Tetris w kieszonkowej wersji wchodzi na salony. „Bits” – recenzja gry

-

Tetris, ten tytuł jest znany na całym świecie od dziesięcioleci i chyba nie ma osoby, która by o nim nie słyszała. Na początku prosty, ale przy kolejnych etapach oraz zwiększeniu prędkości (w wersji elektronicznej) sprawia nie lada problem. Ma wielu fanów, którzy nie mogą marudzić, ponieważ co jakiś czas pojawia się nowa odsłona. Teraz wyszła wersja podróżna, planszowa – dostępna dla każdego.

On jest temu winien

Reiner Knizia to swoisty król planszówkowego świata. Projektant oraz twórca ma na swoim koncie ponad dwieście tytułów, a w większości są to eurogry. Z zawodu matematyk, który od 1993 roku zajmuje się wyłączenie tworzeniem gier. Na rynku polskim pojawiło się ponad dwadzieścia tytułów spod jego ręki.

Pierwowzorem recenzowanego tytułu jest Fits, czyli pełnowymiarowa wersja – zdobywca dziesięciu nagród oraz nominacji. Nazywana przeze mnie wersją domową, kiedy porównamy ją z gagatkiem Bits, wydaniem podróżnym. Wszędzie założenia są te same: ułóż na swojej rampie lub planszy żetony, tak, aby wszystko do siebie dopasować. W pomniejszonym wydaniu jest trochę mniej elementów i jakby takich niewielkich.

>> Polecamy: Stare, ale jare. „Fits: Travel” — recenzja gry planszowej <<
A co my tu mamy?

W pudełku o niedużych rozmiarach znajdują się kafelki: pięćdziesiąt sześć normalnych, czyli czternaście na gracza, sześć startowych. Po cztery plansze oraz rampy, dziewięć kart zadań i czternaście, także ważnych, kart budowy. Cel rozgrywki jest prosty: przez trzy rundy każdy z graczy umieszcza konkretne elementy na swoich prostokątach tak, aby uzyskać jak największą liczbę punktów.

Jednak żeby rozgrywka miała sens, trzeba się do niej dobrze przygotować. Każdy gracz bierze jedną rampę, w nią wsuwa papierową planszę. Do tego dobiera czternaście kafelków, a wszystkie mają ten sam symbol na rewersie i muszą być odkryte. Kostki startowe układa się zakryte na środku, tak samo jak karty budowy. Zadania rozdziela się na trzy stosy, zgodnie z numeracją na tyle. Tytuł przeznaczony jest dla czterech graczy, więc gdy uczestników jest mniej, zbędne rzeczy wkłada się do pudełka.


Let’s play!

Jak pisałam wcześniej, jedna rozgrywka składa się z trzech rund i zaczyna się od odsłonięcia karty zadania o numerze jeden. Widać na niej, że trzeba stworzyć jak najwięcej kolorowych obszarów, które i powinny mieć cztery pola tej samej barwy. Teraz można zobaczyć również możliwe kształty. Kolejno umieszcza się kafelek startowy, a uczestnicy wybierają po jednym, zasłoniętym, i układają go na planszy.

Przychodzi czas na rozpoczynającą turę. Odkrywa się pierwszy arkusz budowy, a każdy z graczy bierze jedną płytkę i umieszcza na swojej planszy zgodnie z zasadami: czyli nie można dokładać, jeśli powyżej jest jakaś przeszkoda. Kiedy wszyscy przejdą swoją kolejkę, powtarza się czynności. Runda kończy się, gdy nikt nie może już dołożyć u siebie kafelka. Wówczas zlicza się punkty oraz zmierza do kolejnej tury, a wcześniej użyte przedmioty tasuje i odkłada, z wyjątkiem karty zadania, którą bierze się z góry stosu numer dwa. Przy trzecim podejściu działa się analogicznie.

And the winner is…

Przyszedł czas na zliczanie punktów – najwięcej otrzymuje się za odtworzenie kolorowego obszaru, który ma się przydzielony. Jeśli jest on za duży, nie zalicza się. Pola po skosie nie są w tej samej grupie, a puste przestrzenie nic nie dają. Pod koniec trzech rund zlicza się zdobycze z każdej kolejki, ale tylko w ostatniej można uzyskać ujemne oczka. Metoda ich przydzielania jest złożona, jak na tak małą grę, i trzeba robić to bardzo wnikliwie oraz pamiętać, którego etapu co dotyczy. Dobrze, że istnieje rozpiska, bo można być posądzonym o oszustwo.

Oczywiście wygrywa osoba, która ma najwięcej plusików. Co ciekawsze, w Bitsmożna zagrać w pojedynkę i podliczyć wynik według schematu przedstawionego w instrukcji. Powyżej siedemnastki zostaje się Mistrzem, od trzynastu do szesnastu – Imperatorem Obszaru, dwanaście-dziewięć – Gwiazdą Kolorów, osiem-pięć – Zdobywcą Barw, a poniżej – Kafelkiem.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Kiedy zasiadałam do Bits, oczekiwałam lekkiej rozrywki na kilka wieczorów, która miło uprzyjemni czas, ale nie stanie się raczej stałym bywalcem salonów. O, jak się myliłam, ponieważ mnogość wariantów wciąga, a nie do końca klarowne zasady zmuszają do myślenia, kombinowania i przyswajania co rusz nowych informacji. Łatwo wpaść na minę, szczególnie jak nie ma się instrukcji pod ręką. Z jednej strony to plus, ale z drugiej – trochę minus, ponieważ przez swoją skomplikowaną formę, brak szansy zapamiętania informacji – nuży. Niektórym może przeszkadzać również fakt, że nie da się zaplanować wszystkich ruchów, tylko trzeba dostosować się do wylosowanych wartości.

Całość wykonana jest naprawdę dobrze. Niewielkie, tekturowe pudełko, ciut większe niż dłoń, zmieści się praktycznie w każdym bagażu i można je zabrać na wyjazd. Nie ma też czego zarzucić elementom znajdującym się w środku. Rampy zrobiono z nie najlepszego plastiku, ale nie wyginają się, ani nie łamią. Kafelki, karty czy plansze stworzono ze sztywnej tektury i po kilkunastu rozgrywkach nie widać na nich żadnych śladów użytkowania. Grafiki nie są wydumane, a kolory stonowane i miłe dla oka. Nie ma też miejsca dla zbędnych ozdobników. Twórca postawił bardziej na funkcjonalność niż przyciąganie uwagi.

Polecam fanom Tetrisa, bo na pewno porwie ich mała, planszowa wersja ukochanego tytułu, szczególnie, że przygodę można rozgrywać z innymi, a nie samemu przed monitorem. Jakość nie zawodzi, a w Egmoncie na pewno zwracali uwagę na wykonanie. Jeśli lubicie kafelkowe układanki z liczeniem punktów, czasem przyprawiającym o ból głowy, to Bits jest zdecydowanie dla was.

Tytuł: Bits

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: 20 minut

Wydawnictwo: Egmont

 

 

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Tetris na plastiku oraz tekturze rusza w podróże małe i duże.
Katarzyna Gnacikowska
Rodowita łodzianka. Z papierków wynika, że magister inżynier po Politechnice Łódzkiej, jednak z zawodem nie mogą się znaleźć. Wolny duch szukający swojego miejsca na ziemi, Wielka fanka seriali maści wszelakiej, szczególnie Supernatural, Teen Wolf, American Horror Story, ale nie ma co się ograniczać. Książkoholiczka (nie dla obyczajówek i historycznych!) pierwszej wody, która prawdopodobnie umrze przygnieciona swoimi "małymi" zbiorami. Lubi się śmiać, czytać i spędzać miło czas. Nie lubi chamstwa, hipokryzji i beznadziejnych ludzi. Dobra znajoma Deadpoola i Doktora Strange.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu