„Jak możesz tego nie znać?”. Ano mogę, bo nie da się widzieć wszystkiego. Nawet, jak zgotujemy śmierć zegarkom, to i tak nie wystarczy czasu na obejrzenie czy przeczytanie każdej rzeczy. Są jednak tytuły, których brak znajomości wywołuje dyskomfort. Prędzej czy później nadrabia się zaległości, aby z dumą powiedzieć: „Mamo, odrobiłem lekcje”.

Moje pikselowe serce bije w rytm kliknięć myszką. Każde uderzenie palca wywołuje strzał z blastera lub cios mieczem świetlnym. Tak, dopiero odkryłem Star Wars Battlefront II. Wcześniej moja Gwiazda Śmierci była w budowie, a teraz spokojnie mogę grać w co chcę, a Origin Access wykupiłem tylko po to, by siadać głównie do jedego tytułu… Nadrabiam zaległości.

Klon strzela, a Jedi pociski nosi

Czy tylko fan Gwiezdnych Wojen będzie się w pełni cieszyć tą grą? Na pewno nie można być ich przeciwnikiem, jednak sama mechanika ani trochę nie odstręcza osób kompletnie zielonych w tym temacie. Jeśli ktoś grał już w jedną z nowszych odsłon serii Battlefield, to poczuje się prawie jak w domu. Zamiast świszczących pocisków będą lasery, przeładowanie broni zastąpiło chłodzenie blastera, a „Rzucę mu granat, niech się k**as rozerwie” zamieniono na „Żegnaj granacie” i „Powodzenia wieżyczko”, krzyczane przez droidy. No rozkaz to rozkaz. Trzeba się poświęcać.

Screen z gry
Pimp my droid

Pierwszym plusem gry osadzonej w uniwersum Star Wars zdecydowanie jest różnorodność i to pod wieloma względami. Gracz ma do wyboru naprawdę sporo trybów rozgrywki:

  • Kampanię zajmującą kilka godzin, co u niektórych może wywołać niesmak, jednak przyznajmy sobie wprost – Battlefront II jest tytułem sieciowym. Podczas zapoznawania z częścią fabularną pikselowe serduszko zabije mocniej, bo daje to możliwość wcielania się w postaci znanych z sagi George’a Lucasa. Dodatkowo jest też sporo odkrywania smaczków i nawiązań, które rozbudza nostalgię,
  • tryb solo urozmaicono także o Szybką akcję i Arcade (dzielący się na Samouczek, Scenariusze bitwy i Własne Arcade),
  • tryb online składa się z Bohaterów i złoczyńców (Myśliwce bohaterów, Bohaterowie i złoczyńcy oraz Zmagania bohaterów), Szturmu (Galaktyczny szturm, Supremacja, Natarcie myśliwców, Uderzenie/Konwój), a także Operacji (Potyczka i Łowy Ewoków),
  • Kooperację podzielono na cztery brzegi konfliktu: Republikę Galaktyczną, Sojusz Separatystów, Najwyższy Porządek i Ruch Oporu.

Jak widać powyżej, jest tego sporo. Dany tryb zależy od preferencji gracza. Na początku warto przetestować Arcade, ponieważ gra się tylko z SI, a także można ustawić wybraną przez siebie mapę, trudność rozgrywki czy też liczbę oponentów. Później dobrze jest pobawić się nieco w trybie Kooperacji, bo polega ona na zmaganiach czterech ludzi z botami. Niestety po świątecznych aktualizacjach pojawia się błąd, przejawiający się wrzuceniem jednego z zawodników do przeciwnej strony konfliktu. Zamysłem Kooperacji jest czteroosobowy zespół, składający się z istot myślących, versus sztuczna inteligencja, zatem ten bug nieco psuje frajdę, jednak jeśli ktoś ma się za samotnego wilka i stawia czoła trzem adwersarzom, pierze ich na kwaśne jabłko i doprowadza swoją drużynę do zwycięstwa, to na pewno będzie z siebie dumny.

Po zatopieniu się w wir walki Supremacja może stać się stałym wyborem, ponieważ trwa ona nawet godzinę i gwarantuje dużo strzelania i machania mieczem świetlnym.

Obecnie mam na liczniku osiemdziesiąt siedem godzin grania i składa się na to głównie Kooperacja. Tryb skierowano głównie do casualowych graczy, a mimo to gwarantuje zdobywanie punktów doświadzcenia, co jest istotne. Na początku Battlefront II zgarniał sporą burę za paczki z kartami, które ostatecznie wycofano. Teraz perki można odblokować za zdobytą eksperiencję, a więc:

  1. Wystarczy grać.
  2. Zapewniają one umiejętności istotne w walce, a każda z nich ma cztery poziomy ulepszeń.
Screen z gry
Expienie

Co jeszcze przyciąga przed monitor? Zdobywanie PD, jednak nie tylko po to, aby odblokować zdolności. Wraz z levelowaniem w parze idzie zdobywanie kredytów (które zgarnia się także za różne zadania, stałe lub dzienne), a za nie śmiało można wykupić wygląd postaci, emotki czy komunikaty. Był to ewidentnie skok na kasę, który na szczęście fani ucięli swym bojkotem. Teraz to tylko kwestia gustu, lecz ja bardzo lubię takie smaczki i widząc, że pojawiło się wydarzenie odblokowujące reakcje dla Dartha Maula, śmiało przystąpiłem do realizacji założeń misji (zazwyczaj trzeba grać ileś czasu daną postacią lub zabić określoną liczbę adwersarzy). Co mnie zachęciło? Na pewno fascynacja tym lordem Sithów, jednak z drugiej strony warto przyznać, że twórcy doskonale odrobili lekcje. Wśród reakcji można znaleźć, między innymi, następującą: Zabrak wyłącza miecz świetlny, pada na kolana i krzyczy „Kenobi!” z ogromnym gniewem, bólem i nienawiścią. Nic dziwnego. Typ przeciął go na pół. Maul ma powód, aby się złościć. Wszystkie emotki są wprost świetne i pokonanie przeciwnika Grievousem, a potem powiedzenie „Twoje krzyki to muzyka dla moich receptorów” wprost wywołuje satysfakcję i jest klimatyczne. Ponadto postaci same z siebie rzucają zdaniami lub prowadzą dialogi, gdy spotkają innego bohatera na polu bitwy (Yoda ciekawie kontruje teksty związane ze swoim wiekiem).

Screen z gry
Masz moją Moc, mój blaster i mój miecz

Battlefront II uczy, że Jedi nie jest tak potężny, jak może się wydawać. Trzeba pojąć zasady walki bronią białą, bo gdzie wrogów kupa, tam i Anakin d*pa. Dziesiątki strzałów z blasterów z każdej strony w końcu zabiją, zatem miecz świetlny jest zabójczą bronią, ale tylko w zwarciu i z kilkoma oponentami. Dlatego też trzeba zwracać uwagę na styl walki protagonisty i dostosować do niego swój sposób grania. Takie rozwiązanie na początku męczy, a potem jednak cieszy. Zakradanie się, przyciąganie do siebie za pomocą Mocy, a następnie chlastanie mieczem w szale sprawi, że niejeden zwolennik Ciemniej Strony będzie ukontentowany. Zwłaszcza że choć bohaterowie są świetni w walce 1vs1, to często ich umiejętności pomagają innym. Maul może zacząć dusić klony, a Dooku porazi je wtedy błyskawicą. Trzeba to przyznać: wcielanie się w persony znane z filmów zapewnia mnóstwo zabawy, a uczucie walki mieczem świetlnym jest niepowtarzalne. Na równie wysokim poziomie plasuje się sterowanie statkami. TIE Fightery są niebywale zwrotne, X-Wingi potrafią siać spustoszenie. Sterowanie nimi wymaga wprawy, ale mechanika nie odpycha i także zapewnia radochę.

Screen z gry
„Twoje krzyki to muzyka dla moich receptorów”

Choć podczas zmagań nie ma muzyki, to w menu i podczas ładowania map jest jej dużo i doskonale wprowadza ona w klimat. Zwłaszcza że włączenie mapy zajmuje sporo czasu, co zalicza się do ogromnych minusów, jednak koneserzy dźwięków znajdą w tym plusy. Wszelkie głosy postaci, pogłos, brzmienie, a także Krzyk Wilhelma dobrze sprawdzają się w odpowiednich słuchawkach. Ja mam SteelSeries Arctis 5 i w nich wszystko słychać przepięknie. Zwłaszcza eksplozje granatów.

Screen z gry
Mam złe przeczucia

Battlefront II potrafi wciągnąć każdego fana Gwiezdnych Wojen. Ja zatonąłem w tym bez reszty, zwłaszcza że potyczka w Kampanii trwa około piętnastu minut, zatem nawyk typu „jeszcze jeden odcinek” działa tu doskonale i z godziny grania robią się trzy. Gra jest niezwykle różnorodna, a jeśli ktoś zalicza się do fanów odblokowywania wyglądów czy emotek, to na pewno nie znudzi się przez długi czas. Zwłaszcza że zmagania są niezwykle ciekawe, a aim’a trzeba ćwiczyć nie tylko w Counter Strike.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię