Wyścig za pyłkiem. „Beez” – recenzja gry planszowej

-

Wcielamy się w królową pszczół, która musi tak zorganizować loty swoich robotnic, żeby zebrać jak największe ilości pyłku. Oczywiście, czeka nas rywalizacja z pozostałymi ulami. Komu uda się wyprodukować najwięcej kropel miodu podczas tej ślicznej, wiosennej gry?
 Co rzuca się w oczy?

Muszę od razu zaznaczyć, że Beez autorstwa Dana Halstada to przepiękna planszówka. W ciemne, zimowe wieczory gra wydana nakładem wydawnictwa Rebel potrafi zamienić salon w kolorową, kwietną łąkę. Od razu pojawia się więc największy plus tej pozycji, czyli jej wykonanie. W pudełku znajdziemy śliczne figurki pszczółek, roślinne kafelki i wiele, wiele więcej.

Rozgrywka została zaprojektowana z myślą o grupie od dwóch do czterech graczy. Autor sugeruje także, aby grający mieli minimum osiem lat. Ja bawiłem się jednak przy Beez z sześciolatkiem, chociaż nieco doświadczonym z grami planszowymi. Muszę jednak napisać, że nie miał on najmniejszych problemów z rozgrywką, możemy więc śmiało podejść do sugerowanego wieku graczy z przymrużeniem oka. Każde dziecko poczuje radość z operowania po planszy figurkami pszczółek, to gwarantuję.

Co kryje pudełko?

Wewnątrz pudełka (bardzo ładnego zresztą) znajdziemy:

  • cztery plastry miodu dla każdego z graczy,
  • cztery pszczoły z ulami,
  • cztery znaczniki graczy,
  • piętnaście płytek kwiatów,
  • pięć płytek liści,
  • płytkę startową,
  • czterdzieści pięć małych i dużych znaczników nektaru,
  • osiemnaście kart zadań,
  • arkusz z opisem kart,
  • instrukcję,
  • notes punktacji.

Ważne jest też to, że każdy z tych elementów doczekał się przegródki w starannie wykonanej wyprasce. Porządek przede wszystkim!

Przygotujmy się do gry

W Beez nie uświadczymy jednorodnej, stałej planszy. Buduje się ją przed każdą rozgrywką ze specjalnych płytek przedstawiających różne rośliny. Jedyny stały punkt to kafelek startowy z dodatkowymi strzałkami, otoczony polami kwiatów i liśćmi. Kolejne moduły rozkładamy już w dowolny sposób, tworząc unikalną planszę-łąkę do każdej rozgrywki. Jedyne, o czym musimy pamiętać, to w miarę równomierne ułożenie kolorów kwiatów. Następnym etapem przygotowania do gry jest dopasowanie symboli nektaru do danych roślin. Każdy z graczy powinien dobrać sobie również plaster miodu ze znacznikiem i figurkę pszczoły, którą potem układa na kafelku startowym. Karty z zadaniami także dzielimy ze względu na kolory, a potem grający odsłaniają po jednej z nich – są to wspólne zadania do wykonania. Dodatkowo „królowe ula” losują po trzy kartoniki, z których następnie zostawiają sobie dwie wybrane. Będą to tajne zadania każdego z graczy.


Planowanie, loty, zbiory nektaru

Po skończonych przygotowaniach możemy zabrać się do właściwej rozgrywki. Składa się ona z tur, z których każda podzielona została na trzy fazy. Pierwsza to ułożenie swojego planu lotu. Musimy zorganizować go tak, aby zebrać nektar. Pszczoły mają określoną wytrzymałość, należy więc poświęcić temu etapowi trochę czasu. Warto też pamiętać, że liście z kroplami pozwolą naszym robotnicom zregenerować nieco sił. Obrócenie figurki małej zbieraczki w kierunku lotu oznaczać będzie zakończenie fazy planowania. Kolejny etap to właściwy lot. Kilka zasad: pszczoły potrafią latać jedynie w linii prostej, nie mogą opuścić planszy, a na jednym kafelku dozwolone jest lądowanie tylko jednego owada. Robotnica, która zatrzyma się na polu ze znacznikiem nektaru, może zabrać go ze sobą. Jedna pszczółka potrafi unieść jeden duży znacznik nektaru, wraz z jednym małym (jeśli wyląduje na środku danego pola). Ostatni etap tury to przeniesienie zdobyczy do własnego ula. Zbudowany jest on z pięciu rzędów. Każdy dostarczony znacznik to punkty na plastrze miodu grającego. Zakończeniem rozgrywki jest uzbieranie przez jednego z graczy dwunastu symboli nektaru. Następnie podliczamy  zebrane krople (zapisywane w specjalnym notesie). Jak można się łatwo domyślić, wygrywa osoba z największą ilością miodu.

Można było prościej, Panie Halstad

Moja opinia? Niestety, bardzo mieszana. Gra jest logiczna, estetyczna i przyjemna. Opanowanie zasad zajmuje jednak dość długo, zwłaszcza jeśli chcemy rozegrać partię z mniejszymi dziećmi. Jak wspomniałem już na samym początku, siłą Beez są starannie wykonane, śliczne elementy. Pod względem graficznym  – rewelacja. Jeśli spojrzymy zaś na rozgrywkę, mogłoby być lepiej, a przede wszystkim – prościej.

Budowanie planszy z kafelków to ciekawe rozwiązanie pozwalające na kreatywne wykorzystanie czasu przygotowań do zabawy. Śmiało można nazwać Beez grą strategiczną, czasami trzeba posunąć się nawet do… kradzieży nektaru! Łatwo odczuć też dysproporcję pomiędzy czasem przygotowania a właściwej rozgrywki. Pierwsza z tych dwóch faz zajmuje zbyt długo. Sama gra, kiedy już się rozkręci, trwa z kolei za krótko.

Dorośli vs. dzieci

W Beez dobrze odnajdą się też dorośli. Gra bowiem, mimo że profilowana pod dzieci, zawiera w sobie całą masę strategicznego planowania, podstępów i podpatrywania ruchów przeciwników. Tytuł Dana Halstada jest więc produkcją bardzo dobrą, która jednak mogłaby skorzystać na pewnych uproszczeniach.

Tytuł: Beez

Liczba graczy: 2-4

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: 30-45 minut

Wydawnictwo: Rebel

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj.

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Gra dla dzieci, jednak trochę zbyt skomplikowana. Pełno tu strategii, planowania i logiki. Na plus piękne wykonanie.
Piotr Tomczuk
Futbolista amerykański, jeździec, bokser i podróżnik na część etatu. W wolnych chwilach czyta wszystko, co wpadnie mu w ręce, nadrabia klasyki światowego kina i spędza godziny na próbach poznania najlepszych historii, które stworzyła kultura popularna. Miłośnik wszystkiego, co amerykańskie - znany też jako the Polish Cowboy.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu