Słynny detektyw i zombie. „Sherlock Holmes Society. Tom 1 i 2” – recenzja komiksów

-

Wszystko zaczęło się od książek. Następnie przyszła pora na filmy, serial, a w końcu komiksy i mangi o słynnym detektywie z Baker Street 221b. Zapewne już wiecie, o kogo chodzi. Sherlock Holmes, fikcyjny bohater powieści i opowiadań kryminalnych sir Arthura Conana Doyle’a. To pierwsza i nie ostatnia, ale prawdopodobnie najpopularniejsza postać literacka, trudniąca się profesją „prywatnego konsultanta detektywistycznego”. Na przestrzeni lat jego liczne przygody pokochało wielu czytelników na całym świecie. Następnie za sprawą Roberta Downeya Jr. i Benedicta Cumberbatcha, którzy mistrzowsko wcielili się w tego protagonistę, jeszcze więcej osób przekonało się o niezwykłym talencie Sherlocka Holmesa. Bo to nie tylko umiejętność rozwiązywania zagadek…

Ale o tym zapewne wie każdy, kto kiedykolwiek czytał bądź oglądał przygody słynnego detektywa. Tymczasem od 2015 roku Egmont Polska sukcesywnie wydaje komiksy poświęcone Sherlockowi Holmesowi. Tym razem miałam okazję przeczytać dwa zeszyty, których tytuł brzmi Society. Z czym teraz przyszło zmierzyć się temu bohaterowi literackiemu i czy warto sięgnąć po tę historię? Przekonacie się z tej recenzji.

Miasto zombie

Po długiej nieobecności Sherlock Holmes zostaje poproszony przez Mycrofta o przyjrzenie się sprawie „najwyższej wagi państwowej”. Po przybyciu do obozu żołnierskiego, rozbitego nieopodal miasteczka Keelodge, detektyw wraz ze swoim nieodzownym towarzyszem, doktorem Johnem Watsonem, dowiadują się, że miejscowa ludność została przemieniona w krwiożercze zombie. Kiedy Sherlock powoli odkrywa przyczynę takiego stanu rzeczy, niespodziewanie brat odsuwa go od sprawy, a Keelodge zrównane z ziemią. Jednak detektyw nie poddaje się tak łatwo i pomimo gróźb brata, zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. To, co odkrywa, nawet jemu mrozi krew w żyłach.

Tajemnica na wielką skalę

Jako że zeszyty Sprawa w Keelodge i Czarne są ich dusze, wchodzące w skład historii zaprezentowanej w Society, liczą sobie po pięćdziesiąt stron, postanowiłam przedstawić je w jednej recenzji. W obu tomach mocne wrażenie wywiera przede wszystkim sama fabuła. Sylvain Cordurié, francuski scenarzysta, postarał się zaprezentować swoim czytelnikom historię, która nie tylko intryguje, ale i trzyma w napięciu do samego końca. Sprawa w Keelodge przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, jednak są to dobrze postawione pytania, o czym przekonujemy się w kontynuacji. Naturalnie okazuje się, że epidemia panująca w Keelodge nie wzięła się znikąd. Przyczynę jednak stopniowo odkrywa Sherlock Holmes, który niejednokrotnie już postawił się bratu i dowiódł swoich racji. Ale w pierwszym tomie możemy obserwować także zachowanie doktora Johna Watsona po stracie bliskiej mu osoby. Co także przekłada się na historię zaprezentowaną w drugiej odsłonie albumu.

Sylvain Cordurié w swoich komiksach o Sherlocku Holmesie, oprócz klasycznych powieści sir Arthura Conana Doyle’a, chętnie inspiruje się także dziełami innych twórców, pisarzy czy filmowców. W Society mamy chociażby nawiązanie do legendarnego opowiadania grozy z XIX wieku, Doktora Jekylla i pana Hyde’a (1886) Roberta Louisa Stevensona. I, co ciekawe, pan Hyde odgrywa znaczącą rolę w drugim zeszycie Czarne są ich dusze (przedstawiony został też na okładce tego tomu). Ale jaką, tego musicie dowiedzieć się sami.


Francuski scenarzysta już we wcześniejszych komiksach o Sherlocku Holmesie udowodnił, że potrafi świetnie dobierać sobie współpracowników. Za stronę wizualną odpowiadają Stéphane Bervas (Sprawa w Keelodge) oraz Eduard Torrents (Czarne są ich dusze). Rysunki Bervasa są niepokojące odpowiednio do opowiadanej historii. Zaś u Torrentsa na największą pochwałę zasługują ukazane dość brutalnie i pełne dramatyzmu sceny walki. Jednak obu panom nie można odmówić realizmu, wywierającego na czytelniku tę szczególną nerwowość, którą doskonale znają fani fantastyki grozy. Na duży plus zasługuje również to, że w perfekcyjny sposób i z wielką troską o detale oddano zarówno klimat panujący w irlandzkiej wiosce wypełnionej krwiożerczymi zombie, a także wiktoriańską epokę.

Tak się nie może kończyć!

Chociaż sama historia rozgrywa się dość szybko i w krótkim czasie, to jednak z przyjemnością śledzi się poczynania Sherlocka Holmesa. Bardzo byłam ciekawa rozwiązania tajemnicy miasteczka Keelodge (szczególnie krwiożerczych zombie) i zostałam miło zaskoczona tym, jak w całe zamieszanie wplątano pan Hyde. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza zakończenie całej historii, które spowodowało, że z jeszcze większą niecierpliwością wyczekuję na kolejną część tej serii. Napiszę tylko tyle: tak się nie robi czytelnikom!

 

Tytuł: Sherlock Holmes Society. Przygoda w Keelodge. Tom 1

Scenarzysta: Sylvain Cordurié

Ilustrator: Stéphane Bervas

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 56

 

 

Tytuł: Sherlock Holmes. Czarne są ich dusze. Tom 2

Scenarzysta: Sylvain Cordurié

Ilustrator: Stéphane Bervas

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 56

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Te krótkie komiksy poświęcone przygodom Sherlocka Holmesa są nie tylko ciekawe, ale także wspaniale zilustrowane. Z niecierpliwością wypatruję kolejnego tomu zatytułowanego „In nomie Dei”. Jestem bardzo ciekawa, co tym razem czeka słynnego detektywa z Baker Street 221b.
Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu