Świat czeka na ratunek. „Pandemic Legacy: Sezon 0” – recenzja gry planszowej

-

Po kilku miesiącach i paru przesuniętych datach premiery nareszcie jest, Pandemic Legacy: Sezon 0 w końcu znalazł się w moich rękach. Gdy tylko dowiedziałam się, że wydawnictwo Rebel wypuści polską wersję tej planszówki, wyczekiwałam jej debiutu z wypiekami na twarzy. Czas sprawdzić czy było warto.

Na początku muszę przyznać się: jest to moja pierwsza gra, wykorzystująca system legacy. Jednak, jako prawdziwą fankę wszelakiej kalkomanii, ten typ zawsze mnie intrygował. Wizja przyklejania naklejek, modyfikowania i personalizowania postaci, odkrywania tajnych elementów, jak również ścierania „zdrapek” wydawała mi się bardzo interesująca. Jedynie niszczenie elementów często wstrzymywało mnie przed rozpoczęciem zabawy. Osobiście jestem troszkę pedantyczna jeśli chodzi o tytuły planszowe, co prawda nie koszulkuję każdej gry w kolekcji, za to dbam, aby żaden komponent nie został zdewastowany.

Pudło wagi ciężkiej

Pandemic Legacy: Sezon 0 to kawał ciężkiej gry i nie mam na myśli złożoności mechaniki, ale fakt, ile pudło rzeczywiście waży. Niestety, nie mogę podzielić się z wami tym, co się w nim kryje, ponieważ wszystkie niespodzianki i ukryte elementy musicie odkryć sami. W tajnych aktach i skrytkach znajdziecie komponenty, które posłużą do wprowadzania nowych zasad i nieodwracalnych zmian w dalszej rozgrywce.

Za to chciałabym zwrócić szczególną uwagę na jeden element jawnego zestawu: pięknie wykończone złotym uszlachetnieniem paszporty aliasów zastępują standardowe karty postaci, które dodają sporo klimatu do rozgrywki. Dodatkowo, jeśli chodzi o mnie, modyfikowanie naklejkami wizerunku agenta w tym dokumencie dawało mi niemałą frajdę. Warto też wspomnieć o planszy. Trzeba być przygotowanym, że zajmie ona sporą część stołu ze względu na swoje gabaryty. Widnieje na niej dość abstrakcyjna mapa świata, ponieważ nie wszystkie miasta zostały oznaczone w rzeczywistych lokalizacjach. Oczywiście rozumiem, że w Europie jest „ciasno” i projektant szaty graficznej zwyczajnie nie zmieściłby każdego z nich we właściwych miejscach. Niemniej, Warszawa na Półwyspie Skandynawskim czy Madryt na środku Atlantyku wyglądają trochę groteskowo. To żaden przytyk, ale drobny szczegół, na który kilka osób zwróciło uwagę.

Odprawa

W Pandemic Legacy: Sezonie 0 owszem, będziecie walczyć z szerzącą się zarazą, jednak tym razem wcielicie się w lekarzy zwerbowanych przez tajne służby USA i postaracie się powstrzymać Związek Radziecki przed wypuszczeniem szkodliwego patogenu na cały świat. Schemat jednej tury jest dość prosty: sprawdzasz czy nie zostałeś nakryty, wykonujesz cztery akcje, pobierasz karty gracza i zagrożeń. Nic skomplikowanego. Schody zaczynają się wtedy, kiedy musimy odpowiednio zaplanować swoje ruchy, aby wykonać postawione przed nami zadania i jednocześnie nie dopuścić do „inwazji” agentów ZSRR.

Prolog

Planszówka oferuje coś w rodzaj tutoriala – prolog, dzięki któremu z łatwością zaznajomicie się z poruszaniem się po mapie, zagrywaniem kart i rozpatrywaniem niebezpieczeństw. Ten „wstęp” można rozegrać tyle razy, ile jest to potrzebne. Korzystacie z tymczasowych aliasów i nie wprowadzacie żadnych nieodwracalnych zmian. Dzięki temu szybko zrozumiecie podstawy, a to okaże się solidnym przygotowaniem do rozpoczęcia właściwej kampanii. Co ważne, aby zagrać w Pandemic Legacy: Sezon 0 nie trzeba znać wcześniejszych odsłon serii.


Dwanaście miesięcy śledztwa

Kiedy już sięgniecie po talię fabuły, dopiero wtedy rozpocznie się prawdziwa zabawa. Przed wami dwanaście miesięcy ciężkiej pracy w roli agentów starających się uratować świat. Jeden taki rozdział powinien zająć około godziny. Na samym początku każdego z nich otrzymujemy odpowiednią odprawę i tajne misje na dany okres. Przez pierwsze cztery do wykonania dostajemy dwa zadania. Od maja poprzeczka idzie w górę i do zrealizowania mamy trzy. Często są to próby namierzenia nieznanego miasta, w którym dzieje się coś niedobrego, lub wykonanie akcji w kilku lokacjach naraz. Miesiąc kończy się, gdy jeden z warunków zawartych w instrukcji został spełniony. Może to być sukces we wszystkich powierzonych celach, ale także na przykład koniec talii graczy czy brak wymaganych znaczników w rezerwie, a wtedy niezależnie czy udało się zrealizować zadania, trzeba podsumować dany rozdział. Jeśli żadna misja nie powiodła się, twórcy sugerują powtórzyć miesiąc i spróbować jeszcze raz. Jednak po kolejnym podejściu należy iść dalej, nie bacząc na to, jak potoczyły się losy.

Nie ma czasu na wakacje

Pandemic Legacy: Sezon 0 bardzo dobrze się skaluje. Jak to mówią – im dalej w las, tym więcej drzew. Pierwsze rozdziały fabuły świetnie prowadzą i utrwalają mechanikę. Jednocześnie, wraz późniejszymi miesiącami, dostajemy kolejną paczkę zasad, a karty „ściągawki” z dostępnymi akcjami dla graczy sukcesywnie zapełniają się dodatkowymi naklejkami. W pewnym momencie trzeba uważać i skupić się na wszystkich nowych regułach, aby żadnej z nich nie pominąć. Sama miałam z tym drobne problemy, ponieważ po kilku rozdziałach działałam automatycznie i zapominałam o następnych, dopiero co wprowadzonych, akcjach czy zagrożeniach.

Tajne akta 

Czy Pandemic Legacy: Sezon 0 wciąga? Zdecydowanie tak! Historia zawiera wiele zwrotów akcji. Grając w planszówkę czułam się, jakbym czytała i jednocześnie przeżywała fabułę dobrej książki. System legacy, w mojej ocenie, świetnie sprawdził się w tematyce tajnych agentów i misji specjalnych. Skrytki, teczki, paszporty, fałszywe tożsamości, akta – to wszystko pozwalało wczuć się w powierzoną rolę. Muszę przyznać, że bezpodstawnie wahałam się przed podejściem do gry typu legacy, ponieważ to naprawdę świetna zabawa. Odkrywanie nowych tajemnic, które kryje w sobie planszówka, okazało się wyjątkowo satysfakcjonujące i emocjonujące. Choć z pękającym sercem mażę po planszy czy innych komponentach długopisem, to naklejanie naklejek, otwieranie skrytek i sprawdzanie tajnych akt daje mi mnóstwo frajdy.

Zebrać drużynę czy jednak solo?

Warto pamiętać, że Pandemic Legacy: Sezon 0 to gra kooperacyjna. Wspólne planowanie strategii i rozmowa nad planszą są niezbędne do osiągnięcia sukcesu i ocalenia świata przed groźnym wirusem. Jednak ilu agentów potrzeba, aby ukończyć kampanię zwycięsko? Przechodząc ją w duecie, pierwsze miesiące nie powinny sprawiać większych problemów. Dopiero w drugiej połowie roku, kiedy do zrealizowania mamy trzy misje, wykonanie ich w dwuosobowym składzie okaże się wyzwaniem. Gdy przy stole siedzi maksymalna liczba graczy, sprawy nabierają większego tempa, zagrożenia szybciej eskalują, ale mamy do dyspozycji więcej akcji.

Na pudełku widnieje informacja, że Pandemic Legacy: Sezon 0 przeznaczone jest dla od dwóch do czterech osób. Jednak naciągając nieco reguły, można spróbować solo, kontrolując na przykład duet wybranych aliasów, ponieważ i tak wszystkie karty agentów są jawne. W tym przypadku downtime niwelujemy do zera, ale musimy skupić się na wielu szczegółach naraz.

Grande Finale

Pandemic Legacy: Sezon 0 zabrało mi kilkanaście godzin z życia, których absolutnie nie żałuję. Tematyka szpiegowska i klimat Zimnej Wojny idealnie wpasowały się w tryb legacy. Komponenty planszówki także prezentują się świetnie, niekiedy aż szkoda je niszczyć. Ale nie ma przebacz! Jeśli chcecie wyciągnąć z tej pozycji jak najwięcej frajdy, nie należy być sentymentalnym.

Odkrywane mechaniki skalują grę w zbalansowany sposób, dzięki temu cały czas powielamy znane zasady, ale dostajemy z kolejnym miesiącem coś nowego. Chciałabym napisać o nich coś więcej, ale niestety, to wszystko musicie odkryć sami. Jednak zapewniam – warto!

Tytuł: Pandemic Legacy: Sezon 0

Liczba graczy: 2-4

Wiek: 14+

Czas rozgrywki: 60 minut na rozdział

Wydawnictwo: Rebel

 

 

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

„Pandemic Legacy: Sezon 0” to szpiegowska zabawa w ratowanie świata. Po raz kolejny wisi nad nami widmo pandemii i tylko dobrze zorganizowana drużyna będzie w stanie powstrzymać czerwonych agentów i zarazę.
Natalia Jóźwiak
Zabiegana artystka, stale poszukująca nowych wyzwań. Lubi spędzać wolny czas przy grach komputerowych, jak również pochylić się czasem nad planszą. Próbuje robić ładne zdjęcia. Matka Smoków, a raczej jednego, który jest jeżem.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu