Przetrwać na krańcach zimy. „Frostpunk: Na krawędzi” – recenzja gry

-

Frostpunk to gra, która swą premierę miała w 2018 roku, łącząca strategię czasu rzeczywistego, survival i rozbudowę miasta, a wszystko to w klimatach postapokaliptycznej zimy. Jest to produkcja polskiego studia 11 bit studios, znanego też z realizacji projektu This War of Mine. W ciągu ponad dwóch lat, oprócz podstawki, wydano trzy DLC Opowieść Wigilijną dodatek Frostpunk: Ostatnia Jesień i obecnie wypuszczony, kończący historię, Frostpunk: Na krawędzi
Historia pisana mrozem

Wielka burza odsłania wojskowy magazyn sprzed czasów ewakuacji. Nowy Londyn nie może pozwolić, by takie odkrycie przepadło z kolejnym atakiem zimy. Wysyła więc ekspedycję, mającą misje założenia w pobliżu znaleziska osadę – kolonię, której celem będzie zbadanie oraz wydobycie wszelkich dóbr skrywających się w opuszczonym budynku. My natomiast mamy stanąć na jej czele dbając o pracowitość i oddanie ludzi. Jesteśmy bowiem jedynie kolonią, całkowicie niemal zależną od metropolii, jaką stał się Nowy Londyn. Nie posiadamy swojego generatora, jednak, jak się okazuje, tutaj – na krawędzi – zima nie jest aż tak sroga. Większy problem stanowi natomiast niemożność wyprodukowania pożywienia, ograniczona ilość niektórych surowców oraz brak dostępu do wszystkich znanych w głównym mieście technologii. Dodatkowo Nowy Londyn dyktuje nam warunki. To oni decydują, ile otrzymujemy zasobów i ustanawiają prawa decydując za nas, jak radzić sobie z problemami. Często w sposób zgoła inny niż byśmy tego chcieli. 

Łatwo się więc domyślić, jak zareagują, gdy nasze grupy eksploracyjne odnajdą inne, chętne do współpracy ułatwiającej nam samowystarczalność, osady. Będziemy ślepo posłusznymi sługami czy zapragniemy uwolnić się spod tyranii, próbując się usamodzielnić? Jakie konsekwencje naszych decyzji poniesiemy? W ostrym klimacie Frostlandu najdrobniejsza wątpliwość może zmienić losy ludzkości.

Taki mamy klimat…

O tym, iż życie we Frostlandzie nie należy do łatwych, wie każdy, kto grał we Frostpunk. Produkcja polskiego studia nie jest łatwa. Nawet na najniższym poziomie trudności może wywoływać emocje i irytację, gdy po raz kolejny nie uda nam się spełnić jakiegoś żądania czy dotrzymać obietnicy, a temperatura będzie nieubłaganie spadać, momentami do niemożliwych wręcz do wytrzymania mrozów. I choć w dodatku Na krawędzi klimat nie jest aż tak dotkliwy jak to było w podstawce, stanowi pewne wyzwanie. Nadal bowiem nasza kolonia znajduje się na niegościnnych terenach Frostlandu, gdzie zima jest prawdziwą władczynią, decydującą o życiu i śmierci. I cały czas odczuwamy to podczas rozgrywki. 

Stylistyka gry nie zmieniła się, mróz wciąż „zamraża” nasz ekran, gdy temperatura się obniża. Nieogrzane budynki pokrywają się śniegiem, a ludność przedziera się przez zaspy, o ile musi dojść tam, gdzie nie prowadzą wybudowane wcześniej ścieżki. 


Pod względem graficznym nie mamy się co doszukiwać istotnych zmian. Można wręcz rzec, że wszystko jest po staremu. I w zasadzie dobrze. Kolorystyka o mało nasyconych, zimnych barwach idealnie oddaje nastrój panujący w przedstawionym świecie – smutek, tęsknotę za tym, co utracone, chłód przenikający do kości i żmudną walkę o przetrwanie kolejnego dnia, z gasnącą nadzieją na lepsze jutro. 

Co więc dodaje nam do znanej już historii i rozgrywki dodatek Na krawędzi? Poza nowym miastem i misją wydobycia surowców, rzecz jasna – możliwości handlu i dyplomacji. To te dwie dziedziny są tym razem najważniejszymi elementami gry. Każda odkryta osada to nowe szanse na handel i zdobycie surowców. Jednak to, ile zasobów otrzymujemy w ramach zapłaty, zależne jest od tego, jak sprawnie będziemy prowadzić rozmowy z przywódcami danych społeczności. Różne bowiem mają nastawienie do Nowego Londynu, technologii i natury. Będziemy mieć wpływ na ich rozwój i funkcjonowanie, albo usiłując decydować o pewnych sprawach, albo też pozwalać, by wysłani przez nas ludzie, goszczący we współpracujących lokacjach, zmuszeni byli do podporządkowania się panującym tam zwyczajom. Podjęte decyzje wpłyną na przychylność osad, co odzwierciedlać się będzie w handlu z nimi, a gdy ta spadnie do zera, może to skutkować odcięciem od zasobów produkowanych przez daną lokację. Warto więc dbać o to, by mieć dobre stosunki ze wszystkimi. Z drugiej strony wybory wpływają również na niezadowolenie mieszkańców naszego miasta. A to, jak pamiętamy z poprzednich rozgrywek, może doprowadzić do obalenia, wygnania, a nawet śmierci przywódcy, w rolę którego wciela się gracz. 

Zima wieje, mróz się śmieje

Czy Na krawędzi wart jest odkurzenia gry Frostpunk? O ile lubi się klimat rozgrywek strategicznych, survivalowych i zmuszających nas do myślenia, kombinowania i podejmowania trudnych decyzji, gdzie konsekwencje nawet tych teoretycznie błahych mogą przyczynić się do naszej klęski, to zdecydowanie warto. Tylko ostrzegam – nie da się tej gry włączyć „na chwilę”. Czas przelatuje nam podczas rozgrywki przez palce i tak po godzinie okazuje się, że w rzeczywistości minęły trzy. Frostpunk: Na krawędzi w równej mierze, co poprzednie dodatki oraz podstawka, nie jest grą łatwą, niezależnie od poziomu trudności. To wciągająca i wymagająca pozycja, stawiająca graczom co rusz nowe wyzwania. Stworzona dla osób, ceniących sobie rozrywkę pobudzającą pracę szarych komórek, przy której można zapomnieć o otaczającym nas świecie i zatopić się w mroźnym klimacie Frostlandu. 

To, co mnie irytowało, to brak możliwości rozwoju ideologii lub religii oraz zmniejszony wpływ na Kartę Praw, która do pewnego momentu wręcz jest zablokowana. Mieszane emocje może budzić również zmiana priorytetów. Rozbudowa miasta nie stanowi bowiem już tak istotnej części rozgrywki, jak do tej pory. I o ile potrafię zrozumieć dlaczego tak się stało – mamy się tym razem skupić na czymś innym – nadal odbiera to w jakimś stopniu radość z gry. 

Jest jednak coś, czego moim zdaniem nie da się usprawiedliwić.. Tym bardziej biorąc pod uwagę, iż pozycję ta wyprodukowało polskie studio. Chodzi o błędy językowe, które zdarzają się na tyle często i co gorsza w dość znaczących momentach, że istnieje dużo prawdopodobieństwo na to, iż wpłyną one na podejmowane przez gracza decyzje. 

I tak jak mogę przymknąć oko na uczucie niedosytu, spowodowane mniejszą kontrolą nad wymienionymi wyżej aspektami rozgrywki, bowiem rozumiem z czego wynika ich ograniczenie czy nawet brak, tak w przypadku wspomnianych błędów niestety były one na tyle istotne, że musiały mieć odzwierciedlenie w mojej ocenie.

  • grafika utrzymana w tej samej stylistyce, co w poprzednich odsłonach,
  • klimat idealnie pasujący do tematyki gry,
  • rozbudowanie podstawowej mapy,
  • nowe lokacje mające znaczący wpływ na rozgrywkę (zamieszkałe osady),
  • mechanika handlu i budowania relacji między osadami.

  • ograniczony wpływ na Księgę Praw,
  • brak możliwości rozwoju ideologii i religii,
  • znaczące błędy językowe.

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

W ogólnym rozrachunku gra ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów, z czego tylko jeden z nich miał większe znaczenie w mojej opinii. Dodatek Na krawędzi zasługuje na mocne 7/10 i gdyby nie niedoróbki w tekście w kluczowych momentach, na przykład podczas dokonywania istotnych wyborów, ocena ta mogłaby być wyższa.
Paulina Komorowska-Przybysz
Paulina Komorowska-Przybysz
Mól książkowy, marzący o wydaniu własnej książki, zapalony gracz konsolowy i planszówkowy o zapędach artystycznych i zamiłowaniu do rękodzieła. Wychowana na Gwiezdnych Wojnach, Obcym i książkach Stephena Kinga. Trochę roztrzepana, często zbyt szczera i nieustannie ciekawa świata.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu