Nigdy więcej nie pójdę do lasu. „Blair Witch” – recenzja gry

-

Lubicie wycieczki do lasu? Czy to na grzyby, czy na spacer? Cóż, po produkcji od Lionsgate już nigdy nie najdzie was ochota wybrać się w gęstwinę. Oczywiście nie wspominam tutaj o starym, dobrym Blair Witch Project (1999) czy nieco świeższym Blair Witch (2016), ale o ich nowym pomyśle na zrobienie z filmu gry wideo.

Historia nauczyła nas, że takie rzeczy rzadko kiedy okazują się udane. Na szczęście ktoś mądry ze studia zaproponował przy tym tytule współpracę polskiemu studiu Bloober Team, które od kilku lat specjalizuje się w horrorach. Przykładów nie trzeba daleko szukać, choćby znakomite Observer (2017) czy Layers of Fear (2016) i jej kontynuacja z 2019 roku. Wystarczyło zaproponować im powrót do nawiedzonego lasu, a zespół z Krakowa zgromadził potrzebny sprzęt i wyruszył na poszukiwania wiedźmy. Przy okazji zabierając tam również swoich graczy.

Powrót do Black Hills Forest

Historia rozpoczyna się od otrzymania informacji o zaginięciu dziecka. Chłopiec był ostatnio widziany w owianym złą sławą lesie, w którym dochodziło już do podobnych incydentów z zniknięciami. Do poszukiwań dołącza Ellis, eks-policjant i żołnierz w armii stacjonującej na Bliskim Wschodzie. Nadal zmaga się on z przeszłością wpływającą na jego obecny stan psychiczny. Do tego dochodzą jeszcze problemy w związku. Wsparciem dla niego okazuje się owczarek niemiecki, Bullet. Wraz z czworonożnym przyjacielem bohater decyduje się dołączyć do poszukiwań zaginionego dziecka. Kiedy jako pierwszy znajduje trop, niemal od razu przekonuje się, że w lesie dzieje się coś bardzo dziwnego i wykraczającego poza logiczne rozumowanie.

Screen z gry

Dobry piesek!

Tak naprawdę z czasem początkowa historia zostaje zepchnięta na dalszy tor, gdy główny bohater przekonuje się, że rzeczywistość zaczyna płatać mu figle i musi walczyć o przetrwanie. Dlatego bardzo cieszyłam się z obecności Bulleta. Ten czworonożny przyjaciel nie tylko polepsza zdrowie psychiczne głównego bohatera (moje także!), ale również możemy w pewnych sytuacjach zdać się na jego niezawodny węch. Dzięki temu wpadniemy na trop zaginionego chłopca bądź zostaniemy szybko ostrzeżeni, jeśli coś zacznie się do nas zbliżać. Na zakończenie gry wpływa także nasza relacja z Bulletem. Warto więc nieustannie o nim pamiętać, trzymać blisko siebie i nagradzać go licznymi pochwałami.


Screen z gry

A tak poza tym Blair Witch to gra, która pełnymi garściami czerpie z rozwiązań znanych nam z Layers of Fear. Mamy jump scare’y, dynamicznie zmieniające się otoczenie, umiarkowanie trudne łamigłówki czy brak możliwości sięgnięcia po broń – co jest naprawdę irytujące! Aby pokonać koszmary nawiedzające nas w lesie, posługujemy się… latarką. Zapewne wielu graczy zobaczy tutaj podobieństwo do Alana Wake’a i nic dziwnego. Drugą przydatną rzeczą jest kamera. Przewijając taśmy, możemy cofnąć pewne wydarzenia lub też sprawić, że jakiś przedmiot na filmie nagle pojawi się przed nami. Dodatkowo tryb noktowizji pomaga przy niektórych zagadkach oraz służy do znajdowania drogi w środku ciemnego gaju.

Screen z gry

Gra daje także wiele sposobności graczowi, jeśli chodzi o elementy niezwiązane bezpośrednio z samą fabułą. Możemy dzwonić do pizzerni lub weterynarza, karmić naszego czworonożnego przyjaciela czy bawić się telefonem. Wyobraźcie to sobie: stoicie w środku lasu, czujecie nieustannie na sobie czyjś wzrok, ale wyjmujecie komórkę i odpalacie Snake’a albo Galaxiana. Przynajmniej twórcy pomyśleli o tym, żeby dać graczowi chwilkę odetchnąć i czymś rozładować napięcie. Za to ogromny plus. Chociaż dostając wiadomość od nieznanego numeru o treści „Spójrz w górę”, można się naprawdę nieźle wystraszyć. 

Screen z gry

Niestety nie udało się uniknąć błędów. Najczęściej dotyczyły one psa, który potrafił blokować się na pewien czas albo kręcił się w kółko i dopiero po chwili ruszał dalej. Irytuje w szczególności, gdy nasza psina zwęszy trop, biegniemy za nim jak szaleni, a ten nagle ma problemy z poruszaniem się i odnalezieniem drogi do celu. Na minus zasługuje też ostatni rozdział, w którym błądzimy po całym domu, tak naprawdę nie wiedząc nawet w jakim celu, a same sceny przyprawiają nas o ból głowy. Ktoś tutaj chyba nieco przesadził z abstrakcyjnością. Szkoda, bo początek samej gry był naprawdę świetny, jedynie zabrakło dobrego pomysłu na ostatni akt całej historii.

Screen z gry

Zaczarowany las

Blair Witch straszy, a to przecież najważniejsza kwestia. Potwory nie napadają na nas ze wszystkich stron, a samo zagrożenie nie jest bezpośrednio widoczne. Twórcy budują w grze grozę poprzez położenie nacisku na wszechobecne poczucie niebezpieczeństwa i braku pewności dotyczącej tego, co tak właściwie się dzieje i co może się za chwilę wydarzyć. Dlatego pierwsze skrzypce odgrywa tutaj kreacja otoczenia oraz odgłosy przyrody. Las w Blair Witch jest po prostu przepiękny i jednocześnie przerażający. Co prawda zbudowany został na zasadzie korytarzy i półotwartych labiryntów, ale świetnie to maskuje, właściwie cały czas dając nam poczucie, że jesteśmy zagubieni pośrodku głuszy skrywającej mroczne tajemnice. Zdarzyło mi się wałęsać przez pół godziny, szukając odpowiedniej drogi, nieustannie kręcąc się w kółko i wracając do tego samego miejsca. Fotorealistyczna grafika i gra światłem to absolutna klasa światowa. Osoba siedząca z boku może czuć się, jakby oglądała horror.

Screen z gry

Przejście całego tytuł zajmuje około pięciu godzin. Jednakże gra posiada aż cztery różne zakończenia. Nie chciało mi się przechodzić wszystkiego od początku, dlatego obejrzałam filmik ze wszystkimi finałami. Okazuje się, że dostałam „najgorsze” z możliwych. Nie wiem, w którym momencie popełniłam błąd, ale na pewno nie będę tego sprawdzać. Powtarzanie tych samych sekwencji i czynności, aby przy odrobinie szczęścia podczas podejmowania decyzji dotrwać do innego zakończenia, to kompletna strata czasu. Tak samo zebranie wszystkich znajdziek. Owszem, możemy dowolnie eksplorować las w poszukiwaniu zdjęć, nieśmiertelników i kaset wideo mających olbrzymie znaczenie fabularne. Aczkolwiek wątpię, czy czując nieustannie na sobie czyiś wzrok, chcielibyście dłużej przebywać w danej lokalizacji. Naprawdę warto dać szansę tej produkcji, bo można się nieźle wystraszyć. Na początku nawet jesteśmy zachęcani do grania ze słuchawkami – wtedy dopiero poznamy, co to znaczy strach.

Screen z gry

Przepraszam jest pani wiedźmą? 

Chociaż Bloober Team tym razem bardziej postawiło na zapewnienie swoim graczom mrocznej atmosfery i ciekawej historii, spychając tym samym elementy grozy na boczny tor, to jednak w czasie trwania rozgrywki wciąż mamy nieodparte wrażenie, że coś chce nas zaatakować. Towarzyszy temu strach przed wejściem w kolejną lokalizację, ale ciekawi odpowiedzi, uparcie podążamy do przodu, próbując nie oglądać się za siebie. Ta kilkugodzinna przygoda z Blair Witch bardzo mi się podobała. Może z wyjątek zakończenia, gdzie twórcy mocno przesadzili z abstrakcyjnymi scenami i w dodatku średnio pasuje ono do całości. Mimo wszystko historia mnie wciągnęła i wprost nie mogłam doczekać się jej rozwiązania. Pierwsza połowa gry pokazuje, że studio potrafi zrobić produkcję na wysokim poziomie. I przy tym zostanę.

  • Mroczna oprawa audiowizualna,
  • Poczucie przebywania w lesie,
  • Sposób straszenia gracza,
  • Snake na komórce!

 

  • Krótka,
  • Ostatni rozdział jest irytujący,
  • Mało satysfakcjonujące zakończenie opowieści,
  • Nasz psiak potrafi się zablokować.

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Polskie studio Bloober Team postawiło tym razem na gęstą atmosferę i nieodłącznie towarzyszące temu poczucie strachu. „Blair Witch” straszy i tego właśnie oczekiwałam od tej gry. Historia posiada cztery możliwe zakończenia, jednak stratą czasu jest przechodzić ją ponownie. Niemniej polecam tym osobom, które lubią się bać.  Tylko zapamiętajcie sobie dobrze: jak kiedykolwiek ktoś napisze do was z nieznanego numeru: „Spójrz w górę” – nie róbcie tego! Najlepiej od razu biegnijcie w głąb lasu. Może przeżyjecie...
Agnieszka Michalska
Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu