5 powodów, dla których warto przeczytać serię „Czas żniw”

-

Fantastyka to gatunek, od którego zaczęłam swoją przygodę z czytaniem, i do dzisiaj mam do niego ogromny sentyment. Czasami zwyczajnie lubię w pełni wejść w magiczny świat wykreowany przez autora lub autorkę, zapomnieć o wszystkim i dać się porwać przygodzie. Gdy sięgałam po cykl „Czas żniw” autorstwa Samanthy Shannon, oczekiwałam właśnie przyjemnej lektury, dzięki której na kilkanaście godzin oderwę się od codziennych obowiązków. Nie mogłam być w większym błędzie – ta seria książek to o wiele więcej niż tylko przyjemna rozrywka; to absolutnie genialna, dopracowana w każdym calu i niezwykle wciągająca historia, do zapoznania się z którą mam zamiar was przekonać.

W tym momencie na sagę składają się trzy tomy: „Czas Żniw” ( 2013), „Zakon mimów” (2015) oraz „Pieśń jutra” (2017). Docelowo ma być ich siedem. W tym roku ukaże się także inna powieść Samanthy Shannon, niepowiązana z uniwersum pierwszej serii – „The priory of the orange tree”. Światowa premiera tej książki planowana jest na 26 lutego, w Polsce ma pojawić się w maju.

Jak już wspomniałam, książki Shannon zaliczamy do fantastyki, co jednak odróżnia je od innych tytułów z tego gatunku i co sprawia, iż uważam je za rewelacyjne? Powodów jest wiele, w tym tekście przedstawię pięć, moim zdaniem najważniejszych.

1. Oryginalny pomysł na system magiczny i bohaterów

W tym momencie naprawdę trudno stworzyć unikatową książkę lub cykl fantasy. W literaturze przewinęły się już chyba wszelkie możliwe niespotykane moce lub magiczne stworzenia. Autorzy piszący w tym gatunku zazwyczaj opierają się na istniejących już motywach i przerabiają je na swoje potrzeby. Jednak Samantha Shannon wysiliła się o wiele bardziej; z bohaterami przypominającymi tych, których stworzyła, nie spotkałam się w żadnej innej książce tego typu.

Postaciami fantastycznymi w tej opowieści są jasnowidzowie, którzy nie ograniczają się tylko do przepowiadania przyszłości. Są podzieleni na kilka grup, w zależności od koloru otaczającej ich aury, która świadczy o posiadanej mocy. Mamy wróżbitów, augurów, media, sensorów, stróży, narwańców oraz najrzadziej spotykanych skoczków, do których zalicza się główna bohaterka. Każda z tych kategorii charakteryzuje się inną mocą, taką jak kontrola nad duchami czy przenikanie w zaświaty za pomocą uczuć. Cały system magiczny może na początku wydawać się nieco pogmatwany, jednak z czasem wszystko staje się jasne i otrzymujemy pełny obraz świata wykreowanego przez autorkę.


2. Główna bohaterka

O Paige Mahoney, głównej bohaterce i jednocześnie narratorce całej opowieści, mogłabym rozpisywać się godzinami, ponieważ jest ona jedną z moich ulubionych postaci literackich, postaram się jednak streścić.

W momencie rozpoczęcia pierwszego tomu dziewczyna ma lat 19 i należy do grupy najrzadziej występujących jasnowidzów, jakimi są śniący wędrowcy. Paige potrafi przenikać do umysłu drugiej osoby i wpływać na jej zachowanie. Ta umiejętność jest niezwykle cenna i pożądana, dlatego protagonistka właściwie cały czas musi mieć się na baczności.

Jednak nie o jej mocach chciałabym tutaj napisać, lecz o tym, jak niezwykle silnym, skomplikowanym i niezwykłym charakterem się ona odznacza. Przypomina mi nieco Katniss z trylogii „Igrzyska śmierci”; bywa bezwzględna, nie boi się zabijać, jednak mimo to nie traci kręgosłupa moralnego, dzięki czemu czytelnik może z nią sympatyzować. Na przestrzeni trzech tomów ani razu nie poczułam, że Paige jest dziecinna, głupia czy nazbyt okrutna. Autorce udało się odpowiednio wyważyć każdą z jej cech charakteru, w efekcie czego otrzymujemy bohaterkę, której kibicujemy od pierwszej strony, a jej losy nie pozostają nam obojętne.

3. Romans

Chociaż bardzo chciałabym opowiedzieć wam o wątku miłosnym ze szczegółami, nie mogę tego zrobić, rzecz jasna ze względu na spoilery. Nie opiszę więc dokładnie relacji pomiędzy bohaterami, jednak postaram się wytłumaczyć, dlaczego uważam, iż romans pojawiający się na przestrzeni tych powieści został poprowadzony niezwykle dobrze. Przede wszystkim nie ma tu tak zwanej miłości od pierwszego wejrzenia. Bohaterowie nie rzucają się sobie w ramiona przy pierwszym spotkaniu ani nie wygłaszają kwiecistych przemów na temat przeznaczenia czy gorących uczuć względem drugiej osoby. Napięcie jest rozwijane niezwykle powoli i spokojnie, a gdy w końcu dzieje się coś poważniejszego, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni.

Miłość w świecie pełnym niebezpieczeństw i wrogów zdecydowanie nie jest łatwa; nie uświadczymy tutaj randek, pocałunków w deszczu ani innych klisz z romansów. Otrzymamy za to dojrzałą relację postaci, które w teorii nigdy nie powinny ze sobą być, jednak mimo to próbują troszczyć się o siebie nawzajem i chronić przed możliwymi zagrożeniami.

4. Dopracowanie świata i postaci

Samantha Shannon jest w mojej opinii specjalistką od zaskoczeń i niespodziewanych rozwiązań fabularnych. Na przestrzeni „Czasu żniw”, „Zakonu mimów” i „Pieśni jutra” dostarcza nam całego wachlarza uczuć, od radości, przez smutek, na złości skończywszy. Wszystko w tym cyklu jest przemyślane, żaden plot twist lub cliffhanger nie pojawia się bez powodu. Bohaterowie rozwijają się, mają swoje motywacje, nie podejmują ważnych decyzji bez uprzedniego zastanowienia się nad wszystkimi możliwymi opcjami. Brak tu również dziur fabularnych czy nielogiczności, które często występują w powieściach fantastycznych. Jasnowidzowie, system ich mocy, budowa świata – wszystkie te rzeczy są rozległe i wyczerpująco opisane.

Źródło

5. Warsztat autorki

„Czas żniw” to książka, którą Samantha Shannon zadebiutowała, gdy miała 22 lata. Gdy pierwszy raz o tym usłyszałam, naprawdę trudno mi było w to uwierzyć. Dlaczego? Bowiem ta angielska pisarka wypracowała warsztat na poziomie doświadczonego autora, który pierwszą powieść ma już dawno za sobą. Język jest niezwykle dojrzały, plastyczny, każda postać czy lokacja została opisana z niezwykłą dokładnością. Podczas lektury czułam mroczny klimat Londynu i byłam zupełnie pochłonięta losami Paige.

Muszę też przyznać, że tłumaczenie książek jest bardzo dobre, jeżeli więc macie ochotę sięgnąć po nie w polskiej wersji językowej, to zdecydowanie zachęcam.

Podsumowanie

Cóż więcej mogę dodać – zapewne już zorientowaliście się, jak ogromną fanką tej serii jestem. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów cyklu i równie mocno czekam na „The priory of the orange tree”. Mam nadzieję, że moje argumenty przekonały was na tyle, byście sięgnęli po „Czas żniw” – naprawdę warto, bo powieści Shannon zdecydowanie wyróżniają się na tle innych, często podobnych do siebie tytułów fantasy.

Karina Bałdyszko
Karina Bałdyszko
Ogromna miłośniczka książek. Zazwyczaj czyta obyczajówki, thrillery i fantasy, ale czasami sięga także po klasykę literatury. Uzależniona od seriali, należy do fandomu Ricka i Morty’ego. Uwielbia psy, zwłaszcza kundelki, za to nie przepada za kotami.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu