(Przed)ostatni przystanek. „Stacja końcowa Auschwitz” – recenzja książki

-

Ostatnimi czasy literatura obozowa stała się niezwykle popularna na rynku polskim. Co chwila na półki księgarń trafiają kolejne tytuły związane z tą tematyką. Czy to moda na zarabianie na ludzkiej tragedii, czy może chęć podzielenia się ze światem trudnymi przejściami – nie mnie to oceniać. Nie da się jednak ukryć, że wśród wszelakiej maści książek opartych na tematyce obozów ciężko już znaleźć te o wartościowej treści. Nie sposób nie zgubić się podczas przeglądania tego typu tytułów, zatem czy Stacja końcowa Auschwitz, wydana nakładem WAB, wyróżnia się czymś na tle innych pozycji?
Pomiędzy obozami

Książka ta, napisana przez Eddy’ego de Winda, stanowi wspomnienia autora, spisane jeszcze podczas pobytu w obozie Auschwitz, zatem jest to jedno z najwierniejszych świadectw piekła Holocaustu. Mężczyzna tworzy swoje alter ego – Hansa – i to jego oczami będziemy „obserwować” traumatyczne wydarzenia.

Historia rozpoczyna się w Holandii – w obozie przejściowym Westerbork, gdzie poznaje Friedel, z którą później bierze ślub. Niestety, nie tak długo po tym małżonkowie zostają rozdzieleni podczas transportu do Auschwitz. Hans trafia do bloku numer dziewięć, a jego żona – dziesięć, gdzie kobiety są poddawane eksperymentom medycznym. Rozpoczyna się walka o przetrwanie i o… miłość.

Resztka nadziei

Z racji tego, że Eddy de Wind był Holendrem, czytelnik ma okazję poznać historię obozową z nieco innej perspektywy. Stacja końcowa Auschwitz jest książką przepełnioną cierpieniem, świadectwem okrucieństwa człowieka i nierównej walki o przetrwanie. Co wrażliwszy odbiorca nie będzie w stanie przeczytać jej „na jeden raz”, czując potrzebę zrobienia sobie przerwy od przerażających opisów ówczesnej obozowej rzeczywistości.

Każda strona wręcz emanuje żalem i bólem, a poprzez nie czytelnik zdaje sobie sprawę z bezduszności i okropności II wojny światowej. Ograbiony z praw i marzeń autor niemal codziennie spisuje swoje przeżycia, jednak nie są one nadmiernie emocjonalne. Czytając wspomnienia de Winda, można wyczuć, jak zmęczony i zrezygnowany był, mierząc się z brutalnością, głodem, chorobami i śmiercią. Odcięty od żony mężczyzna zachowuje jednak resztki nadziei i woli walki, starając się choć przez chwilę spędzić z nią czas czy zamienić słowo, dbając o to, co odebrano mu siłą.


Dziennik piekła

Z racji faktu, iż autor spisywał swoje przemyślenia na bieżąco, Stację końcową Auschwitz cechuje chaotyczność. Często możemy natrafić na urwane wątki czy nieścisłości, jednak wydawca już na pierwszych stronach informuje odbiorców, że postanowiono zachować oryginalny tekst, mimo iż zawierający niepotwierdzone informacje. Do tego w dużej części przypadków dodano przypisy mające wyjaśniać pewne rozbieżności. Taka forma książki może nastręczać problemów z odbiorem, jednak nieedytowane słowa byłego więźnia obozu posiadają większą moc i przekaz niż fabularyzowane tytuły. Dzięki właśnie tego typu zabiegowi poznajemy surowe (o ile nie jest to zbyt delikatne określenie) realia pobytu w piekle, co tylko wzbudza jeszcze silniejsze emocje.

Równie mocno oddziałują na adresata zdjęcia zawarte w książce – dodanie do tytułu możliwości zwizualizowania osób, o których czyta, pomaga mu uświadomić sobie prawdziwość i skalę okrutnych wydarzeń. Nie twierdzę, iż odbiorcy nie zdają sobie sprawy z piekła Holocaustu – uważam jedynie, że młode pokolenie, w dużej mierze nie mające bezpośredniej styczności z byłymi więźniami, dzięki omawianej pozycji jest w stanie w jakiś sposób wyobrazić sobie horror osadzonych i poświęcić chwilę na przemyślenia i refleksję nad tym, jaki los jest zdolny zgotować człowiek drugiemu człowiekowi w imię przekonania o swojej wyższości.

Ze wspomnień de Winda emanuje także niezaprzeczalna niechęć do polskiego narodu. Wynika ona z tego, jakie osoby autor spotkał na swojej drodze. Trudno się jednak dziwić, bowiem nie każdy Polak był krystalicznie czysty, tak jak nie każdy Niemiec mordował Żydów. Jeśli jednak są czytelnicy, których rażą niepochlebne opinie o naszych rodakach, w tych momentach książka stanie się dla nich nie do przełknięcia, ja natomiast rozumiem negatywne podejście de Winda – choć generalizacja nie jest rzeczą dobrą, ciężko oczekiwać racjonalizacji i analizy wydarzeń od autora żyjącego w obozie śmierci.

Koniec drogi

Stacja końcowa Auschwitz to cenna i wartościowa pozycja wśród literatury obozowej. Dzięki spisanym na bieżąco wspomnieniom nabiera autentyczności i rzuca nowe światło na tragiczne wydarzenia lat czterdziestych ubiegłego wieku. Uzupełniona o słowniczek i notę biograficzną Eddy’ego de Winda stanowi ważną i interesującą lekturę, zwłaszcza biorąc pod uwagę artykuł autora na temat traumy poobozowej. Warto przebrnąć przez chaotyczne zapiski i przełknąć patriotyczną dumę, gdy wątki się urywają, a Polacy są przedstawiani raczej z niechęcią, by zapoznać się z jednym z najprawdziwszych świadectw pobytu w piekle, na stacji Auschwitz.

 

Tytuł: Stacja końcowa Auschwitz

Autor: Eddy de Wind

Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 288

ISBN: 9788328052628

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Jeśli poszukujecie szczerej i surowej książki opowiadającej o piekle obozów, „Stacja końcowa Auschwitz” zostawi was ze ściśniętym gardłem. Choć chaotyczna, warta zapoznania się ze względu na swą autentyczność.
Adrianna Dworzyńska
Geek i fanatyczka popkulturalna. Fascynatka astrofizyki, miłośniczka wszystkiego, co brytyjskie. Członkini wielkiej trójki fandomów. Ceni magię ponad efektami, dlatego kocha Doctora Who i Merlina nad życie. Dyrektor ds. Memologii 2.0, śmieszek 24/7, ale przede wszystkim stuprocentowy hobbit - lubi święty spokój, jedzenie i spanie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu