To może… jakieś morderstwo? „Jenny LeClue – Detectivu” – recenzja gry

-

Jest pisarz i jest dziewczyna. Ona rozwiązuje zagadki kryminalne, on je tworzy. Jak to możliwe? Otóż wkraczamy właśnie do świata o szkatułkowej konstrukcji, gdzie istnieje opowieść w opowieści. I gdzie dzieją się naprawdę niesamowite rzeczy!
Przygody nastoletniej detektyw

Jenny LeClue wprost umiera z nudów w swojej nieciekawej okolicy. Jedyną rozrywką jest dla niej trenowanie umiejętności detektywistycznych. Ale jak to zrobić, kiedy w miasteczku nic się nie dzieje? Pozostaje tylko główkować i wypatrywać okazji. Szukanie zaginionych tekstów studentów albo odgadywanie, co na śniadanie zjadł dziekan nie jest może zadaniem na miarę Sherlocka Holmesa czy Herkulesa Poirot, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? Chociażby dlatego, że los szykuje dla naszej bohaterki naprawdę solidną zagadkę.

W miasteczku Arthurton dochodzi bowiem do morderstwa. I mimo że jest jeszcze nastolatką, panna LeClue jak najszybciej musi dojść do prawdy. Inaczej straci kogoś naprawdę ważnego…

Screen z gry

Młodość, zagadka, dziewczyna

Fabuła Jenny LeClue – Detectivu to wciągająca opowiastka kryminalna, która przyciąga uwagę swoją nietypową formą. Gracz ma wpływ na decyzje, jakie podejmuje nasza nastoletnia detektyw, eksploruje z nią świat i rozwiązuje zagadki, ale narratorem tej historii jest pisarz Arthur K. Finklestein tak bardzo przeżywający, co dzieje się z bohaterką jego książki, że… dokonywane przez nas wybory oddziałują także na niego.


Pokręcone, prawda? Doskonale obrazuje to zależność między twórcą a jego dziełem i stanowi niezbity dowód na to, że bohaterowie powieści nierzadko wymykają się pisarzom spod kontroli i zaczynają żyć swoim życiem – na co w realnym świecie zwraca uwagę wielu mistrzów pióra.

Screen z gry

W tym przypadku dodatkowo można mówić o słynnym „efekcie motyla”, bowiem – co z czasem pokazuje rozgrywka – nasze decyzje nie pozostają bez konsekwencji. To, jak rozwinie i rozwiąże się historia Jenny LeClue, w dużej mierze zależy od sposobu, w jaki ją poprowadzimy.

Czy jesteście gotowi na taką odpowiedzialność?

Screen z gry

W świecie kolorów

Jenny LeClue – Detectivu zachwyciła mnie przede wszystkim od strony graficznej. Ostatnio mam szczęście do pięknych rysunkowych produkcji, które nie tylko przyciągają atrakcyjnym wyglądem, ale też interesującą fabułą i prostą mechaniką, jaką w grach lubię najbardziej. Na podobne zalety zwracałam uwagę przy Knights and Bikes oraz Little Misfortune, choć porównanie do tego drugiego tytułu uświadomiło mi największą wadę Jenny LeClue – bo o ile „mała dama” miała do swych wypowiedzi dołączoną wersję audio, o tyle nastoletnia detektyw tylko porusza ustami, a nam pozostaje przeczytać  jej kwestie wyświetlane u dołu ekranu i irytować się mechanicznym dźwiękiem, jaki towarzyszy nam przy wszystkich dialogach. Efekt ten jest wybitnie nienaturalny i odbiera dużo radości z rozgrywki.

Screen z gry

Tym, co sprawia, że i tak będę mówić dobrze o przygodach Jenny LeClue, pozostaje specyficzna atmosfera gry, dodatkowo podkręcana przez bardzo dobrą muzykę. Momentami miałam wrażenie, iż patrzę na jeden z hitów Polsatu, które jako dzieci oglądaliśmy w niedzielę rano – czyli wszystkie te młodzieżowe przygodówki, sprawiające, że chciało się wyjść z domu, powspinać po drzewach, zagrać z ziomkami z osiedla w podchody i szukać kłopotów gdzieś w okolicy.

Ta gra po prostu przywołuje nostalgiczne wspomnienia i budzi w człowieku pragnienie przygody. Rozwiązujemy mnóstwo łamigłówek, co dostarcza niesamowitej frajdy. Dzieje się tak dlatego, że nie są one czymś wydumanym – gdybyśmy znów chodzili do podstawówki, też moglibyśmy węszyć wokół osiedla i szukać okazji do wyłapywania kolejnych ultraciekawych zagadek.

Screen z gry

Trochę żałuję natomiast, że nasza bohaterka jest nieco ograniczona przez sterowanie. Właściwie może jedynie pójść lub pobiec w lewo i prawo, zejść po drabinie, zajrzeć tu i tam, przeszukać lupą śmietnik albo dziurę w drzewie, ale poruszanie nie wymaga od gracza zręczności ani taktycznego myślenia. Po prostu mechanicznie przemieszczamy się z miejsca na miejsce przy użyciu klawiszy WASD, a naszym głównym zadaniem jest szukanie kolejnych zakamarków do zbadania. Niby nic, a jednak chciałoby się czasem trochę bardziej poekscytować samym ruchem, zamiast po prostu wciskać „D” czy „A” i czekać, aż pojawi się jakakolwiek okazja do działania.

Komu polecam?

Jenny LeClue – Detectivu to prosta gra o ciekawej fabule, która spodoba się zarówno nastolatkom, jak i dorosłym graczom. Całość da się przejść w około trzynaście/czternaście godzin, więc nie czeka nas specjalnie długa rozgrywka, ale dzięki specyficznej formule można do niej wrócić raz jeszcze i obserwować, co się stanie, jeśli podejmiemy inne decyzje.

Myślę, że propozycja studia Mografi przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom przygodówek oraz osobom lubującym się w motywach pisarskich i kryminalistycznych (oczywiście w łagodnym wydaniu). Nie jest to gra, o której będę pamiętać za rok czy dwa, ale miło spędziłam przy niej czas i chętnie polecę ją dalej.

  • Ładna szata audiowizualna, 
  • Możliwość decydowania o przebiegu rozgrywki,
  • Świetna główna bohaterka,
  • Klimat przywołujący nostalgiczne wspomnienia.

 

  • Brak dialogów w wersji audio,
  • Mocno ograniczone sterowanie.

 

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Ciekawa przygodówka detektywistyczna, która zwraca uwagę piękną warstwą graficzną i ciekawą fabułą. Raczej nie zadowoli wybrednych i wymagających graczy, ale za to wielu innym dostarczy kilkunastu godzin fajnej rozrywki.
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu