Jak to z tym wydawaniem książek bywa, czyli słów kilka o „Wiedźmie morskiej”

-

Parę dni temu bookstagram podzielił się na dwa obozy: tych, którzy wytknęli Wydawnictwu Niezwykłemu błędy znajdujące się w pozycji, jaka niedawno ujrzała światło dzienne, mam tutaj na myśli Wiedźmę morską, oraz osoby mówiące, że przecież w każdej książce zdarzają się niedopatrzenia, to całkiem normalne i nie powinno się z tego robić większego problemu. A tym bardziej hejtować instytucji – przecież poszła nam na rękę i dała możliwość przeczytania powieści po polsku.

Zacznę od stwierdzenia faktu przez wiele osób zapomnianego, otóż czytelnik nie jest bezrozumną istotą, która łyknie każdy książkowy produkt, jaki mu się da. Owszem, hejt to zły sposób na zwrócenie uwagi na jakiś problem, jednak pamiętajmy również, iż konstruktywna krytyka to nie hejt, należy odróżniać te dwie rzeczy, ponieważ służą innym celom. Do tego dodajmy jeszcze, że każdy z nas ma prawo do wyrażenia swojej opinii, oczywiście najlepiej, gdyby była na poziomie, poparta jakimiś dowodami i przemyślana. Do czego dążę? To proste – nie należy bać się wypowiadać swojego zdania o, w tym przypadku, danej książce, bo każdy głos ma znaczenie, a wydawnictwa bardzo często zwracają uwagę na docierające do nich sygnały o czymś, co nie wyszło w książce, która ukazała się ich nakładem.

Nie rozumiem…

Nie rozumiem zatem postawy osób, które na zarzuty, że w Wiedźmie morskiej jest wiele różnej maści błędów, stwierdziły właśnie, iż przecież pomyłki w książkach są na porządku dziennym, nie powinno się zwracać na nie uwagi. I tutaj podano przykłady kilku innych pozycji, w jakich pojawiły się niedopatrzenia.

Zgadzam się – błądzenie jest rzeczą ludzką i w prawie każdej powieści znajdziemy mniejszą lub większą wpadkę. A to źle postawione przecinki, a to literóweczki, a to kursywa użyta nie tak jak trzeba. Zdarza się. Tak, nie zaprzeczę. Problem jednak pojawia się wtedy, kiedy to nie jest kilka pomyłek, tylko naprawdę spora liczba. Przecież płacisz za produkt, który okazuje się niedopracowany. W takim przypadku zabranie głosu i zwrócenie uwagi na problem nie powinno być piętnowane, ponieważ masz do tego prawo, a nabieranie wody w usta sprawi, iż nikt nie nauczy się na błędach i tym bardziej ich nie poprawi, a może nawet nie będzie zdawał sobie z nich sprawy.

Jak to z tą Wiedźmą morską jest

No dobrze, pozwoliłam sobie na przydługi wstęp o tym, co powinniśmy robić, czego nie i jakie są nasze „prawa”. Skupmy się jednak wreszcie na gwieździe tej pogadanki – Wiedźmie morskiej. Zanim przejdę do meritum, napiszę jeszcze, że nie czytałam wersji oryginalnej powieści, ale nie trzeba jej znać, by zauważyć, że najsłabszym ogniwem pozycji jest właśnie tłumaczenie, kalki językowe pojawiają się bardzo często i aż rażą w oczy. Zresztą zobaczcie sami.


jej rozentuzjazmowanych piruetów (str. 13)

walczą o uwagę króla Asgera, z nadzieją, że wyda ją za księcia. (str. 13)

dygając prześmiewczo. (str. 21)

a ja uśmiecham się do niego przez zaciśnięte zęby. W jego oczach widać radosny błysk, mimo że mięśnie szyi ma napięte. (str. 28)

a jego falowane włosy zaczesują się na jedną stronę. (str. 29)

malujący się w jego oczach rozsądek. (str. 32)

To nie tak, że było bardzo gorąco, ale dość, by ten dzień wyróżniał się w oczach mieszkańców Królestw… (str. 37)

Ciocia kolekcjonuje je, ponieważ utrzymuje się w przekonaniu… (str. 41)

… karmiła mnie eliksirami o smaku perfum i starości… (str. 43)

 – Och, nie dramatyzuj.
Nik unosi brew.
– Och, bo ty wcale nie dramatyzujesz, kiedy wpatrujesz się maślanymi oczami w port…
(str.  49)

… z uśmiechem na ustach… (str. 51)

wyćwiczona przez te wszystkie lata cisza… (str. 52)

Sięgając po ranę w sercu… (str. 76)

… wyćwiczona samokontrola w końcu przybywa na białym koniu… (str. 85)

Obżarstwo z poprzedniego wieczora przyciąga gości… (str. 133)

Jak widać na załączonych przykładach, tłumaczenie nie zdaje egzaminu. Co więcej, to właśnie przez nie ta pozycja traci na wartości, gdyż czytelnik co i rusz natrafia na takie perełki, co wybija go z rytmu. Gdyby więc postawiono na lepsze tłumaczenie, zapewne nie byłoby całego szumu, albo nie przybrałby on tak na sile.

Błędy, błędziki…

Co jeszcze ciekawego pojawia się w Wiedźmie morskiej? Na pewno znajdziemy pewną ilość błędów interpunkcyjnych, zwłaszcza w okolicy spójnika „i”. Nie wiem czemu, widocznie niektórzy uważają, że notoryczne stawianie przed nim przecinka, to dobra metoda. Śpieszę wyjaśnić – nic bardziej mylnego.

Zerkam na schody by upewnić się, że jestem sama… (str. 23)

… a w miejscu, gdzie się wcześniej znajdowała, widać rozbłysk wody – to, i coś jeszcze. (str. 36)

Patrzę, jak statek opuszcza port na tyle długo, że widzę gdy ponownie się do mnie odwraca… (str. 41)

Jestem księciem i mimo, że… (str. 209)

Pamiętać, o poprzedniej nocy. (str. 196)

Zdarzy się także źle odmienić jakieś słowo.

Przeszukuje horyzont w poszukiwaniu długich ramion, mignięcia włosów lub chociaż kawałku buta. (str. 31)

… dzięki ustanowionych przez nas prawom… (str. 51)

… wsiąść na szkunera… (str. 201)

Poza tym mamy jeszcze:
– numerowanie stron, których się nie numeruje,
– żywą paginę, jaka w tym przypadku nie jest potrzebna,
– puste strony na końcu,
– za wiele powtórzeń, bardzo łatwo można zamienić te same słowa na inne,
– podwójne spacje,
– źle zastosowane kursywy,
– literówki

… ścigaliśmy go aż to krańca… (str. 111)

…na powierzchnią wody latają… (str. 198)

Nie przytaczam tutaj wszystkich błędów, bo po pierwsze w pewnym momencie po prostu miałam dość ich zaznaczania, po drugie ten wywód służy pokazaniu problemu, nie całkowitemu rozwiązaniu go. Zajęłoby to sporo stron, do tego raczej mało kto chciałby wtedy przejrzeć ten tekst.

Jak widzicie, cała ta afera nie powstała z niczego, czytelnicy mieli prawo obruszyć się, że dostali tak źle wydaną pozycję, mam tutaj na myśli błędy, nie warstwę graficzną. Oczywiście zdarzą się osoby, które w ogóle nie zwrócą uwagi na pojawiające się w tekście niedopracowania, skupią się na samej historii i nic innego nie będzie ich interesowało. Jednak spora grupka odbiorców zauważyła, że Wiedźma morska została źle wydana. Co w takim razie powinna zrobić instytucja odpowiedzialna za książkę? Jest kilka rozwiązań, na pewno przydałoby się odnieść do zarzutów, wytłumaczyć się, może nawet wypuścić na rynek drugie wydanie, to poprawione. Rozwiązań mamy wiele, a czy któreś zostanie zastosowane?

Zapraszam do dyskusji dotyczącej tego, czy rzeczywiście lepiej przemilczeć sprawę pojawiających się w książkach błędów, czy może warto zabrać głos i dać znać, iż takie się pojawiają.


*Wszystkie cytaty pochodzą z Wiedźmy morskiej Sarah Henning w tłumaczeniu Dominiki Maculewicz wydawnictwa NieZwykłego

Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu