Rodzina to siła. „Children of Morta” – recenzja gry

-

Children of Morta zabierze was do przepięknego świata, w którym wydarzyło się coś bardzo strasznego. Szerzące się Zepsucie zabija stworzenia w nim żyjące, niszczy i pochłania ich życiodajną energię. Całą krainę opanował chaos i mrok. Tylko strażnicy góry Morta są w stanie powstrzymać rozprzestrzeniające się zło i przywrócić utraconą równowagę. 

Children of Morta to rougelike’owa produkcja od niezależnych twórców z Dark Mage i wydana przez polskie studio 11 bit Studios, które ma na swoim koncie wiele udanych tytułów, takich jak This War of Mine, Moonlighter oraz Frostpunk. Czy i tym razem trafili w dziesiątkę? Children of Morta ukazała się na komputerach osobistych, natomiast już w październiku zagramy w nią również na Playstation 4, Xbox One oraz Nintendo Switch. 

Fabuła Children of Morta opowiada historię rodu Bergsonów, mieszkających u podnóża wzniesienia Morta i jednocześnie będących jego strażnikami. W ich przepięknej krainie panował ład i porządek, jednak któregoś dnia opanowało ją Zepsucie, niszcząc faunę, florę oraz zatruwając samych obrońców góry. Od teraz rodzina musi zebrać siły, by uratować swój świat przed mrokiem i przywrócić mu utraconą harmonię.

Screen z gry

Poznajmy klan Bergsonów

Grę rozpoczynamy od krótkiego tutorialu, w którym wcielamy się w głowę familii  – Johna. On jako pierwszy wyrusza w teren, aby stawić czoła Zepsuciu. Przed podróżą jego matka wręcza mu magiczny kryształ życia, który ma uchronić go przed śmiercią. Bohater, gdy straci dostępne HP, zostanie teleportowany z powrotem do swojego domu. Ten element wyjaśnia, w jaki sposób działa cała gra – w momencie niepowodzenia nie umieramy, tylko wracamy do rodziny, aby zregenerować siły.


Podczas wprowadzenia nauczymy się zasad sterowania. Poznamy podstawowe oraz specjalne umiejętności postaci. Standardowo, jak to bywa w tego typu produkcjach, poruszamy się WSADem, a cele namierzamy komputerową myszą. Tutorial jest krótki, jednak wystarczający, aby w pełni zrozumieć mechanikę gry. Pod koniec, tuż przed finalną walką, John spotyka swoją córkę, Lindę. Wyposażona w łuk dziewczyna chce pomóc ojcu w bitwie i dołącza do drużyny. W ten sposób odblokowujemy drugą, grywalną postać.

Screen z gry

Pokonajmy Zepsucie razem

Celem rodziny jest podróż do świątyni Rei, ukrytej we wnętrzu góry Morta. Zanim to zrobią, muszą uwolnić i sprowadzić do podziemi swojego domu duchy przedwiecznych bogów oraz poznać genezę straszliwych wydarzeń. W podziemiach znajdują się bramy do trzech różnych krain, do których Bergsonowie udadzą się, aby odnaleźć zniewolone bóstwa. Na początku dostępna jest tylko jedna, po jej ukończeniu otworzą się następne wrota. W każdym świecie mamy dostępnych kilka lokacji, a te zostały podzielone na poziomy. 

W Children of Morta otrzymujemy pięć grywalnych bohaterów, odblokowywanych wraz z rozwojem fabuły. Jak już wspomniałam, na samym początku dostajemy do dyspozycji głowę rodziny oraz córkę Lindę. Kolejnymi postaciami są: synowie – Kevin uzbrojony w sztylety, oraz Mark, preferujący walkę wręcz, najmłodsza, ale nie najsłabsza, z rodu – Lucy, pojawi się także bratanek Johna, w roli powolnego tanka. Każdy w członków reprezentuje różne klasy i posiada inne umiejętności. Nie sposób opanować jednej postaci i spokojnie rozpocząć przygodę z drugą. Wszystkich trzeba nauczyć się prowadzić od podstaw. Różnice wynikają między innymi z szybkości poruszania, zwinności, sposobu odpalania zdolności. Na przykład: Linda jest w stanie wystrzelić strzałę w biegu, natomiast Lucy, aby uwolnić ze swoich rąk kule ognia, musi stać w miejscu. Bardzo podobał mi się element wspólnych ulepszeń, które członkowie rodziny Bergsonów odblokowywali wraz z indywidualnym postępem i rozwojem drzewka skilli. Każdy z nich, po zdobyciu określonej liczby punktów doświadczenia, udostępniał specjalne cechy, wpływające na wszystkich. 

Screen z gry

Pełne wyposażenie

Warto również wspomnieć o różnorodności dostępnych przedmiotów w grze. Oprócz talizmanów dających permanentne korzyści, znajdziemy także błogosławieństwa działające w określonym czasie, jak również runy ulepszające zdolności naszych postaci. Artefaktów jest naprawdę dużo i nie ma możliwości zapamiętania ich wszystkich. Przed założeniem perka widnieje informacja o tym, jakie przyniesie on korzyści, jednak jeśli zdecydujemy się go wybrać, nie ma możliwości, aby podejrzeć, co tak naprawdę mamy na sobie. Zdecydowanie brakuje opcji sprawdzenia posiadanych przedmiotów, chociażby przez najechanie na konkretną rzeczy myszą i przeczytanie jej mocy. 

Dodatkowo w domu Bergsonów znajduje się warsztat wujka, w którym będziemy mogli usprawniać bohaterów od kątem ich wytrzymałości, mocy zadawanych ciosów czy zwiększać ich szybkość oraz szanse na zadanie ciosów krytycznych. Jednak Ben nie pracuje za darmo, aby wykonać ulepszenia niezbędne będzie opłacenie odpowiedniej liczby Morvy, która jest pewną walutą w grze. Możemy ją pozyskać podczas przeczesywania lokacji i zabijania przeciwników.

Screen z gry

Grinduj do upadłego?

Tak więc, jak to na “rogala” przystało, w Children of Morta musimy przygotować się na dłuższe grindowanie, aby nasi bohaterowie stali się wystarczająco silni i zdobyli jak najwięcej Morvy. Dlatego też przyjdzie nam rozpoczynać poziomy kilka razy, aż uzyskamy odpowiedni stopień doświadczenia i będziemy w stanie pokonać finalnego bossa. Wspomniałam o umiejętnościach wspólnych, które odblokujemy dopiero, gdy konkretna postać osiągnie właściwy poziom. To oznacza, że rozwój postaci powinien odbywać się równocześnie, aby je uzyskać. Jednak twórcy przygotowali nas na to, zmuszając do zmiany bohatera. Gdy gramy za długo jednym członkiem rodziny, Zepsucie zatruwa Bergsona i obniża jego poziom HP, pomóc może mu jedynie odpoczynek w domu. Związku z czym, do przeczesywania lochów, będziemy musieli wybrać kogoś innego.

Screen z gry

Klimatyczna oprawa audiowizualna

Soundtrack w Children of Morta jest wyśmienity, wprawdzie nie wprowadzono za wiele utworów, jednak świetnie zgrywa się z przedstawioną historią. Oprawa graficzna została utrzymana w pixelartowym stylu gier z początków ubiegłego wieku, obok której trudno jest przejść obojętnie. Jest dopracowana i wyjątkowo barwna, a animacje płynne, dodające produkcji świeżości. 

Screen z gry

Przed wyruszeniem należy zebrać drużynę

Gra daje wariant lokalnej kooperacji. Poziomy można przemierzać w pojedynkę lub z drugim uczestnikiem, podłączonym do naszego komputera lub konsoli. Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł, nawiązujący do maksymy Children of Morta, jaką jest: „w kupie siła”. Jednak mimo wszystko szkoda, że nie da się walczyć z Zepsuciem w większym gronie, na przykład w cztero- lub pięcioosobowym składzie. Wiemy, że twórcy przygotowują także tryb sieciowy, dzięki któremu otrzymamy opcję zaproszenia znajomych do rozgrywki online. Ciekawe, czy ponownie zamkniemy się w dwuosobowej drużynie, czy może otrzymamy wybór większego party?

Screen z gry

Zepsute jabłko

Coś, co zostawiłam na sam koniec, nie jest tak zwaną wisienką na torcie. Bardziej robakiem psującym całe piękne, dorodne jabłko. Children of Morta bardzo przypadła mi do gustu i czerpałam z niej dużo satysfakcji z grania do momentu poważnego błędu, w wyniku którego nie byłam w stanie kontynuować zabawy. Na drugim poziomie, w mieście Ziggurat, po pokonaniu głównego bossa, produkcja crashowała się, nie zapisując postępu rozgrywki. Z początku pomyślałam, że może z moim sprzętem jest coś nie tak, więc podjęłam ponowną próbę. Niestety z takim samym skutkiem. Po zgłębieniu tematu znalazłam wątek na Steamie dotyczący tego problemu. Jak się okazało, nie tylko mi przytrafiła się ta nieprzyjemna sytuacja. Twórcy stosunkowo szybko zareagowali na lamenty graczy i kilka dni po premierze wydali łatkę, która naprawiła ten błąd. Pomimo to, w produkcji nadal zdarzają się bugi typu zaklinowanie się w ścianie czy nieprecyzyjny strzał. Mam nadzieję, że po następnych patchach błędy zostaną wyeliminowane.

Screen z gry

Będzie happy end?

Tak, produkcja od Dark Mage wciągnęła mnie do reszty. Nawet grindowanie nie okazało się uciążliwe i nużące. Może odrobinę, ale stale zmieniające się poziomy, skrywające inne sekrety, mini-gry i historie poboczne czasem wpływające na główną fabułę sprawiły, że Children of Morta wcale mnie nie znudziło. Wręcz przeciwnie, chciałam grać dalej. Fakt, że nie mogłam się skupić na jednej postaci, pozwalał odkrywać okolice góry Morta z różnych perspektyw i na wiele sposobów. Oprawa graficzna i soundtrack także okazały się bardzo przyjemne. Klimaty retro, udekorowane w nowoczesne smaczki, dodają temu tytułowi świeżości, dzięki czemu można odnieść wrażenie, że jest to coś nowego. Niestety produkcja nie ustrzegła się przed błędami. Poważny crash bardzo mnie zirytował, ponieważ nie mogłam kontynuować rozgrywki. Po zainstalowaniu pierwszego patcha nieco się poprawiło, jednak niektóre błędy nadal są obecne. Mimo to uważam, że warto pochylić się na tym tytułem. Gra jest dość długa, a fabuła naprawdę wciąga. 

  • Polska wersja językowa, 
  • Wciągająca fabuła,
  • Ładna grafika,
  • Piękny soundrack,
  • Poziom trudności.

 

  • Błędy,
  • Mała różnorodność przeciwników.

 

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

„Children of Morta” to wyjątkowa produkcja, która niestety nie ustrzegła się przed błędami. Piękna oprawa graficzna i klimatyczny soundtrack sprawiają, że mimo wszystko jest w niej coś magicznego, co pewnością warto sprawdzić.
Natalia Jóźwiak
Zabiegana artystka, stale poszukująca nowych wyzwań. Lubi spędzać wolny czas przy grach komputerowych, jak również pochylić się czasem nad planszą. Próbuje robić ładne zdjęcia. Matka Smoków, a raczej jednego, który jest jeżem.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu