Towarzysz Superman. „Superman. Czerwony Syn” – recenzja komiksu

-

Świat komiksu pełen jest przeróżnych interpretacji danego bohatera. Każdy scenarzysta ma prawo wprowadzić zmiany, czy to w charakterze, czy też wyglądzie danej postaci. Mark Millar, autor komiksu Superman. Czerwony Syn postanowił zadać sobie pytanie, co by było, gdyby Clark Kent, znany światu jako Superman, zamiast w amerykańskim Smallville, wylądował na terenie Związku Radzieckiego i to w czasach konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a państwem rządzonym przez Józefa Stalina.
Scenarzysta gwiazdor

Można śmiało uznać, że Mark Millar to jedna z najbardziej rozpoznawalnych osób w branży komiksowej. Kojarzycie takie filmy jak Kingsman, Wanted czy Kick-Ass? Wszystkie są oparte na komiksach autorstwa tego szkockiego pisarza. Tworzył on historie chociażby dla Marvel Comics, DC Comics i Image Comics. Spod jego ręki wyszły takie kultowe dzieła, jak Old Man Logan czy Civil War, które również stanowiły podwaliny pod produkcje filmowe. Superman. Czerwony Syn to obok dwóch wyżej wymienionych komiksów jeden z najpopularniejszych wśród fanów tego autora.

To nie mój bohater

Superman nigdy nie był moim ulubionym superbohaterem. Ciężko znaleźć mi coś interesującego czy intrygującego w postaci, która jest najzwyczajniej w świecie zbyt idealna. Dziecko Kryptonu jest przecież, z perspektywy człowieka, bogiem. Nadludzka siła i wytrzymałość wzbogacona przeróżnymi, dodatkowymi umiejętnościami powodowały, że omijałem tę postać z daleka. Jednak Mark Millar postanowił wziąć uwielbianą przez miliony czytelników jednostkę i przedefiniować jej historię po swojemu. Czy mu się to udało? Według mnie – nie do końca.

Alternatywa

Rok 1938, kapsuła z noworodkiem ląduje na terenie Związku Radzieckiego. Jej pasażerem jest dziecko, które w przyszłości okaże się być najpotężniejszą istotą, jaka stąpała po kuli ziemskiej, Clark Kent – Superman. Jak można się łatwo domyślić, ten trafia pod skrzydła samego Józefa Stalina, a ten namaszcza go na swego następcę. I mogłoby wyjść z tego coś naprawdę nietuzinkowego, z Supsem jako wszechpotężnym dyktatorem, no ale pomysł Millara tylko na papierze wygląda fenomenalnie. W praktyce, moim zdaniem, dostaliśmy produkt ze zmarnowanym potencjałem, który poszczególne elementy ma może i ciekawe, lecz jako całość sprowadza się do tego samego, co większość komiksów o Człowieku ze stali. Do dylematów moralnych mających zaważyć na losach świata. Już ciekawsze rozwiązanie zastosowano w grze wideo Injustice, w której Clark Kent również staje do walki z całą gamą bohaterów ze stajni DC Comics.

Przerost formy

W Czerwonym Synu Millar sięga po cały dobrobyt świata DC Comics, tak więc na kartach komiksu mamy okazję zobaczyć przerobione na nową modłę postacie. Zakochaną w Supermanie Wonder Woman, terrorystę Batmana, gwiazdę lotnictwa – Zieloną Latarnię oraz oczywiście arcyzłego Lexa Luthora, który jest jeszcze bardziej inteligentny niż dotychczas, stając się głównym przeciwnikiem gościa strzelającego laserami z oczu. Tylko że połowa tych postaci jest tutaj zbędna i wprowadzona chyba tylko po to, by dodać kilka stron więcej z nawalanką w tle. Tak jak wspomniałem, jako motyw wygląda to ciekawie, lecz po przerzuceniu na karty komiksu staje się powielaniem tego, co już kiedyś dostaliśmy, tyle że lekko „odliftingowanego”. Mnie to nie porwało. Wizualnie prezentuje się po prostu ok. Nie jest to najwyższa klasa wśród powieści graficznych, które czytałem. Rysunki Dave’a Johnsona i Andrew Robinsona są nieco zbyt toporne i pozbawione szczegółów, o które historia i postacie aż się proszą.

Zmarnowany potencjał

Nie zrozumcie mnie źle, Czerwony Syn nie jest złym komiksem. W mojej ocenie to po prostu kolejny zmarnowany potencjał na coś naprawdę mocnego. Coś, o czym czytelnicy będą dyskutować wiele lat po lekturze. A dostaliśmy po prostu alternatywną historię o Supermanie, który próbuje być władcą idealnym, w pewnych sytuacjach trochę przesadza, idzie po rozum do głowy i potem „żyli długo i szczęśliwie”. Do przeczytania na raz i odstawienia na półkę.


 

Tytuł: Superman. Czerwony Syn

Autor: Mark Millar

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 168

ISBN: 9788328110229

podsumowanie

Ocena
4

Komentarz

Pomysł, który w głowie Marka Millara wydawał się być genialny, na papierze nie sprawia już takiego wrażenia. Zmarnowany potencjał na coś naprawdę nietuzinkowego i najlepszy komiks o Supermanie. Do przeczytania na raz i odłożenia na półkę.
Bartosz Tomaszewski
Za dzieciaka na Gwiazdkę dostał pierwszą trylogię “Gwiezdnych Wojen” na kasetach VHS i to był moment, w którym na dobre rozkochał się w kinie. Prawdopodobnie nigdy nie dorośnie. Zbiera LEGO i uwielbia pandy, z którymi się utożsamia. Kino trykociarskie, komiksy superhero, science-fiction, Rammstein i Manchester United, to rzeczy, do których ma słabość i jest im w stanie wiele wybaczyć. Na insta znajdziecie go pod nickiem bartoszewsky1989.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu