Bastion Pradawnych Królów to jedyne schronienie dla garstki bohaterów, broniących się przez nadciągającymi hordami krwiożerczych bestii. Wrogowie, na rozkaz Złowrogiej Królowej, przybywają pod mury twierdzy, aby odzyskać skradzione jej przez śmiałków artefakty. Czy uda im się wrócić z pola bitwy z tarczą czy na tarczy?

Ostatni Bastion to nowe wydanie gry kooperacyjnej Ghost Stories. Autorem tego tytułu jest Antoine Bauza, projektant znany z bestsellerowych pozycji, takich jak Siedem cudów Świata czy Takenoko. Mechanika oraz ogólny zamysł został przeniesiony do nieco innej rzeczywistości, osadzonej w realiach klasycznego fantasy. Już na pierwszy rzut oka kojarzy się z oldschoolowymi planszówkami figurkowymi, ale z delikatnym powiewem świeżości. Gra została przygotowana dla od jednego do czterech graczy, natomiast jedna partia powinna zająć około czterdziestu pięciu minut, o ile dopisze wam szczęście!

Barwny mrok zamknięty w pudełku

Ostatni Bastion zamknięto w dużym pudle, pełnym żetonów, znaczników, figurek bohaterów, kafelków bastionu, płytek muru twierdzy, planszetek graczy oraz hordy, kości i kart. Krótko mówiąc – czego dusza zapragnie. Całą tę zawartość pozwoli nam trzymać w ryzach odpowiednio przygotowana wypraska. Muszę przyznać, że nie zauważyłam, aby któryś z elementów był słabszej jakości. Każdy komponent gry prezentuje się bardzo ładnie, a po złączeniu wszystkiego w całość na stole, planszówka robi wrażenie.

Jeśli chodzi o ilustracje, pomimo tematyki klasycznego fantasy, grafiki kojarzą mi się nieco z komiksami lub animacjami osadzonymi w podobnej rzeczywistości. Kolory są żywe i wyraziste, zwłaszcza na kafelkach bastionu i planszach postaci. Mamy do czynienia z diabolicznymi mocami, wezwanymi na rozkaz Złowrogiej Królowej, więc aż się prosi o odrobinę mroczniejsze klimaty. Wydaje mi się, że ilustracje są zbyt bajkowe, zdecydowanie czegoś mi w nich brakuje. Instrukcja została napisana przyzwoicie, jednak budziła pewne pytania, na które nie zawsze znajdowałam odpowiedź.

Przygotujcie się do walki

Aby rozpocząć bitwę, należy przygotować twierdzę do oblężenia. Na środku stołu powstaną mury obronne, z dziewięcioma kafelkami bastionu w centralnej części. Dookoła będą się zbierać złowrogie hordy, natomiast tuż za nimi bohaterowie umieszczą swoje planszetki i spróbują powstrzymać szerzące się zło. Gracze wybierają jedną z ośmiu postaci i kładą odpowiadającą jej figurkę w samym centrum twierdzy. Każdy z nich ma unikalną zdolność, która, jak się przekonacie, z pewnością nie raz okaże się bardzo pomocna. Dodatkowo trzeba przygotować talię hordy, liczba kart zależy od tego, ilu śmiałków stanie do walki oraz jaki poziom trudności wybiorą.

Do ataku!

Rozgrywka trwa do momentu wyeliminowania wszystkich przeciwników i obronienia bastionu lub do czasu, kiedy jeden z warunków przegranej zostanie osiągnięty. Każda tura została podzielona na dwie fazy: hordy oraz bohatera. Aby nie było zbyt łatwo, pierwszeństwo mają przeciwnicy – to oni dyktują warunki i to, jaka bestia pojawi się pod murami bastionu, wpłynie na dalsze kroki graczy. Niektóre jednostki Zła wprowadzają negatywne skutki już w momencie zawitania na planszy. Na przykład mogą zwołać posiłki, przez co do gry nie wejdzie jedna karta, ale dwie lub nawet trzy. Wszystko zależy od ułożenia talii. Bestie posiadają także akcje stałe, odpalane zawsze podczas trwania fazy gracza, oraz takie, które są aktywowane w momencie pokonania przeciwnika. Co ciekawe, może to być coś pozytywnego, na przykład dodatkowe punkty życia lub żetony wyposażenia, ale istnieją także te negatywne, niekojarzące się z nagrodą za zwycięstwo.

Kiedy horda zakończy swoje manewry, czas na fazę bohatera. Ten ma do dyspozycji dwie akcje, które może wykonać w dowolnej kolejności. Należą do nich: ruch o jedno pole w obrębie oblężonej twierdzy oraz akcja, czyli aktywowanie kafelków bastionu lub atak. Walka z hordami zła została oparta na rzucie trzema kośćmi. Każdy z przeciwników posiada określoną wartość odporności i aby go pokonać, należy uzyskać wynik równy lub większy. Na przykład Ork Szaman jest oznaczony jednym znacznikiem zielonym, żeby go wyeliminować, gracz musi otrzymać co najmniej jeden symbol odpowiadający temu na karcie stwora lub białą ściankę (joker). Dodatkowo bohaterowie, podczas oblężenia, mogą pozyskiwać żetony uzbrojenia w pięciu, różnych kolorach, które przydadzą się jako dodatkowe punkty podczas walki. Oprócz ataku śmiałkowie mają do dyspozycji dziewięć kafelków bastionu, każdy z nich pozwala aktywować inną akcję, często wyciągającą z sytuacji podbramkowych. Jednak ruch po planszy jest ograniczony, więc należy dobrze przemyśleć swoje decyzje, aby nie dać się pokonać siłom zła.

Fortuna kością się toczy

Mechanika gry jest stosunkowo prosta, zależna od symboli i kolorów. Jednak losowość może okazać się dość frustrująca. To właśnie ten aspekt sprawia, że Ostatni Bastion do łatwych tytułów nie należy. Trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia w rzutach kośćmi, aby ukończyć pierwszą partię zwycięsko. Również ułożenie kart w talii hordy jest przypadkowe, więc nigdy nie wiadomo, gdzie pojawi się przeciwnik i z jaką siłą uderzy. Dlatego warto zadbać o odpowiednią kooperację i komunikację.

Sam na placu boju

Wariant solo dla mnie okazał się ciągiem niekończących się porażek. Naprawdę ciężko jest przejść przez całą talię w pojedynkę. Mimo to uważam, że to świetna propozycja dla graczy próbujących swoich sił w samotności. Ja bawiłam się wyśmienicie, pomimo narastającej frustracji, wynikającej z przegranej. W żaden sposób planszówka nie zraziła mnie do siebie – wręcz przeciwnie chciałam próbować dalej, a nuż w końcu się uda.

Zbierz drużynę i broń się

Ostatni Bastion to udana gra kooperacyjna. Gracze, aby pokonać siły Złowrogiej Królowej, muszą współpracować, pomagać sobie nawzajem, czasem nawet decydować się na poświęcenie dla dobra drużyny. Owszem, planszówka daje w kość, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Są momenty, kiedy przegrana przychodzi bardzo szybko, jednak chce się rozpoczynać na nowo. Może innym bohaterem? Może po drugiej stronie murów? Pod tym kątem Ostatni Bastion szczyci się dużą regrywalnością. Otrzymujemy do wyboru aż osiem postaci, z każdą partią rzuty oraz potwory będą różne, a dodatkowo mamy jeszcze cztery poziomy trudności. Dzięki temu, kiedy w końcu uda się wygrać na etapie „nowicjusz”, śmiało można próbować swoich sił w innych wariantach.

Gra pod względem mechaniki, nie jest trudna, więc nawet średniozaawansowani gracze znajdą coś dla siebie. Wymagający planszówkowi wyjadacze również powinni bawić się równie świetnie, jak ja.

 

Tytuł: Ostatni Bastion

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 14+

Czas rozgrywki: 45-60 minut

Wydawnictwo: Rebel

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel, więcej o grze przeczytacie tutaj:

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię