na bieżąco, by wiedzieć, co się dzieje na twoim podwórku”. Dość powiedzieć, że spędziłem blisko dwie godziny w tutorialu, a właściwie w ogóle tego nie poczułem. Dopiero po tym czasie system zaproponował odczepienie dodatkowych kółek i jazdę bez trzymanki. Tuż po tym jak założyłem osadę na innej wyspie i zacząłem wytwarzać szkło… Została jeszcze masa pracy, by podbić kosmos!


Trzeba mierzyć wysoko!

Celem gry nie jest kolonizacja kontynentów, lecz całego układu słonecznego. Na szczęście Peepsy współpracują w każdej kwestii, więc możecie zapomnieć o jakichkolwiek konfliktach, żołnierzach, technologii wojskowej i tak dalej. Będziecie w spokoju układać kolejne trybiki tej maszyny, nieniepokojeni przez nikogo. Przynajmniej do czasu, aż opuścicie powierzchnię planety: kosmos to niezbyt bezpieczne miejsce, pełne choćby wielorybów.

Dziecko

Aby prościej przedstawić wam tego uroczego mutanta zwanego Before We Leave, zatrzymamy się na chwilę przy jego wspomnianych już rodzicach/inspiracjach. Po Setllersach zdecydowanie odziedziczył wygląd i głos: zaokrąglone niezbyt szczegółowe modele oraz ścieżkę dźwiękową tak neutralną, jak to tylko możliwe. Bywają momenty, iż muzyka tak bardzo stopi się z produkcyjnym tłem, że przestaniecie ją słyszeć. Wciąż będzie jednak dopełniać obrazu tej spokojnej utopii.

Koniecznie trzeba wspomnieć też o mikrozarządzaniu, możecie bowiem ustalić dosłownie wszystko. Osada powstaje od zera, więc poszczególne budynki produkują surowce potrzebne do tworzenia kolejnych konstrukcji, ważna jest także dostępności dróg, mieszkanie oraz zdrowie i zadowolenie pracowników. No i rzecz jasna trzeba to kontrolować na bieżąco, wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym.


Tatuś Cywilizacja wniósł natomiast globalne podejście do tematu. Przecież miasto to tylko początek, czekają nowe kontynenty i planety! Z każdym krokiem postawionym na heksagonalnych polach stajemy się coraz więksi i pewniejsi siebie, a z każdym kolejnym kryzysem wątpimy we własną inteligencję. Mnogość statystyk potrafi przytłoczyć, ale gwarantuję: gdy poprawnie ustawicie swój pierwszy węzeł handlowy, satysfakcja będzie tego warta. Wtedy prawdopodobnie przypomnicie sobie o skażeniu terenu i poziomie szczęścia Peepsów, ale przecież to tylko kolejne z codziennych cywilizacyjnych problemów. Bardziej drażniącą kwestią może okazać się drzewko technologiczne oraz punkty badań, które nie są nieskończone.

Ale w pełni samodzielne!

Dość dokuczania: jakkolwiek zauważam masę cech wspólnych z innymi tytułami tego gatunku, Before We Leave stoi na własnych, zdrowych nogach. Zachęca nietypowym podejściem do tematu (brak konfliktów militarnych i postapokaliptyczne wykorzystanie surowców przeszłości), wykorzystując ogólnie znane, sprawdzone mechaniki. Oferuje nawet cztery gotowe miniscenariusze, kompletnie przetasowujące podstawowe zasady. Paradoksalnie najbliżej temu tytułowi do Stardew Valley: jest idealny na długie zimowe wieczory. Po prostu usiądź i zasiej nową cywilizację, patrz jak rośnie, zbieraj plony i twórz nowe pola na innych planetach! Ciekawe czy Marsjanie polubią ziemniaki?

  • Urocza grafika
  • Mikro i makrozarządzanie
  • Kosmos to ostatnia granica
  • Logika w budowaniu kolejnych etapów rozwoju cywilizacji

  • Muzyka troszkę za bardzo nijaka
  • Brak polskiej wersji
  • Poziom skomplikowania statystyk potrafi przytłoczyć

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Niech nie zwiedzie was infantylna szafa graficzna oraz brak wrogich cywilizacji - to tylko zasłona dymna. "Before We Leave" to pełnoprawna strategia, momentami zaskakująco wymagająca. Syndrom "jeszcze jednej tury" gwarantowany.
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu