Szybka i wściekła „Death or Glory” – recenzja komiksu

-

Zawsze marzyłem o wycieczce do USA, podczas której wsiadam do jednego z tamtejszych kultowych aut i przemierzam setki kilometrów, podziwiając zmieniający się krajobraz za szybą. Od kiedy pamiętam, oglądałem wszystkie filmy drogi: Mistrz kierownicy ucieka, To nie jest kraj dla starych ludzi czy Grindhouse: Death Proof. Widziałem te mistrzowskie dzieła po kilka razy. Jak tylko usłyszałem, że ktoś napisał komiks w tym stylu, z miejsca wiedziałem, że muszę go przeczytać.
Sto dwadzieścia trzy hamburgery

Trzy minuty przed zamknięciem knajpki, wchodzi do niej facet w prochowcu i prosi o sto dwadzieścia trzy hamburgery. Tak właśnie zaczyna się Death or Glory, który kupił mnie po tych pierwszych pięciu stronach. Lubię, gdy komiks od początku e intryguje, zaskakuje i obiecuje ciekawą historię. Tak naprawdę, wystarczyła sama okładka, bym zainteresował się tym tytułem. Dziewczyna w kombinezonie rajdowca opiera się o maskę czarnego Chevroleta Camaro. Na grillu auta dumnie prezentują się dwie litery S. W tle przydrożny amerykański bar i wielka ciężarówka. Dwa ważne nazwiska. Remender, autor bardzo dobrego Deadly Class oraz Bengal, świetny francuski rysownik.

Szybka i wściekła

Death or Glory to historia pewnej dziewczyny, wychowanej wśród samochodów. Glory jest świetnym kierowcą i mechanikiem. Niestety jej sytuacja życiowa nagle się zmienia i dziewczyna desperacko potrzebuje pieniędzy. Ma plan, jak je zdobyć, ale zero pomysłu na to, co się stanie, jak on nie wypali. Działa szybko, bez namysłu i … Nie będę wam zdradzał, jak potoczyły się wydarzenia, ale zapewniam was, że warto poznać dalszą część tej historii. Komiks przypomina wyścig samochodowy. Widzimy zielone światło, wszyscy ruszają z piskiem opon, przepychając się na torze. Akcja od początku jest dynamiczna i emocjonująca. Dialogi są krótkie, a rysunki bardzo sugestywne. Komiks „połyka” się kartka za kartką, tak szybko, niczym auta pokonujące kolejne kilometry.  I podobnie jak podczas wyścigu trzeba zjechać do pit stopu, tak i tu autorzy dają nam chwilkę wytchnienia. Na kilku stronach poznajemy przeszłość Glory, jej motywację, emocje i miłości. Ale zaraz znów zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń i zanim się zorientujemy, przewracamy ostatnią stronę. I od razu chcemy poznać dalszy ciąg.

Teledysk a’la Tarantino

Dawno tak szybko nie skończyłem czytać jakiegoś komiksu. Po lekturze czułem się, jakbym oglądał teledysk. Szybkie kadry i cięcia, wyraziste kolory, ciekawe ujęcia. W sumie można pomyśleć, że ten album to storyboard malowany na zlecenie. Historia jak w filmach Tarantino czy Ritchiego, gdzie jest trochę wulgarnie, krwawo i przede wszystkim dynamicznie. Bohaterowie są wyraziści i dobrze przedstawieni. Od razu  wzbudzają sympatię lub niechęć. Brakuje mi tylko dołączonej płyty z odpowiednim soundtrackiem, który można by puścić w tle. Sugerowałbym soundtrack z Baby Driver, będzie pasował jak ulał.

Uczta dla oczu

Death or Glory to przede wszystkim popis Bengala którego  rysunki są majstersztykiem. Oglądając kolejne kadry, możemy usłyszeć pisk opon, szum wody czy krzyk przerażenia. Przedstawianie postaci i samochodów pod różnym kątem, świetne operowanie kolorem i cieniem powoduje, że czytając ten komiks czujemy się, jakbyśmy patrzyli na  kinowy ekran, a nie na papier. W tym miejscu należą się ogromne brawa dla Remendera, który dostosowuje długość i jakość dialogów do całości, dzięki czemu album jest bardzo spójny. Podoba mi się też obraz Stanów Zjednoczonych, wykreowany przez ten duet – wygląda jak we wszystkich amerykańskich filmach drogi. Przydrożne bary, masywne auta, kierowcy w kraciastych koszulach.

Czy warto?

Opinia na pewno jest spaczona moim uwielbieniem tematyki, którą  porusza ten album. Death or Glory to świetny komiks drogi, z bardzo dobrym scenariuszem i jeszcze lepszymi rysunkami. Album przeczytałem jednym tchem i żałuję, że nie mogłem od razu otworzyć kolejnego tomu, by poznać dalsze losy Glory. Niestety muszę zganić wydawcę, który na okładce i swojej stronie internetowej umieścił opis, zdradzający trochę finał historii. A szkoda, bo sposób prowadzenia fabuły, zwroty akcji, nie pozwalają domyślić się, jak ona się skończy. Gorąco zachęcam was do lektury Death or Glory, a sam nie mogę się już doczekać, kiedy Non Stop Comics wyda drugą część.

Szybka i wściekła „Death or Glory” – recenzja komiksu

 

Tytuł: Death or Glory, tom 1: Dałeś się dopaść

Autor: Rick Remender

Ilustrator: Owen Bengal

Liczba stron: 152

Wydawnictwo: Non Stop Comics

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

„Death or Glory” to świetnie narysowany album w klimacie „Szybkich i wściekłych” czy „Baby Driver”. Wartka i ciekawa historia nie pozwoli wam się nudzić.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

„Death or Glory” to świetnie narysowany album w klimacie „Szybkich i wściekłych” czy „Baby Driver”. Wartka i ciekawa historia nie pozwoli wam się nudzić.Szybka i wściekła „Death or Glory” – recenzja komiksu