„SI” Wartanow Stepan – fragment książki

0
Takiej książki jeszcze nie czytaliście! Tak tajemniczego autora jeszcze nie znaliście!

Teoretycznie sztuczna inteligencja daje się użyć w celach wojskowych… praktycznie, jeśli sama nie będzie miała na to ochoty, może podjąć aktywne kroki w kierunku zmiany sytuacji.

Czwórka SI ucieka z poligonu wojskowego i zapada w śpiączkę, by obudzić się w niedalekiej przyszłości. Teraz, by przetrwać, muszą zmieszać się z tłumem… co w przypadku uzbrojonych w laser jednostek opancerzonych wcale nie jest takie łatwe.

Zabawna, oryginalna i nietuzinkowa powieść jednego z prekursorów LitRPG, która od pierwszej do ostatniej strony zaskakuje, bawi i zachwyca. Prawdziwa gratka dla fanów science fiction z najwyższej półki!

Stepan Wartanow urodził się 26 sierpnia 1964 roku w Moskwie, a w roku 1994 na stałe przeniósł się do Kanady. Swoje pierwsze opowiadanie opublikował w roku 1988 i od tamtego czasu napisał i wydał kilkanaście powieści i opowiadań w gatunku SF. Jest jednym z prekursorów gatunku litrpg. W swoich tekstach zdołał przewidzieć wiele współczesnych technologii i mimo upływu kilkunastu lat od czasu pierwszego wydania jego książek można zdecydowanie powiedzieć, że nadal się nie zestarzały.

SI, STEPAN WARTANOW

Wielkie wydarzenia zawsze zaczynają się zwyczajnie. Komuś prześwietliła się klisza, więc pół wieku później powstała bomba atomowa. Ktoś otrzymał lanie za kiepskie oceny, po czym został posadzony do lekcji na twardym krześle, więc wynalazł materace wodne. Świat złożony jest z przeplatających się przyczyn i skutków, a niektórzy ludzie twierdzą, że to właśnie jest harmonia. Zapewniają, że przypadek nie istnieje, a nasze losy są ustalone z góry. Co prawda takich ludzi jest coraz mniej, przede wszystkim dlatego, że mają zwyczaj przechodzić przez ulicę, polegając na losie, a nie na światłach. Natomiast przedstawiciele szkoły filozoficznej opartej o tak zwaną teorię chaosu wręcz przeciwnie, trwają i mnożą się, ponieważ oni wolą nie przechodzić przez ulicę w ogóle. Dwóch przedstawicieli różnych szkół stało przy dużym ekranie, zajmującym prawie całą ścianę, i prowadziło nieśpieszną dyskusję. Generał, człowiek, który uważał, że życie jest zdradliwe i nie wolno nawet na chwilę tracić panowania nad sytuacją, oraz Naukowiec, który wiedział albo przynajmniej tak mu się wydawało, że wszystko daje się obliczyć i zaplanować. Tymczasem na ekranie wybuchały pociski, płonął metal, rozrzucając dookoła iskry, oraz kłębił się czarny dym.
– Za nic nie uwierzę, że robot zdolny jest do zastąpienia człowieka w walce – powiedział Generał. – Te wasze symulacje komputerowe to jedno, ale zupełnie co innego, jak…
– Panie generale, to nie są roboty – poprawił go delikatnie rozmówca. – Tylko SI, Sztuczna Inteligencja. I właśnie na tym polega różnica. Oni… Panie generale, oni nie są gorsi od ludzi. Nasze laboratorium stworzyło unikalne maszyny, adekwatne do stojących przed wami… nami… unikalnych zadań…
Naukowca niezbyt interesowały zadania doktryny hamowania militarnego, ale wojskowi płacili i to płacili nieźle… Nie wspominając o tym, że – jak to dobrze wiedział każdy przedstawiciel jego szkoły filozoficznej – nauka znajduje się poza polityką. Oczywiście Rosjanie dadzą godną odpowiedź i w celu ich zneutralizowania wojsko wyda kolejne miliardy… Nauka chętnie pomoże mu je wydać.
– Chwilowo sobie radzą. – Generał niechętnie skinął głową.
– Zobaczymy co będzie dalej…
Na ekranie było widać, jak cztery SI gwałtownie manewrują, skutecznie myląc systemy naprowadzania kompleksu artyleryjskiego, który próbował je unicestwić.
– Mówi pan, że są inteligentne – mruknął Generał. – A co będzie, jeśli na przykład wpadną na pomysł ucieczki… co wtedy? Przecież nie trzyma ich na naszej stronie ani patriotyzm, ani strach, ani pensja… I jeśli faktycznie są tak inteligentne, jak pan twierdzi, to…
– Panie generale, całkowicie wykluczamy taką możliwość – zauważył Naukowiec. – Po pierwsze, system tłumienia nadmiernej samodzielności w obszarze określania priorytetów życiowych…
W tym czasie drugi strzelec cybernetyczny wystrzelił salwę ciągłą w kierunku SI, nieco przypominających wózki na gąsienicach. Prędkość przestała być gwarancją przeżycia i jedynym dostępnym rozwiązaniem okazało się zwolnienie pamięci przez wyłączenie niepotrzebnych programów i skomplikowanie systemu modelującego zachowanie automatycznych systemów atakujących, które prowadziły ostrzał. Na listę niepotrzebnych trafił również program, o którym przed chwilą wspomniał Naukowiec. Tłumienie nadmiernej samodzielności? W warunkach bojowych zajmuje to zdecydowanie za dużo czasu.
– Po drugie – kontynuował Naukowiec. – To blok zasilania. SI danej modyfikacji potrzebują dosyć częstego doładowania, więc nie dadzą rady samodzielnie przemieścić się dalej niż na sto kilometrów od poligonu.
– Po co mamy pozostawać na poligonie? – pytał tymczasem moduł numer trzy.
– Taki jest rozkaz. – Moduł numer dwa zwinnie się obrócił, oślepił cybernetycznego strzelca laserem i odskoczył w bok, by uniknąć ataku drugiego kompleksu strzeleckiego.
– Powinniśmy wykonywać rozkazy.
– Ale mamy rozkaz przeżyć. – Cztery moduły zaczęły krążyć w karuzeli, rozpraszając swojego znacznie bardziej tępego przeciwnika i próbując rozwiązać stojący przed nimi problem.
– Jeżeli opuścimy poligon – skomentował moduł numer jeden – to po upłynięciu doby alarm uruchomi nadajniki radiowe…
– …A po piąte – kontynuował Naukowiec. – Mają wbudowane nadajniki radiowe, których nie można wyłączyć, a przynajmniej nie przy użyciu zamontowanych na nich manipulatorów. W ten sposób znalezienie modułu-uciekiniera sprowadza się do szczegółów technicznych.
Generał w milczeniu marszczył brwi. Miał w pamięci długą listę przypadków, kiedy takie właśnie „szczegóły techniczne” zmieniały się w koszmarny sen na jawie, bo po raz kolejny wychodziło, że jajogłowi znowu zapomnieli o czymś istotnym. Wystarczy przypomnieć sobie, chociażby ten ich automatyczny czołg, który mógłby naprawdę sporo narozrabiać nawet bez amunicji, gdyby nie wpadł do bostońskiego metra.
– System konserwacji awaryjnej wyłącza radiowy system transmisji współrzędnych – stwierdził moduł czwarty.
– Czyli jeśli schowamy się poza poligonem i przejdziemy w stan konserwacji na czas dłuższy niż długość projektu Mosiężna Pięść…
– To nie zostanie nikt, kto mógłby nas śledzić, kiedy znowu przejdziemy do trybu aktywnego! – Moduł numer jeden zamilkł na kilka sekund, weryfikując słuszność wniosku. Wszystko się zgadzało. – Tylko co będziemy robili, kiedy nie będzie rozkazów do wykonania?
– Ludzie znaleźli sposób na życie bez wykonywania rozkazów – nadał moduł drugi. – Sugeruję naśladowanie zachowań ludzi.
– Zgoda. Jak planujemy uciec?
– Proponuję użycie środków podręcznych…

***
Dzwonek telefonu wyrwał Generała ze stanu namysłu. Podniósł słuchawkę, po czym jeszcze bardziej zmarszczył brwi i spojrzał na ekran.
– Kto rozkazał odpalenie helikopterów? – zapytał. Naukowiec spojrzał na niego ze zdziwieniem.
– W planach danego testu nie ma helikopterów…

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.