Gdy diabeł ma dość, znowu się zbuntuje? „Sandman. Tom 4. Pora mgieł” – recenzja komiksu

-

Nie tylko ludzie popełniają błędy i nie tylko oni muszą za nie w końcu odpowiedzieć oraz im zadośćuczynić – nawet istoty nadnaturalne, boskie czy istniejące poza wszelkim porządkiem ontologicznym jak Nieskończeni. Nic jednak nie jest proste, gdy w grę wchodzą sprawujące pieczę nad całymi światami potęgi. No chyba że jedna z nich stwierdzi, iż ma już serdecznie dość tego piekielnego „biznesu” i czas na emeryturę. To wtedy będzie jeszcze gorzej.
Grzesznicy łakną kary?

Pewnego dnia krainę Losu odwiedziły Trzy Siostry, zapowiadając wydarzenie niezwykłej wagi, wymagające zebrania się całego rodzeństwa Nieskończonych. Dlaczego? To nieistotne. Gdy się zbiorą, machina przeznaczenia ruszy i jak domino doprowadzi do tego, co ma nadejść. I rzeczywiście, wśród przepychanek, uszczypliwości oraz ogólnego rozgardiaszu panującego na pierwszym od dawna zjeździe rodzinnym dochodzi do znamiennej wymiany zdań, w wyniku której Morfeuszowi wytknięte zostaje, że dopuścił się okrutnego czynu, jaki czas wreszcie naprawić. Dawno, dawno temu, w przypływie złości wywołanej urażoną dumą, doprowadził ukochaną do samobójstwa. Od tamtego czasu Nada przebywa w Piekle i cierpi męki, a Sen obstaje przy swojej racji. Teraz będzie musiał zapłacić i zejść ponownie do krainy, której władca poprzysiągł mu zemstę za zniewagę, jakiej doświadczył, gdy Morfeusz przybył odzyskać swój hełm. Po długich i dokładnych przygotowaniach Nieskończony schodzi zatem do Piekła, aby stawić czoła wszystkiemu, co Lucyfer rzuci mu pod nogi.

To, co zastał na miejscu, nie przypominało jednak niczego, czego mógł się spodziewać. Oto bowiem wygnany ze Srebrnego Miasta, uczyniony władcą krainy pełnej demonów, cierpienia i rzek spływających krwią oraz wnętrznościami postanowił, że ma dosyć. Odchodzi. Klucz do swojego byłego królestwa powierza zaś Morfeuszowi. Jako dar i jako przekleństwo. Niech to on martwi się, komu przekazać we władanie jeden z największych ze światów.

Zbuntowany się znowu buntuje, a los kobiety nie ma znaczenia

Pora mgieł to z jednej strony popis zdolności pisarskich Neila Gaimana, a z drugiej przykład na to, że autor ma problem z wplataniem w swoje opowieści bohaterek, i to pomimo wprowadzenia przyjmującej kobiecą postać Śmierci czy niemającego określonej płci Pożądania, do świata Sandmana. A to znacząco umniejsza poczucie, że oto właśnie przeczytało się kolejny tom serii tak niezwykłej, jak się o niej mówi i pisze.

Zacznijmy jednak od pochwał – cały wątek z ponownym buntem Lucyfera, a przede wszystkim jego konsekwencjami, jest tym, co w Porze mgieł po prostu zachwyca. Po dziesiątkach tysięcy lat przeciwstawiania się rodzicielskiej władzy znów dotarł do punktu krytycznego, porzucając krainę, do której został, owszem, strącony, ale również – wyznaczony do tego, aby objąć nad nią władanie. Piekło w końcu stanowi nieodzowne odbicie Nieba. Opuszczone stanowi łakomy kąsek dla wielu przedstawicieli całego kosmosu panteonów powołanych do życia przez ludzi. Nic więc dziwnego, że gdy Morfeusz powrócił do Śnienia z kluczem do byłych włości Gwiazdy Zarannej, ambasadorowie stawili się pod pałacem Snu, żądając audiencji, wysłuchania albo oddania im Piekła. Każdy przedstawiał swoje roszczenia jako najlogiczniejsze – zwłaszcza inne bóstwa zaświatów – przynosił w zamian coś, czego władca Śnienia pragnął.

Wszyscy poza dwoma aniołami, przysłanymi, by obserwować podjęcie gości oraz negocjacje. Interakcje bóstw ze sobą oraz ze Snem są wręcz mistrzowsko rozpisane: z jednej strony mamy wrażenie, że czytamy polityczną intrygę, a z drugiej wciąż zdajemy sobie sprawę z tego, iż to rozmowy bardzo specyficznych istot w fantastycznej krainie. Podobnie cieszy finał tej historii – niby oczywisty, a jednak zaskakujący w ten przyjemny sposób. Sceny te zostały bowiem tak rozpisane, żeby wzbudzić w nas niepokój, czy aby w tym świecie Morfeusz nie podejmie zupełnie innej decyzji.


A teraz łyżka dziegciu – i to dość podobna do tej, na którą wskazywałam w przypadku Krainy snów. Gdyby wątek licytacji Piekła od początku został nam przedstawiony jako najważniejszy w Porze mgieł – wystarczyłoby. Niestety klamrą spinającą całą tę opowieść jest bowiem ratowanie Nady, doprowadzonej do samobójstwa przez Morfeusza. Poza byciem powodem, dla którego Sen w ogóle pojawia się w Piekle, aby dostać klucz do tego świata i później przez większą część Pory mgieł podejmować decyzje, co dalej, niewiele znajdziemy jej w tym tomie.

Stres, lęk, wakacje i miliony ton wsparcia. „Heartstopper. Tom 3” – recenzja komiksu

Mignie nam jak refleks światła jeszcze w kilku kadrach – jako element przetargowy jednej z frakcji starającej się o przejęcie włości po Lucyferze i na chwilę zaledwie w ostatnim rozdziale. Ba! Nie uraczymy nawet zbyt wiele ukarzania się czy próśb o wybaczenie ze strony Snu. Nada w ogóle nie jest istotną bohaterką, co sugerować nam mógł wstęp – dla scenarzysty stanowiła wygodne narzędzie do opowiedzenia zupełnie innej historii niż ta o zadośćuczynieniu, jaką początkowo nam nakreślał. W czwartym tomie z rzędu Gaiman prowadzi bohaterki przedmiotowo, używając ich do nadania biegu fabule, ale nie dając jej ani sprawczości, ani osobowości.

A naprawdę, naprawdę szkoda, ponieważ negocjacje Nieskończonego z bogami są fantastycznie rozpisane.

Amorficzne, nierzeczywiste Śnienie

Graficznie Sandman to wciąż uczta dla oka – w ten nieco surowy, czerpiący z rzeczywistości oraz niestałości marzeń sennych sposób. Morfeusz zmienia się pomiędzy kadrami: to jest wyższy, chudszy, mroczniejszy, to bardziej groteskowy albo przystojny. Podobnie, jak przepoczwarza się w naszych snach, przyjmując co rusz inny wygląd. Pojawiające się na kartach komiksu demony są fantastycznie nie-ludzkie, chociaż zachowują antropomorficzne kształty, a projekty bóstw, choć odzwierciedlają tradycyjne przedstawienia, otrzymały również nieco współczesnego odświeżenia. Pracujący nad zeszytami, które ostatecznie weszły w skład Pory mgieł – Kelly Jones, Mike Dringenberg, Malcolm Jones III, Matt Wagner, Dick Giordano, George Pratt, P. Craig Russell – oddali w ręce czytelników porządny album. Na dodatek spójny ze swoimi poprzednikami.

Koszmar Snu

W czwartym tomie Sandmana Morfeusz ponownie schodzi do Piekła – choć kieruje się tam, by ratować skazaną na cierpienie kochankę, ostatecznie staje się arbitrem w sporze o przejęcie schedy po Lucyferze, który dość już miał wypełniania boskich rozkazów. Pora mgieł to komiks z jednej strony naprawdę wciągający – zwłaszcza wszelkie przejawy dyplomacji oraz negocjacji w wykonaniu Snu zostały sprawnie napisane – a z drugiej może jednak nieco zirytować, głównie przez to, w jaki sposób Gaiman po raz kolejny potraktował swoją bohaterkę.

Sandman. Pora mgieł. Tom 4Tytuł: Sandman. Tom 4. Pora mgieł

Ilustracje: Kelly Jones

Autor: Neil Gaiman

Liczba stron: 224

Wydawnictwo: Egmont

GrafikaEGMONT

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

„Pora mgieł” przedstawia niezwykle ciekawą historię – dobrze napisaną opowieść polityczną, skoncentrowaną na interakcjach Snu z przedstawicielami różnych panteonów bóstwami.
Agata Włodarczykhttp://palacwiedzmy.wordpress.com
Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

„Pora mgieł” przedstawia niezwykle ciekawą historię – dobrze napisaną opowieść polityczną, skoncentrowaną na interakcjach Snu z przedstawicielami różnych panteonów bóstwami.Gdy diabeł ma dość, znowu się zbuntuje? „Sandman. Tom 4. Pora mgieł” – recenzja komiksu