„Ostatnia walka” – fragmenty książki

0
Już niebawem premiera kolejnego tomu serii Rachel E. Carter. Dziś, przed premierą książki, mamy dla was do przeczytania fragment powieści. Miłego!

On jest Czarnym Magiem, a ona zdrajczynią. Świat Ryiah runął, gdy odkryła niecne plany króla Blayne’a. Teraz musi zdradzić wszystko, co kocha, aby uchronić królestwo przed wojną. Rozdarta między miłością a obowiązkiem, sercem a rozsądkiem Ry podejmuje się niebezpiecznej misji. Ma pomóc rebeliantom i przekonać przedstawicieli królestwa Pythus, aby zerwali pakt ze skorumpowanym królem Jeraru, jednocześnie oszukując najpotężniejszego maga w królestwie, a zarazem swojego męża. Wcześniej czy później będzie musiała stanąć do walki.

Rachel E. Carter – amerykańska pisarka fantasy. Autorka bestsellerowego cyklu powieści Czarny Mag, którego dwa tomy, Pierwszy rok i Adeptka ukazały się nakładem wydawnictwa Uroboros. Kandydatka to kolejny tom serii. Książki Carter, pełne magii, miłości i wojny, porównywane są do twórczości Sarah J. Maas.

Ostatnia walka Rachel E. Carter

Premiera 25 marca, wyd. Uroboros

Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska

Fragment 1

To miał być najpiękniejszy dzień mojego życia.

Ogłuszająca wrzawa. Wiwaty, oklaski, okrzyki, a nawet histeryczne łkania – tak najważniejsze rody Jeraru cieszyły się z chwili, którą uważały za uwolnienie od tyranii Caltothian.

 Nie wiedzieli, że to wszystko jest kłamstwem.

Zmusiłam usta, aby ułożyły się w coś, co przypominało uśmiech; serce trzepotało mi w gardle jak tysiące ptasich skrzydeł.

Spojrzenie księcia pomknęło ku mnie przez niewielki podest, na którym staliśmy. Wsparcie z jego strony przyszło w samą porę i wreszcie zdołałam porządnie zaczerpnąć powietrza. Kąciki oczu zwęziły mu się niedostrzegalnie, kiedy zobaczył wyraz mojej twarzy. Zapewne łączył go z ciężką hematytową koroną, którą kapłan przed chwilą nałożył mi na głowę.

Darren nie miał powodu, aby wątpić w mój strach.

Ujął mnie za łokieć i przyciągnął do siebie. Wpatrzony w moje oczy, drugą dłonią ujął mój drżący podbródek i zadarł mi głowę.

Moja skóra zapłonęła pod dotykiem jego stwardniałych palców. Nic na to nie mogłam poradzić. Płonęłam za każdym razem.

Poczułam ciepło oddechu, kiedy musnął wargami moje ucho.

– Pora pocałować moją piękną pannę młodą.

Jego usta smakowały cynamonem i goździkami. Na moment… na moment zapomniałam. Dziewczyna, która była we mnie, drżała w ramionach księcia i odwzajemniała pocałunek, aż podniecenie zaczęło narastać w jej piersi i policzki oblały się szkarłatem, kiedy pogłębił pocałunek, odginając jej głowę do tyłu. Tłum oszalał po raz drugi.

Dziewczyna była szczęśliwa. Lewitowała, upojona tą piękną, idealną chwilą.

Miała odtąd żyć długo i szczęśliwie z chłopcem, którego kochała. I nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia.

Posypały się na nich kwietne płatki.

– Niech żyje Korona!

Kiedy wybrzmiał okrzyk, szczęśliwa dziewczyna gdzieś się ulotniła, a podniecenie ustąpiło wstydowi. Palącemu poczuciu winy. Nienawiści do siebie i samopotępieniu. Odłamki szkła przeszyły moje wnętrze i wyszarpnęłam się z pocałunku tak gwałtownie, że omal nie spadłam z podestu.

Nie potrafiłam udawać. Nie teraz, kiedy wiedziałam, że nasza przyszłość jest kłębowiskiem kłamstw. Wiedziałam, że on już nigdy nie będzie na mnie patrzył tak jak teraz, kiedy wreszcie odkryje prawdę.

– Ostrożnie, siostrzyczko… – Lodowate palce chwyciły mnie za przegub. Gdyby nie one, spadłabym w tłum na dole.

Nadludzkim wysiłkiem zdołałam nie pokazać niczego po sobie i nie krzyknąć, choć każda część mojego ciała dygotała w wirze czerwonej nawałnicy. To był on!

Król Jeraru. Młody chłopak, którego tragedia uczyniła najgorszym ze wszystkich ludzi.

Ręce mi się trzęsły i furia rozpaliła mnie do białości, grożąc wybuchem. Jeszcze chwila, a nie zdołam się…

– Ryiah? – Głos Darrena dotarł do mnie w samą porę.

Król Jeraru puścił mnie ze śmiechem. Ciągle się trzęsłam i puls dudnił mi w uszach.

– Lekki szok. W końcu została księżniczką Jeraru, no nie, bracie? Czego się spodziewałeś?

Ledwie czułam, jak ramię Darrena otacza mnie w talii i pomaga mi zrobić ostatni krok.

– Wiem, za dużo tego wszystkiego – szepnął. Jego słowa przywołały mnie z powrotem, przedarłszy się przez łańcuchy, które skuwały mi płuca. – Przykro mi.

Chciałam mu powiedzieć, że mi też jest przykro, ale nie byłam w stanie przemóc ciężaru języka.

Widziałam tylko martwe ciało mojego młodszego brata, leżące bezwładnie na marmurowej posadzce, i wyraz twarzy Alexa, kiedy mu oznajmiłam, że Derrick nie żyje.

Formułka, wypowiedziana z namaszczeniem przez kapłana, przywróciła mnie do rzeczywistości.

– I oto stoją przed wami następca tronu i księżniczka Jeraru. Po raz pierwszy razem, jako mąż i żona.

Zmusiłam się, żeby wziąć oddech. Przełknąć. A potem poruszać nogami, raz jedną, raz drugą, kiedy książę i ja szliśmy przez wielką salę.

Zapowiadało się na piękną bajkę.

Lecz nie będzie szczęśliwego zakończenia.

**

Siedząc w królewskiej karocy, sunącej wśród tłumów przez ulice Devonu, starałam się naśladować gesty Darrena i Blayne’a. Dworskie uśmiechy i skinięcia głową w odpowiedzi na aplauz i wiwaty. Zrozumienie i obietnica. Dostrzegałam oczekiwanie i nadzieję w tysiącu twarzy ludzi, który tłoczyli się na trasie przejazdu, wyglądali z domów i sklepików. Widziałam las rąk, sypiących ziarno i machających do nas, słyszałam pochwalne śpiewy. Nadzieja była zaraźliwa. Nawet ci, patrzący zza brudnych szyb, zdawali się nią promieniować, jakby raz na zawsze miały minąć czasy strachu i zmartwień. Ich wzrok podążał za promieniem nadziei.

Wierzyli, że Korona ich ocali.

Mimo to nie mogłam ich uznać za głupców. Jeszcze niedawno miałam podobne marzenia.

„Odtąd twoje życie już nigdy nie będzie takie same”.

Darren zauważył mars na mojej twarzy i ścisnął mi dłoń, błędnie odczytując powody mojego niezadowolenia.

– Twoi rodzice z pewnością by tu byli, gdyby tylko mogli – powiedział.

Zerknęłam na nasze splecione palce i przełknęłam z wysiłkiem. Musiałam coś powiedzieć. Im dłużej będę milczeć, tym bardziej będzie się martwił.

Oblizałam usta i odchrząknęłam.

– To by było dla nich zbyt bolesne.

Rodzicom było obojętne, że jedyna córka wychodzi za mąż, i to za księcia Jeraru. Po śmierci Derricka poprzysięgli, że ich stopa więcej nie postanie w stolicy. Nie po tym, jak ich najmłodszy syn zawisł na pałacowej krokwi i został obwołany zdrajcą Korony.

Mieli rację.

Nie oskarżali mnie, ale widziałam to w ich oczach. Zabito ich dziecko, a ja powinnam wiedzieć, jak je uratować.

Ale skąd miałam wiedzieć? Nawet Derrick nie zdawał sobie sprawy, jak daleko posunęła się zdrada Korony.

Byłam tak zajęta obroną mojego ukochanego, że zapomniałam o jego bracie. Zresztą jak mogłam go podejrzewać? Blayne po mistrzowsku odegrał swoją rolę – po latach okrucieństw zdołał mnie przekonać, że zostało w nim coś z fajnego chłopaka, którym kiedyś był. Uwierzyłam, że dobro w nim nie zanikło. Że jest mężczyzną z koszmarną przeszłością, która go utwardziła, ale nie stracił człowieczeństwa. Poczucia dobra. Sumienia. Że jest lepszy od swojego ojca tyrana.

To był jeden z największych błędów mojego życia. Z dwojga dzieci, które wychowały się w ciemności, tylko jedno może wzlecieć ku światłu.

Poprawiłam się na siedzeniu i żółte falbany jedwabnej sukni zmieniły ułożenie. Modliłam się, żeby Darren nie zauważył plamek czerwieni na ich obrębie – mojej krwi sprzed zaledwie godziny.

– Jeśli chcesz, możemy ich odwiedzić po drodze.

Z wysiłkiem przełknęłam ślinę; usta miałam suche jak pustynia.

– Było by miło.

Zaplanowaliśmy, że po zakończeniu tygodniowych uroczystości wrócimy do polowania na rebeliantów. Nie byłam zaskoczona decyzją Darrena o udaniu się na północ, gdyż od dawna o tym rozmawialiśmy.

Marius, poprzedni Czarny Mag, w czasie swojego dziesięcioletniego panowania zdążył przeczesać południe i wówczas był to słuszny kierunek. Wszystkie ataki i akty sabotażu miały miejsce w miastach południowych rubieży, a przed wszystkim na Czerwonej Pustyni, w Porcie Cyri, w kopalniach soli w Mahj i wszędzie tam, gdzie transportowano cenne dobra. Tym bardziej można było się spodziewać, że rebelianci przerzucą się na nowe tereny.

Niestety, nowy Czarny Mag miał inną teorię na temat faktu, że nigdy nie udało się dopaść buntowników. Takie teorie mogły w końcu doprowadzić do Ferren’s Keep oraz do mojego brata i jego przyjaciół.

Do rebeliantów.

Panika ścisnęła mi płuca i z trudem wciągnęłam oddech.

Musiałam odciągnąć od nich Darrena. Jednocześnie miałam świadomość, że przez to stracę swojego księcia.

Nie było innego sposobu. Widziałam, jak silna więź łączy braci. Nawet w tej chwili dwóch pięknych młodzieńców wesoło sobie dowcipkowało w trakcie naszego ceremonialnego przejazdu, nieświadomych, że dziewczynie obok serce krwawi i krzyczy o pomoc.

O, bogowie, zaledwie dwa miesiące temu dokonałam wyboru. Wybierałam pomiędzy Derrickiem a tym, co słuszne… Wybrałam swojego brata, ale to niczego nie zmieniło. Zadziałałam zbyt późno, zanim zorientowałam się w podstępnej intrydze króla i zanim zrozumiałam, że Derrick cały czas mówił prawdę.

Jeszcze niedawno uważałam swojego młodszego brata za zdrajcę Korony. Dobrze wiedziałam, że gdyby uciekł z informacjami, które ukradł, kosztowałoby to setki ludzkich istnień, a może dużo więcej. W końcu jednak postanowiłam zaryzykować i poświęcić te istnienia, aby ratować brata przed śmiercią na szubienicy. Liczyłam, że Darren postąpi tak samo.

Nie winiłam mojego męża, że on także się mylił co do Blayne’a. Ojciec Darrena sprawił, że młodszy syn stał się obrońcą swojego brata w ciągu tych lat opresji, a jeśli ktoś tak długo chronił kogoś, kogo uważał za ofiarę, trudno się było dziwić, że nadal myśli o nim w ten, a nie inny sposób. Nawet po tym wszystkim, co zrobił Blayne – atakując mojego najlepszego przyjaciela i dręcząc mnie przez cały okres nauki w akademii, kiedy to uważał mnie za żałosną plebejuszkę, która na nieszczęście spodobała się jego bratu – nadal potrafiłam mu współczuć.

Poza tym istniały pewne wybory, których nie powinno się dokonywać. Nie chciałam, aby Darren musiał wybierać. Nie chciałam, aby wybrał źle. Nie obchodziło mnie, jak bardzo samolubne było takie myślenie. Gdyby pierwszy przyszedł do swojego brata, gdyby dał Blayne’owi szansę na wyjaśnienia, zły król podpaliłby cały świat, zanim Darren  mógłby naprawić swój błąd.            Dwaj najpotężniejsi magowie kraju byli niczym wobec całej królewskiej armii. Wszystko by spłonęło i rozpadło się w zgliszcza, a rebeliantów zamordowano by jeszcze przed świtem.

Ale nie mnie. Blayne był zbyt sprytny i wyrachowany. Od początku mnie nie lubił, a jednak włączył mnie do swoich planów. Będąc tak samo podłym i pokrętnym jak stary król, dbał o swojego brata i potrzebował jego wsparcia. Gdyby tylko zdołał zwrócić Darrena przeciwko mnie, z pewnością trafiłabym do lochu i zostałabym stracona.

A potem król wyruszyłby na wojnę – bezsensowną, kosztowną wojnę, którą jego ojciec inscenizował przez długie lata jako element wyrafinowanego planu, mającego przedstawić Jerar jako ofiarę, a Caltoth jako agresora. Pozostałe dwa kraje, należące do Wielkiego Kompromisu, miałyby zerwać z królem Horrace’em, a wtedy Jerar stałby się największym i najbogatszym krajem w tym układzie, dysponującym ponadto największą armią.

Nie, nie mogę nic powiedzieć Darrenowi, dopóki nie będę miała niepodważalnych dowodów oraz wsparcia innych krajów. Inaczej mógłby uznać, że oszalałam i plotę bzdury.

Darren nie widział dziewczynki przywiezionej na turniej kandydatów. Nie mógł jej skojarzyć z lady i jej córką, które kilka lat wcześniej porwaliśmy w trakcie misji w Caltoth. Szantażowanie króla Tyrusa i morderstwa podczas Ceremonii Zwycięzców były częścią tego samego podstępu, którego celem miało być uwikłanie króla Horrace’a i zdobycie poparcia dwóch sceptycznych narodów.

Darren widziałby we mnie tylko plebejuszkę, która nigdy nie lubiła własnej rodziny, straciła swojego najmłodszego brata i za wszelką cenę starała się oczyścić jego pamięć.

A nawet gdyby to zobaczył, nie mogłam ryzykować, że dokona niewłaściwego wyboru.

Zaledwie dwa miesiące wcześniej sama dokonałam niewłaściwego wyboru. Co miałoby powstrzymać Darrena przed podobnym błędem? Zagrożonych było zbyt wiele ludzkich istnień. To wykraczało daleko poza nas oboje. Tu chodziło o nasz świat.

Fragment 2

Zawsze chciałam być bohaterką. To mną kierowało, kiedy wybierałam frakcję. Zdecydowałam się na frakcję Boju, bo wydawała mi się najbardziej atrakcyjna. Podjęłam najtrudniejsze wyzwanie, które miało mnie szybko doprowadzić do sławy.

Przez wydarzenia z ostatniego roku i moje koszmarne ataki zazdrości, dzięki którym wystartowałam w naborze kandydatów, zrozumiałam, że głównie kierowała mną ambicja. Oczywiście, chciałam ratować ludzi, ale marzyłam też o statusie, który się z tym wiąże – zasługach, które mi pozwolą wynieść się nad innych, rozsławić swoje imię… Słynna Ryiah na polu bitwy, zabijająca złoczyńców i zyskująca zasłużone uznanie króla oraz jego ludu.

Magowie bojowi byli próżni i ambitni. Prawdę mówiąc, gdyby nie to, nie zyskaliby tak wysokiej pozycji. Nic dziwnego, że ja, głupie, młode dziewczę, wybrałam pogoń za sławą. Dopiero z biegiem czasu otworzyły mi się oczy i zrozumiałam, na co naprawdę się zdecydowałam.

Ci żołnierze w caltothiańskim lesie… Nie zginęli z winy Blayne’a. Zginęli przeze mnie.

Zacisnęłam palce na burcie karocy. Nagle moje ciało zrobiło się jednocześnie lodowate i płonące. Poczułam, że zaraz zemdleję i świat zatańczył mi w oczach.

„Przeze mnie”.

Nieważne, że w czasie tej misji podlegałam rozkazom magini Miry. Zabijałam ludzi w imię słusznych racji, bo uwierzyłam w kłamstwo. Mam ich śmierć na sumieniu. Moja magia pozbawiła ich życia.

Ilu jeszcze ucierpiało przez mój wybór? Tylko dlatego, że chcieli zostać żołnierzami, rycerzami czy magami Jeraru.

Nie potrafiłam przejść nad tym do porządku dziennego. Miałam krew na rękach. Byłam coś winna swoim ofiarom oraz pozostałym ludziom, którzy nie mieli pojęcia, do czego jest zdolny ich podły władca. Musiałam działać, żeby nie doszło do kolejnego nieszczęścia.

Podczas zaprzysiężenia obiecałam Jerarowi, że będę broniła wszystkich, którzy są w potrzebie.

Muszę być prawdziwą bohaterką, a nie tylko w swojej wyobraźni.

Samo zabicie Blayne’a nie wystarczy; trzeba zatrzymać wojnę. Nie ma gwarancji, że Pythus się wycofa po jego śmierci ani że prawda wyjdzie na jaw sama, bez dowodów. Muszę powstrzymać innych przed niewłaściwym wyborem, bo tylko w ten sposób mogę naprawić własne błędy.

Bogowie zapewne się śmieją tam, w górze: „Chcesz odkupić winy? Chcesz być bohaterką z krwi i kości, a nie taką, jaką sobie wymarzyłaś? Masz szansę, ale jest i haczyk – aby to zrobić, musisz zdradzić tego, kogo kochasz, i oszczędzić jego brata, który zabił twojego brata”.

Los był okrutny i łamał mnie, kawałek po kawałku.

– Ryiah?

Skupiona na swoim wewnętrznym bólu, nie zauważyłam, że Darren stoi przy drzwiach karocy. Spojrzenie miał łagodne, wolne od arogancji czy prowokacji. Wyglądał jak uosobienie kogoś szczęśliwego i zakochanego. Bardzo bym chciała być na jego miejscu.

– Gotowa, kochanie?

Wysiadłam i pozwoliłam się poprowadzić ku pałacowej bramie.

Chciałam być bohaterką. Tylko jeszcze nie znałam ceny.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.