Totalny upadek. „The Walking Dead” – recenzja 8. sezonu

Zombie, zombie, zombie… „Gdzie się podziały zombie?” – chciałoby się zapytać. I jeszcze wiele innych kwestii przychodzi na myśl po obejrzeniu tego sezonu, ale jedna, która niewątpliwie gnębi fanów The Walking Dead brzmi: „Czy to się dzieje naprawdę?”. Odnoszę wrażenie, że po upadku Gubernatora serial mocno stracił na wartości, a każdy kolejny odcinek zdaje się ciągnąć w nieskończoność. Wątek Negana, który pojawił się pod koniec szóstej odsłony, miał przywrócić serii jej dawny blask. I może kilka epizodów faktycznie przypominało TWD z czasów pierwszych sezonów, ale reszta okazała się przysłowiowym gwoździem do trumny. Co zresztą przełożyło się na wyniki oglądalności. Nawet finał siódmego sezonu nie był w stanie przyciągnąć widzów – nietrudno się jednak temu dziwić. Cóż, należę do wytrwałych osób i jako wieloletnia fanka serialu postanowiłam cierpieć katusze z nadzieją, że jeszcze kiedyś powrócą stare, dobre żywe trupy.
At the time of the war… There was nothing!

Jak mogliśmy się spodziewać po finale siódmego sezonu, Rick stanął na czele grupy składającej się z mieszkańców Aleksandrii, Wzgórza oraz Królestwa i wyruszył na wojnę ze Zbawcami. Oczywiście ciągnie się ona przez wszystkie odcinki. I przyznam szczerze, że powierzchownie śledziłam ten sezon. Bo idiotyzmów, absurdów, braku logiki, bezsensownych i źle napisanych wątków było całe mnóstwo. A same dialogi (a nawet wygłaszane monologi) trwały około dziesięciu minut i absolutnie nic ciekawego się wtedy nie działo. Dialogi były zapychaczami nic nie wnoszącymi do serialu. Wracając jednak do samych Zbawców, to temat na osobną książkę wad The Walking Dead. Do dzisiaj nie wiem, jak udało im się przeżyć, skoro w ich szeregach jest tylu nieudaczników, nieposiadających pojęcia o podstawach przetrwania i walki. W tym sezonie ginęli oni hurtowo, no ale nietrudno się dziwić, skoro wpadali w najprostsze pułapki. Zaskakuje również to, że ilość Zbawców nie malała. Wciąż wyłaniali się nowi, gotowi poświęcić swoje życie w imię Negana. Ach! I nasz nieśmiertelny przywódca. Naprawdę śmiać mi się chciało z głupoty Ricka i pozostałych. Ten bohater powinien zginąć minimum dziesięć razy, ale cóż… W tym serialu nikt specjalnie nie przejmuje się celowaniem czy wzięciem ze sobą większej ilości naboi (lepiej powystrzelać wszystko i wyrzucić broń). A skoro już jesteśmy przy tym temacie, ni stąd, ni zowąd okazało się, że obie grupy posiadają pełno karabinów i amunicji (a brak tychże był jednym z istotnych wątków poruszanych we wcześniejszym sezonie).

Kadr z ósmego sezonu „The Walking Dead”
R.I.P.

Poziom żenady dosięgnął również bohaterów produkcji. Twórcy na siłę chcą upchnąć w serialu jakieś emocje, ale wychodzi im to bardzo łopatologicznie. Relacje między poszczególnymi postaciami (a najbardziej widać to w przypadku Ricka i Michonne) są strasznie mdłe. I najwyraźniej ktoś uznał, że widzowie nie będą w stanie spamiętać tego, co było dwa sezony temu, bo niektórzy bohaterowie zamieniają się nagle w prawdziwych bojowników. Doskonałym przykładem jest tutaj Morgan, który początkowo uważa, że każde życie jest na wagę złota, a za parę odcinków staje się nagle Terminatorem, bez mrugnięcia okiem zabijającym kolejnych Zbawców.

Dalej. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikają i pojawiają się poszczególni bohaterowie: był Jezus, nie ma Jezusa i nagle zjawia się w finałowym epizodzie. To samo Ezekiel, król błąkający się gdzieś w tle, miast prowadzić swoich ludzi do walki. Tak naprawdę podobnie rzecz się ma z Darylem, Rositą, Maggie i tuzinem innym osób. Przyznam szczerze, że tylko Eugene był w stanie mnie zaszokować w tym sezonie. Jego rola zdrajcy została odegrana perfekcyjnie i do samego końca myślałam, że kawał z niego drania. A tutaj nagle taki zwrot! Ale dobrze, zostawmy drugoplanowe postacie i skupmy się na wątku Ricka i Negana. Andrew Lincoln oraz Jeffrey Dean Morgan są naprawdę dobrymi aktorami, ale tylko ten drugi był w stanie sprzedać mi wszystkie idiotyzmy granej przez siebie postaci. Wydaje mi się, że po Gubernatorze jest to drugi najbardziej wyrazisty antagonista w tym serialu. Natomiast podejmowane przez Ricka decyzje i zbieranie się po ich konsekwencjach już dawno sięgnęło dna. I oczywiście, jak co sezon, muszą zginąć jacyś ważni i lubiani przez widzów bohaterowie. Tutaj też trafiło się kilka zgonów, ale nie było mi jakoś ciężko się z nimi rozstać. Już nawet o nich zapomniałam.

Zombie? Gdzie zombie?!

Właśnie! The Walking Dead zaczęłam oglądać ze względu na żywe trupy, ale z każdym kolejnym sezonem jest ich coraz mniej. A w ósmym można szukać ich powoli z lupą… Twórcy wyraźnie skupili się na wojnie pomiędzy dwoma grupami, relacjach między bohaterami i zupełnie zapomnieli już, co jest głównym motywem przewodnim tego serialu: APOKALIPSA ZOMBIE! Finałowy odcinek dał nam pewną nadzieję, że powrócimy do tego tematu – zbliża się horda nieumarłych, z którą zapewne bohaterowie będą musieli się rozprawić. Mam jednak nadzieję, że wątek ten nie zostanie zakończony w jednym odcinku (jak to się zdarzało wcześniej).

Kadr z ósmego sezonu „The Walking Dead”
Będzie kolejny sezon The Walking Dead!

Serio? Ten serial nie ma już nic do zaoferowania, ale widocznie stacja chce wycisnąć z niego, ile się da. Najgorsze jest jednak to, że ten sezon spokojnie mógłby zostać opowiedziany w jakiś pięciu odcinkach. A liczy ich sobie szesnaście. Nic więc dziwnego, że z każdą kolejną odsłoną TWD zalicza ogromny spadek oglądalności. Dopiero dwa przedostatnie epizody wciągnęły mnie na tyle, że miałam nadzieję, iż serial wraca na właściwe tory. Ale finał ostatecznie go pogrążył. Na pewno będę oglądać kolejny sezon (skoro już powstanie), jednak zapewne tylko wyrywkowo. Nie warto już nawet śledzić go dla ulubionej postaci, która jakimś cudem jeszcze dycha.

Agnieszka Michalska

Agnieszka Michalska

Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Komentarze

  • 24 kwietnia 2018 o 16:39

    Pierwszy sezon rewelacj. Dwa kolejne spoko. Dalej to już kaszana. Kiedyś z niecierpliwością czekałam na premierę każdego odcinka, a teraz??? Wciąż nie skończyłam 7 i nie czuję potrzeby tego zrobienia. Są ciekawsze seriale do obejrzenia.

    Odpowiedz
  • Adrianna Rakowska
    24 kwietnia 2018 o 14:19

    Mnie zachwycił pierwszy sezon. Drugi był mędzeniem o niczym. Trzeci znowu złapał poziom, a potem to już tendencja spadkowa… Nie dotarłam nawet do Negana. Wszystkie ciekawe pomysły wykorzystali już na początku, a teraz tylko zbierają pieniądze. Podziwiam, że ktoś jeszcze to ogląda 😀

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.