Może jeszcze jedna misja? „Fantasy General II: Invasion” – recenzja gry

-

Strategie turowe mają wielu zagorzałych wielbicieli, ale zdarzają się i tacy, którzy twierdzą, że tego typu rozgrywki ich nie kręcą, za to jak już odpalą, nawet przypadkowo, jakiś prosty i dopracowany tytuł, to nie mogą przestać grać. Na zasadzie: „Już bym skończył, ale może jeszcze jedna misja…?”. Tak właśnie oddziałuje na gracza Fantasy General II: Invasion.

Gra ta jest spadkobierczynią swojej poprzedniej części z 1996 roku. Wydana przez Slitherine i produkowana przez studio Owned by Gravity, kontynuuje motyw walki z przeciwnikami zamieszkującymi i atakującymi krainę Aer trzysta lat po zakończeniu przygód z Fantasy General I. Jako syn wodza plemienia barbarzyńców musimy udowodnić swoje umiejętności bitewne, ścierając się ze zwierzętami typu wilk czy niedźwiedź aż po potężne oddziały wroga i magiczne istoty tworzące Imperium.

Screen z gry

Fabuła opisywana jest w postaci tekstu, bez zbędnych animowanych wstawek, co nadaje grze klimatu i szybko wprowadza nas w wykreowany przez twórców świat. Przebieg akcji zależy od naszych od naszych decyzji i postępów, ponieważ podczas rozmów z danymi postaciami mamy możliwość ustalenia odpowiedzi, co wiąże się z odpowiednimi konsekwencjami, takimi jak wybór sprzymierzeńców czy uzyskanie jakichś benefitów. Całość wygląda niezwykle prosto, ładnie i zróżnicowanie, a ciekawość świata prowadzi nas w każdy zakątek mapy, wymuszając eksploracje przy ładnej i delikatnej instrumentalnej muzyce w tle, idealnie pasującej do gatunku.

Screen z gry


Ruszamy do walki!

Gra charakteryzuje się niezwykle prostym systemem bitew uzależnionym od rozwoju naszych jednostek oraz bohatera, co daje nam przewagę w starciach lub wymusza ostrożność przy silniejszych albo bardziej okazałych grupach przeciwnika. Dodatkowym smaczkiem jest potrzeba dbania o morale drużyny, bo każda utracona wirtualna dusza przybliża nas do porażki nie tylko pod względem liczebności, ale także poziomu, na jakim znajdą się nowo dokupione jednostki. Pomimo tego, że główna postać okazuje się nieco wytrwalsza w bojach od reszty, to nie ma tu możliwości wygrania całego scenariusza jedną postacią, która siejąc postrach, orałaby hordy wrogów. Nasz bohater, jak i napotkani sprzymierzeńcy, posiada ustalone dla siebie zdolności, a drzewo rozwoju jest ściśle określone dla każdego oddziału, pozwalając na jego awans ukierunkowany zapotrzebowaniem na polu bitwy według naszego uznania. Składa się ono z tak zwanych ścieżek rozwoju i tylko od nas zależy, na co wydamy złoto i doświadczenie zdobywane podczas plądrowania czy walki. Ogrom dostępnych typów jednostek przyprawia o zawrót głowy i jest wręcz rozkoszą umysłową dla każdego zapalonego stratega. Grupy dystansowe, konne, dywersyjne, tropiące – to tylko nieliczne i przykładowe rodzaje naszych wojsk.

Screen z gry

Raz lepiej, raz gorzej

Mapy są dość duże, różnorodne i urozmaicone ukształtowaniem terenu, a wszystkie pola dają nam określone premie bitewne, sumowane widocznością i możliwością osłony przed bronią wroga. Dzięki temu każdy kolejny krok staje się niezwykle ważny, ze względu na ryzyko ataku niewidocznego jeszcze dla nas przeciwnika. Dość gęsto rozsadzone są wrogie obozy, magiczne drzewa, grobowce czy jaskinie, którym zawdzięczamy surowce i artefakty niezbędne do odniesienia sukcesu. Niestety ze względu na powtarzalność tych obiektów, z biegiem rozgrywki pojawia się wrażenie monotonii, co jest charakterystyczne dla tego typu gier. Warto także wspomnieć, że grabieże obozów i miast znacząco wpływają na poziom bogactwa okolicy, przez co tracimy w końcowym rozrachunku. Standardowym, ale bardzo ciekawym dodatkiem jest za to edytor map, który pozwoli nam uwolnić kreatywność i przedłużyć żywotność gry. Niepominięty przez twórców multiplayer umożliwia natomiast zabawę ze znajomymi. 

Screen z gry

Fantasy General II jako gra w świecie fantasy to coś, co wystarczy każdemu fanowi gatunku. Nie ma tu wodotrysków, wielkobudżetowych animacji i przerośniętej fabuły, ale jest ładna graficznie i dopracowana technicznie produkcja, która pochłania godziny naszego krótkiego życia, i są to te momenty, kiedy człowiek nie żałuje poświęconego na to czasu, po prostu ciesząc się roz(g)rywką.

  • Prostota rozgrywki,
  • Muzyka,
  • Liczba dostępnych jednostek.

 

  • Z czasem wkrada się monotonia,
  • Kiedyś się kończy.

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Bardzo dobra propozycja dla fanów gatunku – estetyczna, dopracowana, ciekawa i wciągająca na wiele godzin. „Już bym skończył, ale może jeszcze jedna misja…?” – to tekst, który wypowiada się podczas rozgrywki najczęściej.
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu