Razem możemy więcej. „Pandemic: Gorąca Strefa – Europa” – recenzja gry

-

Choć uwielbiam twarde potyczki i silne emocje gwarantowane przez ostrą rywalizację, z wielką przyjemnością sięgam od czasu do czasu także po gry kooperacyjne. Do nich należy młodszy brat kultowego już PandemicaPandemic: Gorąca Strefa – Europa. Jednak o ile w oryginalnej wersji mogliśmy delektować się partiami trwającymi ponad godzinę, o tyle tutaj twórcy postawili na zastosowanie pewnych uproszczeń. Konsekwencją tego jest dużo dynamiczniejsza, a przy tym także i krótsza, rozgrywka. Na szybką przerwę od innych zajęć – wybór doskonały.

Oto wjeżdża pandemia

Spokojne życie w Europie zostaje przerwane, gdy po kontynencie zaczynają się rozprzestrzeniać groźne choroby. Jak walczyć z nieznanym, gdy dodatkowo, wskutek mutacji, patogeny, które staramy się pokonać, stają się silniejsze i bardziej odporne na wszelkie działania? Jak zapobiec rozprzestrzenianiu się pandemii, skoro wciąż nie wynaleźliśmy lekarstwa na atakujące nas paskudztwa? I jak stanąć do walki z tak groźnym przeciwnikiem, aby mieć w starciu z nim jakiekolwiek szanse? Pozostaje tylko jedno – trzeba połączyć siły i wspólnie spróbować zlikwidować wszelkie zagrożenia roznoszące się po Europie – od Kijowa po Lizbonę i od Aten po Sztokholm.

Ale jedno warto wiedzieć już na wstępie – łatwo nie będzie.

Stajemy do walki z chorobą

Jeśli przez dłuższy czas macie kontakt z grami kooperacyjnymi z sektora familijnego – a tak to wygląda ostatnio w moim przypadku – zetknięcie się z taką pozycją, jak Pandemic: Gorąca Strefa – Europa, może być z jednej strony lekkim szokiem, a z drugiej – przyjemną odmianą od tego, z czym dotychczas mieliście do czynienia. Bo tutaj naprawdę nie jest łatwo wygrać i plansza stawia przed nami spore wyzwanie.

Oczywiście zwycięstwo bywa jak najbardziej możliwe, ale przydadzą się do tego pewne zdolności taktyczne oraz umiejętność komunikowania i nawiązywania współpracy z pozostałymi graczami. Bo kluczem do sukcesu okazuje się tutaj właśnie podążanie ramię w ramię do celu – i między innymi za to można tę grę pokochać.

Jak od środka wygląda Pandemic: Gorąca Strefa?

W niewielkim, ale solidnym opakowaniu znajdziemy:


  • planszę z mapą Europy,
  • książeczkę z instrukcją,
  • 24 karty miast,
  • 3 karty epidemii,
  • 4 karty zdarzeń,
  • 9 kart mutacji,
  • 24 karty infekcji,
  • 4 karty pomocnicze ze skrótem zasad,
  • 4 karty postaci,
  • 4 pionki graczy,
  • 48 znaczników chorób w trzech kolorach,
  • 3 znaczniki lekarstw,
  • po jednym znaczniku poziomu zachorowań oraz rozprzestrzeniania się chorób.

Elementów mamy sporo i samo przygotowanie do rozgrywki chwilę trwa, ale ogromnym plusem tego zaprojektowanego przez Matta Leacocka i Toma Lehmanna tytułu jest przejrzystość zasad. Instrukcja znaleziona w pudełku zawiera absolutnie wszystkie niezbędne informacje, podane w maksymalnie uproszczonej formie oraz opatrzone wyjaśnieniami graficznymi – tak, aby gracz nie miał żadnych wątpliwości odnośnie do tego, co go czeka. A gdyby jednak komuś to nie wystarczyło – po zeskanowaniu kodu QR można dostać się na stronę z filmem objaśniającym zasady (co ważne – w języku angielskim).

Dla ciekawskich, producent przewidział także krótkie zestawienie zmian zasad w porównaniu do oryginalnej gry Pandemic, wśród których znajdują się takie elementy, jak zmniejszenie liczby chorób, wprowadzenie ograniczenia do jednej stacji badawczej czy dodanie kart mutacji w celu zwiększenia trudności rozgrywki.

Całość robi spore wrażenie, jak na tytuł w stosunkowo niskiej cenie – wszystkie elementy wykonane są z solidnych materiałów – karty się nie gną, znaczniki (póki co) nie ścierają, a drobne sześciany symbolizujące choroby nie wyglądają jak najtańszy plastik fatalnej jakości. Stosunek jakości do ceny wypada więc tutaj doskonale.

Jak grać (i wygrywać)?

W swojej rundzie każdy z graczy ma do wykonania cztery akcje – mogą to być identyczne działania lub też różne – w zależności od tego, jakie akurat są jego potrzeby. Wśród dostępnych opcji znajdziemy:

  • leczenie choroby,
  • dzielenie się wiedzą (czyli wymianę kartami z innym uczestnikiem),
  • wynalezienie lekarstwa,
  • rejs lub jazdę po Europie,
  • lot bezpośredni lub czarterowy do wybranego miasta.

Różnorodność działań jest na tyle duża, że już w tym miejscu ujawnia się kolejna zaleta nowego Pandemica– mianowicie regrywalność. Tak naprawdę nie da się tutaj rozegrać dwóch identycznych partii – i ilekroć wracamy do tego tytułu, nie możemy się nudzić, ponieważ przed nami stoją inne wyzwania. Co za tym idzie – inne muszą być także nasze reakcje, kolejne kroki, plany i działania. To świetna wiadomość dla tych, którzy nie lubią powtarzalności, a jednocześnie mają ochotę po wielokroć wracać do ulubionych gier.

Bardzo ciekawym dodatkiem urozmaicającym kontakt z Pandemic: Gorąca Strefa jest obecność kart postaci. Każdy z graczy otrzymuje jedną z nich, a to niesie za sobą pewne przywileje i ułatwienia.

Dla odmiany, jeśli chcemy sobie utrudnić potyczkę, możemy dołożyć do puli karty mutacji podnoszące poprzeczkę wyżej. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż producent rekomenduje używanie ich dopiero po odbyciu kilku rozgrywek z wykorzystaniem zasad podstawowych – tak, aby najpierw wczuć się w klimat i zrozumieć mechanikę nowego Pandemica. I ten kierunek ja również zdecydowanie polecam – najpierw parę razy wygrajmy w wersji ciut uproszczonej, a dopiero później ładujmy się w większe kłopoty.

Komu polecam i czy polecam?

Pandemic: Gorąca Strefa – Europa to doskonała propozycja dla miłośników gier kooperacyjnych. Przewidziana została na od dwóch do czterech zawodników, ustalając nieco inne zasady w zależności od tego, ile osób zasiada do potyczki. Minimalna granica wiekowa to 8+, co wydaje mi się rozsądnym rozwiązaniem (na ten moment mogę ocenić, że dla siedmiolatki jest zdecydowanie zbyt trudna, ale może za rok już się nada).

Jako że rozgrywka przebiega dość dynamicznie, Pandemic: Gorąca Strefa – Europa świetnie sprawdzi się zarówno na imprezie (o ile towarzystwo nie jest zmęczone tematyką epidemiczną), jak i podczas wieczornego, rodzinnego spotkania z planszówkami. Myślę, że jeżeli mamy na pokładzie nastolatka, który dotąd kręcił nosem na gry bez prądu, tym tytułem możemy przekonać go, że wcale nie są one nudne i sztampowe. Element budowania współpracy tylko w tym pomoże!

A czy warto kupić wariant Gorąca Strefa – Europa, jeśli mamy w posiadaniu podstawową wersję Pandemica? Moim zdaniem – tak. Mechanika gry pozostaje ta sama – z drobnymi różnicami – ale w tym przypadku możemy zamknąć się z jedną partią w trzydziestu minutach i wrócić do innych spraw, albo kontynuować maraton planszówkowy z kolejnym tytułem. Pierwszy Pandemic to natomiast jedna z tych propozycji, które zabierają dużo czasu i – co tu kryć – nie zawsze będą mogły znaleźć się w naszym harmonogramie.

Dlatego polecam – właściwie każdemu miłośnikowi gier bez prądu.

Tytuł: Pandemic: Gorąca Strefa – Europa

Liczba graczy: 2-4

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: ok30 minut

Wydawnictwo: Rebel

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj.

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Grajmy razem i zwalczajmy choroby! W czasach pandemicznych ten tytuł może wzbudzać szczególne zainteresowanie. Polecam, bo to doskonała propozycja dla miłośników szybkich partyjek pełnych emocji, w których wspólnie stawiamy czoła groźnemu przeciwnikowi. Na jesienne i zimowe wieczory – jak znalazł!
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu