Nieczęsto trafia się polski serial, którego wysoki poziom utrzymuje się z serii na serię. A tak jest tutaj. Wataha trzecim sezonem udowodniła, że to nie był jednorazowy przebłysk geniuszu.

Dzięki uprzejmości HBO Polska mamy do rozdania kilka gadżetów związanych ze serialem Wataha.

Co trzeba zrobić?

Wystarczy, że odpowiecie na pytanie: Co najbardziej podoba się Wam w serialu Wataha?

Odpowiedzi udzielcie w komentarzu. Wygrają cztery, najbardziej kreatywne odpowiedzi. Na wasze zgłoszenia czekamy do 25 lutego 2020 roku, do godziny 23:59.

Nagrody

Miejsce 1: opaska

Miejsce 2: nerka

Miejsce 3: koszulka z motywem serialu Wataha

Miejsce 4: koszulka z motywem serialu Wataha

Regulamin – UWAGA!!! W związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych, prosimy o zapoznanie się z poniższym regulaminem.
  1. Organizatorem konkursów jest strona Popbookownik (zwana dalej Organizatorem), a fundatorem nagród HBO Polska (zwane dalej Sponsorem).
  2. Konkurs odbywa się na stronie http://popbookownik.pl.
  3. Konkurs trwa do 25 lutego 2020 roku, do godziny 23:59.
  4. By wziąć udział w konkursie, należy posiadać komputer lub urządzenie mobilne oraz dostęp do internetu.
  5. W konkursie mogą wziąć udział osoby posiadające pełną zdolność do czynności prawnych, mające ukończone 18 lat. W przypadku osób niepełnoletnich wymagana jest zgoda rodziców lub opiekunów prawnych na wzięcie udziału w zabawie.
  6. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest spełnienie punktu 4 i 5 tego regulaminu oraz napisanie komentarza pod postem konkursowym z odpowiedzią na zadane w tym poście pytanie, a także świadoma akceptacja niniejszego regulaminu, będąca jednocześnie dowodem na świadome wzięcie udziału w konkursie. Brak wyraźnej akceptacji warunków konkursu skutkować będzie niebraniem pod uwagę komentarza ze zgłoszeniem.
  7. Wzięcie udziału w konkursie oznacza zapoznanie się i akceptację niniejszego regulaminu.
  8. Spośród wszystkich odpowiedzi, Organizator wybierze cztery najciekawsze według niego. Wręczone zostaną nagrody, w skład których wchodzą: opaska, nerka i 2 koszulki.
  9. Wyniki zostaną podane w ciągu 14 dni roboczych od zakończenia konkursu, a wysyłka nagród nastąpi w ciągu 30 dni roboczych od ogłoszenia wyników.
  10. Nagrodę stanowią opaska, nerka i 2 koszulki.
  11. Koszt nadania nagród ponosi Organizator. Wysyłka jedynie na terenie Polski, listem poleconym, Pocztą Polską.
  12. Warunkiem uzyskania nagrody jest podanie przez zwycięzcę, po ogłoszeniu wyników, mailowo na adres Organizatora redakcja@popbookownik.pl, prawidłowego adresu korespondencyjnego oraz imienia i nazwiska, wraz w wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych w celu wysyłki nagrody. Organizator może poprosić także o podanie daty urodzenia, w celu weryfikacji pełnoletności uczestnika. Podanie wszystkich tych danych jest dobrowolne i powinno nastąpić świadomie.
  13. Podane przez zwycięzcę dane zostaną wykorzystane jednorazowo – jedynie do wysłania nagrody, co stanowi cel ich przetwarzania.
  14. Organizator nie będzie ich udostępniał osobom trzecim, ani wykorzystywał w żaden inny sposób.
  15. Dane przechowywane będą na zabezpieczonym hasłem koncie e-mail Organizatora i jedynie przez okres niezbędny do realizacji wysyłki.
  16. Po wysyłce nagrody Organizator zobowiązuje się do usunięcia wiadomości zawierających dane osobowe użytkownika.
  17. Użytkownik ma prawo do wglądu do podanych danych, a także ich poprawiania oraz zażądania bycia zapomnianym, tj. całkowitego usunięcia jego danych z bazy.
  18. Dane określone w punkcie 12 niniejszego regulaminu nie będą wymagane od osób, które nie wygrały konkursu. W związku z tym, komentarz pod postem konkursowym może być opatrzony zwykłym „nickiem”, nie zachodzi konieczność podawania swoich danych osobowych.
  19. Nie można wymienić nagrody na jej równowartość pieniężną ani przekazać jej na rzecz osób trzecich.
  20. Wszelkie reklamacje należy składać poprzez wiadomość prywatną do Organizatora. Czas na rozpatrzenie reklamacji to 14 dni.

69 komentarzy

  1. Sukces tego serialu wynika moim zdaniem z tego, że „Wataha” to dzieło traktujące o rzeczach tu i teraz. Motyw uchodźców nadal jest na czasie, ale dochodzi do tego kolejny wymiar, w tym powstawanie obozów pracy. Naszym największym grzechem jest udawanie, że problemu nie ma. Wykreowana atmosfera, czołówka, zdjęcia, muzyka zespołu ludowego Tołhaje oraz dobry casting na drugim i trzecim planie (Bartłomiej Topa rządził, a niektórzy przypominali mi postaci z dokumentu „Drwale i inne opowieści Bieszczadu”) – to wszystko powodowało, że z zainteresowaniem śledziłam losy Rebrowa. Reżyserzy potrafili zbudować napięcie. Tylko szkoda, że nie poradzili sobie z poszarpaną fabułą. Przez dość słabe udźwiękowienie dialogów także kilka razy odbiłam się od szklanego ekranu. W kolejnej, mroczniejszej serii naprawiono te elementy. Na stołku reżyserskim zasiadł utalentowany Jan P. Matuszyński od „Ostatniej rodziny” i zmieniła się grupa scenarzystów, która posłała głównego bohatera w leśne ostępy, by ten ukrywał się klika lat w drewnianej chacie. Bieszczady były tak sfilmowane, że miałam wrażenie, że zza drzew wyskoczy nie tylko przemytnik, ale jakowyś bieszczadzki diabeł czy inny dziad borowy. Leszek Lichota, czyli małomówny, posępny Rebrow stanął na wysokości zadania, grając jeszcze bardziej przekonująco (jemu się po prostu kibicuje!). To samo można było powiedzieć o Popławskiej, której pani prokurator Dobosz, przeszywała swoim „zimnem” i nieugiętością, prowadząc sprawę makabrycznej zbrodni na „nielegalnych”. Dodatkowo odkryłam, że Grzegorz Damięcki to cholernie dobry aktor, w przeciwieństwie do swego kuzyna. Nagroda Orła dla najlepszego serialu fabularnego w 2018 roku – to według mnie nie przypadek. To jest polski serial, a wygląda, jak z bardzo daleka i to jest wielki komplement. Petarda światowej jakości. Rzecz zrobiona bezbłędnie, z szacunkiem dla widza, który ma ogromną skalę porównawczą i byle chłamu nie lubi. To, czym serial zdecydowanie wyróżnia się na tle innych polskich produkcji, to tematyka i umiejscowienie akcji, bo tłem wydarzeń są malownicze i dzikie Bieszczady. Nie zabrakło nostalgicznych, choć surowych lokalizacji, cieszących oko i stanowiący ważny element wydarzeń. Drugim ogromnym plusem jest pokazanie pracy straży granicznej. W czasach, w których granic jest coraz mniej, przeciętny widz jest bardziej zaznajomiony z oglądanymi na ekranie działaniami policjantów, agentów i detektywów. HBO sięgnęło po mniej wykorzystywany, choć nie mniej ciekawy motyw wydarzeń zachodzących na przejściu granicznym. „Wataha” w pełni zasługuje na zainteresowanie i miano jednego z najlepszych polskich seriali. Wszystkie trzy sezony trzymają poziom i chętnie sięgnę po kolejny, choć sądząc po ostatnim odcinku, na kontynuację są raczej niewielkie szanse. Historia jest spójna i dobrze ograna. Choć od emisji upłynęło nieco czasu, już tęsknię za przygraniczną watahą i przymglonymi Bieszczadami. Ta historia to bardzo starannie napisane i zrealizowane „męsko-damskie” kino sensacyjne, z idealnym wyczuciem dramaturgii chwili! Przejrzysta, mająca drugie dno i ładnie powiązana z poprzednimi sezonami, fabuła trzyma się kupy!Akceptuję regulamin.

  2. „Wataha” jest jednym z najlepiej, o ile nie najlepiej nakręconym polskim serialem. Z pewnością spory udział mają w tym udział Bieszczady. Góry to naprawdę magiczne miejsce. Niewątpliwie „Wataha” jest jednym z najlepszych polskich seriali, jakie miałam okazję oglądać w ostatnich kilku latach. Trzeci sezon był kroniką powrotów i opowiadał o przekraczaniu granic. Rebrow, Dobosz i reszta bohaterów dojrzewają, zmieniają się, weryfikują dawne prawdy i przekonania. Testujemy ich granice, sprawdzamy, komu z nich uda się pozostać wiernym swoim ideałom, a kto po drodze będzie musiał nagiąć i złamać zasady. Mamy tu do czynienia z kontynuacją zdarzeń, jednak, pomimo przerwy, dość łatwo odtworzyć w pamięci ich przebieg i nie stracić wątku. Całość jest logiczna i dobrze poukładana. Bez tzw. dziur scenariuszowych. To ułatwiało odbiór fabuły po takim czasie. Największą zaletą trzeciego sezonu były postaci kobiece. Pierwsza to Iga Dobosz – ambitna prokurator, która niechętnie przybywa ze stolicy w oddalone od wielkiego miasta o setki kilometrów zadupie jakim są dla niej Bieszczady. Tak jak poprzednio, musi się tam zmierzyć nie tylko z własnymi demonami, ale także surowym podejściem tamtejszych mieszkańców. Wraca także Wityńska – ukochana Rebrowa. Co prawda jest to powrót, hmm, symboliczny, ale jej sprawa pojawia się ponownie. Nie tylko z punktu widzenia zakochanego w niej mężczyzny, ale także z bardziej formalnych pobudek. Trzecią kobietą, również połączoną z Rebrowem emocjonalnie, jest niejaka Alsu – uciekinierka z Krymu. Zupełnie nową postacią jest Tatiana Barkowa – przywódczyni ukraińskiego gangu. Posągowo piękna kobieta rządzi twardą ręką, choć jak się szybko okazuje, jej sytuacja jest również niepewna. Całość oglądało się bardzo dobrze. Kryminał był niezwykle wciągający, z niecierpliwością czekałam na kolejny odcinek. Działo się bardzo dużo. Nerwową atmosferę wokół bieszczadzkiej watahy dodatkowo zagęszczał gęsty dym wypalanych w ogromnych ilościach papierosów (głównie przez Igę Dobosz). Czo oni z tymi fajkami?! 😉 Ostatni z odcinków oglądałam z zapartym tchem. Twórcy, choć w większości wyjaśniają wszystkie wątki, pozostawiają nam małe znaki zapytania. Mimo że znajdujemy odpowiedzi na większość zadawanych przez trzy sezony pytań, to pojawiają się motywy mogące stać się przyczynkiem do dalszego rozwinięcia fabuły. Natomiast muzyka wykorzystana w serialu jest bardzo emocjonalna i świetnie wpływa na odbiór treści. Buduje spójny z bieszczadzkimi krajobrazami klimat i znakomicie współgra z tamtą kulturą. Nie ma się do czego przyczepić. Rzecz zrobiona bezbłędnie, z szacunkiem dla widza, który ma ogromną skalę porównawczą i byle chłamu nie lubi. Lubi być zaskakiwany pozytywnie. Jakością i dbałością o szczegóły, o każdy szczegół. Film będzie pokazywany równocześnie w 20 krajach i to jest WIELKA RZECZ. Wielka duma.

    Akceptuję regulamin

  3. Uważam, że to bardzo kompetentna produkcja, która wciąga swoim klimatem i fabułą. Niesamowita atmosfera jaką oferuje Wataha to jedna z jej największych zalet. Już przyzwyczaił nas ten serial, że kreacje aktorskie prezentują najwyższy poziom. Lichota perfekcyjnie wygrywa emocje pozbawionego złudzeń i zdeterminowanego Rebrowa. Jego postać posiada należytą surowość i emanuje doświadczeniem jakie zdobył poprzez dwa ostatnie sezony. Stał się zamknięty, nieufny. Życie nauczyło go, że nawet najbliżsi ludzie mogą go zdradzić. :/ Na przestrzeni ostatnich dwóch sezonów stracił wielu przyjaciół. Wataha, do której wraca, nie jest tą samą, którą znał dawniej. Stał się więc samotnym wilkiem. Nie czuje się dobrze wśród ludzi i ma trudności w nawiązywaniu kontaktów. Boi się, że jeśli wtajemniczy innych w swoje sprawy, narazi ich na niebezpieczeństwo. Prowadzi więc swoje śledztwo samotnie, a jego otoczenie staje się wobec niego coraz bardziej podejrzliwe. No ale czemu się dziwić? Na wyróżnienie zasługuje również pani Popławska, która odgrywa bohaterkę skrywającą swoje słabości pod płaszczykiem bezwzględnego skupienia na zadaniu. Ten serial wyraźnie pokazuje, że ktoś, kto kiedyś był dobry, może stanąć po stronie zła. Syndrom Lucyfera. I odwrotnie – nawet największy czarny charakter może mieć w sobie pierwiastek dobra. Syndrom – nie wiem kogo. 😉 Dobosz także popełniła przestępstwo i musi radzić sobie z konsekwencjami. Mierzy się z Barkovą, główną antagonistką, ale trudno stwierdzić, by podział na dobro i zło przebiegał w ich przypadku bardzo jednoznacznie. Każda z nich musiała przekroczyć swoją wewnętrzną granicę. Świetnie prezentuje się oczywiście całe grono pobocznych członków obsady. Mariusz Saniternik (co za fenomenalny, niedoceniony aktor charakterystyczny!) kradnie każdą scenę, w której pojawia się jego Kalita, a Jacek Lenartowicz kreuje Łuczakiem dobrą przeciwwagę dla Rebrowa. Jedyną skazą jest wg mnie Andrzej Zieliński, aktor od samego początku nie pasujący mi do roli komendanta pograniczników. Gra bez żadnych większych emocji jakby nadal był doktorem z Na dobre i na złe… 😉 W końcu jednak mamy pełnokrwistych bohaterów, których tajemnice chcemy poznać jak najszybciej. Bo oprócz wątku głównego, pojawia się kilka motywów pobocznych… Zagłębianie się w te mini-historie to czysta przyjemność – tym bardziej, że znalazły połączenie w finale. Co najważniejsze – dialogi i relacje między postaciami są wg mnie mocne i wyraziste. Ba, czasem nawet trafiają się zabawne one-linery! Realizacyjnie „Wataha” robi olbrzymie wrażenie. Fabularnie – wciąga. W końcu mamy w Polsce serial dorównujący standardom zachodnim. Dobre scenariusze, mocno rozbudowana intryga, pełnokrwiści bohaterowie i niesamowita aura Bieszczad. Tego klimatu nie da się podrobić, a twórcy wiedzą, jak wyciągnąć z niego to, co najlepszego. Unosząca się mgła, zabłocone ulice i nieustanny chłód doskonale odzwierciedlają mrok, z jakim zmaga się Straż Graniczna, policja i prokuratura na granicy polsko-ukraińskiej. Mrozi w żyłach krew historia o tym, że obok chaty Łuczaka – która nie jest inscenizacją, a miejscem, w którym ktoś faktycznie mieszka – wilki… pożarły psa. Członkowie obsady podobno go znali i karmili, a podczas jeden z wizyt dowiedzieli się, że wilczyca zwabiła go na mostek, gdzie nomen omen wataha go rozszarpała… Szok!

  4. Myślę, że dzięki trzeciemu sezonowi Wataha wciąż zasługuje na miano jednego z najlepszych polskich seriali, jakie kiedykolwiek powstały. Kolory są bledsze, aura chłodniejsza i bardziej deszczowa, światło przegrywa często walkę z cieniem, a natura jest jakby bardziej opresyjna wobec ludzi, którzy traktują ją jako rozległą szachownicę, na której mogą rozgrywać coraz to nowe partie ludzkich szachów. Mimo osierocenia bohaterów na rzecz rozwijania i rozwikłania arcyciekawej sprawy produkcję po prostu świetnie się ogląda. I to jest jej największy plus! Skoro już wspomniałam o artystkach, to warto zaznaczyć, że panie mądrze podzieliły się reżyserią epizodów. Pierwszy sezon serialu zaczynał się niczym w filmach Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. Nowa seria może nie otwierała się w tak wybuchowy sposób jak poprzednie, ale nie znaczy to, że nie przyciąga. Po dość powolnym początku historia nabiera tempa. Szybko dowiadujemy się, iż ktoś organizuje nową grupę przemytniczą. Zamordowani zostają również członkowie wpływowej lokalnie rodziny, a nastroje antyukraińskie zaczynają narastać. W te właśnie realia wrzucony zostaje ponownie Rebrow, który dzięki pozwoleniu od komendanta straży granicznej prowadzi prywatne śledztwo. Stara się połączyć nierozwiązane wątki z nowymi poszlakami oraz natrafia na kolejne ślady dotyczące swojej dawnej partnerki. Nie próżnuje również pani prokurator Dobosz, która wraca w góry aby pomóc straży granicznej. Nowi wrogowie nie mają bowiem żadnych skrupułów przed otwartym konfliktem. No i wreszcie pojawia się antagonista, który autentycznie przeraża bezlitosnym charakterem. Przerysowany bandzior-mafioso z Rosji? Nie. 🙂 Blondwłosa Ukrainka – Tatiana Barkova. Bo to – jakby stwierdził Franz Maurer – zła kobieta jest. Oj zła! Wcielająca się w nią Evgeniya Akhremenko jest niesamowicie wiarygodna! To jedna z lepszych kreacji szefowych przestępczych organizacji w historii seriali i filmów. Jednym skinieniem, jednym gestem sprawia, że podwładni „karleją”. Jej sceny ze świetnym Żurawskim (Wiśniak) trzymają za… cojones czy co tam kto ma! 😉 Debiutuje też tutaj Borys Szyc, który jako nielubiany, trzęsący Strażą Graniczną, pułkownik Kuczer udowadnia, że jednak jest aktorem przez duże A. Niezmiennym atutem Watahy jest jej wygląd i brzmienie. Chłodne, nastrojowe zdjęcia Tomasza Augustynka stanowią osiągnięcie na skalę światową. To nie tylko rezultat wyjątkowej pracy kamery i świetnego oświetlenia, ale przede wszystkim doskonałego współgrania zdjęć z fabułą serialu. To samo należy powiedzieć o ścieżce dźwiękowej. Wataha to również przykład serialu zrealizowanego świetnie pod względem technicznym. Wszystkie sceny są stworzone w określonej konwencji, która pasuje do tematyki. Zimne kolory i krajobrazy zostały pięknie uchwycone przez kamerzystów, a w niektórych sekwencjach zastosowano dość ciekawe techniki montażu z użyciem dronów. Znów zachwyca wspomniana muzyka, która nie przypomina niczego co znamy z innych produkcji. Folkowe brzmienia były strzałem w dziesiątkę. 🙂

  5. Wataha była według mnie chyba pierwszym polskim serialem o tak wysokim poziomie produkcji. Osadzony na granicy Unii Europejskiej, z pięknie sfilmowanymi tajemniczymi polskimi górami to nowa jakość w polskim kinie. Intrygujące postacie, nietuzinkowy scenariusz i – co ważne – polska specyfika nadają mu wyjątkowych walorów, które docenił świat. Klimatyczny thriller powrócił z trzecim sezonem. Znów zabrał nas w samo serce Bieszczad i od samego początku zarzucał intrygami. Mgła, zimno, ciemność i genialna muzyka. Wszystko idealnie łączyło się w jedną całość. W trzecim sezonie, twórcy serialu jeszcze lepiej stworzyli klimat polskiego dzikiego zachodu. Małe wsie na granicy wydają się być najdalszymi enklawami ludności, która tylko pozornie pozostaje pod wpływem Polski. Stolica zdaje się oddalonym o tysiące kilometrów molochem, który nie wie nic o zagrożeniach, jakie czyhają na wschodzie. Realia które zostały uwydatnione w produkcji, wydają się wręcz kreacją mającą w sobie elementy mrocznego fantasy. To jednak ogromna zaleta, bo właśnie nastrój jaki buduje Wataha jest tym co odróżnia ją od setek innych serialów kryminalnych. Mogłoby się wydawać, że umiejscowienie serialu w tak „swojskim” miejscu to niekoniecznie dobry pomysł. Nic bardziej mylnego – ujęcia na bieszczadzkie lasy i góry robią olbrzymie wrażenie! Czuć ogrom wykorzystania plenerów, zaś niektóre ujęcia przy etnicznej ścieżce dźwiękowej zapierają dech w piersi. W końcu realizacyjnie mamy serial, którego nie musimy się wstydzić. Tym bardziej, że „Wataha” miała być emitowana w 19 innych krajach europejskich. Liczba tematów poruszanych w najprawdopodobniej ostatniej części Watahy robiła wrażenie, zwłaszcza że każdy z nich był interesujący, a w większości przypadków również realistyczny i spójny. Pierwszy odcinek sugerował, że w tym sezonie Watahy nie będzie już żadnych niedopowiedzeń, a kilka nowych postaci zostanie umiejętnie wpisanych w skomplikowaną bieszczadzką układankę zależności i skrywanych uprzedzeń…  W pewnym momencie twórcy nie zrezygnowali z silnego podkreślenia wątku imigracji w kontekście debaty politycznej, jaka się toczy w Polsce a dotyczącej dwumilionowej imigracji Ukraińców w Polsce ( to notabene pokazuje, że jesteśmy najbardziej otwartym na imigrantów krajem w Europie). Akceptuję regulamin.

  6. „Wataha” to wg mnie dzieło na światowym poziomie, ale nie kopiujące chamsko zachodnich produkcji. Ma dobre tempo, przykuwa, zachwyca stroną wizualną. Jest momentami nieco scenariuszowo naciągane, ale nie na tyle, by nie przymknąć na to oko. Ważne, że można się upić bimbrem ugotowanym przez Łuczaka, ukręcić interes z Kalitą w jego tartaku, oddać hołd niebezpiecznej pracy strażnika granicznego i być dumnym, że Polacy także potrafią robić porządne seriale. W trzecim sezonie miejsce Matuszyńskiego zajęła Olga Chajdas, która jeszcze lepiej wykorzystała potencjał Bieszczad, tworząc z nich osobnego bohatera tej opowieści! Brawo! „Wataha” zaczyna się wybuchowo – w wyniku zamachu, ginie grupa strażników granicznych pełniących służbę na wschodniej granicy Polski w Bieszczadach. Udaje się przeżyć jednej osobie. Wiktor Rebrow budzi się w szpitalu. Okazuje się, że jest głównym podejrzanym. Mimo śmierci przyjaciół i narzeczonej oraz frustracji, postanawia rozwikłać tajemnicę. Zaczyna się wręcz typowo, ale to w żadnym wypadku nie jest wada. Dobrze nakreślone postacie to podstawa tej historii, bo „Wataha”, która na pierwszy rzut oka jest serialem sensacyjnym, bardziej przypomina atmosferą chociażby „Dochodzenie” (kilka odcinków wyreżyserowała nota bene Agnieszka Holland) – dużo tutaj intrygi, konfliktów między postaciami i tajemnicy wiszącej w powietrzu. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Pośród tej sensacyjnej zawieruchy oraz pozbawionych łatwego ironizowania refleksji na temat ewoluujących nastrojów społecznych, najpiękniejsze i najbardziej pamiętne są właśnie sceny kruchego ludzkiego kontaktu ponad podziałami. Chwile, w których postaci – choćby Rebrow i Dobosz – uświadamiają sobie, jak bardzo są dla siebie ważni, bez przymusu stawiania kropki nad „i”. Prawda jest natomiast taka, że gdyby nie bieszczadzki urok, Wataha byłaby tylko solidnym kryminałem. Spektakularne ujęcia z drona sprawiają, że Bieszczady przypominają Appalachy czy Góry Skaliste z amerykańskich filmów, a kadrowanie wyglądających jak ruchome kreski ludzi przedzierających się przez ogrom surowej natury robi kolosalne wrażenie. Tak jak sekwencja dramatycznej obławy o zmierzchu pośród zaśnieżonych lasów i polan, i inne podobne inscenizacyjne i realizacyjne majstersztyki. Akcja trzeciego, finalnego sezonu Watahy zaczyna się, gdy Straż Graniczna zatrzymuje dwóch migrantów, którzy próbowali uciec z Polski na Ukrainę. Rebrow, idąc ich tropem, niespodziewanie odkrywa miejsce zbrodni. Brutalne zabójstwo odbija się echem w całej Polsce. Rebrow ponownie stanie przed trudnymi wyborami. Mimo że wrócił do pracy w straży, przeszłość nie daje mu o sobie zapomnieć. Na horyzoncie pojawia się nieznana postać, nowa szefowa ukraińskich przemytników Tatiana Barkova. Nikt nie jest tu czarno-biały. Ten serial wyraźnie pokazuje, że ktoś, kto kiedyś był dobry, może stanąć po stronie zła. I odwrotnie, nawet największy czarny charakter może mieć w sobie pierwiastek dobra… Dobosz także popełniła przestępstwo i musi radzić sobie z konsekwencjami…
    Akceptuję regulamin

  7. Jestem zachwycona! Magiczne Bieszczady uchwycone w serialu aż się proszą, by je odwiedzić. Ujęcia z ziemi i powietrza są naprawdę efektowne ale nie efekciarskie, o co nietrudno w tego typy produkcjach. Zwłaszcza, że w pierwszym, tak samo i drugim sezonie serialu Bieszczady (albo szerzej cała przedstawiona przyroda) stanowią nie tyle tło toczących się wydarzeń ale są swoistym bohaterem, za co gratulacje należą się autorowi zdjęć, Tomaszowi Augustynkowi.  Podobnie muzyka, która nadaje wszystkiemu tajemniczy, nieco mroczny i mroźny nastrój. Reżyserki musiały dozować informacje o zawiłej, wielosezonowej intrydze, które wpływają na to, jak zmienia się nasze postrzeganie postaci. Wywiązują się z tego zadania wzorowo, gdyż społeczno-polityczne nawiązania związane z kryzysem uchodźczym w Europie traktują jako interesujące tło, skupiając się na humanistycznym wydźwięku scen. Na różnych strategiach radzenia sobie z dziedzictwem pozostawionym przez zmarłych rodziców. Na twarzy odważnego mężczyzny, który infiltruje gang przemytników, ale w pewnym momencie zostaje zmuszony, by udowodnić swoją lojalność poprzez zabicie niewinnej osoby. Na ujęciu dwóch modlących się wspólnie kobiet, które zostały przypadkiem uratowane przez polską straż graniczną przed seksualnym niewolnictwem. Bieszczady mają w sobie pewną trudną do zdefiniowania słowami magię, która odróżnia je od Tatr, Pienin czy Gór Stołowych. Wyjątkową atmosferę, która w jakimś stopniu wynika z uwarunkowań historycznych i społecznych regionu, położonego na newralgicznym styku trzech geograficznych granic państwowych. Jakąś tajemnicę, unoszącą się w powietrzu, ekscytującą niewypowiedzianą obietnicę. Tę magię tworzą przenikające się kultury i traumy tamtejszej społeczności, ale i krajobraz – malownicze połoniny, otulone mgłą mroczne kotliny. Ci, którzy wpadli na pomysł, by osadzić w Bieszczadach akcję serialu opowiadającego o ścierających się z zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi pogranicznikach, trafili w przysłowiową dziesiątkę. W ostatniej odsłonie produkcji HBO brakowało mi nieco frapujących i doskonale wpisujących się w bieszczadzki krajobraz elementów mistycznych, znanych z poprzednich sezonów. Zdaje się, że symboliczny wilk Rebrowa pojawia się tu chyba tylko dwa razy, co może oznaczać, iż główny bohater zaczął twardo stąpać po błotnistej i śliskiej ziemi albo po prostu o nim zapomniano na rzecz sensacyjnej fabuły. Rozmowy bohaterów zostały świetnie rozpisane. Chapeau bas!

  8. „Wataha” od HBO należy moim zdaniem do grupy tych sprawnie nakręconych i intrygujących produkcji. Mająca własny europejski stempel – klimat gęsty niczym mgła wymieszana z dymem i odorem alkoholu, „Wataha I-III” spełnia oczekiwania widza. To jeden z najlepszych polskich seriali tej dekady, który fabularnie stanowi bezpośrednią kontynuację wydarzeń z poprzednich sezonów. Aktorzy występujący w filmie wypadają naprawdę dobrze. Moją uwagę zwróciła przede wszystkim debiutująca, przynajmniej na polskich ekranach, Anna Donchenko.  Leszek Lichota, którego bohater przypomina teraz bardziej Szeptuna z pierwszego sezonu, sprawnie wszedł w skórę nowego Rebrowa. Jeżeli w pierwszej serii było mu mało, to teraz znacznie więcej biega, chowa się, brudzi, ucieka i ściga. W tym uporze i zacięciu jest jednak autentyczny. Rebrow powraca do straży granicznej, by służyć i chronić, lecz złamany doświadczeniami minionych lat, zbyt często przekracza granice prawa i wykorzystuje zapatrzonych w jego mit młodszych kolegów, by toczyć nierówne boje z odradzającymi się niczym głowy hydry organizacjami przestępczymi. Rozwój wydarzeń zmusił go do stawienia czoła – wraz z prokuratorką Dobosz, komendantem Markowskim i resztą – pozbawionych skrupułów handlarzom ludźmi. Były pościgi i intrygi, małe ludzkie dramaty i zaskakujące zgony popularnych postaci, a historia w przejmujący sposób zatoczy koło i zlała się w inteligentny sposób z wydarzeniami z prologu pierwszego odcinka pierwszego sezonu. Twórcy pokazali nam jednak, że ten serial to znacznie więcej niż Bieszczady, co jest ogromnym plusem III sezonu. Scenariusz bardziej skupiał się na bohaterach, ich psychologii oraz relacjach między nimi. Dzięki temu znacznie łatwiej jest nam się wczuć w całą sytuację, która ma miejsce na ekranie. Przeżywałam wszystko razem z bohaterami – ich rozterki, ból, każdą emocję. Z ekranu bije przejmujący chłód – począwszy od chłodnej kolorystyki obrazów, która jest charakterystyczna dla „Watahy”, przez szarą, brudną, polską zimę, skończywszy na osobowościach bohaterów. Zwłaszcza Rebrowa, który próbuje znów odnaleźć się w nowej rzeczywistości – wraca do straży i chce pracować w znanym sobie stylu, choć wszystko wygląda już zupełnie inaczej niż dawniej. Leszek Lichota od samych początków serialu tworzy postać, której kibicowałam, a jednocześnie czułam do niej niechęć, ze względu na jej twardy, ciężki charakter. Choć ten serial od początku jest ponury i nie przebiera w kadrach, to stale otrzymujemy jeszcze więcej. Nie jest to jednak przesadzone na tyle, żebyśmy odwracali głowę w drugą stronę. Wręcz przeciwnie! Te sceny wciągają i po każdej z nich mamy ochotę powiedzieć „dajcie mi więcej!!!”

  9. „Wataha” to ewenement. Niezbyt często zdarzają się naprawdę dobre, polskie seriale, które stają się naszym towarem eksportowym, ale jeszcze rzadziej przytrafiają się tytuły, które z sezonu na sezon są coraz lepsze. Aż szkoda, że to już koniec naszej kilkuletniej przygody w Bieszczadach. Jeden z najlepszych polskich seriali w historii! Im głębiej wchodzimy w bieszczadzkie lasy, razem z serialem HBO, tym bardziej złożona wydaje się intryga, którą próbują rozwikłać bohaterowie. Wygląda na to, iż sekwencje otwierające pierwszy sezon, te z wysadzeniem w powietrze domu, w którym bawili się pogranicznicy, cały czas będą rezonować. Nawet najlepszy serial ciągnięty przez producentów zbyt długo z czasem traci na atrakcyjności zjadając swój własny ogon. Całe szczęście Wataha rozkręcała się z sezonu na sezon a trzeci podsumowuje wszystkie wątki i jest najlepszych finałem, jaki moglibyśmy sobie życzyć. Scenarzyści traktują widza z szacunkiem, pewnych rzeczy pozwalają się domyślić samemu, ale to nie jedyny atut trzeciego sezonu Watahy. To dopiero początek wyliczanki. Wataha od pierwszego sezonu błyszczy w kwestii gry aktorskiej i tu nic do końca się nie zmieniło. Mam wręcz wrażenie, że aktorzy coraz lepiej czuli się w swoich rolach. Wiktor Rebrow (świetny Leszek Lichota!) wrócił na dobre do służby w straży granicznej, ale wciąż działa na własną rękę nie mogąc pogodzić się z wydarzeniami z poprzednich sezonów. Wracają stare demony, pojawiają się nowe, na posterunku pracuje też nowy kapitan, który z Rebrowem nie zawsze ma po drodze. Do układanki dochodzi nowe śledztwo związane z kolejnym, brutalnym zabójstwem, które jak się szybko okazuje, ma bardzo głębokie dno i może prowadzić do rozwiązania wielu niewyjaśnionych zagadek. Na ekranie pojawia się oczywiście prokurator Iga Dobosz, która w finale poprzedniego śledztwa złapała tylko płotki i choć dziewczyna próbuje się ustatkować w Warszawie, Bieszczady przyciągają ją jak magnes. 3. sezon „Watahy” być może korzysta ze znanych już schematów. Nie zmienia to jednak faktu, że to serial nadal był piekielnie wciągający i po prostu dobry. Lichota i Popławska aktorsko zachwycają w niemalże każdej scenie, są naturalni, wiarygodni, potrafią ukazać skrajne emocje, ale również pozostała część obsady spisuje się na medal. Andrzej Zieliński jako komendant Markowski budzi wciąż respekt i ogromną sympatię, Jacek Lenartowicz jako Łuczak rozbawia do łez swoimi niewyszukanymi porównaniami i zamiłowaniem do alkoholu, Jarosław Boberek w roli policjanta Świtalskiego w końcu dostaje więcej czasu antenowego a Piotr Żurawski aka Wiśniak to jedno z największych odkryć tego sezonu. Serial HBO wg mnie zasłużył na wszystkie pochwały, jakie na niego spływają. W „Watasze” od samego początku mamy do czynienia z wciągającą intrygą i tematyką – punktem wyjścia jest zamach bombowy w starej strażnicy, a także aktualne problemy, praktycznie nieporuszane w polskich serialach: napięte relacje z Ukrainą (czyt. Wołyń), uchodźcy i neonaziści. W trzecim sezonie doszedł jeszcze handel ludźmi…

  10. Przy pierwszym sezonie byłem zachwycony, piękne widoki, świetne kadry, dobrze doświetlone postacie, nawet w scenach nocnych było widać twarze, szczegóły. Granica między Ukrainą a Polską, a tym samym Unią Europejską ciągle nas elektryzuje bo niektórzy mówią że to dzika granica, ale nasze Bieszczady są po prostu piękne i fascynujące. Wracamy tam, bo gdzie jak nie w Bieszczadach można nakręcić trzeci sezon „Watahy”. Było niebezpiecznie, mrocznie i nieprzewidywalnie. Mroczna intryga idealnie wpasowała się w surowy klimat gór, a doskonała gra aktorska, kreacje postaci i dialogi przesłaniały nawet pewne niedoskonałości scenariusza. Drugi sezon, który ukazał się 3 lata później, był utrzymany w innej stylistyce. Można powiedzieć, że to było takie „Rambo w Bieszczadach”, ale bez hektolitrów krwi. Film ciekawy. Jak na polskie warunki myślę, że to max póki co. Czyli 10/10! Nikt jeszcze nie nakręcił filmu o pracy Straży Granicznej. Wspólnie z żoną stwierdziliśmy, że polskie seriale weszły w końcu na nowy poziom – wysokobudżetowych produkcji amerykańskich. Zwróciliśmy uwagę również na dialogi, które są bardzo dobre, sporo niuansów i co ciężko znaleźć w polskich produkcjach – przekleństwa nie służą za przecinki, a padają w adekwatnych momentach. Sama akcja do końca trzymała w napięciu. Serial wciągał i przyjemnie się oglądało go pod każdym względem. Drugi sezon został nagrany równie ładnie, widać było, że duża uwaga była przykuta do szczegółów, ale już można było znaleźć trochę niedociągnięć. Aktorzy gubili się przede wszystkim w scenach z bronią (nie wiem, kto przepuścił jedną z końcowych scen jak pani prokurator daje broń Rebrowowi w taki sposób, że celuje lufą w niego i trzyma palec na spuście). Pomimo niedociągnięć, dalej się przyjemnie oglądało, jedna tu postaci zostały spłaszczone i zaczęto przeklinać bez sensu. Trzeci sezon „Watahy” znakomicie podejmuje istniejące już wątki, ale pozostawia też sporo przestrzeni dla wielu innych postaci poza głównymi bohaterami. Bo siłą nowej serii jest wielowątkowość, której się początkowo trochę obawiałem. Pierwszy i drugi sezon były skupione przede wszystkim na Rebrowie i jego otoczeniu, jego wyzwaniach. Tym razem mamy możliwość obserwować akcję z kilku różnych perspektyw, a niektóre z pobocznych postaci zaczynają odgrywać bardziej istotne role, niż do tej pory. To wszystko sprawia, że obydwa odcinki upłynęły mi bardzo szybko, ale nie napiszę, że są przepakowane akcją. Owszem, jest jej nieco więcej, niż we wcześniejszych seriach, ale nowo obrana ścieżka przez twórców naprawdę się sprawdza. Tu nie ma ani chwili na nudę. Każda ze scen wydaje się potrzebna i przemyślana. Dostajemy zarys ciekawej i wciągającej intrygi kryminalnej, która cały czas trzyma w napięciu i nie puszcza nawet zaraz po zakończeniu danego odcinka. Po prostu chcę się już dowiedzieć, co stanie się dalej. Dostałem gęstą, wielowątkową i mroczną fabułę, która również porusza ważne problemy społeczne. To wszystko tworzyło niezwykle efektowną i przede wszystkim efektywną mieszankę, która potrafiła oddziaływać na emocje widza. Scenarzyści „Watahy” w formie.  Ten serial to magia.

  11. Są dwie rzeczy, które wyróżniają „Watahę” spośród podobnych produkcji. Jej akcja osadzona została w, do tej pory nieeksploatowanych przez filmowców, Bieszczadach. Polskie góry stały się nie tylko tłem, lecz bohaterem serialu. Zamiast wyświechtanej Warszawy. Po drugie twórcy odkryli przed nami raczej nieznane powszechnie realia pracy Straży Granicznej. Wcześniej większość z nas nie spodziewała się, że patrolujący granicę mają tak emocjonujące zadania i nieraz ryzykują swoje życie w obronie polskiego terytorium, ale też pomagają rozwiązywać sprawy kryminalne. I wcale nie jest to aż tak bardzo przerysowane. Mnie ten serial się bardzo podoba. Co prawda akcja wolno się rozwija, ale napięcie i tajemnica jest plus piękne krajobrazy najdzikszego zakątka Polski. Zdjęcia i plenery to niewątpliwy atut serialu. Scenariusz jest niezły, jedynie mogę się przyczepić do gry aktorskiej. Nie przepadam za polskimi produkcjami, a ta jednak zaciekawiła mnie i czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek. Chyba najlepszy polski serial, świadczą o tym wyśmienite zdjęcia Bieszczadów: przestrzenne kadry i świetny montaż dobrze ukazujący przyrodę. Dobra gra aktorów i ciekawa praca strażników Nareszcie wykorzystano polski koloryt do budowy scenariusza. Widać nie trzeba kopiować zachodnich wzorców. Dodatkowo, umiejscowienie akcji w Bieszczadach nadaje klimat produkcji, nasuwają mi się skojarzenia z nowozelandzkimi i południowo-amerykańskimi serialami. Serial jest ciężki, Bieszczady piękne jak zawsze. Szkoda tylko, że scenariusz rozwijał się w kierunku intrygi o charakterze mafijno-politycznym – stały chwyt w polskim kinie, a wystarczyłoby głębiej osadzić scenariusz w relacjach społeczno-kulturowych (miejscowi, Ukraińcy, itd.) i serial byłby na 10. Mamy dziwną polską manierę, jak coś złego to politycy, jak mordują to mafia, jak kradną to wspólnie. 😉 No niby prawda, ale trochę to nużące i sztampowe. Wciągająca fabuła, przepiękne plenery, ciekawe postaci i dobra gra aktorska… no i świetna naprawdę świetna muzyka. Takie wrażenia i zobaczymy, co i czy w ogóle będzie dalej… Osobiście wątpię. W odróżnieniu od seriali amerykańskich, które polegają najczęściej na oryginalnym i efektownym pomyśle scenariuszowym, dość zachowawcza fabularnie „Wataha” bezpośrednią inspirację czerpie raczej ze stonowanych skandynawskich serii kryminalnych spod znaku nordic noir. I ja to kupuję! Produkcja HBO pielęgnuje charakterystyczny dla nich kameralny klimat i stawia na koloryt lokalny. Stosuje też niestety dość bezmyślne kalki estetyczne, które robią wrażenie zadania domowego, przepisanego bez zrozumienia z zeszytu zdolniejszego kolegi. Sporo tu takich scen czy ujęć, które nie są w żaden sensowny sposób umocowane fabularnie, ale mają za zadanie „efektownie wyglądać”, co wypada dość niezręcznie. Jak ten obrazek z dowódcą nowego strażniczego oddziału (Andrzej Zieliński), medytującym z miną geniusza nad tablicą, na której  dochodzenie rozpisane jest z precyzją i zawiłością godną sprawy Hannibala Lectera. Ale to w sumie drobiazg.
    Akceptuję regulamin

  12. Mnie serial z punktu widzenia osoby która mieszka w Solinie, bardzo się podoba. Wszelkie zarzuty jakie wyczytałam tu i ówdzie są nadęte. Mam wrażenie że piszą je niespełnieni aktorzy/reżyserzy/scenarzyści po szkole filmowej, którzy smażą hamburgery w Anglii albo pracują tam na zmywaku. 😀 Sorry, za złośliwość. To jest serial. W Dr. Housie też są błędy medyczne itd. w każdej produkcji zdarzają się jakieś wpadki, jednak to nie one decydują o tym jak 90% odbiera go. To serial akcji i jest akcja. To jest fabuła nie dokument. Ma być ciekawy, wciągający, intrygujący, i dla mnie taki jest. Jak będę chciała realizmu to włączę sobie Discovery, i pooglądam jakiś dokument. Jeżeli ktoś oglądał „Hannibala” (serial), to ta scena z wilkiem mogła mu przypominać sny Willa Grahama. W snach głównego bohatera pojawiał się jeleń (tutaj – wilk) i jakieś dziwne urywki (tak samo w tym serialu np. płonące drzewo). Potem była scena na cmentarzu, w której wilk patrzy na Wiktora i to samo dzieje się w „Hannibalu”. Jeleń pokazuje się Willowi w różnych momentach. Takie tam moje dziwne spostrzeżenia, ale sądzę, że jakieś podobieństwo w tym jest. Gdzieś czytałam, że to ma niby być metafora, że główny bohater jest jak wilk-samotnik, odłączony od swojej watahy – w sumie się zgadza. Moim zdaniem jasno widać, że to tylko halucynacje/sny/przewidzenia, chyba każdy wie, że wilki od tak nie wychodzą na ulicę. Dużo razy byłam w Bieszczadach i co najwyżej wycie usłyszałam. 😉 Co do serialu, to całkiem mi się podoba, głównie ze względu na Bieszczady, chociaż zapowiada się całkiem wciągająco. Klimat jest, no i piękna muzyka. Przyroda, która jest tutaj osobnym bohaterem, bywa kapryśna i nieprzewidywalna niezależnie od pory roku. Twórcy pozwalają widzowi niemal poczuć rześkie górskie powietrze, śnieg i błoto pod stopami, przeszywające zimno płatków śniegu roztapiających się na karku, las zatopiony w dymie kopcących retort. Przyroda nie narzeka, stopniowo odbiera sobie to, co kiedyś zabrał jej człowiek. To wśród ludzi czuć rozbrajające stężenie paranoi i beznadziei. „Wataha” pozwala bowiem dostrzec Polskę, w której pod powierzchnią tętni ksenofobia, strach przed nieznanym, sarmackie poczucie wyższości. Polskę, gdzie chlebem powszednim strażników niczym żołnierzy na linii frontu jest zmaganie się z przemytnikami, handlarzami narkotyków i migrantami szukającymi lepszego jutra. W Bieszczadach wciąż panuje prawo silniejszego. Musisz wyciszyć uczucia i dać się ponieść instynktom, by przetrwać kolejną zimę. A to nie jest takie łatwe, bo w leśnych gęstwinach prędzej spotkasz wygłodniałe zwierzęta, aniżeli dobrego człowieka. Gór by tylko więcej pokazali… 🙂

  13. Osobiście uważam serial za na prawdę bardzo dobry, biorąc pod uwagę poziom polskiej kinematografii i próby stworzenia na prawdę czegoś wielkiego, to tym razem myślę, że… się udało. Nie będę ściemniał, że o ile pierwszy sezon pochłonąłem przy jednym posiedzeniu, to na drugim się lekko nie wynudziłem. Brakowało mi w nim bardziej konkretnej historii, która trzymałaby wszystkie wątki w ryzach. Dlatego rozpoczęcie trzeciego sezonu od takiego trzęsienia ziemi, zadziałało jak sole trzeźwiące. A takich plot twistów nie zabraknie i w kolejnych epizodach. Jeśli więc nie miałeś zamiaru ruszać nowych odcinków, to zmień weekendowe plany. Oczywiście jak niektórzy mówią nie jest to poziom „Gry o Tron”, ale sądzę, że jak na początek to całkiem udana produkcja. Zresztą, co to za porównanie… 😉 Pierwszy odcinek może nie porywał, mimo iż zaczyna się dosyć nieszablonowo, to z czasem zaczyna się zabawa. Coraz rozleglejsza sieć intryg, rosnąca ilość zabójstw i osnute bieszczadzką mgłą powiązania pozawalają nam się stopniowo, nieświadomie zatracać w serialu i z utęsknieniem wyglądać kolejnego odcinka. Kiedy akcja jest rozwinięta na tyle, że sami odkrywamy pewne związki i sami dochodzimy do pewnych wniosków, nagle… BUM! Dzieje się coś, co rzuca kompletnie nowe światło na daną sprawę, a nasze poprzednie prywatne dochodzenie staje się kompletnie bez sensu. I to jest właśnie chyba fajne w tym serialu, zmusza nas do ciągłego, bezowocnego myślenia podczas gdy scenariusz co chwila nas zaskakuje. Owszem można popsioczyć, że nieco naciągana jest cała historia, ale mimo wszystko wciąga bez reszty i chyba o to chodziło. Od strony bardziej technicznej przez pierwsze dwa odcinki nie mogłem kompletnie przywyknąć do obsady. Wydawało mi się, że to będzie zbieranina zapomnianych gwiazd polskiego ekranu, a tu niespodzianka. Na prawdę sprawdzają się w swoich rolach. Młodziutka Dagmara Bąk świetnie sobie radzi z rolą nowicjuszki w Straży Granicznej, a Leszek Lichota dzielnie dźwiga brzemię głównej postaci. Jedynie można mieć dobre zastrzeżenia do Pani Prokurator, gdyż sprawia wrażenie, tu przepraszam za ordynarne wyrażenie strasznej jędzy i wrednej suki, ale chcę wierzyć i wierzę, że właśnie o to chodziło w kreowaniu postaci. Właśnie fajny klimat jest z panią prokurator. Tak właśnie działa prokuratura. W ogóle służby tak działają. Jest wśród nich mała patologia. 😉 Zresztą… Nikt normalny nie jest prokuratorem czy np. patologiem. 😉 Tego typu zawody powodują takie czy inne ‘zboczenia’ czy problemy psychiczne, często topione w alkoholu… Świat nie jest taki idealny, jak się wydaje… Poza tym dobrze dobrana muzyka. Co do samego ukazania pracy Straży Granicznej nie mam zdania. Znaczy domyślam się, że nie tak wygląda zwykły dzień Strażnika, ale przerysowane czy nie, nie mnie to oceniać, gdyż po prostu się nie znam. Serial nie demonizuje, ani nie gloryfikuje migrantów. Koncentruje się na etapach, które przychodzi im pokonać na drodze do (nie zawsze) lepszego życia, na przemytnikach, którzy postrzegają ich jako łatwy zarobek, na strażnikach, którzy muszą traktować nieproszonych gości jako potencjalne zagrożenie, w końcu na niechętnym imigrantom kraju, dla którego są problemem politycznym, jak i kartą przetargową i propagandową. „Wataha” nie pokazuje jedynego właściwego podejścia, pozwalając widzowi na wyciąganie własnych wniosków. Dobrym podsumowaniem chyba będzie fakt, że czekam z niecierpliwością na kolejny sezon. Czy powstanie. Bóg jeden raczy wiedzieć. ;))) Akceptuję regulamin.

  14. Mnie się bardzo podobał. Z każdym odcinkiem coraz ciekawszy. Jestem miło zaskoczony jakością i klimatem. Mało dialogów, piękne krajobrazy, interesująca fabuła, powoli odsłaniane fakty. Na pewno nie każdemu się podobał, ale moim zdaniem ten film ma smaczek. 🙂 Wspaniałe zdjęcia, widoki Bieszczad, zwierząt. Każdy kto kocha ten kawałek Polski, stanie się fanem Watahy. Ten film ma klimat, wspaniałą obsadę, rozkręcającą się historię. U nas dobre produkcje mają zupełnie inny charakter. Tutaj nikt nie wygłasza monologów i decydują szczegóły, czasami ciężko do uchwycenia. Przykładowo, scena gdzie Rebrow siada przy ognisku z Łuczakiem i wymieniają się bez słowa zapalniczką. Taka bzdura, ale od razu wiadomo jak dobrze się znają. Obsada została dobrana naprawdę bardzo fajnie – prawie wszystkich znamy przynajmniej z widzenia, ale nie jest to złe skojarzenie. Jedynie trochę słabo wypadła rola pani prokurator, pojechana tak mocno po stereotypie, że aż nierealna. 😉 Sorry, ale takie mam odczucie. Łukasz Targosz zrobił ogromny postęp od czasów Odwróconych. Rany, oddałbym wszystkie pieniądze, żeby ta ścieżka dźwiękowa wyszła jako osobne wydawnictwo. W zasadzie wszyscy, nawet bohaterowie tak epizodyczni i enigmatyczni jak Szeptun czy Ewa Wityńska spisali się dobrze i zasłużyli na wysokie noty. Niektórzy mieli do pokazania więcej, inni mniej, z tego powodu też trudno wszystkich jednoznacznie ocenić, ale na wyróżnienie z pewnością zasługują siostry Aleksandra i Magdalena Popławskie, Andrzej Zieliński czy Jacek Lenartowicz. Jednak Wataha to spektakl jednego aktora (z całym szacunkiem dla reszty genialnej obsady!). Leszek Lichota jest absolutnie genialny i nie dziwię się, że to na jego barki twórcy zrzucili całą ciężar produkcji. Jego Rebrow to typ bohatera, którego uwielbiam. Cholernie inteligentny, mroczny, targany sprzecznymi emocjami, zaszczuty, rozbity, zagubiony w sytuacji, w której się znalazł, i zdesperowany do granic możliwości, aby tylko odkryć, kto stoi za zniszczeniem jego życia. I wszystkie te emocje Lichota oddaje w stu procentach, sprawiając, że ja automatycznie identyfikowałem się z jego bohaterem, próbując zrozumieć, co tu się właściwie dzieje i piekląc się na cały świat, gdy przed Rebrowem zbierały się kolejne czarne chmury. Po finale pierwszego sezonu naprawdę czekam na to, co teraz pokaże Leszek Lichota, bo jego Rebrow przebywa aktualnie w mrocznym i skomplikowanym położeniu. Klasyczne filmowe pianino, dominująca wiolonczela i nienachalne wstawki elektroniczne – no mistrzostwo. Co można powiedzieć o plenerach – jeśli ktoś kocha góry, to się nie zawiedzie, bo zobaczy prawdziwe szczyty i przełęcze. Fani serialu Twin Peaks mogą się poczuć jak u siebie, widząc zalesione wzgórza i tartaki wyrastające z każdej strony świata. To ujmująca posępnym klimatem pogranicza i niedostępnymi ostępami Bieszczad opowieść o zbrodni, strachu i beznadziei, ale też swoista kronika problemów trapiących nie tylko dzisiejszą Polskę, ale i Europę.
    Akceptuję regulamin.

  15. Serial mi się podoba. Jest całkiem dobry, ale czy tak naprawdę wygląda służba w Straży
    Granicznej? Tytułowa wataha stoi na straży wschodniej granicy Polski, zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, gdzie przemyca się ludzi, narkotyki, broń; dla pieniędzy, zysku, a czasem dla szansy na lepsze życie. Każdy ze strażników granicznych ślubuje stać na straży suwerenności i nienaruszalności granic państwa, dbać o jego interesy i bezpieczeństwo jego obywateli. Muszę przyznać, że twórcy naprawdę świetnie rozwijają intrygę w tym serialu. To już nie jest poziom europejski kreowania fabuły, to już śmiało można nazwać poziomem światowym. Scenarzyści bardzo sprawnie przeplatają poszczególne wątki, umiejętnie oplatając główną oś fabuły pobocznymi aspektami historii. Nie ma tutaj zbędnego fragmentu opowieści, każdy ma swoje, bardzo ważne miejsce w sposobie prowadzenia opowieści. I to zdecydowanie widać na ekranie. Znakomicie zostały zastosowane tutaj elementy charakterystyczne dla rasowego thrillera lub produkcji sensacyjnej, czyli sprawne stopniowanie napięcia, świetne zwroty akcji, bardzo dobre cliffhangery. Widz nie ma prawa się nudzić w trakcie oglądania, bo nawet gdy nie mamy sceny trzymającej na krawędzi fotela, to dialogi są tak dobrze napisane, że wciągamy się w ten świat Watahy bez reszty. I za to chwała twórcom, również za to, że potrafili zbudować zgrabny pomost, na którym historia z tego sezonu łączy się z elementami z poprzednich odsłon.  Wydaje mi się, że jednak zabrakło realizmu, że jest za dużo akcji i wątków sensacyjnych, a za mało żmudnego zapier… po lasach przez kilka dni w tygodniu przy każdej pogodzie. Za mało tej głuszy i siedzenia w odciętej od świata strażnicy, gdy nasypie ponad 2 metry śniegu. Może się mylę. Reasumując, uważam „Watahę” za dobry serial sensacyjny. Jest to jeden z najlepszych seriali pl ostatnich lat. Piękne zdjęcia, intryga wciągająca, ciekawe postacie i przepiękne Bieszczady. Zakończenie jest moim zdaniem otwarte, daje możliwość a wręcz domaga się kontynuacji, nieco poetyki i metafizyki dodaje smaku. Najlepszy polski serial, nie wszystko wyjaśnione tak jak w prawdziwym życiu, słyszałem porównania do Detektywa ale to lekka przesada. 😉 Lecz przy takim budżecie fantastyczny! Serial pięknie promujący Bieszczady z niezłym klimatem, świetną muzyką i przyzwoitą grą aktorów. w moim odczuciu twórcy po prostu musieli iść na pewne skróty fabularne, zwłaszcza mając do dyspozycji tylko sześć odcinków. Jednak zostawmy kwestie, na które w procesie tworzenia najzwyczajniej w świecie twórcy nie mieli większego wpływu. To, co mogli dopieścić, zrobili wręcz fenomenalnie. Najbardziej podoba mi się inteligentne poprowadzenie scenariusza w kwestii tego, jak Wataha potrafi wpłynąć na widza i jak skutecznie wodzi za nos, jeśli mówimy o poszukiwanie głównego złoczyńcy oraz o naszej ocenie poszczególnych bohaterów. Pod tym względem polski serial w niczym nie odstaje od najlepszych zagranicznych produkcji. Każdy z bohaterów ma coś do ukrycia, wszyscy mają swoje mroczne strony i do samego końca nie sposób ocenić, kto jest pozytywny, a kto negatywny . To również rzecz raczej niespotykana w polskich serialach i za to zdecydowanie należą się twórcom oklaski.

  16. Niestety nie mogę dodać załącznika w komentarzu, więc wysłałam na waszego maila plik mp3 z piosenką, którą ułożyłam i zaśpiewałam, specjalnie na potrzeby tego konkursu. Mam nadzieję, że mail doszedł i spodoba wam się mój utwór 🙂
    Akceptuję regulamin (zapomniałam dopisać w mailu).

    • Hej,
      Gratulacje – wygrałaś pierwsze miejsce;) Prosiłabym o dane paczki Ruchu, gdzie możemy wysłać nagrodę, maila i numer telefonu oraz informację w mailu, że możemy wykorzystać Twoje dane do wysyłki nagrody. Maila ślij proszę na: redakcja.popbookownik@gmail.com.
      W przypadku braku odezwu, po 14 dniach roboczych nagroda zostanie przydzielona komuś innemu biorącemu udział w konkursie.

  17. Praca pograniczników zawsze była i jest owiana tajemnicą,
    a ciekawość jest rzeczą naturalną , właśnie w tym serialu
    rąbek tajemnicy został odsłonięty , co wzbudza zainteresowanie
    większej ilości widzów i moje . Z zamiłowania jestem przyrodnikiem ,
    więc piękno Bieszczad przy okazji uwidocznione w tym serialu zachwyca.
    Dynamiczne akcje powodują ,że z zaciekawieniem ogląda się ten serial.

  18. Serial jest naprawdę interesujący, a na tle innych polskich produkcji wręcz świetny. Bardzo, bardzo przyzwoity obraz i warto go zobaczyć. Na dodatek fajnie zmontowany a krajobrazy bajkowe. Do tego trzeba dodać świetne kreacje aktorskie. Zieliński to klasa sama w sobie, ale Boberek, Lichota, Popławska czy Topa również zagrali koncertowo. Michał Gazda wyreżyserował naprawdę udany serial, który broni się naprawdę wieloma aspektami. Można się czepiać, że nie ma budżetu na miarę innych produkcji, do których dzisiejszy widz HBO czy Netflixa jest przyzwyczajony i zgadzam się, że gdzieniegdzie może gdzieś te braki w funduszach widać (chociażby sceny pirotechniczne). Należy jednak zwrócić uwagę na to, że twórcy naprawdę postarali się, by wszelkie niedoskonałości możliwie najlepiej zamaskować. Inną kwestią jest fakt, że niektóre elementy spokojnie można obronić stwierdzeniem, że rzecz się dzieje w Polsce i po prostu taki mamy klimat (samochody na wyposażeniu Straży Granicznej, leśniczówki położone tu i ówdzie). Można również kręcić nosem na sposób, w jaki ukazano pracę polskiej prokuratury. Jasne, daleko mi do znawcy, jednak choćby takie dzieła, jak trylogia Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim pokazują, że można było zrobić to troszkę lepiej. Zgodnie z najlepszymi standardami, „Wataha” jest pomyślana jako podzielony na odcinki film fabularny, ze spójną warstwą wizualną, wyrazistą konstrukcją i niejednoznacznymi charakterystykami bohaterów. Twórcy robią też krok w kierunku przekroczenia tego minimum – pogrywają z oczekiwaniami widza, dbają o to, by zdjęcia odbijały stan psychiczny bohaterów, starają się budować napięcie w ramach pojedynczych scen, a nawet nie boją się uderzyć lekką metaforą. Wielkie słowa uznania kieruję dla reżyserek finałowego sezonu – Olgi Chajdas i Kasi Adamik. Od samego początku fabuła jest czarna jak smoła, brutalna jak… życie i poprowadzona niezwykle dynamicznie. „Wataha” nie przeobraziła się oczywiście w serial sensacyjny, a niebagatelny wpływ na taką wartkość akcji miał nie tylko reżyserski talent, lecz też montaż, muzyka, scenariusz i oczywiście bohaterowie.

    Akceptuję regulamin

    • Hej,
      Gratulacje – wygrałaś trzecie miejsce;) Prosiłabym o dane paczki Ruchu, gdzie możemy wysłać nagrodę, maila i numer telefonu oraz informację w mailu, że możemy wykorzystać Twoje dane do wysyłki nagrody. Maila ślij proszę na: redakcja.popbookownik@gmail.com.
      W przypadku braku odezwu, po 14 dniach roboczych nagroda zostanie przydzielona komuś innemu biorącemu udział w konkursie.

  19. Uważam, że plusem serialu jest to, że wiele osób w końcu zorientuje się, co to Bieszczady. 😉 Chociaż może to spowodować niebezpieczny trend i postępującą mocniej komercjalizację tego miejsca. Miejsce akcji to absolutna nowość w realiach polskich produkcji. Pomysł, aby osadzić akcję w Bieszczadach, mógł być ryzykowny, ale okazał się być strzałem w dziesiątkę! Plenery zapierają dech w piersiach i dają twórcom naprawdę ogrom możliwości do poprowadzenia fabuły, co też skutecznie wykorzystują, racząc widzów przy okazji pięknem i surowością przyrody, udowadniając tym samym, że ten rejon polski powinien być punktem obowiązkowym podczas planowania wakacji w plenerze. Bieszczady w serialu to raz miejsce piękne, majestatyczne i urokliwe, a innym razem kraina pełna tajemnic, mroku i niebezpieczeństw. Świetna sprawa. W ogóle „Wataha” ma w sobie kilkanaście bardzo dobrych scen, które wyjęte z kontekstu kompletnie nic nie tracą, a same w sobie są wprost fenomenalne i aż chciałoby się obejrzeć ich „making of”. Za przykład niech posłuży chociażby scena z szarżującym niedźwiedziem. „Wataha 3” robi ogromne wrażenie. To wszystko ma szansę się zazębić. Nic tutaj nie jest przewidywalne bądź oczywiste, a każdy epizod trzyma w napięciu do tego stopnia, że najchętniej od razu obejrzałbym cały sezon. Brawo, HBO, znowu to zrobiliście. „Wataha 3” trzyma poziom i jest jednym z najlepszych polskich seriali. Trzeci sezon zaskoczył mnie również tym, jak zgrabnie nawiązuje do wydarzeń z poprzednich odcinków. Podobno w planach nie było kontynuacji, ale zostawiono tyle otwartych furtek, które zostały teraz domknięte. Cała historia klei się jak super glue, tak jakby została rozpisana właśnie na trzy sezony. Nic nie jest dodane na siłę, nie pojawia się zaginiony brat bliźniak, nikt nie powstaje ze zmarłych. Każdy odcinek jest równocześnie autonomiczny i nie stanowi zapchajdziury, jak to czasem bywa – nie tylko w polskich produkcjach.
    Akceptuję postanowienia regulaminu.

  20. Wataha to solidny thriller z nietuzinkowym osadzeniem akcji, który dał mi sporo frajdy z oglądania. Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych seriali jakie zostały wyprodukowane w Polsce. Klimat jaki oddaje każdy odcinek jest niesamowity, sceny ukazane w serialu powodują, iż widz zadaje sobie pytania i szuka na nie odpowiedzi w kolejnych sekundach materiału… Momentami trzyma w napięciu, a czasami koi. Natomiast gra aktorska. Ho, ho… Jak dla mnie jest świetna! Niektóre postacie sprawiły, iż im ufałem i nawet polubiłem, a później sprawiły, że je znienawidziłem. To o czymś świadczy. Burza emocji, kawał thrilleru i dobrej akcji. Film zaciekawił mnie piękną scenerią natury Bieszczad, dobrym scenariuszem z wielowątkową fabułą z zaskakującymi zwrotami akcji. I jeszcze czasy w którym rozgrywa się scenariusz, 2014 napięta sytuacja na Ukrainie, walki na Majdanie – wszystko jest tak świeże i tak bliskie… Bliskie obaw związanych z konfliktem na Ukrainie, który jest dalszym tłem drugiego sezonu Watahy. Serial w ogóle zaczyna się niczym u Hitchcocka. Najpierw dostajemy istne trzęsienie ziemi, a potem w zasadzie jest tylko lepiej. 🙂 Kapitan Straży Granicznej, Wiktor Rebrow, przebywa wraz z członkami swojego oddziału w jednej z położonych w górach jednostek Straży Granicznej, gdzie świętują przejście na emeryturę jednego z wieloletnich kolegów. Wieczór trwa w najlepsze, gdy nagle cały budynek zostaje wysadzony w powietrze. Rebrow jest jedynym ocalałym, ale jego piekło dopiero się zaczyna. Dla prokuratury staje się głównym oskarżonym, a on sam nie potrafi poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, stracił bowiem nie tylko kolegów z załogi, ale również ukochaną. Wiktor Rebrow za wszelką cenę próbuje dociec, kto stoi za zamachem. Nie jest on jednak jedynym, który pragnie dowiedzieć się, co właściwie się wydarzyło. Sęk w tym, że są również osoby, które nie chcą, aby ktokolwiek dowiedział się, dlaczego Straż Graniczna stała się celem przeprowadzanego ataku. Kończąc, uważam, że to jeden z lepszych polskich seriali ostatnich lat! Zacząć trzeba od świetnie dobranej obsady, z Lichotą i Topą na czele. W końcu, ktoś zrobił serial równie dobry, jak – powiedzmy – Kryminalni. Tyle lat trzeba było czekać na coś tak wciągającego. Przy okazji pokazali piękne, polskie tereny, na których faktycznie dzieją się różne – hmm – ciekawe rzeczy… Czekam na kontynuację z niecierpliwością. Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale o gustach się nie dyskutuje. Wataha jeden z nielicznych polskich seriali kryminalnych, które naprawdę mi się spodobał dobrze nakręcony, ciekawa i tajemnicza fabuła. Akceptuję regulamin.

  21. Wiecie, jak to jest z polskimi serialami? Głównie przez mizernej jakości produkcje TVN-u, Polsatu oraz Telewizji Polskiej automatycznie rodzi się w człowieku przeświadczenie, że każdy kolejny nowy twór, który powstaje w naszym pięknym kraju, nie zaskoczy nas już niczym pozytywnym. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele, począwszy od słabiutkiego scenariusza, który z reguły kpi sobie z inteligencji widza, przez wątpliwy casting, w którym nietrudno odnieść wrażenie, że chodzi tylko o zatrudnienie tego samego znanego nazwiska z kręgu tych najbardziej przejedzonych polskiemu ‘oglądaczowi’, na beznadziejnej realizacji kończąc. Generalnie mógłbym jeszcze sporo napisać o swoich odczuciach związanych z kilkunastoma premierami serialowymi ostatnich lat, ale to nie czas oraz miejsce na tego typu rozważania. Dawno już nie oglądałem tak dobrego serialu. Piękne widoki Bieszczad, świetna gra aktorska. Leszek Lichota, Julia Pogrebińska rewelacja. Klimat tego serialu, polskie góry i świetna gra aktorska sprawiają że film ogląda się świetnie. Ciemny, mroczny klimat. Mimo, to ‘Biesczady’ jak malowane, ale nie takie sielankowe… Czym dalej w fabułę się zagłębiałem, tym bardziej doceniałem ten serial i uzależniałem się od niego. Polacy zrobili coś bardzo dobrego, rewelacyjnego, a może nawet arcydzieło! Trzeba przyznać, że scenarzyści zdecydowali się na ciekawe ruchy. Oczywiście Rebrow i Dobosz są na pierwszym planie, to jednak nigdy wcześniej jeszcze nie byli aż tak zagubieni. Są zmuszeni wrócić do bolesnej przeszłości, rozdrapać dawne rany. Ciekawie patrzy się na to, jak próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości osadzonej w starych dekoracjach. Komu mogą ufać? Kto jest przyjacielem, a kto wrogiem? Te pytania będą im towarzyszyć do samego końca. Wiele postaci, które w poprzednich sezonach stały na uboczu, poznajemy lepiej. Bohaterowie drugiego i trzeciego planu zmieniają się nie do poznania, a zwroty akcji, które widzimy na ekranie, nadają nowy ciężar historii i prowadzą do dramatycznych scen, w których postacie stają przed trudnymi wyborami. „Wataha” to serial, w którym praktycznie każda osoba musiała się jakoś ubrudzić, a fabuła nie skupia się już tylko na Rebrowie i Dobosz – jest wielowątkowa, a przy tym poprowadzona w taki sposób, że nie czujemy przeładowania. Wszytko jest spójne a intryga wchodzi na kolejny level. Śmierć czai się za rogiem na bohaterów i nawet postacie, które miały plot-armor, nie mogą czuć się bezpiecznie. Poruszających scen również więc nie zabrakło, choć nigdy nie ociekają one taniością i patosem Całość – biję pokłony. Twórcy „Watahy” mając świadomość schematu, jakim operują, mądrze ograli go umieszczając akcję w Bieszczadach. Góry, naturalne lokacje, bieszczadzkie domostwa – to wszystko sprawia, że fabularne klisze nabierają szlachetnych barw i oryginalności. Super produkcja. Czekam na podobne inicjatywy. Chyba najlepszy polski serial, jaki widziałem od lat kilku. Emocje!
    Akceptuję regulamin

  22. Jestem pod wrażeniem! Furtki do kolejnego sezonu (o ile jest w planach) są, ale dla mnie te 6 odcinków tworzy sensowną zamkniętą całość. Dostaliśmy zatem zakończenie, które ładnie spięło cały serial (zaczęło się od eksplozji strażnicy, skończyło na budowie domu), nie uniknęło gorzkich nut i w satysfakcjonujący sposób zamknęło wątki praktycznie wszystkich bohaterów. Pytanie czy potrzebujemy kontynuacji, nasuwa się zatem samo, przecząca odpowiedź zresztą również. Ale nie jest przecież powiedziane, że pożegnaliśmy „Watahę” na dobre. Jedna historia się skończyła, można opowiadać następne. Jeśli natomiast miałyby one utrzymywać poziom trzech dotychczasowych sezonów, to wątpię, by ktoś miał coś przeciwko. Bo choć można serialowi HBO wytykać wady i znaczną przesadą byłoby wychwalanie go pod niebiosa, nie da się ukryć, że to rodzima produkcja, jakich chciałoby się oglądać znacznie więcej. Napisana, zagrana i zrealizowana na poziomie przewyższającym większość krajowej konkurencji, nawet jeśli to wciąż „tylko” dobra i aktualna sensacja. Gdybyśmy dostawali tylko takie! „Wataha”, choć rozciągnięta jest do 3 sezonów, to bliżej jej w konstrukcji do klasycznego filmu sensacyjnego niż serialu. Samotny facet, który szuka zemsty. Nowy oddział, w którego szeregach uczy się funkcjonować i rzeczywistość, która okazuje się złudna i fałszywa. Znamy te motywy, bowiem stanowią one fundament większości klasycznych filmów sensacyjnych. Owszem scenarzyści starali się tu dopisać masę wątków pobocznych, wprowadzić jak najwięcej postaci, ale tak naprawdę nie mają one zbyt wielkiego wpływu na fabułę, a gdyby wyciąć je zupełnie… Zostałby nam, kto wie czy nie najlepszy film sensacyjny, jaki nakręcono w Polsce od lat. Wątek sensacyjny, choć wtórny jest dobrze napisany, postacie ładnie przez scenarzystów prowadzone. Rewolucji może nie ma, ale wstydu także nie! Kilka rzeczy ze względu na brand HBO zapewne można było zrobić lepiej, ale marudzić nie będę. Bo mimo swoich niedociągnięć „Wataha” bardzo wciąga i podoba się rzecz jasna. A o to przecież w tym wszystkim chodzi najbardziej! Akceptuje regulamin.

  23. No cóż, to najlepszy polski serial jaki oglądałem, bardzo dobra naturalna gra aktorska, dialogi, zdjęcia muzyka, wszystko na szkolną „szóstkę”. Serial rzeczywiście wciąga, skomplikowana intryga, wartka akcja, mocne sceny, niezłomny główny bohater,zawzięta pani prokurator próbująca rozbić jedność watahy czyli mocno zintegrowanej ze sobą grupy funkcjonariuszy Straży Granicznej a w tle coraz bardziej zarysowujące się powiązania z tajemniczym układem na górze… Jednym słowem: standard. Serial zrobiony według sprawdzonego schematu: miłość, zbrodnia i pieniądze. Wyreżyserowany przez troje reżyserów, w tym między innymi przez kontrowersyjną Kasię Adamik. Słabą stroną serialu jest dźwięk, chwilami jest za cicho i nie słychać części dialogów. Niektórzy narzekają, że zakończenie mdłe i nic nie wyjaśnia. Mnie się jednak podobało, całkiem zgrabnie pokazano ogólny zarys intrygi, jednocześnie zostawiając akurat tyle niedopowiedzeń, żeby było wiadomo co i dlaczego, nie wiadomo tylko jak. 😉 Już pierwszy odcinek 3. sezonu „Watahy” pokazał, że będzie gorąco. A to była dopiero mała rozgrzewka przed tym, co miało się wydarzyć. Bardzo dobrze do scenariusza wkomponowano też nowym bohaterów. Trochę bałem się tego, czy Borys Szyc będzie pasował do koncepcji „Watahy”, ale niepotrzebnie. Jego postać nie jest jednowymiarowa – trudno ocenić, po której stronie barykady stoi i jakie tajemnice skrywa, ale w roli zimnego służbisty, pułkownika, który wszystko lubi mieć dopięte na ostatni guzik, sprawdza się znakomicie. Pochwały należą się też Barkovej, czyli nowemu czarnemu charakterowi. Jej postać od pierwszych minut budzi z jednej strony szacunek, a z drugiej strach… Ale i ona ma swoje rozterki i scenarzyści doskonale potrafią ukazać fakt, że jest tylko człowiekiem. Pisząc wprost – obsada „Watahy” to jeden z jej najmocniejszych elementów i niemalże w każdej minucie czuć tutaj chemię między postaciami. Można przyczepić się do tego, że młodsi aktorzy ciut odstają aktorsko od starej gwardii, ale w ogólnym rozrachunku trudno mi znaleźć na polskim rynku serial, który można postawić w jednym rzędzie obok „Watahy”. To produkcja z pograniczna thrillera i kryminału. Pełna pytań i zagadek. Niebezpieczna i piękna – tak jak same tereny przy wschodniej granicy. Potencjał Bieszczad wykorzystano w stu procentach. Do pełnych tajemniczej aury zdjęć, potęgującą napięcie, idealnie pasującą muzykę skomponował Łukasz Targosz, lecz w serialu można też usłyszeć  folkowy zespół Tołhaje. Serialowi nie brakuje też humoru – takiego niewymuszonego, codziennego i szczerze rozbawiającego. Sama historia jest równie intrygująca, co inne elementy. Oglądając serial, czułem się jakbym był w innym świecie. Codzienność wygląda tam zupełnie inaczej niż w dużym mieście. Poznajemy pracę strażników granicznych, oglądamy jak odpoczywają, jak spędzają wolny czas. Po kilku pierwszych scenach wpadamy w wir wydarzeń, który jeszcze bardziej zakręca się z biegiem fabuły…
    Akceptuję regulamin.

  24. Dla mnie „Wataha” to mistrzostwo świata pod każdym względem. Zdjęcia, muzyka, scenariusz, aktorstwo i klimat – wszystko na najwyższym poziomie. Nie przypominam sobie kiedy jakikolwiek serial trzymał mnie w takim napięciu jak „Wataha”. Wszelkie ‘gry o tron’, ‘walking deady’ i inne modne seriale w mojej opinii nie dorastają „Watasze” do pięt pod tym względem! 🙂 Oczywiście wszystko zależy od gustu i tego po co ktoś ogląda serial – widziałem liczne dyskusje na temat sensowności niektórych epizodów czy pojedynczych zdarzeń (np. dyskusja o sms-ie ‘bum’); jednak napięcie o którym wspominałem nie pozwoliło mi myśleć o takich szczegółach w czasie oglądania. Za rzadko wykorzystujemy piękno Polski – zdecydowanie za rzadko. Z nowszych – ostatnia taka produkcja jaka mi się przypomina to „Mój rower”. Do kręcenia „Watahy” również wykorzystano wschód, tym razem jednak południowy. Promocji filmu towarzyszy reklama samego regionu. Po obejrzeniu serialu rzeczywiście chce się tam pojechać. Bieszczady przedstawione są jako miejsce tajemnicze, intrygujące i  piękne. Mgła nad połoninami, zróżnicowana roślinność, no i dzika fauna (przypomina mi się hipnotyzujący wzrok wilka, którego kilkukrotnie napotyka główny bohater). Drugi sezon był jeszcze lepszy niż pierwszy i chyba dobrze się stało, że kolejne ukazywały się w długich odstępach czasowych jeśli miały zachować tak wysoką jakość. Po prostu miazga! Rewelacyjny serial, ten klimacik, zdjęcia, muzyka wszystko jak się złączy, to wychodzi produkcja niczym nie ustępującą najlepszym produkcjom zachodnim. Świetne zakończenie, wszystko jest jasne po ostatnim odcinku, nie ma żadnych niewiadomych. Trzeci sezon był kroniką powrotów i opowiadał o przekraczaniu granic. Rebrow, Dobosz i reszta bohaterów dojrzewają, zmieniają się, weryfikują dawne prawdy i przekonania. Testujemy ich granice, sprawdzamy, komu z nich uda się pozostać wiernym swoim ideałom, a kto po drodze będzie musiał nagiąć i złamać zasady. W tym sezonie „Wataha” ma twarz kobiety. Główną antagonistką serii jest szefowa ukraińskiej mafii Tatiana Barkova, znakomicie kreowana przez Evgeniyę Akhremenko. Absolutne aktorskie odkrycie tego serialu. Znalazła się również przestrzeń na rozbudowanie postaci Igi Dobosz granej przez Aleksandrę Popławską czy Agi Małek, w którą wciela się Dagmara Bąk. Na polsko-ukraińskiej granicy nie jest kolorowo, a straż graniczna zawsze miała ręce pełne roboty. Finał „Watahy” miał wszystko, co mieć powinien. Czy mógł być lepszy punkt wyjścia? Chyba nie, co tylko potwierdziły kolejne wydarzenia, będące według mnie wybuchową mieszanką akcji, napięcia, dobrych dialogów, zderzających się ze sobą motywacji, jednego solidnego dramatu i kilku innych niekoniecznie szczęśliwych zakończeń. Doprawionych rzecz jasna solidną porcją strzelania i biegania po lasach, chaszczach i bagnach przetykanego podziwianiem bieszczadzkich widoków. Czego tu nie lubić? Tylko wyczekiwać kontynuacji…
    Akceptuję regulamin

  25. Nigdy nie przepadałam polskich seriali, na siłę próbują naśladować amerykańskie produkcję, ale „Wataha” jest świetna. Zwracam honor. A muzyka coś pięknego. Zachwyca też realizacja. Przepiękne, tajemnicze i dzikie plenery Bieszczad kręcone dronami  budują aurę grozy i tajemniczości, co potęguje rewelacyjna muzyka. Montaż „Watahy” stoi na światowym poziomie i choć w pierwszych czterech odcinkach trzeciego sezonu akcji nie ma za wiele, to trzeba docenić rozmach z jakim kręcone są sceny. Chwała też scenarzystom za to, jak dobierali plan zdjęciowy. Zwłaszcza miejscówki na Ukrainie, które przypominają Polskę z lat 80. i robią wiele dobrego dla atmosfery. Widzimy tu doskonale przepaść jaka dzieli biedotę zamieszkującą ukraińskie wsie i miasta od oligarchów, którzy zamykają się w wystawnych pałacach. Egzotyka, ale jakże bliska naszemu starszemu pokoleniu… A sceny pokroju tej, w której widzimy bohaterów przedzierających się przez kolejne przedziały zdezelowanego, ukraińskiego pociągu ociekają klimatem nie do podrobienia. Wszystkie sezony w dechę moim zdaniem! Zachowany klimat poprzednich serii. Te same brudno-szare zdjęcia czasami wręcz trudno było zobaczyć szczegóły. Dialogi dało się zrozumieć, choć brakowało mi odgłosów przyrody, skrzypienia śniegu i szumu wody przy przechodzeniu przez rzekę. Aktorstwo OK choć już w 1/4 filmu wiedziałam, że zginie jeden z głównych bohaterów. 😉 Także trochę wad się znajdzie, ale nie ma po prostu seriali doskonałych. Jak zwykle aluzje do układów i powiązań między gangsterami a miejscową władzą. To już było i czekałam na więcej. Ja wiem, że handel ludźmi to ważna sprawa ale można było to lepiej pokazać. Najmocniejszą sceną moim zdaniem było starcie Lichoty z Szycem a nie śmierć jednej z głównych postaci. Jednakowoż twórcy logicznie uzasadnili dalszy rozwój wypadków. Aha, wilk był ładny lecz to nie film przyrodniczy. 😉 😀 Świetna fabuła, ciekawi bohaterowie, cudowna muzyka z pięknymi Bieszczadami w tle. To przepis na dobry seria! Wg mnie twórcy poradzili sobie doskonale. Dla mnie ten serial nie ma słabych stron, poza wymienionymi, zwłaszcza 2, sezon, który wgniótł mnie w fotel. Fabuła, zdjęcia, scenografia, muzyka, postaci, odegranie tych postaci, obsada, klimat… wszystko jest perfekcyjne. Arcydzieło, dlatego nie zawahałam się ani chwili, by poświęcić swój czas na 3 sezony. Efekt końcowy można wręcz uznać za lepszy od oczekiwanego, bo przyznaję, że aż takich emocji się po tej produkcji nie spodziewałam. I nie mam na myśli tylko finału (te już poprzednio potrafiły skutecznie podnosić ciśnienie), ale cały sezon, który wyszedł od mocnego uderzenia, by potem wcale nie zgubić rytmu. Ba, śmierć Markowskiego (Andrzej Zieliński) była zaledwie początkiem gęstej intrygi, która później potrafiła jeszcze nie raz zaskoczyć. Mam wielką nadzieję na sezon 4, a potem…
    Akceptuję regulamin

  26. Ogólnie uważam ten serial za najlepszy polski serial – ma przepiękne zdjęcia, mroczny klimat niczym ze szwedzkich kryminałów, w cz. 2. poprawili wartkość akcji i składnie poszczególnych wątków – REWELACJA. Obejrzałem 3 sezony Watahy – genialny serial, do którego będę wracać w deszczowe nudne dni. Mam nadzieję na 4. sezon. Czy to już koniec serialu? Końcówka daje do zrozumienia, że jednak tak… No ale jest kilka znaków zapytania. Czy Kuczer był umoczony i dlatego wysłał Wityńską by zdobyła notes? A może jego szefowie byli umoczeni? Samo zakończenie otwiera drogę do sezonu 4., no bo jak można inaczej tłumaczyć wizytę u Kality? Barkowa zamknięta, ale biznes musi się kręcić… Warto wspomnieć przynajmniej o jeszcze jednej postaci i aktorce. Chodzi mi o Jewgieńję Akhremenko, która w roli absolutnie czarnego charakteru, bezwzględnej szefowej ukraińskiej mafii jest po prostu wspaniała. I mam nadzieję, że znajdzie się kilka kolejnych powodów, żeby tę wspaniałą Rosjankę zatrudnić w naszych serialowych i filmowych produkcjach. Zakończenie symbolicznie pokazuje, że cały ten biznes będzie się dalej kręcił, niezależnie od tego, kto zostaje zlikwidowany. Serial od początku dążył do wyjaśnienia sprawy wysadzenia Watahy i wszystkie te wątki zamknął, więc kontynuacja jest prawie niemożliwa. Z drugiej strony to będzie dramat jak nie będzie 4. sezonu. 😉 W końcu się coś polskiej produkcji udało! Jasne, mógłbym się teraz czepiać, że jest to wszystko wręcz zbyt proste i ogólne, a przez to bardzo wygodnie przez scenarzystów podane, ale bądźmy sprawiedliwi. „Wataha” nigdy nie miała przesadnych ambicji, celując w dobrze napisaną, w miarę wiarygodną, a przede wszystkim wciągającą fabułę. Oczywiście osadzoną w konkretnych i specyficznych realiach społeczno-politycznych, co twórcy potrafili umiejętnie wykorzystać, nigdy jednak nie pozwalając, by wyszły one na pierwszy plan. Całe szczęście. Tam miała królować serialowa rozrywka na co najmniej europejskim poziomie i dziś można powiedzieć, że zadanie zostało wykonane. Uważam, że „Wataha” to jeden z najlepszych i najbardziej emocjonujących polskich seriali w historii. Ze znakomitymi dialogami i grą aktorską. Producenci cały czas podnosili i tak wysoko postawioną poprzeczkę. Przecierali szlaki na polskim rynku i naprawdę trudno będzie dobić konkurencyjnym produkcjom do tego poziomu. Nie bez powodu serial doskonale przyjął się też na innych rynkach, a jego kolejne sezony są wyczekiwane nie tylko przez polskich fanów. Tak – to serial, którym możemy bez żadnego obciachu się chwalić za granicą. Serial kończy się słodko-gorzką pigułką i pozostawia niedosyt. Ale chyba o to chodzi, prawda? 🙂 Jest to jednak niedosyt wywołany przez świadomość, że to nasze ostatnie spotkanie z bohaterami. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. „Wataha” robi to w momencie, w którym jest na samym szczycie. Z całą pewnością Polacy zrobili ten serial bezkompleksowo i nie widzę tu ani jednego powodu, aby uznać, że recenzje były kupione. 😉 Ten serial to dowód, na to, że jeśli tylko ktoś podsunie naszym aktorom dobry scenariusz, to nie ma mowy o porażce na ekranie. Akceptuję regulamin

  27. W końcu serial godny naszych oczu i uszu, bez nadużycia słowa k… Jakość zdjęć,scenariusz, gra aktorska,reżyseria godna filmom godna, na wielki plus. Wzór dla innych. Dla mnie „Wataha”ma już status serialu kultowego, kawał dobrego serialu, który jest tajemniczy, nie jest sztampowy, ma piękne zdjęcia i ujęcia natury. Ogólnie majstersztyk. Leszek Lichota i Aleksandra Popławska sprawdzają się w głównych rolach, i zaskakują mniej więcej w tym samym stopniu, co fakt, że bieszczadzkie scenerie są aż tak malownicze. A są, niezależnie od pory roku i strony granicy, po której się akurat znajdujemy, w czym utwierdzą was choćby często używane ujęcia zrealizowane za pomocą dronów. Tak, wiem, już to widzieliśmy. Tylko co z tego? Pewne rzeczy się zwyczajnie nie nudzą. Świetna muzyka, zdjęcia, gra aktorska nieplastikowa, dobry scenariusz. „Wataha” to serial, gdzie się można zastanawiać, który sezon jest lepszy i każdy będzie miał rację! Serial jest POLSKIM arcydziełem jak dla mnie! Muzyka genialna, fabuła bardzo dobra, serial jest bardzo klimatyczny, piękne Bieszczady, do gry aktorskiej chyba też nie mogę się przyczepić. Można by się oczywiście do różnych rzeczy doczepić, ale pamiętajmy nikt nie jest idealny i każdy znajdzie coś, co mu się spodoba i coś co skrytykuje. Mnie osobiście jak na rodzime warunki się podoba. 🙂 Podoba mi się wplecenie wątku prywatnych porachunków pomiędzy Rebrovem a Grzywą pomiędzy całą otoczką pracy Straży granicznej. 🙂 Ciekawe. 🙂 Sprawa tocząca się przez trzy sezony finalnie zostaje rozwiązana… Mam nadzieję, że twórcy zostawią „Watahę” w spokoju i nie będą próbowali robić czwartego sezonu na siłę, bo ciężko będzie po trzech sezonach z tak dobrą fabułą zrobić coś lepszego czy nawet na równi. Z jednej strony szkoda, że koniec a z drugiej lepiej niech nie psują „dobrego imienia” „Watahy”. To co wyróżnia ostatnią część, i znowu na plus, to wyciągnięcie drugiego planu z cienia. Teraz koledzy Rebrowa mają już nie tylko twarze i ksywki, ale również charaktery, swoje historie i muszą podejmować własne decyzje, bo mają również własne życia. Od wspaniałych skandynawskich produkcji różni „Watahę” też to, jak swobodnie podchodzi do kwestii i kontekstów społecznych. Ale można nad tym przejść do porządku, i można się wkręcić. Na szczególną uwagę zasługują nieokiełznane Bieszczady. Scenarzyści zbudowali mroczny i ciężki klimat, a plenerowe przerywniki to dla tego mroku świetny kontrast. Dzięki temu widz nie odczuwa zmęczenia i z przyjemnością śledzi losy bohaterów. Ja się w tych zdjęciach zakochałam.
    Akceptuję regulamin

  28. Uważam, że nieczęsto trafia się polski serial, którego wysoki poziom utrzymuje się z serii na serię. A tak jest tutaj. Oczywiście trzeba uczciwie powiedzieć, że pomysł na Watahę nie jest całkiem oryginalny, ale nie o to chodzi. Mieliśmy już do czynienia z czymś podobnym, tylko umiejscowionym nie w Bieszczadach, ale na dalekiej północy Norwegii. Koniec końców Polacy nigdy nic nie wymyślili oryginalnego, bo jak pisał niegdyś Słowacki: „Polska jest pawiem i papugą narodów”. 😉 No ale ja się nie czepiam. Trzeba jednak oddać ekipie polskiej sekcji HBO, że wykonała całkiem dobrą robotę, bo serial „Wataha” zasługuje według mnie na pozytywną opinię. „Wataha” trzecim sezonem udowadnia, że to nie był jednorazowy przebłysk geniuszu. Bardzo dobry serial, muzyka, zdjęcia i mroczny klimat. 🙂 Nic dodać, nic ująć. Mocny początek robi nie tylko za chwytliwy punkt wyjścia, ale również solidny fundament całej tej ponurej historii. Ta zaś potem wcale nie zwalnia tempa, mimo że akcji jako takiej nie ma przesadnie dużo. Są rzecz jasna sceny i całe sekwencje skutecznie podnoszące ciśnienie (naprawdę warto w tym miejscu docenić świetną pracę operatorów i pań reżyserek), jednak w napięciu trzymają głównie stale rosnące stawki – szczególnie, gdy teraźniejszość łączy się z przeszłością (tak, są istotne nawiązania do poprzednich sezonów). Pewnie, wszystko może się wykoleić, poplątać, ale fabuła jest czytelna, nie zawiera dłużyzn, a wyłaniający się z niej obraz wygląda całkiem intrygująco. Ja jestem pod wrażeniem zarówno pierwszego, drugiego jak i trzeciego sezonu, świetny klimat, dobre aktorstwo i scenariusz, a samo wykonanie na bardzo dobrym poziomie – oby więcej takich polskich seriali. Drugi sezon „Watahy” był znakomity. Przyzwoity scenariusz, dałem się złapać na plot twisty, fajnie napisani i zagrani bohaterowie, międzynarodowa obsada, wielojęzyczne dialogi, świetne plenery, bardzo dobre oświetlenie np. w scenach nocnych (to częsta zmora innych seriali), bardzo realistyczne ujęcia. Doskonała scenografia (np. ten pokój przesłuchań pokryty taką chamską boazerią z PRL-u 😀 ), bardzo dobrze nakręcone strzelaniny czy sceny samochodowe. A to przecież niełatwa sztuka. No i świetny główny bohater, „niedźwiedź z lasu o wielkim sercu”. Lichota zagrał herosa bardzo wiarygodnie, oszczędnie. Popławska, Lenartowicz, Żurawski, Damięcki – wspaniali. Donchenko i młody Żora Liścienko też. No i Zieliński, jeden z moich ulubionych aktorów, który zawsze wnosi leciutko komiczny element. Jestem pod wielkim wrażeniem nie tylko wciągającej fabuły, ale przede wszystkim niezwykłych zdjęć, które ukazują tajemnicze piękno monumentalne krajobrazów Bieszczad. Muzyka dodatkowo podkreśla mrok i majestat gór. Serial jest obiektywnie bardzo ciekawy i wciągający, poziom światowy po prostu. Bardzo dobre rolę Rebrowa i prokurator Dobosz. Przemiana Rebrowa także wizualna nadała głębię temu serialowi.

    Akceptuję regulamin

  29. Rewelacyjny serial!!! Trudno podjąć decyzję. Piękne Bieszczady, wielopłaszyznowe wątki, aktorska gra na najwyższym poziomie, interesujące wątki i wręcz hipnotyzująca atmosfera. Oglądam Watahę po raz kolejny i ciągle odkrywam coś nowego i zaskakującego

  30. „Wataha” to jedna z najlepszych rzeczy, jakie się przytrafiły polskiej telewizji od lat. Tak uważam! Aktualna problematyka uchodźców i nacjonalizmu, przemyślany scenariusz, wątek kryminalny na skandynawską miarę i pięknie pokazane, niebezpieczne zimowe Bieszczady. Już tych kilka cech sprawia, że jest to najlepszy serial ostatnich lat! Trzymający w napięciu od 1. do 3. sezonu! Scenariusz to mocny punkt 3. sezonu „Watahy”. I wcale nie jest to wyolbrzymienie, bo niczego nie zdradzając, o ile ktoś jeszcze nie widział, w co wątpię, mogę zapewnić, że w tym sezonie nie ma mowy o żadnym bezpiecznym status quo. Mogłoby się wydawać, że działający znów w granicach prawa (tak jakby) Rebrow będzie oznaczał powrót do bardziej standardowej formuły, ale szybko się przekonacie, że to zupełnie nie tak. Scenarzyści przygotowali kilka dużego kalibru niespodzianek i co najważniejsze, wszystkie wydają się strzałami w dziesiątkę albo chociaż w jej okolice. Poza ciekawą scenerią, dostajemy bardzo przyzwoity scenariusz. Fabularnie cały pierwszy sezon dorównuje standardom zachodnich thrillerów, bo potrafi stopniować napięcie oraz utrzymywać je, bez niczym nieuzasadnionego zwalniania tempa. To z całą pewnością ogromna zaleta produkcji HBO. Do tej pory kiepsko to Polakom wychodziło, choć trafiały się rodzynki (czyt. rozpędzała się wtedy kariera Patryka Vegi, która równolegle z premierą „Watahy”, zaowocowała najciekawszymi produkcjami serialowymi). Gratuluję wszystkim twórcom. Scenariusz, reżyseria, gra aktorska, muzyka, zdjęcia wszystko na najwyższym poziomie. Serial jest bardzo wyrazisty, piękne widoki, klimatyczna muzyka, charyzmatyczni bohaterowie i zrobiony jest tak, by chciało się wciągnąć w wir wydarzeń i oglądnąć kolejny odcinek. Jednak Polacy, kiedy chcą, potrafią zrobić świetny, mocny serial, który trzyma poziom przez wszystkie sezony. Dobra muzyka (szczególnie w 3. sezonie), gra aktorska niespotykana dotąd w rodzimych produkcjach (może poza I częścią „Pitbulla”). Serial trzyma do samego końca w napięciu. Czy to koniec mrocznych przygód tytułowej Watahy? Zobaczymy. Choć pewnie to płonna nadzieja, bo zakończenie było z gatunku tych zamykających historię, to jednak po cichutku liczę na choćby jeszcze jeden sezon… Być może i nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, ale dawno nie widziałam tak dobrze zrobionego serialu. Wg mnie doskonała fabuła, wreszcie doskonała kamera i światło, gra aktorów – rewelacja, muzyka – czad. Obejrzałam jednym tchem i chcę więcej. Brawo za muzykę do serialu, nadaje produkcji klimatu. Na razie jestem pod wrażeniem 3. doskonałego sezonu. Super, że powstają coraz lepsze polskie produkcje, oby tak dalej!
    Akceptuję regulamin

  31. Jestem zachwycona 2. sezonem najbardziej. Jest dobrze. A może nawet lepiej, niż poprzednio i niż sama zakładałam. Z pełnym przekonaniem mogę jednak już w tej chwili powiedzieć, że kolejny powrót w Bieszczady umocnił pozycję „Watahy” na rodzimym serialowym podwórku. Tak, nawet teraz, gdy produkcja HBO nie jest tam już jedynym wartym uwagi rodzynkiem. 😉 Bardzo dobra muzyka świetnie komponowała się z pięknymi zdjęciami. Drugi sezon „Watahy” pokazał, że można zrobić znakomitą kontynuację dobrego serialu. Inna sprawa, że pierwszy sezon w końcówce deczko mnie rozczarował. Tutaj z odcinka na odcinek było coraz lepiej… Aż trudno uwierzyć, że to nasza produkcja. Jest nadzieja na przyszłość… Rzadko zdarza się, żeby drugi przebijał pierwszy o głowę, ale to co twórcy zrobili teraz, to mistrzostwo świata! Trzyma w napięciu od pierwszych minut pierwszego odcinka. Aktorstwo… No cóż, znakomite. Lichota, Popławska, Topa – rewelacja. No i te Bieszczady. Tak rewelacyjnych zdjęć już dawno nie widziałam. „Wataha” wprowadza widzów w dziki krajobraz Bieszczad. To jedna z głównych zalet serialu, bo nawet dla wielu mieszkańców Polski jest to obszar dość słabo znany. Albo znany z pewnego popularnego porzekadła. Twórcy chcieli przede wszystkim ukazać widzom środowisko niemal nietknięte przez zdobycze ludzkiej cywilizacji. Krajobraz Bieszczad przedstawiony w serialu prezentuje się naprawdę dobrze. Do tego zaserwowano całą dzikość natury, bo pojawiają się sekwencje z wilkami, a także scena z dzikim niedźwiedziem. Muzyka – świetna. Kurczę mogłabym tu wylewać same ochy i achy, ale po co? Dla mnie to najlepszy polski serial i basta. W dobie „Drugich szans”, „Przyjaciółek” i innych bzdetów, których tytułów nie przytoczę, „Wataha” jest potwierdzeniem tego, że można i że trzeba kręcić takie właśnie seriale – mądre, intrygujące i zostające w głowie na długo. Rzecz w tym, że tak fantastycznie serial się z sezonu na sezon rozwija, rozbudowuje i zmienia. I to zachowując spójność z częściami poprzednimi. Wszystko tu z czegoś wynika, wszystko jest po coś i trzeba mieć wciąż napiętą uwagę, bo znaczenie może mieć najdrobniejszy szczegół. A ja to w serialach kryminalnych lubię najbardziej, i tego od nich oczekuję. I „Wataha” spełnia to moje oczekiwanie. I za to szczególne podziękowania należą się tercetowi Piotr Szymanek, Marta Szymanek i Katarzyna Tybinka. Rany, co ja będę teraz oglądać??? :'( Zazwyczaj drugi sezon bywa gorszy od pierwszego a trzeci od drugiego, ale nie w tym przypadku. Uważam zatem, że jest to jedna z lepszych polskich produkcji ostatnich lat.

  32. Jestem pod wrażeniem. To właśnie ten serial dla wielu stał się alternatywą dla (no nie oszukujmy się…) lichej jakości seriali produkcji TVP, TVN i POLSAT-u. Do tej pory na polskiej mapie serialowej wyglądało to dość mizernie. Pomijając serialowe komediowe (w tym Polacy są świetni, bo od zawsze robimy dobre komedie… a to spora sztuka!). Polscy widzowie byli zazwyczaj karmieni jedynie niszowymi produkcjami. Były to niejednokrotnie: kiepskiej jakości dramaty, sztuczne w swej formie kryminały, drętwe do bólu seriale historyczne oraz cała masa telewizyjnych zapychaczy w postaci polskich telenowel. Bleh! Tym razem za produkcję wzięło się amerykańskie HBO, więc można było spodziewać się, jeśli nie hitu, to chociaż czegoś nareszcie na przyzwoitym poziomie. Oczekiwania były duże, a jaki był efekt końcowy… Trzy lata przerwy po pierwszym sezonie (gdy długo nie było wiadomo, czy serial w ogóle wróci), potem kolejne dwa oczekiwania na trzeci – w tym czasie niektórzy zdążyliby zrobić i z pięć serii. 😉 Pośpiech rzadko bywa dobrym doradcą, więc uzbrajając się w cierpliwość, można było oczekiwać, że w zamian dostaniemy serial na odpowiednim poziomie. 3 sezon z doskonałym otwarciem i trudnym do zdefiniowania napięciem. Dawno żaden polski serial albo nawet ŻADEN serial nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Po pierwsze fajna obsada, na ekranie między innymi Leszek Lichota, Bartłomiej Topa i Andrzej Zieliński. Po drugie tempo akcji, wszystko dzieje się, jakby to nie była polska produkcja. No i patrz kilka zdań wyżej. 😉 Jest szybko ale logicznie, nie ma zbędnych przeskoków, zapętlających retrospektyw, scen patetycznej zadumy a przede wszystkich długich i nudnych dialogów o d… Marynie i huzarze.  Po trzecie dobór postaci: jest twardy jak skała rutyniarz po przejściach, służbistka, tajemniczy zawodowiec, i kobieta o gołębim sercu. Jest jeszcze młody aspirujący świeżak, a nic tak nie ożywia zespołu jak żółtodziób. Wreszcie fabuła, gdzieś na nomen omen pograniczu 😉 wojska i policja funkcjonuje Straż Graniczna. Formacja będąca w cieniu, z istnienia której rzadko na co dzień zdajemy sobie sprawę. Przecież żyjemy w czasach układu z Schengen, przy odrobinie szczęścia możemy przejechać prawie całą Europę i nie napotkać granicy i jej strażników. Chyba, że pojedziemy na wschód. Wtedy nagle boleśnie dotrze do nas prosta obserwacja, wschodnia granica Polski jest wschodnią granica Unii Europejskiej. A przy okazji najbardziej niebezpieczną! Jej infiltracja pozwoliłaby na przemyt ludzi, broni, narkotyków i całego innego niechcianego szajsu. Na straży jej szczelności stoi właśnie tytułowa „Wataha”, elitarny oddział Straży Granicznej bazujący w Ustrzykach Górnych a operujący w Bieszczadach. Twardzi zaprawieni zawodnicy. Któregoś dnia jedna z polowych strażnic wylatuje w powietrze, ginie trzon oddziału. Cudem przy życiu zostaje kapitan Rebrow. Ale to nie on będzie musiał odbudować legendarny oddział i znaleźć zabójców. Zadanie dostaje ktoś „przywieziony w teczce”. Norma. Jestem po końcówce trzeciej serii. Produkcja jest niesamowicie klimatyczna, każdy nowy wątek wciąga jeszcze bardziej, trzeci sezon jest zrobiony w stylu zachodniej sensacji osadzonej w polskich Bieszczadach. W porównaniu do poprzednich sezonów, które trochę różnią się między sobą. Mimo wszystko historia idzie jedną drogą i nie można powiedzieć, że któryś z sezonów jest wymuszony. Ogromne gratulacje dla twórców za tak piękne zdjęcia i ruchy kamery, uchwycenie jednej osoby na planie, szczegółu lub fantastyczności krajobrazu. Warto zwrócić uwagę też na czołówkę i muzykę w serialu, która pasuje do całej historii. Serial jest bardzo realistyczny ze względu na proste i emocjonalne dialogi bohaterów. “Wataha” ani trochę nie straciła z biegiem sezonów i odcinków na swoim uroku. Cały czas oglądamy przepiękne widoki i świetne ujęcia Bieszczad. Zmienia się pora roku, jest pogodniej i częściej wychodzi słońce. Poziom z początku sezonu został utrzymany do końca, a nawet wskoczył piętro wyżej, zatem moi drodzy, mamy do czynienia z serią lepszą niż druga. Nie wiem, jakie karty w rękawie trzymają jeszcze scenarzyści, ale jeśli okażą się asami, to może jeszcze dane nam będzie śledzić losy tej ekipy. Podsumowując… Jak na rodzime warunki serial jest zrobiony niezwykle profesjonalnie. Dobre ujęcia, klimatyczna muzyka, sprawnie prowadzona kamera. Na szczególną uwagę zasługuje gra Leszka Lichoty, Aleksandry Popławskiej, Jacka Lenartowicza i oczywiście Andrzeja Zielińskiego. Jeden z najlepszych polskich seriali ostatnich lat moim skromnym zdaniem!
    Akceptuję warunki regulaminu

  33. Lubię ten serial bo..
    Lubię kryminały a tam tego sporo.
    Są 3 sezony na Hbo Go.
    W sumie robią furorę bo kogo nie spytać to serial ogląda/poleca.
    Coś konkretnego co głowy nie zaśmieca…
    Przystojni aktorzy, wzięte aktorki
    Dobrze wpisane w mniejsze i większe rolki.
    Sceneria Bieszczadzka i strażnicy graniczni paradoksalnie powinni wszyscy czuć się bezpieczni…
    Jednak Grzywa i Halmann mocno namotali na co Rebrow i pani prokurator cóż zobaczcie widzowie sami..

    • Hej,
      Gratulacje – wygrałaś czwarte miejsce;) Prosiłabym o dane paczki Ruchu, gdzie możemy wysłać nagrodę, maila i numer telefonu oraz informację w mailu, że możemy wykorzystać Twoje dane do wysyłki nagrody. Maila ślij proszę na: redakcja.popbookownik@gmail.com.
      W przypadku braku odezwu, po 14 dniach roboczych nagroda zostanie przydzielona komuś innemu biorącemu udział w konkursie.

  34. Nie ukrywam, że dla mnie na samym początku ogromną determinantę skłaniającą mnie do zaznajomienia się z serialem „Wataha” stanowił fakt, że akcja owej produkcji dzieje się w BIESZCZADACH. Dante Alighieri napisał kiedyś, że „trzy rzeczy pozostały z Raju: kwiaty, gwiazdy i oczy dziecka. Ja bym jeszcze dodała od siebie, iż za niekwestionowany jego fragment, fragment pełen tajemnicy i szeroko pojmowanego piękna mogłyby uchodzić wspomniane góry…. . Majestatyczne Bieszczady za każdym razem zachwycają mnie swoim unikalnym pięknem, którego nie sposób wyrazić słowami. Bieszczady to miejsce magiczne, z pogranicza jawy i snu…. . Niedotknięte cywilizacyjnym zepsuciem oddziałują na każdą komórkę mego ciała i na każdy pierwiastek mej duszy. Uwielbiam wędrować niekończącymi się dywanami zielonych traw i kontemplować piękno tkwiące w tamtejszych przejawach flory i fauny. Nic tak nie oczyszcza mego wnętrza z nagromadzonego przez tygodnie stresu, pozwalając w konsekwencji doświadczyć swoistego katharsis. Ale przechodząc do meritum już PIERWSZY ODCINEK owego serialu ukazał coś dla mnie arcyistotnego, mianowicie to, iż mamy w nim do czynienia z niezwykle wyrazistymi postaciami. A według mej opinii najbardziej ciekawym, charyzmatycznym bohaterem „Watahy” jest kapitan Straży Granicznej WIKTOR REBROW grany przez Leszka Lichotę. Rebrow to postać, która jest permanentnie zespolona z miejscem, w którym toczy się akcja serialu. Można by zaryzykować także tezę, że to romantyk (w pierwotnym, nieco dekadenckim tego słowa znaczeniu) z poczuciem misji i całym wachlarzem zasad moralnych, pośród których naczelną jest lojalność wobec współpracowników. Nieoczekiwany dla niego splot zdarzeń wymusza na nim określone kroki (ucieczka podczas wizji lokalnej), które jeszcze bardziej uwypuklają jego nonkonformistyczną postawę i hołdowanie kategorii prawdy. Co ważne to typ bohatera, który nie jest krystalicznie doskonały. Rebrow nie jest pozbawiony wad, ale owe przywary czynią go postacią bardziej autentyczną i interesującą. Co dla mnie ważne jego postać odznacza się przejawianiem szacunku dla natury i respektowaniem jej praw. Tak, właśnie tenże bohater i MAJESTATYCZNE BIESZCZADY to powody, dla których uwielbiam serial „Wataha”.

  35. Nareszcie w Polsce pojawiła się iście amerykańska produkcja i to najwyższych lotów. Przemyślany scenariusz, piękna scenografia i oczywiście genialna gra aktorska. Ale najważniejsze, że w każdej minucie tego serialu czyha jakaś akcja powiązana z tajemnicą, a to serialożercy tacy jak ja lubią najbardziej 🙂

  36. Nie, nie takimi autami jeździ straż graniczna.
    Nie, nie mówi się do kolegów cały czas po nazwisku.
    Nie, nie chleje się non stop bimbru.

    Ale tak – bywa nieprzyjemnie, ciężko, niebezpiecznie. Bywa tak, że człowiek nie wie, kto stoi po jego stronie i co na niego czyha. Wataha pokazuje brud, zło, agresję, zezwierzęcenie i… siłę człowieka. W tym całym syfie jaki serwuje życie, pojawia się ktoś, kto ma kręgosłup moralny i odwagę! A to dla mnie piękniejsze nawet niż Bieszczady i niż jego niski, męski głos 😉

  37. Nic nie przebije uroku Bieszczad. Choćby zagrał w tym serialu Hopkins czy de Niro. Dzikie, nie zadeptane jeszcze, tajemnicze. Tam jest miejsce na kilka watah jeszcze. A z ról drugoplanowych to Leszek Lichota. Dla mnie to aktor szok, po występach w takich Na Wspólnej przeskoczyl jakby w inny wymiar. Nigdy nie pomyslLbym, że chce być taki jak On, bezkompromisowy, dziki jak Bieszczady. Skupia uwagę, trzyma ta cała granice w ryzach., Powoli wyrasta na jakiegoś Ministra w rządzie. Rządzi na ekranie

  38. Oglądanie serialu Wataha można porównać do rozbrajania bomby. Mimo że widz jest wyposażony w odpowiednią wiedzę, nie ma pewności, jak skończy się każda akcja, każdy odcinek.
    Akceptuje regulamin.

  39. To bardzo dobrze zrobiony film, który w idealny sposób odtwarza problemy służby granicznej, różne układy i gangi działające. Bardzo dobra jest gra aktorów. Jednak najbardziej wartościowe było dla mnie ukazanie całego piękna i tajemniczości Bieszczad. Piękne góry pokryte lasami i unosząca się nad nimi mgła i te dzikie, piękne tereny, jakby do tej pory nie odkryte. I to mistrzostwo napięcia z jakim ogląda się każdy odcinek serialu jest po prostu kunsztem.

  40. Stąpanie po cienkiej granicy pomiędzy prawem i bezprawiem. Fascynowały mnie przemytnicze powieści Sergiusz Piaseckiego, utożsamiałem się z bohaterem przemycającym towary i korzystającym z życia. Oglądając serial czuję podobny dreszczyk emocji z jednej strony wspieram działania Straży Granicznej doceniam ich trud i zaangażowanie, z drugiej strony czuję sympatię do przemytników żyjących ze szmuglowania towarów przez granicę bo wiem, że przesłanki kierujące ich wyborami nie zawsze są takie oczywiste. Światy te tak przenikają się, że jak wielokrotnie pokazał serial, nie wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto złym…a wszystko w pięknej scenerii naszych Bieszczad:)

  41. ,,Wataha” rozkochuje od pierwszego odcinka. Mroczny klimat, dzika bieszczadzka przyroda, poruszające ludzkie dramaty, intrygujące wątki kryminalne z zaskakującymi rozwiązaniami, silne emocje i znakomita obsada aktorska. Jest to serial z wysokiej półki, którym możemy śmiało pochwalić się za granicą. Nie oglądam polskich produkcji, ponieważ… nie daję rady przebrnąć przez jeden odcinek, a co dopiero sezon. ,,Watahę” polecił mi znajomy i znając jego gust, wiedziałem, że rzeczywiście jest warta uwagi. Warto było dać się w nią wciągnąć. Akceptuję regulamin konkursu.

  42. Obecnie, patrząc na stan większości polskich filmów, jakie wchodzą na ekrany kin, można mieć wiele pretensji i spore obawy o przyszłość polskiej kinematografii. Głupie komedyjki bez najmniejszego sensu i logicznej ciągłości fabuły bombardują nas z ekranów. Filmowe listy podbijają produkcje typu „365 dni”, rzadko trafia się naprawdę dobry polski film.

    Przynajmniej z serialami bywa lepiej, czego przykładek jest właśnie „Wataha”. Nikt się nie spodziewał, że show zyska takaą popularność i okaże się tak dobre. Doborowa obsada, rewelacyjna gra aktorska, spójne i intrygujące wątki, a przede wszystkim zdjęcia – to tylko niektóre smaczki, którymi raczą nas twórcy serialu. To żywy przykład na to, iż potrafimy robić dobre produkcje, przydałoby się więcej takim obrazów jak serial HBO.

    • Hej,
      Gratulacje – wygrałaś drugie miejsce;) Prosiłabym o dane paczki Ruchu, gdzie możemy wysłać nagrodę, maila i numer telefonu oraz informację w mailu, że możemy wykorzystać Twoje dane do wysyłki nagrody. Maila ślij proszę na: redakcja.popbookownik@gmail.com.
      W przypadku braku odezwu, po 14 dniach roboczych nagroda zostanie przydzielona komuś innemu biorącemu udział w konkursie.

  43. „Wataha” to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy polski serial ostatnich lat. Rzadko kiedy zdarza się, ze kolejne sezony są lepsze od poprzedniego, a w tym wypadku dokładnie tak było. Z sezonu na sezon twórcy trzymają bardzo wysoki poziom. Podobało mi się w nim praktycznie wszystko – realizm, podjęta tematyka, bieszczadzkie krajobrazy i dobór aktorów.
    Moim faworytem, oczywiście poza Rebrowem, jest jego kolega Michał Łuczak grany przez znakomitego Jacka Lenartowicza. Ta postać to czarny koń serialu. Jest spoiwem między detektywistycznymi zapędami a normalnością Rebrowa. Łuczak był dla głównego bohatera takim przyczółkiem codzienności. Niby postać trzecioplanowa, a z każdym pojawieniem się wprowadza powiew świeżości i podkręca akcję. Z jednej strony serial zawdzięcza mu dramaturgię i trzymające w napięciu cliffhangery jak choćby znaleziony kolczyk Ewy, a z drugiej z rozbrajająca miną serwuje Wiktorowi rosół albo obrabia upolowaną zwierzynę. Człowiek, któremu poza bimbrem nic do życia nie jest potrzebne. Naturalny, rubaszny, szczery do bólu, prosty człowiek, a barwny jak kalejdoskop.

  44. Serial „Wataha” to nagroda dla Polaków za ostatnie lata beznadziejnych produkcji. W końcu doczekaliśmy się serialu z enigmatyczną fabułą. Bardzo cenię sobie w tym serialu fabułę, która jest wręcz genialna. Tak naprawdę do ostatniego odcinka niewiadomo kto jest sprawcą całego zajścia. Po drugie obsada aktorska to śmietanka. Leszek Lichota bardzo mi zaimponował swoją grą, a nie znałem go od tej strony. Dodatkowo Bartłomiej Topa, siostry Popławskie etc. Co ważne akcja rozgrywa się w najpiękniejszym zakątku Polski czyli w Bieszczadach i rzeczywiście w dwóch pierwszych sezonach widać ich obecność. Serial owiany jest atmosferą tajemnicy i wymaga czasem logicznego myślenia, aby móc powiązać wątki. W obecnych czasach bardzo brakuje takich seriali w polskiej kinematografii. Po trzecie podoba mi się wkomponowanie w serial pracy granicznika. Jedyne co może się nie podobać, to duża liczba przekleństw, ale to miało chyba za zadanie dodać smaczku tej produkcji.
    Akceptuję regulamin konkursu.

  45. Polskość tego serialu <3
    Jestem przeogromnie dumna, że tak mocno polski jest ten serial. NIE UDAJE zagranicznych produkcji i nie jest ich kiepską kopią.
    Oryginalny i wyjątkowy pomysł na scenariusz – w końcu coś, czego dotąd nie było, a więc praca Straży Granicznej osadzona w polskiej rzeczywistości.
    Uwielbiam <3
    Rozpiera mnie duma, kiedy na ekranie widzę cudowne Bieszczady, a nie betonową dżunglę, która pojawia się w zbyt wielu produkcjach.
    Ponadto polskie problemy z imigrantami (HALO! my też je mamy!), realia życia w miejscu innym niż duże miasto, no i podkreślenie atmosfery, która jest niepowtarzalna w tym miejscu.
    Tak więc polskość podbiła moje serce!

  46. osadzenie wewnątrz serialu w biegu fabuły –
    Wartość ta, cecha serialu wywarła na Mnie największe wrażenie.
    wciągające wątki zyskują, gdy ciężko mi jednoznacznie zdefiniować dramaturgię konkretnego zdarzenia
    skondensowane ruchy kamerą i wykonane zdjęcia, które pozwoliły mi cieszyć się krajobrazem
    za tym filmowaniem podąża muzyka, i czy to kadry w muzykę, czy muzyka w sceny
    jest to w siebie nierozerwalnie wkomponowane
    otrzymałem klimatyczny serial którego atmosferą przesiąkłem, a serial zatopił Mnie w fabule

    Akceptuję regulamin konkursu.

  47. Drobiazgowo przemyślana fabuła, świetne aktorstwo, znakomicie dobrane lokacje – wszystko to prawda. Ale moim zdaniem największą wartością tego serialu jest coś innego. Otóż stawia on widzowi wymagania i nie prowadzi za rączkę, co niestety zdarza się bardzo często, nawet w przypadku seriali z gatunku premium. Jeżeli oglądasz pobieżnie, niewłaściwie powiążesz fakty albo umknie ci jakiś z pozoru mało istotny wątek, to po prostu zostajesz w tyle, bo akcja pędzi do przodu.
    Jednym słowem, duże brawa dla HBO za zaufanie do inteligencji widza.

    Akceptuję regulamin.

  48. Dużo zaskakujących zwrotów akcji, przez co cały czas ogląda się z zaciekawieniem i chce się więcej.
    To co przyciąga uwagę realistyczne mieszkania – tu tablica korkowa, tam stary koc, szkolne magnesy na lodówce, kuchenka bez zabudowy, zszywacz na stole koło drukarki za grosze.
    Serial po którym ciagle zastanawiasz się co dalej, masz w głowie postacie, muzyka i klimat nie potrafią wyjść Ci z głowy.

  49. Akceptuję regulamin.
    Nie będę oryginalna mówiąc, że Bieszczady są bardzo wdzięcznym tłem serialu, zwłaszcza miejscami tak mrocznego. Dodatkowo główny bohater, z wiadomych względów niesubordynowany mruk, a jednak nie da się go nie lubić. Plus za najbliższy rzeczywistości obraz pracy prokuratora w polskich serialach, to rzadkość.

  50. Bieszczady zdecydowanie jako klimat trzymającego w napięciu serialu oddają atmosferę przeprowadzanych akcji. Są tajemnicze jak postaci, są piękne jak kobiety A jednocześnie niebezpieczne jak mordercy.

  51. Z reguły nie oglądam tzw.” tasiemców”, ale dla Watahy robię wyjątek. To jedyny serial, który oglądam z przyjemnością, gdyż wciąga i trzyma w napięciu od początku do samego końca i dla mnie to najlepsze odkrycie na polskich ekranach na przestrzeni wielu, wielu lat. Każdy sezon jest lepszy od poprzedniego, co zwykle nie ma racji bytu. W serialu oprócz bohaterów i akcji na poziomie światowym uwagę moją przykuwa niesamowity krajobraz Bieszczad, który uwielbiam i dobrze jest mi znany, z utęsknieniem wracam w te rejony. A o aktorstwie Aleksandry Popławskiej, Bartłomieja Topy czy Leszka lichoty można rozpływać się w samych superlatywach.
    Akceptuję regulamin.

  52. Akceptuję regulamin.
    1. Sam pomysł na serial – wszak praca strażników granicznych jest owiana tajemnicą, niewiele osób wie jak ona wygląda.
    2. Dobór miejsc, w których rozgrywa się akcja – dziewicza przyroda, piękne widoki etc.
    3. Bohaterów serialu da się lubić.
    4. Serial jest poważny, ale nie ponury.
    5. Wataha potrafi utrzymać widza w napięciu.
    6. Świetnie pokazany klimat pogranicza polsko – ukraińskiego.
    7. Fakt, ze można się z łatwością wczuć w losy bohaterów serialu.
    8. Intryga, trzeba przyznać, że zawiązuje się ciekawie ze wszystkimi problemami pogranicza.
    9. Wszystkie sceny serialu wydają się przemyślane i konieczne, nie ma zbędnych scen.
    10. Serial nie jest wulgarny – nie ma tam niepotrzebnych w takim natężeniu scen erotycznych ani zbędnych ordynarnych przekleństw.
    11. Każdy aktor daje coś od siebie swoim postaciom, chcąc nie chcąc oglądając różne wcielenia Lichoty, Bobka, Karolaka itd. widzę w nich ich charakterystyczne gesty, zwroty, maniery.. mimo, że grają czasem skrajnie różnych osobników.
    12. Rewelacyjne dialogi.
    13.W serialu nie ma nudnych wątków, serial jest bardzo interesujący.
    14. Świetnie dobrani aktorzy.
    15. Tajemniczość i nieprzewidywalność serialu.
    16. Udźwiękowienie i ujęcia w serialu.

  53. Michał Gazda wyreżyserował naprawdę udany serial, który broni się naprawdę wieloma aspektami.Najbardziej podoba mi się inteligentne poprowadzenie scenariusza w kwestii tego, jak Wataha potrafi wpłynąć na widza i jak skutecznie wodzi za nos, jeśli mówimy o poszukiwaniu głównego złoczyńcy oraz o naszej ocenie poszczególnych bohaterów. Pod tym względem polski serial w niczym nie odstaje od najlepszych zagranicznych produkcji. Każdy z bohaterów ma coś do ukrycia, wszyscy mają swoje mroczne strony i do samego końca nie sposób ocenić, kto jest pozytywny, a kto negatywny . To również rzecz raczej niespotykana w polskich serialach i za to zdecydowanie należą się twórcom oklaski.A co do Bieszczad w serialu to miejsce piękne, majestatyczne i urokliwe, a z drugiej strony kraina pełna tajemnic, mroku i niebezpieczeństw.Według mnie to najlepszy polski serial jaki oglądałam.

  54. Podoba mi się sam pomysł na serial, praca strażników granicznych jest tajemnicą dla większości osób. Serial według mnie nie jest przerysowany. Cenię sobie to, że odmiennie do innych polskich produkcji nie ma zbędnych przekleństw na kazdym kroku oraz chamskich i niepotrzebnych scen intymnych. Serial trzyma w napięciu i nie ciągnie bez sensu nudnych wątków. Jestem pod wrażeniem polskiej produkcji.
    Akceptuję regulamin.

  55. Mnie przede wszystkim urzeka jego tajemniczość! Miałam kiedyś okres w życiu, gdy oglądałam wiele seriali, ale rzadko zdarzało mi się wybierać polskie produkcje ze względu na ich przewidywalność. „Wataha” zdecydowanie niejednokrotnie potrafiła mnie zaskoczyć i zaciekawić! Zaczęłam serial oglądać kompletnie przez przypadek, gdyż wciągnął się w niego mój mąż, a ja miałam czytać książkę, która poszła w odstawkę, bo serial nie pozwolił na czytanie.
    Świetnie dobrana obsada aktorska i bardzo realna sceneria oraz, co najważniejsze, sama akcja serialu jest jak prawdziwa! Wciągamy się w niego, wczuwamy w losy bohaterów i odnosimy wrażenie jakbyśmy sami brali udział w samym środku jego akcji!

  56. Zacznę może od niepowtarzalnego klimatu samego serialu. Realizacja, dobór miejsc, pomysł na fabułę. Wszystko zostało bardzo dobrze odwzorowane. Całość ogląda się zapartym tchem. Odpowiedni dobór aktorów oraz roli jaką mieli grać na duży plus. Jest to też promocja samego regionu, który gwarantuje piękne widoki i dziewiczą przyrodę 🙂
    Połączenie wielu fajnych wątków + scenariusz + przyrodnicze miejsca + obraz pracy zawodowej pogranicznika to wszystko złożyło się na naprawdę bardzo dobrą produkcję.

  57. Klimat serialu, kapitalne ujęcia i udźwiękowienie sprawiły, że byłem w stanie praktycznie poczuć co czują bohaterowie serialu, zapach wilgotnego lasu, deszcz, błoto, zimno śniegu, nieustanny stres, strach. Mistrzostwem jest napięcie w jakim ogląda się serial, które sprawia, że zżyłem się z bohaterami, a nagłe zwroty akcji w fabule i odkrycia przez wszystkie sezony zawsze sprawiały u mnie uczucie zaskoczenia. A swojskie klimaty Bieszczad i barwni bohaterowie spotęgowały odbiór serialu, który stał się moim ulubionym polskim serialem.

    Akceptuję regulamin

  58. Najbardziej to piękno Bieszczad. Trudno byłoby źle przedstawić taki krajobraz. Serial świetnie wykorzystuje lokalizację i atmosferę w odpowiednich momentach. Jest to oszałamiający obszar, ale mimo wszystko niebezpieczny, z wieloma drapieżnikami wędrującymi po górach.

    Akceptuję regulamin

  59. Powaga, ale unika zwykłego przygnębiającego odcienia szarości. Dobra historia, dobrze opowiedziana, z pierwszorzędnym aktorstwem i interesującymi scenami. Nie ma tu czasu na nudę. Każda ze scen wydaje się konieczna i przemyślana.

    Akceptuję regulamin

  60. Powaga, ale unika zwykłego przygnębiającego odcienia szarości. Dobra historia, dobrze opowiedziana, z pierwszorzędnym aktorstwem i interesującymi scenami. Nie ma tu czasu na nudę. Każda ze scen wydaje się konieczna i przemyślana.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.