Załóżmy osadę! „Montana” – recenzja gry planszowej

-

Jesteście fanami eurogier, a w szczególności worker placementów? Mamy dla was propozycję, obok której nie powinniście przejść obojętnie. Montana przyciąga prostymi zasadami i wysokiej jakości komponentami. A jeśli wśród waszych znajomych są osoby nieznające planszówek to jest to obowiązkowa pozycja do ogrania, aby zarazić ich tym hobby.

Gra przenosi nas do XIX wieku, kiedy na terenie tytułowej Montany pojawiają się pierwsze osady. W grze wcielimy się w ich założycieli i przyczynimy się do rozwoju naszych wiosek dzięki właściwemu zarządzaniu zasobami oraz pracownikami. Tego, jakże ważnego, zadania podejmie się od dwóch do czterech śmiałków w wieku od dziesięciu lat. Cały proces potrwa maksymalnie czterdzieści pięć minut, dlatego pora zakasać rękawy, zabieramy się do pracy!

Z czego wybudować osady, czyli o komponentach słów kilka

Jako przyszli założyciele osad przyjdzie nam „pracować” na solidnych materiałach. W pudełku znajdziemy: planszę akcji, na którą będziemy wysyłać pracowników, koło zatrudnienia, pozwalające dobrać dwóch workerów, cztery plansze graczy, umożliwiające przechowywanie surowców i zawierające opis przebiegu tury gracza, dwanaście żetonów terenu, przedstawiających obszar Montany, gdzie wzniesiemy osady, jeden żeton początkowy – przecież od czegoś trzeba zacząć budowę!, żeton gracza rozpoczynającego – nie bez powodu w kształcie zegarka, sześć manierek, czterdzieści osiem osad po dwanaście sztuk na gracza, czterdzieści dziewięć monet, cztery pionki graczy, siedemdziesiąt dwa znaczniki robotników, sto dwadzieścia znaczników dóbr oraz dwadzieścia cztery znaczniki bydła.

Wszystkie komponenty zostały wykonane z grubej tektury oraz z drewna, dzięki czemu przetrwają niejeden proces budowy Montany. Każdy surowiec, oprócz przypisanego koloru, posiada również swój kształt. Ostatecznie mogłyby to być małe kosteczki symbolizujące zboże, dynię, miedź, kamień oraz bydło, jednak obecna postać jest znacznie przyjemniejsza dla oka. Choć gra po rozłożeniu zajmuje bardzo dużo miejsca, ma to swoje uzasadnienie – informacje na komponentach są bardzo przejrzyste i czytelne. Plansza gracza ma rozmiar kartki A4, ale zaprojektowano na niej miejsce na wszystkie elementy, gromadzone przez założyciela osady, włącznie z przebiegiem tury oraz skrótem najważniejszych zasad. W ten sposób surowce będziemy kłaść do odpowiednich koszy narysowanych na planszy, bydło do zagrody, monety do skrzyni, a pracowników na samym środku. Krótko mówiąc, całość prezentuje się estetycznie.

Zanim wybudujemy pierwsze osady, czyli przygotowanie gry

Plansza w Montanie jest modułowa, co oznacza, że gracze budują ją sami, z przeznaczonych do tego komponentów. W zależności od tego, ile osób zasiądzie przy stole, będzie ona wyglądała inaczej: przy dwóch graczach przypomina okrąg, przy trzech – trapez, a przy czterech – trójkąt. Żeton początkowy kładziemy w wybranym, dowolnym miejscu, znaczniki bydła tam, gdzie zaznaczono to odpowiednio na żetonach terenu, do koła zatrudnienia oraz planszy akcji każdy powinien mieć łatwy dostęp, tak samo jak do monet i surowców. Teraz kolej na zestawy początkowe – wybierzcie kolor i dobierzcie odpowiednio: planszę i pionek gracza, żetony osad oraz po jednym znaczniku bydła, zboża, dyni, małej miedzi i małego kamienia. Na dobry początek otrzymujemy czterech robotników, których dobieramy za pomocą koła zatrudnienia, oraz monety – zgodnie z instrukcją. Tak oto jesteśmy gotowi na podbój Montany!


Kilofy w dłoń, czyli przebieg rozgrywki

W trakcie gry wykonujemy jedną z trzech akcji. Do wyboru mamy:

  • Zatrudnienie, czyli zwerbowanie dwóch pracowników przy pomocy koła zatrudnienia. Aby poruszyć strzałką, należy „pstryknąć” ją palcami. Wskaże nam ona, których robotników dobieramy. Dodatkowo możemy wydać zboże, aby przesunąć strzałkę o jedno pole, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, pamiętając o zasadzie jedno zboże = jedno przesunięcie (maksymalnie o siedem pól).
  • Pracę, czyli umieszczenie pracowników na odpowiednich obszarach na planszy akcji. W zależności od tego, jakiego koloru pionkiem robotnika dysponujemy, w takie miejsce możemy go wysłać. Kolory są adekwatne do surowców, ale jeśli zależy nam koniecznie na pozyskaniu jakiegoś konkretnego, musimy ponieść koszt dwóch pracowników w dowolnym kolorze (oznaczonymi na planszy na biało). Umieszczając ich w banku otrzymamy monety z zasobów ogólnych. Kopalnia, kamieniołom, uprawy oraz farma zasilą nasze zasoby kolejno: małą miedzią, małym kamieniem, zbożem oraz dynią. Do miasta poruszamy się, dla odmiany, pionkami w wybranym przez nas kolorze na początku gry, aktywując jednocześnie aukcję, ponieważ w momencie, kiedy któryś z graczy zdecyduje się na ten ruch, pozostali mogą spróbować go przebić lub zająć miejsce na innym polu. Ta akcja wiąże się z uiszczeniem opłaty w dyniach, warunkiem przystąpienia do aukcji jest posiadanie wymaganej ich liczby, w przeciwnym razie jesteśmy zmuszeni spasować. W trakcie rozgrywki miasto stanie się chętnie uczęszczanym polem, ponieważ tylko w nim możemy wymienić małą miedź i kamień na ich większe wersje. Te z kolei są często niezbędne do wzniesienia osady.
  • Budowę, czyli umieszczenie żetonów osad na planszy, po uprzednim oddaniu do zasobów ogólnych odpowiednich surowców, przy czym każde pole wymaga od gracza dostarczenia innych. Wybudowana osada nie musi przylegać do tych w kolorze gracza, tylko do dowolnych, znajdujących się już na planszy. Jednorazowo możemy zbudować maksymalnie trzy osady. Ale! Warto zwracać uwagę na pojedyncze pola, ponieważ w zależności od tego, gdzie położymy nasz żeton, czasami otrzymamy przydatne bonusy, które w trakcie gry przyniosą nam pewne korzyści. Kiedy wzniesiemy osadę na polu z symbolem dwóch budynków, możemy umieścić dwa kafle, przy czym poniesiemy koszt tylko za jeden z nich. Jeśli uda nam się wyłożyć cztery kafle osad w jednej linii, wtedy możemy na tę czwartą osadę położyć dodatkowy kafelek. Gdy nasz żeton będzie graniczył z jeziorem, otrzymamy manierkę gwarantującą nam dodatkowy ruch w każdym momencie rozgrywki (ale tylko w swojej turze). Pole ze znacznikiem bydła pozwoli przenieść je do naszej zagrody na planszy gracza, co wiąże się z kolejnymi profitami, ponieważ…

Gracz w dowolnym momencie swojej tury może wymienić bydło na jeden dowolny surowiec (w przypadku miedzi i kamienia tylko na mały), trzy srebrne monety, albo na robotnika w dowolnym kolorze. Tę akcję wykonujemy dowolną ilość razy, ogranicza nas tylko liczba posiadanego bydła.

Pracujemy w pocie czoła do momentu, aż jeden z założycieli położy swój ostatni żeton osady na planszy terenu. Należy wtedy dokończyć rundę, wygrywa ten, kto posiada najwięcej wybudowanych osad. Prawda, że proste?

Po skończonej pracy, czyli wrażenia z rozgrywki

W Montanie nie można narzekać na regrywalność, bowiem ta przejawia się w modułowej planszy, która, dzięki takiemu rozwiązaniu, za każdym razem będzie wyglądała inaczej. W trakcie różnych rozgrywek wymaga to od graczy innego opłacenia kosztów w surowcach. Ponadto, nawet jeśli zagramy w komplecie, to na stole rozłożymy dziesięć kafli terenu z dwunastu, dzięki czemu, przy ponownej rozbudowie Montany, użyjemy jeszcze innego zestawu.

Bardzo ciekawym komponentem jest koło zatrudnienia, które stanowi jedyny losowy element w całej grze, nad którym w dalszym ciągu można zapanować, płacąc zbożem. Taka „manipulacja” pozwala trzymać rękę na pulsie w trakcie swojej tury, a to z kolei bardzo dobra wiadomość dla graczy nieprzepadających za losowością w grach. Koło równie dobrze mogłyby zastąpić kości – ich przerzut decydowałby o doborze robotników, ale przyznajmy szczerze – kto dla odmiany nie wolałby „popstrykać”, zamiast rzucać? Takie kreatywne rozwiązanie wprowadza do gry powiew świeżości.

Nie ma nic za darmo? Ależ jest, jeśli się dobrze pogłówkuje! Dodatkowe bonusy w postaci symboli na żetonach terenu wprowadzają rywalizację i skłaniają do interakcji między graczami, ponieważ możliwość położenia jeszcze jednego żetonu osady kusi, coraz bardziej zbliżając do zwycięstwa. Eliminuje to również granie typu, jak ja to nazywam, „każdy sobie rzepkę skrobie”, tytuł zachęca do obserwowania i analizowania ruchów pozostałych. Nie jest to oczywiście konieczne, jeśli jednak nastawicie się na rywalizację, to musicie mieć oczy szeroko otwarte!

Pamiętacie o żetonie gracza rozpoczynającego, w kształcie zegarka? Dla mnie to jasny przekaz, żeby nie „zamulać” w trakcie rozgrywki. Bądźcie spokojni, akcje w Montanie z reguły nie pochłaniają dużej ilości czasu, przez co tytuł ma niski downtime. Większość ruchów można na spokojnie zaplanować podczas tury innych graczy. Prawdziwy problem pojawia się w momencie, gdy ktoś zdąży zająć przed nami upatrzone pole na planszy terenu. Cóż, wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak dostosować się do zaistniałej sytuacji. Krótko mówiąc, w Montanie trzeba być elastycznym.

Gra skaluje się całkiem dobrze, ponieważ przyjemność z rozgrywki będziemy czerpać zarówno przy dwóch, jak i czterech osobach. Wydaje mi się, że do tego przyczynia się również wcześniej wspomniana plansza modułowa, zapewniająca inną możliwość poruszania się po niej, dzięki czemu gracze nie czują się „osaczeni” przez innych i mogą udać się w dowolnym kierunku. A skoro o tym mowa, to bardzo przypadło mi do gustu budowanie osad obok rywali. W ten sposób łatwo pokrzyżujemy plany przeciwników, uniemożliwiając im utworzenie ciągu czterech osad. Nikt nie jest w stanie zamknąć nam drogi z jednego końca planszy na drugi, tak jak ma to miejsce w Osadnikach z Catanu, jedyne ograniczenie stanowią posiadane przez nas surowce.

Montanę wyróżnia dodatkowo zbalansowanie. Nie zawsze ten, kto rozpoczyna, ma największe szanse na zwycięstwo. Już na samym początku, w fazie przygotowania rozgrywki, pierwszy gracz otrzymuje trzy srebrne monety, a kolejni o jedną więcej wyrównując tym samym możliwość wygranej.

Osobiście nie jestem fanką eurogier, zawsze omijałam je szerokim łukiem, ponieważ brakowało mi w nich klimatu oraz uważałam je za monotonne. Do zagrania w Montanę przekonała mnie długość rozgrywki podana na pudełku i muszę przyznać, że ten tytuł zmienił moje nastawienie do eurotytułów. Proste do zapamiętania zasady oraz krótki czas tworzą wspaniałą propozycję dla fanów niedługich partii oraz graczy stawiających swoje pierwsze kroki w tym hobby.

 

Tytuł: Montana

Liczba graczy: 2-4

Wiek: 10+

Czas rozgrywki: 45 minut

Wydawnictwo: Lacerta

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Lacerta, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Montana to wspaniała alternatywa dla Osadników z Catanu. Wyróżnia ją przede wszystkim mała losowość i niski downtime. Jeśli lubicie mieć w pełni kontrolę nad tym, co dzieje się na stole, to ten tytuł jest przeznaczony właśnie dla was.
Sylwia Smolińska
Miłośniczka gier planszowych, karcianych oraz fanka dram koreańskich. Lubi otaczać się pozytywnie zakręconymi ludźmi, nigdy nie odmówi wyjścia do Escape Roomu. W wolnym czasie czyta książki fantasy i próbuje swoich sił w szydełkowaniu. Nie wyobraża sobie życia bez kina i seriali.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu