Różne spojrzenia. „II wojna domowa: X-Men” – recenzja komiksu

-

II wojna domowa: X-Men to kolejny z tie-inów do eventu Marvel Comics, w którym naprzeciw siebie stają Iron Man i Kapitan Marvel. Dowiadujemy się z niego, jaki wpływ na życie mutantów miało pojawienie się Inhumana Ulyssesa oraz jego tajemniczych wizji.
Konflikt interesów

Podczas gdy Tony Stark i Carol Danvers starają się przekonać do swoich racji jak największą liczbę superbohaterów komiksowego świata Marvela, w społeczności X-Menów dochodzi do kolejnego już rozłamu. Po przeciwnych stronach barykady stają Storm oraz Magneto, wspierani przez większe grupy mutantów. Jak to zwykle bywa, każda z nich ma swoje zdanie na temat rozgrywających się wydarzeń i każda próbuje poradzić sobie z nimi na swój sposób. O ile mutantka posiadająca zdolność manipulacji zjawiskami pogodowymi próbuje zrozumieć niecodzienne umiejętności młodego Inhumana i korzystać z nich, o tyle Mistrz Magnetyzmu podchodzi do sprawy zdecydowanie bardziej sceptycznie. Na jego poglądy wpływa oczywiście sytuacja, w jakiej znajdują się mutanci. Odkąd na Ziemi pojawiła się mgła terrigenu, życie wszystkich homo superior znajduje się w ogromnym zagrożeniu. Jest dla nich śmiertelnie niebezpieczna i z dnia na dzień zmniejsza ich populację. Magento obawia się, że królowa Inhumans – Medusa – zamierza wykorzystać Ulyssesa do całkowitego unicestwienia X-Menów. Jak na osobnika o trudnym charakterze przystało, Erik Lensherr postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i rozprawić się z tym problemem raz na zawsze, tak, by mutantom znowu żyło się lepiej. Oczywiście taki obrót wydarzeń doprowadza nie tylko do konfliktu wewnątrz społeczności mutantów, ale również pomiędzy nimi a rasą Inhumans.

Dezorientacja

Już od pierwszych stron komiksu można wyczuć, że przedstawiona w nim historia skierowana jest do odbiorcy posiadającego znikomą wiedzę o postaciach, które pojawiają się na jego kartach. Twórcy wykorzystali bowiem zabieg notorycznego podpisywania prawie wszystkich bohaterów. I nie, nie robią tego raz na jakiś czas. Te podpisy pojawiają się notorycznie przy takich postaciach jak Magneto, Storm, Medusa, Psylocke, Nightcrawler, Logan – czyli tych, których w tym komiksie jest naprawdę dużo. Przyznam szczerze, że już po kilkunastu minutach lektury staje się to bardzo irytujące. Jeśli dodamy do tego fakt, że postacie aż do przesady tłumaczą działania, które w danym momencie podejmują, to warto zadać sobie pytanie, co tu się za przeproszeniem odstawia. Poczułem się wręcz tak, jakby osoby odpowiedzialne za komiks traktowały mnie jak jakiegoś ułomnego czytelnika, który nie potrafi na przestrzeni kilku stron zapamiętać imienia i wyglądu danej postaci i czy w danym momencie wykonuje ona fikołka, czy jednak obija komuś facjatę. Jeśli ktoś założył, że ma to być produkt dla małoletniego odbiorcy, to dlaczego na wielu kadrach widnieją pourywane kończyny i krew? Coś tu ewidentnie jest nie tak i psuje to ogólny odbiór historii, która i tak nie powala na kolana. Stwierdziłbym wręcz, że jest zbędnym dodatkiem do głównego wydarzenia – II wojny domowej. Jedyne sensowne informacje, jakie możemy z niego wyciągnąć, to fakt, że między X-Menami i Inhumans doszło do konfliktu, a Magneto chce rozstrzygnąć go na swoją korzyść, przy czym nie zamierza ograniczać się w środkach. Problem w tym, że wątek ten rozciągnięty jest na aż cztery zeszyty, a mógłby spokojnie zmieścić się w jednym.

Bazgroły

Nie przypadła mi do gustu również oprawa graficzna. Modele postaci sprawiają wrażenie, jakby były rysowane po łebkach, a kolorystyka nie odzwierciedla nieco ponurego i poważnego wątku fabularnego. Za dużo tu pstrokatych kolorów i ogólnego bałaganu w kadrach. Tak samo jak w przypadku II wojny Domowej – Amazing Spider-Man odnoszę wrażenie, że komiks powstał na kolanie, byle wyrobić się na czas z publikacją kolejnych zeszytów. Średnio, naprawdę średnio. Dlatego też z przykrością stwierdzam, że to produkt niewarty waszego cennego czasu, który możecie spożytkować np. na wyjście na spacer albo ciekawą lekturę.

Ps. Jako dodatek dostajemy opowieść Amazing Adventures #9 z 1970 roku, w której grupa Inhumans poszukuje zaginionego Black Bolta. Można ją potraktować jedynie jako ciekawostkę i przykład tego, jak paskudne wizualnie i fabularnie potrafiły być komiksy publikowane lata temu.


 

Tytuł: II wojna domowa X-Men

Autor: Cullen Bunn

Ilustrator: Andrea Broccardo

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 112

podsumowanie

Ocena
4

Komentarz

Historia X-Menów rozgrywająca się podczas II wojny domowej to w mojej ocenie komiks tylko dla osób zdeterminowanych, by sięgnąć po kolejne przygody mutantów. Ani to ładne, ani to wciągające.
Bartosz Tomaszewski
Za dzieciaka na Gwiazdkę dostał pierwszą trylogię “Gwiezdnych Wojen” na kasetach VHS i to był moment, w którym na dobre rozkochał się w kinie. Prawdopodobnie nigdy nie dorośnie. Zbiera LEGO i uwielbia pandy, z którymi się utożsamia. Kino trykociarskie, komiksy superhero, science-fiction, Rammstein i Manchester United, to rzeczy, do których ma słabość i jest im w stanie wiele wybaczyć. Na insta znajdziecie go pod nickiem bartoszewsky1989.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu