Skrzywdzony diabełek. „Devil’s Hunt” — recenzja gry

-

Polska gra, demony, anioły i jeden przeklęty. Jakże mogłem przejść obojętnie obok takiego połączenia? Produkcja okazała się jednak niezwykle grzeszną przyjemnością, połączoną z udręką.
Pan Szatan oferuje pracę

Desmond Pearce. Młody 26-letni facet. Wypasiony dom, ciepła posadka w wielkiej firmie ojca, piękna kobieta i zadbany wygląd. Praktycznie mistrz walk bokserskich w podziemiu. Idealne życie. Jednak nic nie trwa wiecznie. Kontrakt, na którym Desmondowi zależało, doprowadził firmę na skraj bankructwa, ojciec go nienawidzi i oskarża o wszelkie porażki. Do tego dochodzi przegrana w finałowej walce o pas mistrzowski i przyłapanie swojej świeżo upieczonej narzeczonej z najlepszym przyjacielem. Natłok problemów powoduje, że psychika nie wytrzymuje i Desmond popełnia samobójstwo. Taki akt postrzegany jest jako grzech śmiertelny, czyli taki, który funduje  prostą drogę do piekła. Jednak sam Książę Ciemności, Władca Piekieł, Lord Wszelkiego Grzechu proponuje mu pracę jako egzekutor. Ma on polować na złych ludzi lub takich, którzy podpisali cyrograf, ale się z niego nie wywiązali. Jak przekonać go do przyjęcia tak wspaniałej oferty? Dać zlecenie na zabicie tego, który odważył się tknąć jego kobietę. Później okazuje się że protagonista to jakimś mitycznym Zbawcą i Niszczycielem i zostaje wciągnięty w odwieczny konflikt nieba i piekła. Ruszamy więc likwidować w imię rogatego władcy.

Screen z gry

Fabularne pojawienie się samego Lucyfera w trakcie naszej przygody jest genialne. Postać ta posiada świetnie zrealizowany dubbing i dobrze dobrana muzykę. Od razu polubiłem gościa. Nie dość, że uratował głównego bohatera, to ma styl i klasę. 

Walka jest nawet przyjemna, ale wielokrotnie nie udało mi się sparować ciosów przeciwnika, bo gra nie wychwyciła mojego wciśniętego klawisza. Dlatego w połowie opowieści nawet nie próbowałem się bronić, tylko energicznie wciskałem przycisk ataku. 


Mamy trzy drzewka rozwoju oferujące inne premie oraz style walki. Odblokowujemy je dzięki duszom, które wyciągamy z zabitych przeciwników oraz znajdujemy zagubione duszki Ukryte w licznych zakamarkach.

Screen z gry

Ósmy krąg cierpienia

I na tym kończą się zalety tego tytułu. Teraz zaczynamy wchodzić w płomienie cierpienia. Postacie są totalnie nijakie, głównego bohatera można polubić tylko za żarty, które czasem rzuci. Jego narzeczona, najlepszy przyjaciel czy nawet Archanioł Gabriel to persony nudne, bez charakteru, wyrazu, czegokolwiek co czyniłoby ich wyjątkowymi. Najlepiej określić ich pojedynczymi zdaniami – ładna kobieta, dobry ziomek, dowódca wojowników niebios.

Logika też nie jest mocną stroną gry. Demony muszą się ukrywać, ale anioły posiadają gigantyczny wieżowiec w środku miasta? Protagonista ledwo uchodzi z życiem, gdy trafia do piekła i walczy z innymi przeklętymi, ale po chwili pokonuje jednego z braci samego Lucyfera? I jak to jest, że na potężnego Zbawcę i Niszczyciela nie wysyła się elitarnych oddziałów, ale te same płotki, które bijemy w samouczku? Bossowie też nie okazali się wyzwaniem. Odskocz, użyj skilla, uderz kilka razy. Powtórz. Nieważne czy to wielki demon, czy szermierz aniołów. Sprawdza się za każdym razem. 

Screen z gry

Devil’s Hunt to udręka technologiczna. O ile znośnie wyglądają modele głównych postaci i animacje, tak dalsze plany, dostrzegamy w trakcie gry bądź w przerywnikach filmowych- tragedia. Widzimy morze, które się nie porusza, budynki wycięte niczym z kartonu. Gdy w trakcie rozmowy z jedną z postaci na ulicy w tle,  samochody mają opóźnioną animację i przeskakują. Ludzie stanowiący tło (czyli w pierwszym rozdziale, bo później nie uświadczymy osób postronnych) to po prostu klony, często nie posiadające animacji tylko stojące jak manekiny. Moimi faworytami są widzowie walki Desmonda i Piły, którzy skaczą jak opętani, pomimo tego, że na ringu nie ma jeszcze zawodników. Optymalizacja? Nie, w tej grze nie występuje. Klatki potrafiły spadać z sześćdziesięciu do nawet dwudziestu w pewnych lokacjach. I to zamkniętych, gdzie nie ma żadnych dalszych obiektów w postaci budynków czy ukształtowania terenu.

Screen z gry

Chciałem dać grze wyższą ocenę. Ona jednak skutecznie mi to uniemożliwiła. W przedostatnim rozdziale (z dwunastu) skrypty gry nie zadziałały poprawnie i przeciwnicy na mój widok zatrzymali się jak zamurowani. Ewentualnie może zostali pacyfistami i nie uznają przemocy. Powoduje to jednak, że nie mogę kontynuować rozgrywki. Postanowiłem wyłączyć i włączyć, jak radzi każdy dobry informatyk. Po takim niebezpiecznym manewrze mój zapis rozgrywki totalnie się popsuł i choć widnieje ikona rozdziału, w którym skończyłem, gra włącza się od nowa, co oznacza, że ostatnie cztery godziny chłonięcia perypetii egzekutora poszły w las. Bo rozgrywka zapisuje się tylko i wyłącznie na jednym pliku. Na szczęście nie zostało tego dużo, bo całość można ograć w pięć godzin.

Screen z gry

Za grzechy przeciwko ludzkości

Uwielbiam nasz rodzime gierki. Śledzę polskie produkcje i zawsze daję im spory kredyt zaufania. Niestety Devil’s Hunt zawiódł mnie. Uwielbiam motyw walki piekła i nieba, jednak… musiałbym wam skłamać, że mamy tutaj do czynienia z dobrą grą. O ile fabuła, walka czy postacie można by było znieść, tak poziomu technicznego już nie. Produkcja zdecydowanie za szybko opuściła studio i twórcy powinni porządnie wyszlifować swoje dzieło. A jest to pierwsze dziecię studia Layopi Games. Żywię nadzieję, że twórcy wyciągną cenną lekcję z tej wpadki i wydadzą odpowiednie łatki. Istnieje bowiem szansa, że jeszcze powrócę do Łowcy Demonów. I może tym razem uda mi się go skończyć bez niespodzianek.

  • Postać Lucyfera,
  • Muzyka,
  • Ciekawy świat.

 

  • Zbyt krótka,
  • Poziom techniczny woła o pomstę do nieba (ewentualnie piekła),
  • Fabuła jest źle prowadzona i często chaotyczna,
  • Optymalizacja to jakiś diabelski żart.

Obejrzyjcie nasz gameplay:

podsumowanie

Ocena
4

Komentarz

„Devil's Hunt” to krótka produkcja, która oprócz klimatu odwiecznego konfliktu między niebem i piekłem nie oferuje nic specjalnego. Do tego dochodzi zły stan techniczny gry Lepiej sobie darować, chyba że twórcy porządnie naprawią swoją produkcję.
Mateusz Zelek
Gdyby urodził się 65 milionów lat temu, to na pewno byłby dinozaurem. Ogromny fan prehistorycznych gadów i wszystkiego, co z nimi związane. Dziennikarz specjalizujący się w grach wideo i wiążący z nimi swoją zawodową przyszłość. Nie pogardzi także dobrą lekturą.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu