Luizjana piękne miejsce na wakacje! Dzika przyroda, egzotyczna kultura i bogata historia. Zombie są tak miło nastawione do turystów. Co?! Żywe trupy!? To zdecydowanie odpowiedni moment na łowy.
Łowy rozpoczęte

Historia Hunt: Showdown sięga początków 2018 roku, gdy produkcja firmy Crytek (tej, która dała nam Crysisa i niezwykły silnik graficzny) pojawiła się w systemie Early Access na Steam. Twórcy mieli kilkuletnią przerwę od tworzenia gier i wielu mogło o nich zapomnieć.

Fabuła przenosi nas na podmokłe tereny Luizjany, pod koniec XIX wieku. Tutaj jednak, w przeciwieństwie do realnego świata, magia i potwory są jak najbardziej prawdziwe. Spore tereny zostały zagarnięte przez monstra i łowcy z rozmaitych grup społecznych udają się w te dzikie rejony z nadzieją na zysk i nietuzinkową wyprawę. Jednak małym druczkiem dopisano, że nie wszyscy wrócą z niej żywi.

Screen z gry

Zaczynamy od wyboru łowcy oraz ekwipunku. Warto zaznaczyć, że jeśli w trakcie polowania dostaniemy kulkę i nasz protegowany pozostanie na bagnach, to… cóż, zostanie tam na zawsze. Tracimy zarówno postać, jak i ekwipunek. Dlatego każda rozgrywka podnosi momentami ciśnienie. Nagrodą są naturalnie pieniądze oraz doświadczenie, które nasza postać zdobędzie. Można je wydać na różnego rodzaju wzmocnienia dotyczące przykładowo walki wręcz czy cichego zeskakiwania z wysokości. Obok PD postaci zdobywamy kolejne poziomy Linii Krwi. Ta zapewnia nam dostęp do lepszego sprzętu oraz możliwość zatrudniania coraz skuteczniejszych i już mających doświadczenie kamratów. Jeśli dojdziemy do maksymalnej setnej wartości, można zresetować poziom konta i bawić się od nowa.

Obok klasycznych zombie ujrzymy chodzące ule dla insektów czy góry mięsa sterowane przez pijawki. Modele stworów zachwycają i są nad wyraz oryginalne. Bossowie zaś mają swoje słabości oraz mocne strony, Pająka nie uda nam się zatruć, jednak jest bardzo łatwopalny.

Screen z gry

W danej rozgrywce może uczestniczyć do dziesięciu graczy, w drużynach dwu- lub trzyosobowych. Jeśli nie macie swojego kompana, to gra znajdzie wam takowego. Następnie trafiamy już na teren, na którym będzie się toczyć cała zabawa. Na szczęście gra została pozbawiona wszelkich znaczników czy tablic odnośnie tego, ilu jest graczy, czy kogoś zabiliśmy i jedyne, o czym nas informuje, to, że ktoś pokonał główny cel polowania. Dzięki temu w Hunt musimy polegać na własnych zmysłach słuchu i wzroku. Różne elementy otoczenia lub też zwierzęta wydają odgłosy, gdy w pobliżu znajdują się inni. Dlatego warto poruszać się powoli, trafiając na jakieś zabudowania lub zbliżając się do centrum. Cały mecz trwamaksymalnie godzinę, lecz z reguły zamyka się w czasie do trzydziestu minut. W każdej chwili możemy darować sobie rywalizację i udać się na miejsce ewakuacji.

Moją najlepszą przygodę przeżyłem w polu kukurydzy. Czekałem wspólnie z towarzyszem, wypatrując potencjalnych zagrożeń. Pech chciał, że ten niepotrzebnie wystawił głowę i dostał strzał prosto między oczy. Ja nie ujawniłem się i cierpliwie czekałem aż przeciwnicy, zachęceni możliwością grabieży zwłok mojego byłego już partnera, podejdą. Tak oto położyłem trupem za pomocą topora dwóch graczy i uciekłem. Przy akompaniamencie wystrzałów. Broń palna w większości strzela pojedynczymi pociskami, więc warto się przyłożyć do celowania. Jednak trafienie w cel jest niezwykle satysfakcjonujące i korzystanie z niej to czysta przyjemność.

Screen z gry
Bagna to mroczne miejsce

Czytając opinie graczy na Steam, Hunt: Showdown zbiera najwięcej batów za… wyjście z bety i towarzyszące temu zmiany. Przerobieniu uległ system strzelania, który wcześniej wymagał aż trzech przycisków do oddania strzału, nie zaś samego przycelowania i naciśnięcia lewego przycisku myszy, jak jest obecnie. Widać także różnicę w grafice, gdyż twórcy rozjaśnili mapy oraz w większości przypadków potyczkom „towarzyszy” słońce. Zanim gra miała swoją oficjalną premierę, to dominowała noc, dzień zaś był abstrakcją podczas łowów. Ucierpiał na tym klimat, bo jednak sztywniaki nie są tak straszne w piękne popołudnie, jak w trakcie wieczornych wędrówek przez bagna.

Screen z gry

Boli też system dobierania graczy. Nie ukrywam, że nie należę do elity (grałem tylko kilkanaście godzin), jednak gra nie ma problemu trafić na ludzi, którzy po raz pięćdziesiąty zamykają pełny poziom doświadczenia. Wystarczy więc jeden celny strzał i padam na glebę. Gracz może odrzucić proponowanego członka drużyny, więc często jest tak, że gracz, widząc mój skromny level, szybko opuszcza pokój. Co zmusza mnie do grania z osobami o podobnie niskich umiejętnościach, będąc łatwą ofiarą dla doświadczonych łowców. Rozumiem, zamysł wymagającego poziomu trudności, jednak dajcie mi czas, abym chociaż mógł walczyć na równym poziomie!

Screen z gry

Irytują także błędy. Czasem jakieś zombie leżące na ziemi zbuguje się i wstanie na dwie sekundy, by znów wylądować na ziemi. Gra zapewne dopiero doczytuje pozycję potwora, szkoda tylko, że na widoku użytkownika. Naturalnie widząc to, strzelam w ruszające się truchło. Wybija to z immersji.

Inne błędy potrafią być… zabójcze. I doprowadzają do furii. Biegniesz za przeciwnikiem, z którym przed chwilą wymieniałeś strzały. Nagle blokujesz się na małym fragmencie kamienia i siłujesz się, aby wyrwać się z tej pułapki. Naturalnie przeciwnik nie poczeka, tylko odwróci się i właduje ci kulkę prosto w czoło. Serwery też potrafią spłatać figla i raz na jakiś czas ujrzymy teleportującego się łowcę.

Screen z gry

A i nie udało mi się zginąć w walce z bossem. Czy to Pająk, Rzeźnik, czy Zabójca (tak, jest ich tylko trzech) nie potrafią pokonać jednego — drzwi. Wystarczy więc w leżu potwora ustawić się przy framudze. Maszkara podchodzi, oddajemy kilka strzałów i przeskakujemy przez próg. Ta, speszona naszym zachowaniem, wraca do siebie. Powtórzymy kilka razy i voilà, zagrożenie zlikwidowane. To nie wymaga komentarza.

Dla niewielu to wyzwanie

Hunt: Showdown ma wysoki próg wejścia. Przez pierwsze godziny jesteśmy łatwą zwierzyną zarówno dla potworów, jak i innych graczy. Jednak gra wciąga i choć straty początkowych postaci bywają frustrujące, to wciąż ma się ochotę zapolować. Martwi jedynie sposób rozwoju gry i nastawienie na płatne DLC…Cena? Cóż… ponad sto siedemdziesiąt złotych. Bardzo dużo. Moim zdaniem gra nastawiona na dużą bazę użytkowników powinna mieć zdecydowanie niższą, przystępniejszą cenę. Teraz zaczynają się najważniejsze miesiące dla tej produkcji. Czy twórcy utrzymają swoją bazę graczy, czy za kilka miesięcy usłyszymy o zamknięciu serwerów? Żywię ogromną nadzieję, że nowa produkcja od Crytek utrzyma się długo na rynku, bo nie ukrywam, że polowania mnie wciągnęły. I spędzę jeszcze sporo czasu na bagnach Luizjany.

  • Mroczny klimat,
  • Przyjemność ze strzelania z broni palnej,
  • Podnosi adrenalinę na kilka sposobów,
  • Wysoki próg wejścia.

 

  • Mało potworów, map i bossów,
  • Delikatne błędy, które bywają krytyczne,
  • Cena, która może sprawić, że szybko braknie chętnych graczy. 

Obejrzyjcie nasz gameplay:

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię