Czasem biorę się za zupełnie obce mi rzeczy, specjalnie rzucam się w wir nieznanych sytuacji, doskonale wiedząc, jak to się skończy. Bo w moim przypadku nie ma półśrodków – wszystko, albo nic. Tak więc kiedy wreszcie postanowiłam sięgnąć po thrillery i współczesne kryminały, to oczywiście wzięłam kilka na raz. Wiadomo, że „na głęboką wodę” to najlepsze rozwiązanie. 

Pomyślałam sobie, że może dobrym pomysłem byłoby porównanie tego, jak wypadają thrillery o tej samej tematyce, pisane w Polsce i za oceanem. Właściwie wyszło to wszystko trochę przez przypadek, bo dzięki Virtualo w moje ręce wpadło Żmijowisko, a z prywatnej listy wstydu odkopałam Moje śliczne. I okazało się, że trafiłam na dwie bardzo ciekawe powieści o zaginionych dziewczynach.

Gdzie jesteś?

Żmijowisko, napisane przez Wojciecha Chmielarza, to taki dość prosty thriller, zaczynający się jako sielanka, a w miarę czytania dowiadujemy się o kolejnych tajemnicach, skrywanych przez bohaterów. Historia toczy się na trzech różnych liniach czasowych, aby w ostatnim rozdziale wyjawić największy sekret, który jest po prostu twistem fabularnym. Motyw przewodni to zaginięcie dziewczyny i próby podejmowane przez jej bliskich, aby ją odnaleźć. W tle przewija się niespełniona miłość, gorycz dorosłego życia, słowiańskie miejsca kultowe, festyn archeologiczny i disco polo. 

Natomiast Moje śliczne napisała Karin Slaughter i wydaje mi się, że to historia trochę lepiej przemyślana. Tu także mamy do czynienia z zaginięciem dziewczyny i nielinearnym sposobem snucia opowieści, ale pomimo tego że dużo szybciej dowiadujemy się, kto i dlaczego zabił, to całość jest dużo bardziej szokująca. Choć to ostatnie wynika może raczej ze sposobu, w jaki autorka pisze, ale o tym za chwilę. 

Wydaje się więc, że w moje ręce trafiły jednocześnie książki, które w założeniach są bardzo podobne. Jednak po raz kolejny dane mi było przekonać się, w jak różny sposób działają umysły twórców. 

Czego boisz się najbardziej?

Oczywista różnica pomiędzy książkami to ich autorzy — Chmielarz to Polak, dziennikarz, mężczyzna, który na swoim koncie ma już cykl o Jakubie Mortce, publikacje w Nowej Fantastyce i Polityce. Slaughter jest natomiast Amerykanką, pochodzącą z południa USA kobietą, wydającą książki od 2001 roku, ze sporym dorobkiem thrillerów i kryminałów na koncie. 

Zdaję sobie sprawę, że to dość ordynarny podział, ale w mojej ocenie bardzo wpływa na to, jak napisani są bohaterowie, a właściwie postaci żeńskie, w obu tych książkach. Chmielarz wydaje się nie do końca wiedzieć jak napisać kobietę. Jego Kamila czy Ada są, pomimo ogromnego bólu, dość jednowymiarowymi postaciami. Co ciekawe, choć nie będę się przy tym upierać, bo może ktoś z was ma inne odczucia, postaci męskie, takie jak Robert czy Arek, wydają się nieść więcej ładunku emocjonalnego. Ten ostatni, równolegle z Adaomą, jest bohaterem, z którego perspektywy obserwujemy wydarzenia i za każdym razem, gdy narratorem była kobieta, czułam pewien dysonans. Nie wydaje mi się, aby jakakolwiek dziewczyna zachowywała się w sposób, jaki został zaprezentowany.

Slaughter wybrnęła z tego problemu w inny sposób —- wszystkie ważne linie czasowe prezentują kobiety i to one są osią całej powieści. I tak, jest to dość feministyczna w wydźwięku książka. Autorka nie stroni od graficznych i bardzo realistycznych opisów tortur oraz okropności spotykających porwane kobiety, przy czym nie można nazwać tego torture porn, a raczej zwiększaniem stopnia zagrożenia, uświadamianiem, o co toczy się gra. 

W moim bardzo subiektywnym odczuciu, w przypadku tych dwóch książek, płeć autora odgrywa ogromne znaczenie. Mamy do czynienia z klasycznym przypadkiem „pisz o tym, co znasz”, gdzie pewnych spraw nie da się, niestety, obejść, bez względu na to, jaki dorobek ma pisarz.

Chciałabym być dobrze zrozumiana — nie zarzucam Chmielarzowi braku warsztatu i umiejętności, bogowie brońcie! Po prostu nie do końca wyszło mu oddane emocji i przemyśleń kobiet. Choć oczywiście ktoś może zarzucić mi czepialstwo. Dlatego sposób obejścia problemu przez Slaughter, przemawia do mnie bardziej, język, którego używa i sposób, w jaki pisze także.. 

Chmielarz bardzo wygładza swoją powieść. Z jednej strony pojawiają się tam wątki mające szokować, sceny, które powinny nas zaskoczyć, z drugiej wszystko wydaje się takie… przesadnie gładkie, przez co momentami miałam wrażenie sztuczności, a świat przedstawiony, pomimo osadzenia go w rzeczywistości czytelnika,sprawiał wrażenie nienaturalnego. Moje śliczne natomiast, mimo swojego dość wulgarnego wydźwięku i chwilami przerysowanych postaci, jakoś wydawał mi się bardziej realny.

Przygoda z thrillerem

To było ciekawe doświadczenie. Po raz pierwszy od dawna wzięłam do ręki zupełnie nieznany mi gatunek powieści, dodatkowo z tak różnych źródeł. Każdemu polecam taką przygodę. Jak każda, ma swoje plusy i minusy, ale w ogólnym rozrachunku mile się zaskoczyłam. I polski thriller i ten amerykański, mimo podobnych motywów, okazały się zupełnie odmiennymi sposobami patrzenia na świat i zbrodnie wymierzone w kobiety. 

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię