Śmiechowy rozlew krwi. „Heave Ho” – recenzja gry

-

Długie, jesienno-zimowe wieczory to idealny czas na gamingowe spotkania ze znajomymi, a Heave Ho od Le Cartel Studio to świetny pomysł na ich urozmaicenie. Jest śmiesznie, imprezowo i bardzo, bardzo dziwacznie.
Chwyć mnie za rękę!

W ramach rozgrywki wcielamy się w osobliwą, bezkształtną postać, której zadaniem jest pokonywanie kolejnych plansz, czyli przemieszczanie się z punktu A do punktu B, za pomocą samych dłoni.

Choć brzmi i wygląda to nieco dziwacznie, to w grze kryje się sporo sensu – musimy tak sterować naszym bohaterem, by nie spadł w przepaść, a wymaga to od nas koncentracji, umiejętności szacowania odległości i zręczności. Czasem potrzebujemy błyskawicznie zmienić rękę, którą trzymamy się powierzchni, za chwilę porządnie się rozbujać, a innym razem dostosować swoją pozycję w taki sposób, by bez problemu sięgnąć lub doskoczyć dalej.

Screen z gry

W trybie solowym szybko może się to znudzić, ponieważ niemalże cała magia Heave Ho kryje się w rozgrywce wieloosobowej. To tutaj towarzyszy nam krzyk, śmiech i zalew emocji, dodatkowo podkręcanych przez adrenalinę krążącą w naszych żyłach. Łatwo to sobie wyobrazić – aby pokonać planszę, musimy współpracować z innymi, chwytać się za ręce, porządnie bujać i latać zgodnym sznurem. Inaczej z wszystkich nas wytryśnie krew.


Dodatkowo sprawy nie ułatwia fakt, że w każdej chwili zza rogu może wysunąć się puszczająca bąki lama albo inna, utrudniająca rozgrywkę, istota.

Screen z gry

Jak to wygląda?

W ramach rozgrywki wcielamy się w postać, której możemy nadać indywidualny charakter. Do wyboru mamy opcję zmiany koloru skóry, nakrycia głowy lub fryzury, okularów, szczegółów twarzy, akcesoriów czy głosu. Nie jest to może opcja personalizacji na miarę The Sims, ale z pewnością stykamy się tutaj z przyjemnym dodatkiem urozmaicającym grę.

Heave Ho wizualnie może stanowić gratkę dla amatorów śmiesznych produkcji, których siłą ma być mechanika, a nie warstwa graficzna. Do zaprojektowania kolejnych plansz użyto tutaj bardzo oszczędnych środków i cała ta drgająca feeria barw bardziej kojarzy się z pierwszymi grami komputerowymi niż cudownymi osiągnięciami XXI wieku, ale najprawdopodobniej taki właśnie był cel twórców. Zresztą – któż z nas nie pamięta ekscytujących rozgrywek w Deluxe Ski Jump, gdzie nikomu nie przeszkadzała płaska grafika, za to sama gra dostarczała niesamowitych emocji i wrażeń?

Tutaj jedynym problemem może być jaskrawość kolorów, która w miarę upływu gry, po prostu męczy oczy.

Screen z gry

Jak i gdzie grać?

Heave Ho znajdziemy w wersji na PC/macOS oraz na konsolę Nintendo Switch i ten drugi wariant jest zdecydowanie lepszą opcją. Sami twórcy rekomendują grę za pomocą padów, co pozwala precyzyjniej i łatwiej sterować postacią oraz korzystać ze wszystkich opcji rozgrywki. Wariant na PC nie jest już tak wygodny i odbiera sporo radości z gry. Poza tym nic nie przebije konsolowego spotkania w większym gronie, podczas którego wspólnie pokonuje się kolejne plansze, zdobywa trofea i razem walczy o dojście do mety.

Screen z gry

Komu polecam?

Jeżeli szukacie prostej, niewymagającej gry imprezowej, która dostarcza frajdy, i po prostu bawi, to Heave Ho jest dobrym wyborem. Dla osób preferujących rozgrywki solowe może nie aż tak bardzo, ale jeśli potrzebujecie czegoś, co pozwoli na chwilę skupić się na śmiechowej zabawie i co zabiera sporo czasu, by pokonać wszystkie plansze, to będzie to całkiem niezły wybór.

  • Dostarczający mnóstwa frajdy tryb wieloosobowy,
  • Humorystyczne wstawki,
  • Prosta mechanika gry,
  • Możliwość personalizacji wyglądu postaci,
  • Systematycznie zwiększający się poziom trudności.

 

  • Szybko nudzący się tryb solowy,
  • Niedogodności rozgrywki w wersji na PC,
  • Nieco męcząca grafika.

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

„Heave Ho” od Le Cartel Studio to obietnica prostej rozrywki, która może nie powala niczym szczególnym, ale dostarcza mnóstwa śmiechu i jest w stanie rozjaśnić każdy, dłużący się jesienny wieczór. Świetna do grania w większym gronie na Switchu, mniej ekscytująca w wydaniu na PC, ale tak czy siak – warta poświęcenia jej czasu.
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu