Zło czai się po drugiej stronie. „Outpost” – recenzja książki

-

Gdy słyszę nazwisko Glukhovsky, od razu myślę Trylogia Metro 2033, mimo że na koncie tego rosyjskiego pisarza od czasów Metra pojawiły się także inne równie ciekawe tytuły. Kiedy ukazały się Futu.re oraz Tekst, miałam wrażenie, iż autor chce nieco oderwać się od postapokaliptycznej Rosji, skażonej przez wojnę nuklearną, w której czuł się tak dobrze i stał się dzięki niej rozpoznawalny. Moje wątpliwości rozwiały informacje o nadchodzącej książce mistrza gatunku postapo pod tytułem Outpost. Od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać!
 Powrót do radioaktywnej Rosji

Akcja Outpostu została osadzona w postapokaliptycznym świecie, zdewastowanym przez nieznany nam konflikt, najwyraźniej nuklearny. Wszystko, co kiedyś żyło na rosyjskich ziemiach, zniszczono i skażono. Autor nie wyjaśnia, w jaki sposób do tego doszło, tylko od razu przenosi nas do Placówki w Jarosławiu, punktu kontrolnego państwa Moskiewskiego, a raczej tego, co po nim pozostało. Posterunek ten mieści się tuż przy moście nad Wołgą, przez który biegną tory kolejowe, to silnie strzeżone miejsce, aby nikt nie przedarł się na drugi brzeg, ani żaden potencjalny przybysz nie mógł dostać się do tej części kraju. Również rzeka jest swoistą granicą nie do przejścia, woda przybrała kolor zielony, a radioaktywne opary okazują się zabójcze.

Co wydarzyło się w Jarosławiu?

Mieszkańcy Placówki starają się prowadzić spokojne życie, mimo wielu codziennych problemów, z którymi muszą się zmierzyć. Coraz szybciej malejące zapasy żywności oraz ciężkie warunki bytowe nie wpływają pozytywnie na ich morale, przez co wydają się tylko pozornie pogodzeni z sytuacją, w jakiej się znaleźli. Większość z nich zdaje się nie myśleć o tym, co tak naprawdę kryje się po drugiej stronie rzeki. Jednak wszystko zacznie się zmieniać wraz z pojawieniem się tajemniczego gościa – Duchownego, który przybywa do Placówki z przeciwległego brzegu Wołgi.

Mieszkańcy Placówki

Glukhovsky w Outpoście prowadzi wielowątkową relację, poznajemy historię z kilku punktów widzenia różnych bohaterów powieści. Jednym z nich jest Jegor, nastoletni marzyciel, nieszczęśliwie zakochany w pięknej kobiecie o imieniu Michelle. Dla niej stanąłby na rzęsach, aby tylko zwróciła na niego uwagę. Ona jednak pragnie zupełnie czegoś innego, Placówka to miejsce, w którym się dusi i liczy na to, że pewnego dnia uda jej się powrócić do ukochanej Moskwy. Władzę na posterunku stanowi ojczym siedemnastolatka – Pałkan, mężczyzna próbuje trzymać wszystko w ryzach, choć zdaje sobie sprawę z tego, iż coraz ciężej będzie mu zachować porządek. Zwłaszcza gdy stolica po raz kolejny odmawia dostaw żywności, a nieznajomy ksiądz bredzi o diable skrywającym się w mgle po drugiej stronie mostu.

Oczekiwanie na kolejną apokalipsę

Akcja Outpostu rozwija się dość ociężale, aczkolwiek autor sprawnie trzyma czytelnika w napięciu, aż do punktu kulminacyjnego. Właściwie przez większość czasu nie wiemy, jakie zło tak naprawdę czai się na przeciwległym brzegu rzeki. Dostajemy zdawkowe informacje, od jedynego człowieka, który przybył zza skażonej granicy, i nie potrafimy stwierdzić, czy to, co mówi, jest zwykłym majakiem, czy jednak faktycznie ostrzega mieszkańców Placówki przed złem, a może nawet wyczekuje zapowiadanej przez siebie apokalipsy. Również inne niezrozumiałe dla wszystkich wydarzenia nie dają odpowiedzi na pytanie, czy coś diabolicznego chowa się w radioaktywnej mgle.


W moim odczuciu Glukhovsky nigdy nie miał problemów z budowaniem wyrazistych postaci. Jednak w Outpoście główny bohater Jegor nie zdobył mojego uznania i sympatii. Już na samym początku wykreowany został na nastolatka, który, o zgrozo, nieszczęśliwie się zakochał, przez co nie zawsze postępował roztropnie, a jego przemyślenia okazywały się wyjątkowo płytkie jak na sytuację, w jakiej się znalazł. Liczyłam, że wraz z postępem historii zacznie się zmieniać, dojrzewać. Nie do końca tak się stało, choć istnieje szansa, iż doczekam się tego w potencjalnej kontynuacji powieści.

Reszta bohaterów miała w sobie coś co intryguje. Ojczym Jegora musi wybierać, czy być wiernym swoim wartościom, czy pozostać posłusznym moskiewskiej władzy. Michelle na początku również nie dała się lubić, ale im bardziej rozwijała się akcja, tym większe zmiany można było dostrzec w mentalności kobiety. Natomiast tajemniczy, głuchy ksiądz przez swoje kazania kierowane do mieszkańców Placówki stanowił element szykujący czytelnika na to, co ma nastąpić.

Klimat Outpostu wydaje się wyjątkowo surowy i mroczny. Autor świetnie maluje zniszczony, brudny i skażony świat, właściwie to w ogóle nie dziwi, Glukhovsky w mojej ocenie jest mistrzem w kreowaniu takich obrazów. Jednak nie tylko rosyjska ziemia zdaje się zmęczona kataklizmem, który doprowadził do jej śmierci. Ocalałym ludziom również dają się we znaki ból i utrapienia. Podczas lektury czułam niepokój i jednocześnie byłam zaintrygowana, o co tutaj chodzi. Jak wspomniałam, przez większość czasu „szykujemy się” na punkt kulminacyjny, a gdy ten następuje, ostatnie kilkadziesiąt stron książki to jak jazda na rollercosterze z górki.

Glukhovsky nie zawiódł

W mojej ocenie Outpost to udany powrót Glukhovsky’ego do skażonej Rosji. Czasem można odnieść wrażenie, że znaleźliśmy się ponownie w świecie Artema z Metra, jednak tym razem patrzmy na akcję z powierzchni, a nie klaustrofobicznego tunelu. Ośmielę się stwierdzić, że gdyby podać kilka fragmentów tej książki do przeczytania komuś, kto doskonale zna trylogię tego autora, bez wahania odpowie, kim jest jej autor. Nie dlatego, iż miejsce akcji i skażony świat są wspólnymi mianownikami, ale sposób budowania surowego, brudnego otoczenia, komentarz sytuacji politycznej sprowadzający się do tego, że ludzie sami dla siebie są zagrożeniem to coś, co znamy z innych powieści rosyjskiego pisarza. Śmiało polecam tę pozycję każdemu fanowi literatury postapo oraz entuzjastom prozy Glukhovsky’ego.

Tytuł: Outpost

Autor:Dmitry Glukhovsky

Wydawnictwo: Insignis

Ilość stron: 351

ISBN: 978-83-66575-75-2

Tłumaczenie: Paweł Podmiotko

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

„Outpost” to udany powrót Dmitrya Glukhosvky’ego do skażonej Rosji. Autor bestsellerowego „Metra” kolejny raz podzielił się z nami swoją wizją postapokaliptycznego świata, ale w tym przypadku w nieco inny sposób.
Natalia Jóźwiak
Zabiegana artystka, stale poszukująca nowych wyzwań. Lubi spędzać wolny czas przy grach komputerowych, jak również pochylić się czasem nad planszą. Próbuje robić ładne zdjęcia. Matka Smoków, a raczej jednego, który jest jeżem.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu