17 listopada na platformie Netlflixodbyła się premiera trzeciego sezonu The Crown, czyli opowieści o brytyjskiej rodzinie królewskiej, jej perypetiach oraz tajemnicach Pałacu Buckingham. Jak najnowsza część serialu wypada na tle poprzednich? Dobrze, a nawet bardzo, można by rzec, że to istny diament w koronie królowej Elżbiety II. Mam nadzieję, iż to, co przeczytacie poniżej, nie tyle potwierdzi moje stwierdzenie, ile zachęci was do włączenia platformy streamingoweji podróży do Zjednoczonego Królestwa.
Zmiany, zmiany, zmiany

Wielu widzów, którzy nie śledzą na bieżąco serialowych newsów pojawiających się w sieci, podczas seansu pierwszego odcinka mogło lekko zdębieć z wrażenia, albo przerażenia, ponieważ już od samego początku jesteśmy w stanie zauważyć ogromne zmiany w obsadzie – wszyscy aktorzy zostali zamienieni na innych, przykładowo Claire Fox odgrywającą rolę Elżbiety II przez dwa sezony zastąpiono Olivią Colman. Jak? Dlaczego? Po co, skoro poprzedni aktorzy spisali się tak świetnie? Tutaj możemy jedynie założyć, że taka decyzja została podjęta ze względu na warunki fizyczne, nie oczekujmy od trzydziestopięcioletniej kobiety o delikatnej urodzie, żeby naturalnie, z klasą i wdziękiem odgrywała rolę prawie pięćdziesięcioletniej królowej. Jednak pamiętajcie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, dlatego też nie nastawiajcie się z góry negatywnie do nowych odtwórców głównych oraz pobocznych ról, zapewniam, jeżeli polubiliście poprzedników, to tych po prostu pokochacie całym sercem.

Kadr z serialu „The Crown”
Jedna korona, a głowy dwie

Mimo że w serialu występuje wiele wybitnych aktorów i aktorek, to nie ma co ukrywać, że dwie panie od samego początku kradną światło reflektorów pozostałym bohaterom. Chodzi mi tutaj o Olivię Colman (Elżbieta II) oraz Helenę Bonham Carter (księżniczka Małgorzata). Zarówno jedna, jak i druga zachwyca naturalnością, autentycznością, bezdyskusyjnym talentem oraz warsztatem aktorskim, rzadko kiedy w serialach telewizyjnych można spotkać się z grą na tak wysokim poziomie. Podczas seansu zawsze czekałem na moment, w którym któraś z nich pojawi się na pierwszym planie – na całe szczęście moje wyczekiwania nie trwały zbyt długo, ponieważ we wszystkich dziesięciu odcinkach każda miała swoje pięć minut. Cieszy mnie fakt, że w czwartym sezonie obsada się nie zmieni, tak więc obie panie powrócą do ogrywania tych ról i będą mogły ponownie nas oczarować.

Dramaty, a nie fakty

Czy The Crown jest serialem historycznym, dramatycznym czy biograficznym? A może to nic innego jak dramat obyczajowy? Nigdy nie interesowałem się na tyle życiem rodziny brytyjskiej, żeby wiedzieć, z którym premierem piła herbatę Elżbieta II 14 listopada w 1967 roku. Nie chcę tutaj rozprawiać się z tematem dotyczącym naginania faktów w produkcji Netflixa, wydaje mi się, że to po prostu nie leży w mojej gestii. Jak najbardziej, kiedy zakończyłem już swoją przygodę z trzecim sezonem, zacząłem się zastanawiać nad tym, czy sytuacje przedstawione w serialu miały miejsce. Momentami zdawały się one na tyle dziwne, odrealnione oraz niekomfortowe, że ciężko było mi uwierzyć, iż faktycznie się wydarzyły. Jednak już po kilku dniach przestałem nad tym rozmyślać, w końcu wszystko, co widzimy na ekranie telewizora, powinniśmy oglądać z lekkim przymrużeniem oka.

Kadr z serialu „The Crown”
Muzyka, kostiumy i scenografia

Boże, jak ona cudownie wcieliła się w rolę Elżbiety II. Świetna gra aktorska, widać, że reżyser bardzo dokładnie zaplanował, jak nakręci tę scenę. Takie zdania mogą wypłynąć z waszych ust, kiedy coś zachwyci was w trakcie seansu trzeciego sezonu The Crown. Jednak jako osoba, która zwraca ogromną uwagę na muzykę, kostiumy oraz scenografię w filmach, serialach, a nawet i grach, mam do was prośbę. Jeżeli podejmiecie się obejrzenia tej produkcji, rozglądajcie się po ekranie, zwróćcie uwagę na to, z jak ogromną precyzją i dbałością o detale zostały przygotowane wszystkie stroje – szczególnie te Elżbiety II, momentami można odnieść wrażenie, że monarchini użyczyła Olivii Colman kilku swoich garsonek, poza tym podziwiajcie przepiękne scenografie, a tych niemało, ponieważ miejsce akcji wielokrotnie ulega zmianie. Dodatkowo zachęcam was do wsłuchania się w muzykę, która mimo swojej delikatności i tego, że rzadko kiedy jest dość dobrze słyszalna, to świetnie buduje napięcie oraz w dość dynamiczny sposób zmienia się wraz z ciągiem wydarzeń.

Nie wszystko złoto, co się świeci

Jak już zapewne zdążyliście zauważyć, The Crown wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Co nie zmienia faktu, że do serialu idealnego to mu jeszcze daleko. Mimo ciekawej i wciągającej fabuły, momentami można odnieść wrażenie, że poszczególne wątki zostały na siłę przedłużone albo lekko podkoloryzowane. Poza tym monotonność ukazywania pewnych wydarzeń stawała się po prostu nużąca – jak najbardziej zdaję sobie sprawę, że tutaj w grę wchodzi etykieta oraz zasady zachowania w obecności królowej Elżbiety II, ale wydaje mi się, iż pewne sceny dałoby się ograć inaczej.

Kadr z serialu „The Crown”
Oglądajcie i korzystajcie

Już nie raz w swoich tekstach wspominałem o tym, że żyjemy w dziwnych czasach, które zostały zdominowane przez młodzieżowe teen dramy oraz seriale o zakochanych wampirach. The Crown jest ciekawą odskocznią od tego wszystkiego. To produkcja na najwyższym światowym poziomie, udowadniająca, że Netflix to platforma, która ma do zaoferowania o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. Polecam zapoznać się z tą produkcją oraz poświecić jej swój czas – naprawdę warto. The Corwn dostaje ode mnie ocenę 8 na 10.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię