Wojna pokoleń. „Dziedzictwo Jowisza” – recenzja serialu

-

Tej recenzji nie można zacząć inaczej niż od napisania, że Dziedzictwo Jowisza to produkcja niesamowicie dziwna. Odkąd pamiętam, platforma Netflix od zawsze pełna była materiałów o superbohaterach. Lepszych i gorszych, jednak tytuł, który tutaj przyszło mi ocenić, jest zdecydowanie w tej drugiej kategorii.
Przyszłość jest teraz, głupcze!

Historia w Dziedzictwie Jowisza opowiada o zmianach zachodzących w grupie superbohaterów. Starzy, zasłużeni i zmęczeni herosi muszą ustąpić miejsca nowym. Z tym zawsze jest problem, bo coś takiego nie obchodzi się bez zgrzytów.

Każde pokolenie ma inny zestaw wartości, charakterów i tego, w co wierzą, a to nie pomaga w zmianach, które kiedyś muszą w końcu nastąpić. Problem pojawia się również z powodu tego, że czasy się zmieniają.

Jeden wielki chaos

Przewodniczącym starych bohaterów jest Utopian, uznający kodeks regulujący działania superbohaterów jako wartość nadrzędną. Jednak zasady te nie zawsze są dobre, zwłaszcza gdy coraz więcej do powiedzenia ma opinia publiczna. W końcu wszystko dzieje się w świecie, gdzie oprócz herosów, są również szarzy ludzie.

Kadr z serialu Dziedzictwo Jowisza, Netflix


Dla mieszkańców nie byłoby problemem pozbyć się złoczyńcy i to jeszcze w publiczny sposób, co nie do końca uznawane przez staruszka – nie zamierza on bowiem porzucić starych przyzwyczajeń. Inaczej było w przypadku pozostałych członków grupy oraz syna samego Utopiana, ponieważ i ten uważa, że nadszedł czas na coś zupełnie innego i lepszego. Oczywiście to nie wszystko, co znajdziemy w tym serialu.

Z rodziną wychodzisz dobrze, ale tylko i wyłącznie na zdjęciach

Obok tego wątku, zostaniemy również wplątani w dość zagmatwane relacje rodzinne głównych bohaterów oraz ich bliskich przyjaciół. Im lepiej poznajemy postaci serialu, tym silniejsze pojawia się wrażenie, że one są o wiele bardziej złożone niż to widać na pierwszy rzut oka. Napisanie, że to rodzina Addamsów, ale z supermocami, byłoby wręcz niedocenieniem bohaterów.

Wspomniałem wcześniej, że widać tutaj różnicę pokoleniową i momentami jest ona dość wyraźna, co prawdopodobnie sprawi, iż wielu widzów w pierwszej chwili odniesie wrażenie, jakby oglądali coś zupełnie innego niż serial o herosach niczym z kart komiksów.

Najbardziej ze wszystkich postaci zapadła mi w pamięć Chloe, ponieważ jej aspiracje nie odbiegały specjalnie od dzisiejszych realiów, gdzie bycie celebrytą na portalach społecznościowych jest uznawane za jedyną właściwą drogę w życiu.

Kadr z serialu Dziedzictwo Jowisza, Netflix

Nie możemy zapomnieć o Walcie, czyli bracie Utopiana. Ma on dość specyficzne poglądy, ponieważ uważa, że superbohaterowie i im podobni, powinni rządzić światem, ale to nie przeszkadza mu także w tym, by dostrzegać fakt, że nie każdy z członków ich rodziny stara się iść ku nowym sposobom działania, co może przyczynić się do zguby całej poznanej przez nas ekipy.

Ku mojemu zaskoczeniu, wśród młodych bohaterów znaleźli się też tradycjonaliści, chociaż w pierwszej chwili myślałem, że to tylko chwilowe. Im dalej rozwijała się akcja, tym bardziej byłem przekonany, iż całe pogmatwanie jest o wiele bardziej złożone niż wydawało się na pierwszy rzut oka.

Niestety, ale w Dziedzictwie Jowisza nie ma żadnego herosa, z którym odbiorca tej pozycji mógłby się utożsamić lub jakiś sposób odnieść się do danej postaci lub sytuacji, w jakiej aktualnie przyszło się jej znaleźć. Wszystko wydaje się niesamowicie papierowe i robione na kolanie, jakby twórcy oddawali serial jako swoją pracę domową, a to, jaką ocenę za nią otrzymają, było sprawą trzeciorzędną.

Nie ma tutaj niczego nowego

Dziedzictwo Jowisza to tak naprawdę schematyczna opowieść, a takie z czasem, niestety, stają się nudne i tutaj także ma miejsce. Nie z winy aktorów czy też fabuły, po prostu ciągle gdzieś jest obecne wrażenie, że można było zrobić wszystko lepiej i inaczej. Widać, że twórcy posiadali wizję, ale zagubiła się ona między niezrealizowanymi pomysłami, a chaosem, który przez to spowodowali.

Kadr z serialu Dziedzictwo Jowisza, Netflix

Jeśli mam być szczery, to tę produkcję można obejrzeć tylko i wyłącznie z jednego powodu. Otóż osadzona zostaje ona w czasach recesji w USA, a to, jak wiemy z historii, zawsze był okres niepewności i strachu. Ten wątek bardzo rozjaśnia motywacje bohaterów, lecz nie jest on na tyle rozbudowany, by uratować cały serial.

Dziedzictwo Jowisza to przykład tego, że w repertuarze platformy Netflix natrafić można na wiele ciekawostek, czasem bardzo różniących się od siebie jakością. Jednak jest to również dowód na to, że gdzieś, wśród zarządzających, występuje chaos i realizują oni wszystko, byleby znalazł się ktoś, kto to obejrzy.

W serialu nie ma niczego (poza wątkiem recesji i tego, jak kształtuje ona starszych bohaterów), co by przyciągnęło widza. Pisząc z własnego doświadczenia, chciałem wyłączyć tę produkcję po pierwszym odcinku, lecz nie mogłem, ponieważ nie powstałaby niniejsza recenzja.

Mam niesamowicie mieszane odczucia

Jest mi naprawdę ciężko polecić Dziedzictwo Jowisza, ponieważ w serialu brakuje powiewu świeżości – czegoś, co nie byłoby nam już znane z innych produkcji. Wszędzie widać nudną, wręcz bijącą po oczach schematyczność, zmieszaną z wrażeniem, iż pomysł na serial nie został przemyślany od początku do końca.

podsumowanie

Ocena
4

Komentarz

Jeśli szukacie produkcji, która ma za zadanie lecieć gdzieś w tle, kiedy wy zajmujecie się czymś monotonnym i nienależącym do waszych ulubionych zajęć, to jest to idealny zapychacz takiego czasu.
Karol Riebandt
Gość, do którego dzwoni Rick, gdy Morty ma wolne. Maruda i gracz, ale nie pogardzi też dobrym komiksem i książką.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu