Ukradłem ci duszę. „The Last Warrior” – recenzja filmu

Rosyjski film fantasy pod skrzydłami Disneya… Hmmm… Czy z tego mogło wyjść coś dobrego?
Kadr z filmu „The Last Warrior”
Powiedz, dokąd zmierzasz

Historia przedstawiona w filmie zaczyna się dość banalnie. Mężczyzna, z powodzeniem udający maga, zostaje przeniesiony do zaczarowanej krainy, gdzie trafia do lochów. Typowy mieszczuch z konieczności stawi czoła wielu próbom. Baba Jaga będzie chciała go pożreć, wuj zamordować, a  istnieje również przepowiednia, która zwiastuje jego śmierć. Czy ktoś kiedyś powiedział, że w baśniowym życiu czekają same przyjemności?

Opowieści zza wschodniej granicy

The Last Warrior (ros. Posledniy bogatyr) to historia, w której przewijają się motywy z rosyjskich bajek i legend. Mamy więc Babę Jagę, Kościeja Nieśmiertelnego, Miecz Kładziniec czy choćby Wodnika z mitologii słowiańskiej (oraz wiele, wiele więcej). Zważywszy na to, że bardzo lubię dawne opowieści, podobało mi się, iż wykorzystano w filmie ich motyw. Zrobiono to z wielkim poczuciem humoru i dystansem do historii. Świetnie się bawiłam, śledząc, często dość nieudolne, zmagania Iwana, który znalazł się w baśniowym świecie i długo uważał, że to halucynacje wywołane uderzeniem w głowę lub nafaszerowaniem prochami. Chatka na kurzych nóżkach? Mistrzostwo! Poza tym w produkcji pojawia się bardzo ciekawy motyw trójgłowego smoka. Co jak co, ale tego się nie spodziewałam.

Kadr z filmu „The Last Warrior”
Zderzenie dwóch światów

Technologia kontra magia. Współczesność kontra czasy rycerzy i walk na miecze. Cóż, w tych starciach trudno wskazać jednoznacznego zwycięzcę. Szala przechyla się z jednej strony na drugą. Jednak z tej „walki” wynika sporo bardzo zabawnych sytuacji.

<Kiwa głową z uznaniem>

Muzyka kluczem do serca… Poprzednie zdanie można potraktować wręcz dosłownie. Kto zobaczy pewną scenę, będzie wiedział, o co mam na myśli. Chciałam jednak wam napisać, że ścieżka dźwiękowa wypada całkiem dobrze. Podobało mi się, że twórcy filmu wykorzystali w nim także rodzime kawałki. Poza tym muzyka wpasowuje się w klimat opowieści przedstawionej na ekranie i dobrze komponuje z całą historią.

Kadr z filmu „The Last Warrior”

Myślałam, że efekty specjalne będą raziły w oczy. Co jak co, ale wciąż tkwiła mi w głowie informacja, że to rosyjski film, a jakoś nie mam dobrych wspomnień związanych z produkcjami naszych wschodnich sąsiadów. Jednak, o dziwo, nie było tak źle. Kilka razy rzeczywiście niedoróbki rażą w oczy (nie wiem, jak stali z funduszami), szczególnie przy scenach z sową, ale jest lepiej niż się spodziewałam.

Jeśli jestem już przy plusach filmu, to wspomnę jeszcze o całkiem niezłej charakteryzacji. Dość daleko jej do poziomu z kasowych produkcji, ale mimo wszystko, jak człowiek nie przypatruje się bardzo dokładnie, wypada dobrze.

Poza tym w The Last Warrior można znaleźć kilka naprawdę fajnych ujęć.

Bo nie może być tak kolorowo

No tak, nie mogło być przecież cały czas tak kolorowo. Gra aktorska nie stoi tutaj na najwyższym poziomie. Nie zrozumcie mnie źle i nie odbierzcie tego w kategorii: „To zwykły szajs”, co to to nie. Aktorzy naprawdę się starają, ale najzwyczajniej w świecie nie zawsze im wychodzi. Czasem ma się wrażenie, że chcą aż za bardzo oddać emocje swojej postaci. Mnie w szczególności nie przekonała Wasylisa (nie mogę niestety znaleźć nazwiska aktorki. Wybaczcie, ja nie panimaju po rosyjsku, by zrozumieć cyrylicę). Była taka nijaka. W scenach walki dawała radę, ale jeśli chodziło o zwykłą rozmowę, to szło jej gorzej.

Kadr z filmu „The Last Warrior”
A jednak wyszło coś ciekawego

The Last Warrior to film godny uwagi. Pod względem wykonania nie dorównuje produkcjom Marvela, jednak jeśli chodzi o część humorystyczną, to naprawdę niezły przeciwnik. Muszę przyznać, że historia sama w sobie również jest intrygująca. Na ekranie cały czas coś się dzieje. Twórcy filmu dostarczają nam sporą dawkę przygody i kilka zaskakujących zwrotów akcji. Nie sposób się nudzić. Zakończenie sugeruje, że możliwe jest powstanie kolejnej części, co niezmiernie mnie cieszy, gdyż z przyjemnością zasiądę przed ekranem TV, by obejrzeć dalsze losy bohaterów.

 

 

Tytuł: The Last Warrior

Reżyseria:  Dmitriy Dyachenko

Rok powstania: 2017

Czas trwania: 114 minut

Wynik
7/10
7/10
  • Ocena - 7/10
    7/10

Komentarz

Bardzo fajne połączenie współczesności z dawnymi legendami. Nieco zmiksowane i pomieszane. Tu nic nie jest tak oczywiste, na jakie się wydaje. Poza tym znajdziecie tu sporą dawkę humoru i ciekawą historię. Dawno nie bawiłam się tak dobrze.

Sending
Oceny czytelników
0/10 (0 votes)
Patrycja Jankowska

Dnie spędzam z nosem w książkach (zdecydowanie nie naukowych, a powinnam, bo oddech magisterki czuję na karku), które, jak to pięknie ujęła Monika, „osnuwają mnie delikatną mgiełką literackiej przygody”. Ponoć wiedźma – z pewnością charakterologiczna! Książki, psy, siatkówkę i góry kocham całym serduchem! W wolnym czasie łażę z aparatem gdzie się tylko da i skrobię do szuflady.

Komentarze

  • Paulina Korek
    9 sierpnia 2018 o 13:03

    Nie dawno miałam okazję właśnie obejrzeć ten film. Nie miałam jakiś dużych oczekiwań, chociaż to że Disney wziął go pod swoje skrzydła sporo mogło powiedzieć. Serio, nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie i sprawi tyle przyjemności. Z postaci to najbardziej podobał mi się Wodnik (był uroczy <3) oraz Baba Jaga – niby zrzędliwa i zła, ale z drugiej strony potrafiła dobrym żartem zasadzić. Film godny polecenia i z pewnością, jeśli tylko powstanie, to obejrzę i drugą część 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.