Zagadki, tajemnice i przygody. „Escape Tales: Dzieci Żmijowego Lasu” – recenzja gry planszowej

-

Choć ostatnio dni stają się coraz dłuższe, zapada już zmrok. Trzeba przyznać, ucieczka zajęła nam więcej czasu niż wszyscy początkowo zakładaliśmy. Być może zbytnio wierzyliśmy we własną inteligencję? Przerywam rozmyślania nad kubkiem zielonej herbaty i spoglądam na swoją drużynę. Zmęczona, to widać, ale z pewnością bije od niej delikatny poblask samozadowolenia, może nawet dumy. Wiedzą, że wydostając się z tej przeklętej, pełnej zagadek piwnicy, osiągnęli niemało.

– To może… – przerywam ciszę panującą w pokoju – … skoro skończyliśmy samouczek, zabierzemy się za pierwszy rozdział?

Czyżbym zobaczył w ich oczach strach…?

Karty

Wręcz bardzo dużo kart: to przede wszystkim rzuca się w oczy, gdy otworzymy pudełko trzeciej już gry z serii Escape Tales. Wreszcie dane mi było zapoznać się bliżej z tym niecodziennym mariażem escape roomu i gry planszowej, o którym tyle słyszałem. Ba, dzięki naszemu patronatowi, nawet przedpremierowo! Ale do meritum: w plastikowej wytłoczce znajdziemy jeszcze malutki woreczek z drewnianymi żetonami akcji oraz książeczki zawierające fabularną historię Żmijowego Lasu. Wasze ewentualne obawy są uzasadnione: ja też nieufnie spoglądałem na niewielką liczbę elementów Dzieci Żmijowego Lasu. Czyżby nadchodziła rasowa sesja RPG? Cóż… i tak, i nie. W mechanice całej gry miesza bowiem aplikacja. A właściwie strona internetowa, ale działa na takiej samej zasadzie – zapisując postępy gracza.

Treść

Gilbert, główny protagonista gry, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, jest sierotą. Mieszka w miasteczku otoczonym przez mordercze wężopnącza uniemożliwiające ucieczkę, a jego jedyna pociecha w życiu to ukochana Sewilla, córka burmistrza. Niestety, hipotetyczny teść nie bardzo za nim przepada… Choć, prawdę mówiąc, to trochę delikatnie powiedziane, ale to, mam nadzieję, odkryjecie sami. Bohater ratuje się więc ucieczką, a wraz z nim gracze zaczynają swoją przygodę.


Karty zapewniają nowe zagadki do rozwiązania, lokacje do zwiedzenia i przedmioty do zebrania. Czasem nawet będziemy mieli okazję spotkać nieoczekiwanego towarzysza i razem z nim kontynuować podróż. Specjalne talie Odpoczynku i Skupienia pozwolą dobrać (oczywiście nie bez konsekwencji) dodatkowe żetony akcji, służące do eksploracji terenu. A Storybooki, jak sama nazwa wskazuje, zapewniają ciągłość historii, ciąg przyczynowo-skutkowy oraz tło fabularne. Wszystkie te elementy spina aplikacja internetowa, dzięki której możemy łączyć niektóre rzeczy z ekwipunku ze sobą, ale przede wszystkim to w niej wpisujemy rozwiązania zagadek, odkrywając ścieżki przyszłości Gilberta. A te nigdy nie są proste.

Wyzwanie

Współtwórcy Escape Tales odpowiadają także za całkiem znaną (nie tylko w Polsce) sieć escape roomów: i to widać. Już samouczek, po krótkim fabularnym wprowadzeniu, rzuca graczy na głęboką wodę. To nie jest gra na wieczorną posiadówkę z kumplami, przy rozluźniającej „herbatce”. Oczywiście można bawić się w trybie solo, ale im więcej głów, tym szybciej ktoś wpadnie na prawidłowe rozwiązanie zagadki. A te wymagać będą przede wszystkim spostrzegawczości, ale też sporej dozy kreatywnego myślenia i zdolności matematycznych. Część mieści się na kilku kartach, które trzeba zebrać podczas eksploracji pomieszczeń, inne zaledwie na jednej. Wszystkie jednak wymagają skupienia, a jeśli bawicie się w grupie: także współpracy. Oczywiście, gdy wszelkie pomysły zawiodą, zawsze pozostaje aplikacja. Wskaże, z ilu części składa się zestaw danego zadania, przytoczy także podpowiedzi sugerujące rozwiązanie, a w ostateczności poda konkretną odpowiedź. Bez żadnego kosztu żetonów akcji – w końcu, pomimo wyzwań i chęci sprawdzenia się, chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę.

Wystarczą chęci

A ta jest gwarantowana jeśli Dzieci Żmijowego Lasu wpadną w odpowiednie ręce, żądne sprawdzenia swej inteligencji i przeżycia mrocznej, pełnej tajemnic przygody. No i oczywiście należy wygospodarować sobie mniej więcej osiem godzin wolnego czasu. Spokojnie, nie z rzędu: grę można „zapauzować” w każdej chwili, wystarczy schować ekwipunek postaci do osobnego woreczka i zapisać paragraf historii, na którym skończyliśmy.

Bardziej problematyczną okazuje się kwestia regrywalności tytułu. Z jednej strony, historia Gilberta posiada zamkniętą fabułę i ograniczoną liczbę zagadek. Kolejne rozgrywki będą więc odtwarzać te same wydarzenia. Z drugiej jednak, poszczególne rozdziały dzielą się na lokacje, a z tych można „uciekać” na kilka sposobów, nierzadko przy pomocy konkretnych przedmiotów. Prawdopodobnie ulegnę więc ciekawości i rozegram tę część Escape Tales ponownie, tym razem celowo wybierając inne ścieżki. A poza tym, ten kto już raz poznał świat wężopnączy, może zostać świetnym mistrzem gry dla innej paczki znajomych: czytać paragrafy, obsługiwać aplikację i podrzucać mniej lub bardziej przydatne wskazówki.

Tak więc nie macie się nad czym zastanawiać: nawet jeśli nie jesteście fanami typowych escape roomów, karciano/cyfrową wersję cechuje dużo większa przystępność. Zagadki bywają co prawda wymagające, ale subtelne podpowiedzi zazwyczaj bardzo szybko naprowadzą was na właściwe tory. Nie mogę jednak stwierdzić, że gra ta jest bez wad. Obiecałem moim współtowarzyszom przygód (tym noszącym okulary), że wspomnę o stosunkowo niewielkim rozmiarze niektórych kart z łamigłówkami, a co za tym idzie: utrudnionej widoczności. Muszę im przyznać rację w tej kwestii, ale jest to w mej ocenie jedyna niewielka skaza na tym obrazie pełnym mrocznych tajemnic i świetnej zabawy.

Escape tales Tytuł: Escape Tales: Dzieci Żmijowego Lasu

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 14+

Czas rozgrywki: powyżej 7 godzin

Wydawnictwo: Portal Games

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Portal Games, więcej o Escape Tales: Dzieci Żmijowego Lasu przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Praktycznie idealne zastępstwo dla zamkniętych obecnie klasycznych escape roomów. Angażujące zagadki, mroczne tajemnice i pochłaniająca historia. A zabawę można rozłożyć na kilka dni: czego chcieć więcej?
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu