No i stało się, trzeci sezon polskiej superprodukcji pod tytułem Wataha zakończył się i to w iście spektakularny sposób. HBO w 2019 roku bardzo mocno promowało serial, ewidentnie zależało im na tym, żeby jak najwięcej osób zapoznało się z przygodami strażników granicznych. Bilbordy, plakaty, reklamy w serwisach społecznościowych sprawiły, że bieszczadzkie wilki były dosłownie wszędzie. Co cieszy, ponieważ tak ciekawej, poruszającej i pełnej zwrotów akcji historii nie widziałem już naprawę dawno.

Zagubieni bohaterowie

Już na samym początku serialu nietrudno zauważyć, jak ogromne piętno na dwójce głównych bohaterów odcisnęły wydarzenia z drugiego sezonu. Iga Dobosz wydaje się być ogromnie zagubiona, można też odnieść wrażenie, że w pewnych momentach brakuje jej wyczucia i bezwzględności z poprzednich odsłon. Za to Wiktor Rebrow z dociekliwego i dość ostrożnego zamienił się w impulsywnego i dążącego do celu po trupach. Na czym zyskali starzy i nowi bohaterowie, w końcu wszystkie postaci otrzymały swoje pięć minut, miały okazję zabłysnąć na ekranie i uświadomić widzom, że straż graniczna działa jak dobrze naoliwiona maszyna, w której każdy element jest bardzo istotny.

Kadr z serialu „Wataha”
Głowy całej operacji

Przemyt obywateli Ukrainy na tereny Polski to jeden z głównych wątków fabularnych w Watasze, który napędza wiele postaci do działania przez wszystkie trzy sezony. Mimo że wielu wpływowych i bogatych ludzi starało się pokrzyżować plany głównym bohaterom, to tym zawsze jakoś udawało się ujść z życiem i powrócić do codziennej egzystencji. Tym razem jednak było trochę inaczej, ponieważ historia, którą poznawaliśmy od dwóch sezonów, w końcu dobiegła końca, Rebrow wraz z Dobosz finalnie zmierzyli się z tymi, którzy przez wszystkie odcinki jedynie ukrywali się w cieniu i obserwowali ich każdy ruch.

Realizacja na światowym poziomie

HBO to już trochę taki synonim serialowej jakości. Każda kolejna produkcja okazuje się lepsza i bardziej dopracowana od poprzedniej. Nie inaczej jest z trzecim sezonem Watahy – tam po prostu wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Doskonale zrealizowane zdjęcia, świetny montaż oraz budująca napięcie muzyka – to pięknie ze sobą współgra i sprawia, że naprawę nie sposób oderwać oczu od ekranu.

Każdy popełnia błędy

Kilka miesięcy temu, kiedy napisałem przedpremierową recenzję dwóch pierwszych odcinków serialu Wataha, delikatnie skrytykowałem to, że wiele razy powtarzano w nich ten sam wątek. Teraz już wiem, iż był to celowy zabieg twórców, który w dalszej części historii zaowocował i okazał się bardzo ciekawym plot twistem.

Kadr z serialu „Wataha”
Koniec z pytaniami bez odpowiedzi

Trzeci sezon Watahy jest świetnym przykładem tego, jak powinno się tworzyć trzymający w napięciu, wielowątkowy i spójny fabularnie serial. Jeżeli po obejrzeniu pierwszych dwóch sezonów mieliście wrażenie, że scenarzyści zapomnieli o pewnych wątkach, to spokojnie, nie zrobili tego – w ostatnim rozdziale tej historii wszystko zostało pięknie spięte w całość i wyjaśnione. Tak naprawdę w tym momencie można byłoby stwierdzić, iż Wataha to jedna wielka superprodukcja, składająca się z osiemnastu odcinków, które razem tworzą zapierającą dech w piersiach historię.

To jest już koniec, nie ma już nic

Czy ostatni sezon Watahy to produkcja idealna? Nie, choć ciężko jest się w nim doszukać jakichś minusów. Można rozpocząć jakąś dyskusję na temat tego, czy decyzje podejmowane przez poszczególnych bohaterów były słuszne albo czemu akurat tak, a nie inaczej zakończył się rozdział tej historii. Ja nie chcę się nad tym zbytnio rozwodzić, ponieważ w mojej ocenie wydarzenia i zachowanie poszczególnych postaci łączyły się ze sobą w zrozumiały i ciekawy sposób. Jednak to już jest koniec, nie ma już nic, historia Rebrowa i spółki dobiegła końca… Przynajmniej na razie, bo nadal nie wiemy, czy HBO planuje rozpocząć zdjęcia do kolejnych odcinków serialu. Podsumowując, Wataha dostaje ode mnie ocenę wybitną, czyli 9/10!

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię