Zawsze znajdzie się większa ryba. „Dżentelmeni” – recenzja filmu DVD

-

Wydawało się, że Guy Ritchie niczym już nas nie zaskoczy. Według mojej opinii ostatnie lata w jego karierze nie należały do najbardziej udanych. Gdzieś zaginął ten pełnokrwisty, satyryczny humor, gdzieś umknęło to męskie, gangsterskie kino. Po dwóch całkiem przychylnie przyjętych częściach Sherlocka Holmesa nadszedł nagły koniec dobrej passy. Schyłkiem oryginalności tegoż reżysera miało okazać się zrealizowanie na zamówienie Disneya Aladyna, w którym Guy odszedł w dużej mierze od własnego stylu, tak bardzo uwielbianego przez fanów starszych produkcji w rodzaju Porachunków  i Przekrętu.

Trudno się dziwić, że po tych wszystkich przygodach Ritchie postanowił w końcu powrócić na znajome rejony i nakręcić kolejną czarną komedię gangsterską. Proszę Państwa, oto Dżentelmeni!

Matthew McConaughey wchodzi do baru

W swoim najnowszym filmie brytyjski reżyser przybliża nam historię marihuanowego imperium Micky’ego Pearsona (McConaughey). Ten Amerykanin ma wszystko – piękną żonę, dostatnie życie, lojalnych ludzi i pieniądze. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w pewnym momencie trzeba powiedzieć dość, by zejść ze sceny niepokonanym. Dlatego też decyduje się upłynnić swoje aktywa i znaleźć odpowiedniego kupca, aby w spokoju odejść na gangsterską emeryturę. Szybko okazuje się jednak, że nie jest to wcale takie proste. Trudno bowiem znaleźć uczciwego kontrahenta, który po dokonanej transakcji nie będzie chciał jego śmierci. Pearson, chociaż miał nadzieję na spokojne i dostatnie życie, teraz zmuszony jest stawić się czoła całej lawinie problemów. Piętrzącą się intrygę poznajemy z relacji wrednego i cynicznego acz odważnego dziennikarza, który postanawia przekuć zdobyte informacje w intratny biznes, a mianowicie w plan szantażowania mafiosa. Co intrygujące, całą historię trudności Mickeya przedstawia w formie… scenariusza filmowego.

Kadr z filmu „Dżentelmeni”, reż. Guy Ritchie

Nic tylko oglądać!

Zamiast szybkiej akcji z obowiązkowymi pościgami i efekciarskich strzelanin w Dżentelmenach na pierwszym miejscu stoi fabuła. Ale uwaga, wcale nie jest nudno! W całym filmie akcja pędzi do przodu, nie pozwalając się oderwać od ekranu telewizora. Liczne twisty fabularne, choć nie są szczególnie zaskakujące, niejednokrotnie bawią widza. Humor dialogów – lekki, satyryczny, inteligentny, momentami wulgarny. Doskonale wyważone gangsterska brutalność i czarny dowcip. Ritchie wrócił na stare śmieci! Główne postacie są z lekko przerysowanymi akcentami, ale nie karykaturalne czy kiczowate.

Odbiorcom podchodzącym do niektórych produkcji zbyt poważnie i szukającym w każdym obrazie poprawności politycznej raczej nie polecę tego filmu. Mamy seksistowskie teksty, żarty z ludzi „wyższych sfer”, mieszkańców blokowisk, Brexitu, mniejszości etnicznych i seksualnych. Wszystko to przedstawione w formie łatwo przyswajalnej groteski.

Najlepsi z najlepszych

Dżentelmeni to także perfekcyjnie trafiona obsada. Ritchie przed produkcją swojego filmu po prostu zgarnął jedne z najbardziej gorących aktorskich nazwisk. Ta wybrana przez reżysera grupa współtworzy świetne kino, doskonale wczuwając się w dane role. Ten miks wychodzi lekko i naturalnie. Główny bohater grany przez Matthew McConaugheya, jak na tego aktora przyszło – nie zawodzi klasą i charyzmą.  Idealny boss narkotykowy. Dalej mamy Charliego Hunnama, czyli prawa ręka Mickeya. Chociaż gra dość jednostajnie, to jednak wciąż utrzymuje wysoki poziom. Może po prostu taki był zamysł samego reżysera.

Kadr z filmu „Dżentelmeni”, reż. Guy Ritchie

Nie mogę nie wspomnieć o największym pozytywnym zaskoczeniu, czyli Hugh Grantcie, który w końcu pokazał swój kunszt aktorski. Brawo dla tego Pana! Myślę, że jest to jedna z lepszych, jak nie najlepsza rola, którą do tej pory odegrał. Widzom znany głównie z kiepskich komedii, na potrzeby Dżentelmenów stał się cynicznym dziennikarzem. Fletcher (Grant) jest odrażający, a jednocześnie stanowi komiczne serce produkcji. No i oczywiście jest jeszcze Colin Farrell, który kradnie całe show, biegając w kraciastym dresie, pokazując widzom swój wszechstronny talent.

Warto

Nie sposób napisać o filmie więcej, by nie zdradzić szczegółów tego błyskotliwego tworu.  Fani Ritchiego mogą odetchnąć z ulgą – reżyser powrócił w wielkim stylu. Niech żałują tylko ci, którym nie udało się obejrzeć tej produkcji w kinie, bo zamknięto je prewencyjnie przez pandemię koronawirusa. Jeśli jesteś jednym z tych nieszczęśników albo po prostu uwielbiasz filmy tego brytyjskiego reżysera i chcesz je mieć na swojej półce, to dystrybucją wyżej wymienionego tytułu zajmuje się Monolith Polska. Nic tylko oglądać.

Tytuł oryginalnyThe Gentlemen

Reżyseria: Guy Ritchie

Rok światowej premiery: 2019

Czas trwania: 1 godzina 53 minuty

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Fani Guya Ritchiego mogą odetchnąć z ulgą – reżyser powrócił w dobrym stylu. „Dżentelmeni” zapewnią wam naprawdę dużo przyjemnej i niezobowiązującej rozrywki.
Weronika Penar
Weronika Penarhttps://recenzowniaksiazkowa.blogspot.com/
Z zawodu behawiorystka i badaczka kociego zachowania -  nic co kocie, nie jest jej obce. Z zamiłowania czytelniczka dobrych kryminałów i książek przygodowych, kinomaniaczka i ciągła podróżniczka. Jeśli nie biega na swojej uczelni, nie uczy studentów lub nie czyta pod kocem książek, to na pewno podróżuje, szukając swojego miejsca w świecie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Jak nauczyć się doceniać małe rzeczy? „Małe szczęścia” – recenzja filmu

W dzisiejszych czasach ludzie żyją w biegu, nie mają czasu, swoją uwagę skupiają na celach, zapominając o kolektywie, który posiadają blisko. Co jest w tym wszystkim najgorsze? Chyba fakt, że patrzą na różnych osobników z zazdrością, nie cieszą się z sukcesów przyjaciół czy członków rodziny, nie wspominając już o pozostałych osobach.

Dwie twarze średniowiecznego inżyniera. „Caylus 1303” — recenzja gry planszowej

W Świętego Mikołaja nie wierzę już od dłuższego czasu. Moment przełomowy nastąpił w moim przypadku w wieku siedmiu lat, kiedy to znalazłem we wnętrzu rozkładanej wersalki pudełko ze zdalnie sterowanym samochodem. Traumę powstałą po tym wydarzeniu wyleczyłem już dawno, lecz wspomnienie to wróciło zaledwie kilka dni temu, gdy w mych drzwiach stanął mężczyzna z paczką. Co prawda nie przyjechał saniami, tylko busem, a zamiast czapy z pomponem nosił bejsbolówkę, ale przyniósł mi prezent. Kompletnie niespodziewany, lecz nie mogłem się doczekać, by go rozpakować.

W rozkroku. „Deadpool. Tajne imperium” – recenzja komiksu

Wade w ludzkiej formie, z moralnymi dylematami? Czy warto przeczytać Deadpool. Tajne imperium?
2,633FaniPolub
0ObserwującyObserwuj
90ObserwującyObserwuj
133SubskrybującySubskrybuj

Wygraj grę z serii „Fighting Fantasy”!

Z okazji premiery książek paragrafowych z serii Fighting Fantasy oraz dzięki wydawnictwu FoxGames przygotowaliśmy dla was konkurs, w którym mamy do rozdania aż dwa egzemplarze gry!

Wygraj dwa pakiety książek „Małe Licho”

Mamy dla was dwa pakiety dwóch książek Małe Licho!

Wygraj książkę „Marvel. Avengers: Wszyscy chcą rządzić światem”

Mamy dla was dwa egzemplarze książki Marvel. Avengers: Wszyscy chcą rządzić światem!