Kto z nas nie kojarzy takich nazwisk jak Tolkien, Martin czy Gaiman? Dla wielu pojawią się one pewnie naturalnie przy haśle „fantasy”. Jednak na tych autorach świat się nie kończy! W tej topce przedstawię wam kilka serii, które moim zdaniem są warte przeczytania. Mam nadzieję, że wielu z was znajdzie tu nową pozycję do dodania na swoją listą książek do poznania i odważy się otworzyć również na innych pisarzy.
Trylogia Nocnego Anioła (Brent Weeks)
Źródło grafiki

Główną postacią cyklu jest Merkuriusz — chłopak, który wychował się w slumsach. Pragnie wkroczyć na ścieżkę zabójców, jednak nie byle jakich! Chce kształcić się u najlepszego, u Durzo Blinta. Pod czujnym okiem nauczyciela porzuca swoją tożsamość, by stać się Kylarem Sternem. Musi nauczyć się skomplikowanej polityki, oswoić z dziwną magią, ale przede wszystkim przerodzić się w zabójcę doskonałego — w cień, w Anioła Nocy.

Brent Weeks ma niesamowitą umiejętność tworzenia świetnych bohaterów. Chociaż minęło już trochę czasu odkąd czytałam tę trylogię, Kylar Stern pojawia się w mojej głowie praktycznie natychmiast, gdy ktoś pyta mnie o ulubione postaci książkowe. Do tego wszystkiego ciekawa magia, która stanowiła zapewne początek dla tej opartej na kolorach, rozwijanej obecnie przez autora w nowym cyklu. Sieć spisków, cięte języki bohaterów i mnóstwo akcji sprawiają, że od Trylogii Nocnego Anioła wręcz nie można się oderwać. Jeśli zdecydujecie się poznać ten właśnie cykl, koniecznie zarezerwujcie sobie kilka wolnych popołudni i wieczorów. Gwarantuję, że będziecie chcieli spędzić je właśnie z Kylarem!

Zachęcam też do zapoznania się z najnowszą serią Weeksa – sagą Powiernika Światła.

Trylogia Magów Prochowych (Brian McClellan)
Źródło grafiki

Niesamowity debiut autora, w którym wprowadza on czytelnika do świata składającego się z dziewięciu krain. Każda posiada własnego boga-patrona, jednak dziwnym trafem od bardzo dawna nikt tych istot nie widział. McClellan nie bawi się w subtelne wstępy – od razu wrzuca odbiorcę w środek krwawej rewolucji. Stworzone przez niego uniwersum obfituje w ciekawe postaci oraz różnorodne rodzaje magii. Znajdziemy tam tytułowych magów prochowych, których tak naprawdę można nazwać elitarną jednostką żołnierzy. Posiadają umiejętność manipulowania prochem, są szybsi i silniejsi niż zwykli śmiertelnicy. Do tego stanowią niewielką grupę, potrafiącą przeciwstawić się mocy królewskiej kamaryli, korzystającej z siły żywiołów i sięgającej do tzw. Nieświata. Poza tymi  głównymi obozami istnieją jeszcze tajemnicze Kościane Oczy oraz Zdolni, posiadający pomniejsze umiejętności, takie jak chociażby brak potrzeby snu.

To kolejna seria, od której nie sposób się oderwać. Liczne, świetnie opisane sceny batalistyczne, magia, bohaterowie z krwi i kości – to wszystko znajdziecie u McClellana. Na szczęście autor postanowił powrócić do uniwersum magów prochowych i pracuje nad nowym cyklem, a jego drugi tom pojawił się właśnie w księgarniach.

Z mgły zrodzony (Brandon Sanderson)
Źródło grafiki

Tego autora z pewnością nie trzeba przedstawiać. Wielu z was kojarzy zapewne opasłe tomiszcza w twardej oprawie, które swego czasu można było znaleźć praktycznie w każdej księgarni. Nie jest to pierwsza seria napisana przez Sandersona, jednak ta najbardziej zapadła mi w pamięć. Czytelnik śledzi losy młodej Vin należącej do pospólstwa, określanego w powieści jako skaa. Początkowo dziewczyna działa z szajką złodziei, jednak szybko okazuje się, że nie jest wcale taka zwyczajna, jak mogło jej się wydawać. Gdy odnajduje ją Kelsier, legendarny Ocalały z Hathsin, wyjaśnia Vin, że ta jest w rzeczywistości Zrodzoną z Mgły i potrafi czerpać siłę ze spalania metali.

Początkowo nie mogłam przekonać się do systemu magicznego i tego całego spalania metali. Wydawało mi się to dziwne i nienaturalne (jakby inne moce były czymś, co widzimy na co dzień 😉), jednak sposób pisania Sandersona, jego dogłębne wyjaśnienie tematu i kreacja bohaterów sprawiły, że ten cykl ostatecznie trafił na tę listę oraz zajmuje dumne miejsce w mojej domowej biblioteczce. Co może nawet ważniejsze, autor przywrócił moją wiarę w protagonistki, których bardzo usilnie unikałam ze względu na przewidywalność i sztampowość postaci, z jakimi spotykałam się do tej pory.

Cykl demoniczny (Peter V. Brett)
Źródło grafiki

Jedna z największych zalet tej serii? Niesamowicie prezentuje się na półce! Nie po to oczywiście sięgnęłam do tych książek, jednak zrozumiecie co mam na myśli, gdy zobaczycie wszystkie tomy ustawione obok siebie. Naprawdę robi to wrażenie.

>> Polecamy: Dziedzictwo posłańca – recenzja książki <<

Peter V. Brett przedstawia czytelnikowi świat bezpieczny jedynie za dnia. W nocy na powierzchnię ziemi wychodzą paskudne demony, pożerające każdą żywą istotę, jaką napotkają na swej drodze. Jedyny sposób obrony przed otchłańcami to runy, wyznaczające granice wiosek i miast. Tak było przez długie lata, aż w końcu pojawił się nasz protagonista – Arlen Bales. Po byciu świadkiem tchórzostwa własnego ojca i traumatycznych przeżyciach postanowił zostać Posłańcem, czyli osobą poruszającą się między odległymi od siebie miejscowościami i przekazującą informacje. Jak można się domyślić, w sercu protagonisty tkwi ogromne pragnienie rozpoczęcia aktywnej walki z otchłańcami. W tym celu chłopak wymyśla innowacyjną lecz niebezpieczną metodę i rusza na swoją krucjatę. Co takiego zrodziło się w głowie Arlena? Przekonajcie się sami, sięgając po pierwszy tom cyklu zatytułowany Malowany człowiek.

Trylogia Rozbite Imperium (Mark Lawrence)
Źródło grafiki

Po tę serię sięgnęłam zupełnym przypadkiem. Kupiłam ją kiedyś z okazji sporej przeceny, odstawiłam na półkę i tak przeczekała sobie dobrych kilka lat, zanim zabrałam się za czytanie. I oczywiście okropnie plułam sobie wtedy w brodę, że tak długo odwlekałam lekturę. 

Mark Lawrence daje czytelnikowi antybohatera. Od pierwszych stron wiadomo, że młody Jorg Ancrath nie jest miłym chłopcem, zdolnym do poświęceń dla dobra ogółu. Stoi na czele bandy rzezimieszków, nie cofa się przed zabijaniem. Ba! Robi to nawet ze sporą chęcią. To, że jest królewskim synem, dodaje jedynie smaczku, gdyż dobrze wychowanego księcia tutaj nie znajdziecie. Napędzany żądzą zemsty, wycina sobie drogę wśród ludzi i trupów, nie obawiając się ani żywych, ani umarłych.

Jak możecie się domyślać, ta trylogia jest bardzo mroczna. Mamy protagonistę bez szans na przejście niezwykłej przemiany, obficie lejącą się krew i brak poszanowania dla ludzkiego życia. Ale za to właśnie ten cykl pokochałam. Lawrence nie daje czytelnikowi żadnych złudzeń, nie ma tu głównego bohatera podążającego utartą ścieżką od zera do herosa. Od początku dostajemy postać, której daleko do przeciętności, mającą w pewnych momentach drażnić odbiorcę. Jeśli połączyć to ze świetnie przemyślaną kreacją świata, trylogia Rozbite Imperium stanowi punkt obowiązkowy dla każdego, kto lubi trochę mroczniejszą odsłonę fantasy.

 

To oczywiście jedynie część serii wartych uwagi. Na regałach księgarń i bibliotek można znaleźć mnóstwo cykli, czekających jedynie na to, by je przeczytać. Warto wyjść poza najpopularniejsze wybory i spróbować czegoś nowego. Kto wie, może właśnie sięgnęliście po nowego ulubionego autora?

2 komentarzy

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię