Świątynie, relikwie, amulety. „Nagaraja” – recenzja gry planszowej

-

W Indiach odkryto świątynie dwóch zapomnianych bóstw, a ty jesteś archeologiem i wyruszasz w drogę, by zdobyć relikwie do swojej kolekcji. Ale cóż to? Inny kolekcjoner wpadł na ten sam pomysł i rozpoczyna się szalony wyścig po zwycięstwo. Wprowadzenie do fabuły gry jest zwięzłe i konkretne, i naprawdę nie trzeba tu wiele mówić.

Nagaraja to dwuosobowa gra autorstwa Bruno Cathala i Théo Rivière’a. Głównym zadaniem graczy jest dotarcie do jak największej liczby relikwii i pozyskanie punktów. Rozgrywka kończy się w momencie, gdy któryś z graczy zdobędzie dwadzieścia pięć punktów, zapełni całą swoją świątynię kafelkami, bądź odkryje trzy złe relikwie, co jest równoznaczne z przegraną.

Co w pudełku?

Gdy tylko ujrzałam Nagaraję na żywo, od razu wiedziałam, że piękne wydanie i grafika to coś, co muszę pochwalić jako pierwsze. Grafika Vincenta Dutraita absolutnie zachwyca, a solidne wykonanie sprawia, że nie martwię się o zniszczenie czegokolwiek, co jest istotne, będąc bardzo emocjonalnym graczem. Pudełko zawiera dwie plansze świątyni, zestaw kart, dwa komplety kafelków pomieszczeń i relikwii, amulety i kolumny przeznaczenia.

Przygotowanie gry jest szybkie i nieskomplikowane. Każdy z graczy posiada swoją własną planszę, przy której układa dziewięć zakrytych relikwii. Dzięki wypraskom w opakowaniu wyjęcie i ułożenie przedmiotów w odpowiednich miejscach, by były pod ręką każdego z grających, jest banalnie proste. I możemy zaczynać grę już po trzech minutach.

No dobra, ale jak grać?

Gra rozpoczyna się od odkrycia kafelka pomieszczenia ze stosu. To właśnie o ten kafelek walczymy w tej rundzie, a robimy to za pomocą kart, z których możemy korzystać na dwa różne sposoby – pierwszy, by zadecydować iloma i jakimi kolumnami przeznaczenia będziemy rzucać, a drugi pojawia się, gdy na kolumnach wylosujemy znak Nagi, co oznacza, że możemy użyć mocy charakterystycznej dla danej karty. W każdej rundzie rywalizujemy o następne kafelki, które układamy na swojej świątyni w taki sposób, by tworzyły korytarz od wejścia do relikwii. Musimy tylko uważać, by nie odkryć trzech czerwonych relikwii, gdyż oznacza to przegraną, nawet jeśli punkty ze wszystkich relikwii są równe lub większe 25.


Kolumny przeznaczenia są w Nagaraji elementem, obok którego nie przejdziemy obojętnie, a to z prostego powodu, jakim jest fakt, że zastępują nam one typową, sześcienną kostkę. W zależności od rodzaju kolumny – a są ich trzy – możemy wyrzucić albo punkty, albo Nagi, albo jedno i drugie. Tak więc w fazie rozgrywki, w której wyrzucamy kolumny, zdajemy się całkowicie na łut szczęścia, który może albo doszczętnie zniszczyć nasz diabelski plan pobicia przeciwnika, albo wręcz nam go ułatwić. To od wyrzucenia Nag zależy, czy będziemy mogli skorzystać z wielu możliwości, jakie nam dają moce kart –  dodać sobie punkty, podejrzeć co skrywają dane relikwie oraz wiele innych.

Niektóre z kafelków pomieszczeń posiadają miejsce na amulety. Te leżą w stosiku obok, zakryte. Co w sobie skrywają? Możliwość dobrania karty w każdym momencie rozgrywki, odrzucenia efektu karty, którą rzucił przeciwnik, oraz dodatkowe punkty. Amulety to rzecz, która potrafi nie raz zaskoczyć przeciwnika.

Więc jak to z tą Nagarają jest?

Moje pierwsze wrażenie o grze było bardzo pozytywne. Zachwycałam się wykonaniem, ilustracjami, po prostu wszystkim. Z tego całego podekscytowania musiałam przerobić instrukcję dwa razy, by mieć pewność, że wyjaśniłam sobie wszelkie niepewności. Same zasady są przejrzyste, opatrzone ilustracjami i przykładami, więc zdecydowanie każdy sobie z nimi poradzi. Przy pierwszej rozgrywce musiałam mieć ją pod ręką, by pilnować, czy odpowiednio interpretuję symbole efektów karty, jednak z każdą kolejną partią wychodziło to już naturalnie.

Podział rozgrywki na fazy, które mają ustalone, sztywne reguły, ułatwia nam grę. Wszystko toczy się wręcz mechanicznie. Jednak w zależności od graczy, przewidywany czas gry, jakim jest pół godziny, może się przedłużać. Kilka razy zdarzyło mi się spędzić na jednej rozgrywce ponad godzinę i nie uważam tego za minus. Ruchy moje i przeciwnika były bardziej przemyślane, trzymaliśmy się wymyślonych w głowie strategii i każde pokrzyżowanie planów rywala dawało niezłą satysfakcję. Myślę, że nie pomylę się za wiele twierdząc, że Nagaraja to zdecydowanie gra dla lubiących rywalizację. I tego również nie uważam za minus, wręcz przeciwnie.

 

Tytuł: Nagaraja

Liczba graczy: 2

Wiek: 9+

Czas rozgrywki: 30 minut

Wydawnictwo: Rebel

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Jeśli nie wyznajecie zasady „nie oceniaj po okładce”, to „Nagaraja” sprawdzi się u was doskonale. Wygląda dobrze i co ważniejsze, jej środek również skrywa same dobre rzeczy: porządnie wykonane elementy, ładną grafikę, no i przede wszystkim świetnie przemyślaną rozgrywkę. Ta dwuosobowa gra umili wam zimowe wieczory i zdecydowanie warto dać jej szansę.
Popbookownik
Britney była królową popu, a my jesteśmy królowymi i królami popkultury. Nowa recenzja, artykuł czy świeży news? Ups! Zrobiliśmy to znowu! Nie mamy swojego Timberlake’a, ale za to możemy pochwalić się tekstami, które są równie atrakcyjne.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu