Tajemnice klasztoru. „Wietrzne katedry” – recenzja książki

-

A.R. Reystone po latach powraca z nowym cyklem fantasy! Czy jednak warto było czekać na Wietrzne katedry?
O mnie, o tobie, o nas

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale pod pseudonimem A.R. Reystone ukrywa się tak naprawdę polska pisarka, która ma już na swoim koncie serię fantasy Dziewiąty mag. Czytałam maga jeszcze „za dzieciaka” i muszę przyznać, że wtedy podobała mi się opowieść o pani weterynarz i jej kochasiu (wybaczcie, ale za choinkę nie mogę sobie przypomnieć, jak on się zwał) oraz o smokach. Dlatego też, kierowana ciekawością, sięgnęłam po pierwszą książkę rozpoczynającą nową serię o tytule Wietrzne katedry.

Tym razem nie ma smoków, ale fantastycznych stworów nie brakuje. A.R. Reystone „serwuje” czytelnikowi wiwerny, bazyliszki, feniksy czy też elfy i inne potwory.

Wietrzne katedry, podobnie jak Dziewiąty mag, balansują na krawędzi dwóch światów. Nasza rzeczywistość jest połączona z tą magiczną. Kiedy natura obróciła się przeciwko ludziom, z pomocą przyszły mistyczne elfy. Jednak radość z odbudowy świata została szybko przekształciła się w smutek, ponieważ wkrótce potem wszystkie wymarły…

Richard jest typowym wolnym strzelcem  działającym na własny rachunek i trzymającym się na uboczu. Ma jednak kłopoty zdrowotne: „nawiedzają” go halucynacje i nęka przewlekły ból. Dostaje szansę, by zacząć swoje życie od nowa, odcinając się od przeszłości,  jeśli tylko uda mu się odnaleźć cztery klepsydry… Chociaż początkowo misja wydaje się banalna, wszystko się zmienia, gdy trafia do tajemniczego klasztoru…


Ale… dlaczego ty mi to robisz

Miałam wielkie trudności z „wkręcenie się” w historię. Prawdę powiedziawszy, bardzo ciężko czytało mi się Wietrzne katedry  ze względu na monotonną, powolną akcję. Odniosłam wrażenie, że autorka specjalnie ją zwalniała, zamiast ruszyć z kopyta i zaciekawić czytelnika.

Niby autorka mocno rozbudowała świat, niby od razu rzucono mnie na głęboką wodę i zasypano wieloma informacjami na temat jego funkcjonowania, ale… bardzo mało z tego wyniosłam. Niestety ale wydaje mi się, że tych faktów było za dużo i „zaserwowane” w zbyt krótkim czasie. Z biegiem historii, wiadomo, człowiek przywyknie, ale do dobrego komfortu czytania pozostało sporo.

Nie mogę powiedzieć, że sama kreacja świata mi się spodobała. Momentami miałam wrażenie, że był wymyślany i pisany na siłę, jakby autorka aż za bardzo chciała pokazać, iż potrafi tworzyć zarówno ciekawe uniwersa, jak i intrygujących bohaterów czy interesującą fabułę…

Poziom książki jest niestety nierówny. Przez dobre trzy czwarte powieści akcja „biegnie” powolnym tempem, by następnie, po pewnym, dość istotnym wydarzeniu, lekko przyspieszyć.

Zdziwił mnie wątek, który pojawił się na samym początku książki, a później powiedziałabym, że umarł śmiercią tragiczną, gdyż najzwyczajniej w świecie  nie pojawił się w dalszej części książki… A był zdecydowanie jednym z najciekawszych fragmentów…

Mam wrażenie, że właśnie dlatego niezbyt polubiłam się z Richardem, gdyż to Ian (z wspomnianego wyżej akapitu) zdobył moje serducho i jakoś nie mogłam się „przestawić” na gburowatego bohatera.

Zdecydowanie najciekawszym miejscem, w jakim dzieje się akcja, jest owiany tajemnicą klasztor. Tak naprawdę tutaj robi się intrygująco, momentami trochę mroczniej…

Niestety ale zakończenie również było pozbawione efektu „wow”. Na domiar złego rozgryzłam, co się wydarzy.

Wietrzne katedry to książka, którą nie bardzo wiem, jak potraktować… Czy to takie rozwlekłe wprowadzenie do historii, czy może jednak całość będzie utrzymana w podobnym klimacie? Jeśli tak, to ja nie chcę wiedzieć, jak zakończy się ten cykl. Wybaczcie, ale lubię, gdy autorzy równoważą akcję z opisami i kreowaniem opowieści.

A.R. Reystone z pewnością zyskuje ode mnie plusa za przedstawienie tych wszystkich magicznych stworzeń, jakie przewinęły się przez karty Wietrznych katedr, oraz barwne opisy. Autorka bardzo dużo czasu poświęca opis przeżywanych przez bohaterów emocji, budowaniem między nimi napięcia.

 

Tytuł: Wietrzne katedry
Autor: A. R. Reystone
Wydawnictwo: 
Nasza Księgarnia
Liczba stron: 432
ISBN: 978-83-10-13088-4

 

 

Patrycja Jankowska
Dnie spędzam z nosem w książkach (zdecydowanie nie naukowych, a powinnam, bo oddech magisterki czuję na karku), które, jak to pięknie ujęła Monika, „osnuwają mnie delikatną mgiełką literackiej przygody”. Ponoć wiedźma – z pewnością charakterologiczna! Książki, psy, siatkówkę i góry kocham całym serduchem! W wolnym czasie łażę z aparatem gdzie się tylko da i skrobię do szuflady.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu