Polscy poeci XXI wieku: Michał Kellen i Krzysztof Kościelski

-

A więc jeszcze raz powtórzę, proszę panów: wielki poeta, Juliusz Słowacki, wielki poeta, kochamy Juliusza Słowackiego i zachwycamy się jego poezjami, gdyż był on wielkim poetą. Proszę zapisać sobie temat wypracowania domowego: „Dlaczego w poezjach wielkiego poety, Juliusza Słowackiego, mieszka nieśmiertelne piękno, które zachwyt wzbudza?” W tym miejscu wykładu jeden z uczniów zakręcił się nerwowo i zajęczał: — Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam! Wcale się nie zachwycam! Nie zajmuje mnie! Nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy, a i to mnie nie zajmuje. Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?

Witold Gombrowicz, Ferdydurke

Nie tacy wielcy

Powyższy cytat znalazł się we wstępie z dwóch powodów. Po pierwsze, Ferdydurke to naprawdę dobrze napisana powieść, warto więc czasem o niej przypomnieć. Doceniona przez krytyków na całym świecie, została zaliczona do klasyków dwudziestowiecznej literatury współczesnej. W moim przypadku spotkanie z tym dziełem przypadło na czas gimnazjalny: wtedy jeszcze nie potrafiłem pojąć jego złożoności. Groteska i surrealizm w wykonaniu Gombrowicza to tylko przykrywka dla wielu poważnych tematów: źródła człowieczeństwa, społecznych mechanizmach czy… braku samodzielnego myślenia. Tu przechodzimy do ważniejszego z powodów: przedstawieniu we wspomnianej książce poezji. Autor stawia opór bezmyślnemu powtarzaniu frazesów o wielkiej twórczości, wzruszeniach i porywach uczuć. Szczerze mówiąc, ja także nie zachwycam się Słowackim. Rzecz nie do pomyślenia przez nauczycieli języka polskiego, a jednak bardzo częsta, nie tylko wśród szkolnej młodzieży. Słowacki, Mickiewicz, Szymborska, Gałczyński, Baczyński, Norwid… kojarzycie te nazwiska. Ale ile dzieł wymienionych pisarzy znacie i lubicie? Najwyższa pora przestać gloryfikować poezję, niczym Profesor Bladaczka z Ferdydurke. To sztuka, owszem, ale tworzona przez ludzi, dla ludzi. Twórcą może zostać każdy – tym bardziej w XXI wieku.

@Poligraf

Czarny koń poezji internetu

Tak właśnie przedstawia się Krzysztof Kościelski. A przynajmniej zdanie to można przeczytać na okładce tomiku wierszy jego autorstwa, zatytułowanym Ego. Nawet, jeśli to tylko kwiecista metafora wydawcy, każdy, kto spotkał się z twórczością „Szekspira Instagrama” (to także cytat z obwoluty), przyzna, że tkwi w niej ziarno prawdy. W mediach społecznościowych bardzo trudno nie natknąć się na jeden z jego wierszy: tysiące polubień i udostępnień mówią same za siebie. Tylko czy wszyscy celebryci zasługują na swą popularność? Pozwólcie, że zostawię to pytanie bez odpowiedzi. Jeśli spojrzeć na komentarze i recenzje czytelników, zdania okazują się być bardzo podzielone. Skąd więc to zamieszanie? Śpieszę z wyjaśnieniami: prawda często powoduje sporo hałasu. Krzysztof Kościelski jest po prostu szczery. Zdarza mu się być zabawnym, czasem zbyt głębokim w swych rozważanich, niekiedy miesza czarny humor z tematami nad wyraz poważnymi: zawsze jednak mówi – pisze – dokładnie to, co myśli. Skąd wiem? To widać w jego tekstach. Tak bardzo różniących się od siebie, a jednocześnie tak podobnych. Każdy z nich, począwszy od dwuwersowej fraszki, a kończąc na kilkustronicowym poemacie o rozstaniu, zawiera w sobie otaczającą nas rzeczywistość. Wszystkie, co do jednego, opowiadają o skrywanych miłościach, codziennych zazdrościach, wieczornych wyjściach do marketu, życiu w Sieci, dietach, pogodzie, zasiłkach… Wiersze te bardzo szybko okazują się lustrem, odbijającym wady i zalety czytelnika. A jest wręcz perfekcyjnie gładkie, bo zostało stworzone nie przez „wielkiego poetę”, marzącego o sławie, lecz człowieka na wskroś zwykłego. Proszę o uwagę: to nie obelga, tylko komplement. Kościelski nie układa swoich tekstów tak, jak byśmy my tego chcieli, nie stara się nikomu przypodobać, hołdować danej religii czy ideologii. On tylko patrzy i opisuje to, co widzi. Bardzo często używa przy tym niewyszukanych rymów oraz sporej dozy sarkazmu. Produkty końcowe wzbudzają wiele kontrowersji: można je kochać lub nienawidzić, ale nie przejdzie się obok nich obojętnie.


@Świat Książki

Emocjak złośliwy

Tę właśnie chorobę zdiagnozował u siebie Michał Kellen, autor tomiku wierszy Arytmie Życia. Opis tego schorzenia, znajdujący się na okładce, nie napawa optymizmem:

charakteryzuje się zaburzeniami wrażliwości i bezpośrednio wpływa na zmiany w układzie nerwowym. Chory wykazuje nienaturalną wrażliwość na wszelkie bodźce emocjonalne, co skutkuje rozszarpaniem w układzie zwanym duszą.

Po skończonej lekturze muszę przyznać autorowi rację – zakażenie jest niezaprzeczalne. Ogrom uczuć, płynący z jego tekstów, przytłacza. Momentami wręcz tonąłem w smutku i nie potrafiłem jasno określić obiektu mojej bezgranicznej tęsknoty. I choć głęboko wierzę (podobnie jak w przypadku Kościelskiego) w szczerość twórczości Kellena, nie dziwi mnie fakt, iż nie jest ona aż tak popularna. Liczba osób obserwujących strony obu panów może sugerować co innego: Chory Poeta ma ich blisko trzy razy więcej niż Mickiewicz Facebooka (proszę o wyrozumiałość, to określenia stworzone przez fanów, nie przeze mnie). Michał Kellen publikuje rzadziej, nie posługuje się rymami, prawdopodobnie nie wie nawet, co to poczucie humoru. Używa za to sporej liczby metafor, zazwyczaj bardzo mrocznych i wręcz… niepokojących. Pierwsze skojarzenia czytelnika po kontakcie z zawartością Arytmii Życia popłyną ku nieszczęśliwej miłości, dramatycznemu rozstaniu i późniejszej samotności, często wysokoprocentowej. Dalsze spojrzenie na tomik pozwoli jednak uchwycić bardziej pocieszający obraz: terapia piórem trwa i przynosi sukcesy. Wspomnienia przeszłości powoli zostają przekuwane we wnioski na przyszłość i rady dla czytelników, mgła uczuć i bólu delikatnie się rozrzedza. Bardzo wielu odbiorców może odbić się od tej twórczości: nie jest lekka i przyjemna, nie można jej przeczytać – a tym bardziej napisać – w drodze po bułki. Jeśli jednak zdecydujecie się dokończyć lekturę, z pewnością zauważycie w sobie zmianę. Rany w sercu są niestety nieuniknione: emocjak złośliwy okazuje się zaraźliwy, a najwolniej goją się rany zadane duszy. Michał Kellen nie jest bezmyślnym rzeźnikiem, lecz wprawnym chirurgiem. Nie wahajcie się iść pod nóź, dajcie sobie zostawić kilka małych blizn. Zostaną na zawsze i pozwolą wam lepiej zrozumieć miłość.

Źródło

Wieszczem był!

Czy każdy może zostać twórcą? Jak najbardziej, to ludzie kreują wszelką sztukę dla nich samych, a wielki talent miejscu to rzecz wysoce nieprzewidywalna. Pamiętać należy jednak, że klucz to zrozumienie. Wiedza, bez świadomości jej znaczenia i sposobów zastosowania, jest bezwartościowa. O ile jednak poezja często opiera się logice, nigdy nie powinna powstrzymywać uczuć – raczej je wywoływać. Słowacki był wielkim wieszczem. Wielu ludzi tak twierdzi, ale jeśli nie zgadzacie się z tą kwestią, wszystko w porządku. Być może zdystansowany czarny humor Kościelskiego lub rozrywające serce poematy Kellena bardziej przypadną wam do gustu.

Linki do facebookowych profili:

Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

  1. Bardzo interesujący artykuł, przyznam, że nigdy nie byłam jakąś wielbicielką poezji, ale ten tekst mnie zaintrygował i z chęcią sprawdzę twórczość obu panów.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu