Krew, przemoc i filozofia. „Battle Angel Alita” — recenzja mang 1-4

-

Wszyscy żyjemy w globalnej wiosce. Jednym z przykładów potwierdzających tę tezę jest właśnie popkultura, potrafiąca łączyć fanów z przeciwległych stron planety. Czasem jednak musi upłynąć kilka dekad, by dane dzieło okrążyło świat i stało się ogólnorozpoznawalne.

Film Alita: Battle Angel z 2019 roku przedstawił historię wielu do tej pory nieznaną, a przecież mającą już ponad czterdzieści lat. Swoje trzy grosze dołożyła także wydana parę tygodni później książka Miasto Złomu Pata Cadigana. Najwyższa jednak pora spojrzeć w przeszłość i zapoznać się z oryginalną Alitą.

Kolejny atak

Nie miałem okazji przyjrzeć się bliżej hollywoodzkiej produkcji Jamesa Camerona, nie przeczytałem również literackiego prequela historii opisanej w filmie. Nie zamierzam więc do nich nawiązywać w tej recenzji, dotyczyć będzie ona jedynie mangi autorstwa Yukito Kishiro, wydanej po raz pierwszy w Japonii na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Polski czytelnik miał szansę spotkać Alitę już dekadę po zakończeniu publikacji, nakładem Japonica Polonica Fantastica.

Po upływie kilkunastu lat zdecydowano się jednak na ponowny dodruk całej serii. Zwiększono format tomów, a ich liczbę  ograniczono do czterech. Skutkiem tego, średnia zawartość każdej części wynosi około pięciuset stron: niemało, ale czasem trzeba iść na kompromisy. Dzięki temu rozwiązaniu rysunki posiadają o wiele więcej detali, a tekst jest czytelny — został na nowo przetłumaczony, tym razem nie unikając wulgaryzmów. Nie sposób nie wspomnieć także o mnogości przypisów, znacznie poszerzających wiedzę czytelnika o świecie przedstawionym, ale także ogólnej historii ludzkości (nie brak nawiązań do choćby Nietzschego lub Kartezjusza). Kreska w świetny sposób oddaje zarówno dynamikę akcji, jak i mnogość emocji na twarzach bohaterów. Grafiki, przepełnione szczegółami, potrafią w ciągu kilku stron nagle zmienić się w proste, wręcz prymitywne szkice. Zawsze jednak jest to spowodowane konkretnym wydarzeniem fabularnym i wzmaga u odbiorcy imersję. O warstwie zewnętrznej serii mógłbym śpiewać peony pochwalne, starczy więc o niej. Ponoć najważniejsze jest wnętrze.

Wdech

Początkowe rozdziały nie dają nam wielu przesłanek co do ogólnej sytuacji (między innymi ekologicznej czy politycznej) naszej planety. Szczątkowe informacje, wypowiadane ustami bohaterów, prowadzą jednak do prostej konkluzji: życie na Ziemi przyszłości nie należy do najłatwiejszych. Zdecydowana większość ludzi zamieszkuje w Mieście Złomu: ogromnej, zatłoczonej aglomeracji, zdominowanej przez biedę i przemoc. Wszystko, co zostanie wyprodukowane w tutejszych fabrykach i na farmach, trafia do Zalem – metropolii wiszącej na skalnym podłożu, blisko trzy kilometry nad ziemią, połączonej z powierzchnią jedynie kanałami transportowymi. W tym oto świecie „mrówek” pracujących dla niedostępnych, podniebnych „Bogów”, cyberdoktor — lekarz zajmujący się ogólnodostępnymi, technologicznymi modyfikacjami ciał — szukając na złomowisku części dla swych pacjentów, znajduje prawdziwy skarb. Uszkodzony, pozbawiony kończyn cyborg o wyglądzie młodej dziewczynki, funkcjonuje resztkami sił. Udaje się go jednak uratować: nie pamięta nic ze swej przeszłości, rozpoczyna więc nowe życie, przyjmując imię Alita.


Ziemia przyszłości nie wybacza błędów. Każdy dzień to walka o bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale i najbliższych. Przemoc wkroczyła do codzienności tak głęboko, że zamordowanie drugiego człowieka na ulicy spotyka się z brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony władz. Wobec takiej rzeczywistości świata przedstawionego nic dziwnego, że główną osią fabularną staje się walka. Alita mierzy się z coraz potężniejszymi przeciwnikami, trenuje sztuki walki, uczy się nowych, morderczych ciosów. Krew leje się strumieniami, w każdym rozdziale znajdzie się miejsce na przynajmniej dwa rozczłonkowane ciała lub kilka organów wewnętrznych. Podróż bohaterki toczy się od jednego przeciwnika do drugiego, i choć dziewczyna nie jest niezniszczalna, mało kto może jej dorównać. Ilustracje oddają wszystkie te starcia w nad wyraz realistyczny sposób: nie raz spoglądałem na palce, gdy przewracając stronę, spodziewałem się znaleźć na nich czerwone ślady posoki. Czy zatem Battle Angel Alita to prawie dwa tysiące stron krwawej jatki? Cóż… nie tylko. Bohaterowie bardzo często mają też coś do powiedzenia. I słucha (czyta) się ich z przyjemnością.

Wydech

Alita, niczym Vision w Avengers: Czas Ultrona, posiada ogromną moc, lecz tak naprawdę niewiele wie o otaczającym ją świecie. Nowe doświadczenia zdobywa więc każdego dnia, nie tylko pojedynkując się ze swymi przeciwnikami, ale także po prostu rozmawiając. Zresztą nie tylko z nimi: fabuła jest pełna postaci, których jedyny cel to krótki dialog z główną bohaterką. Potrafi być on jednak na tyle znaczący i głęboki w swej treści, że wywraca dotychczasowy światopogląd dziewczyny do góry nogami. Na każdego pokonanego (w wybitnie krwawy sposób) wroga i zdobytą dzięki temu odpowiedź, przypadają kolejne pytania. Czy to, że posiadam ludzkie uczucia, świadczy o moim człowieczeństwie? Czym jest miłość i jak dużo można dla niej poświęcić? Skoro świat przepełnia zło i przemoc, co zmieni pojedynczy akt dobra? Rozważania tego typu przewijają się bardzo często, budując drugą twarz „Bitewnego Anioła”. Yukito Kishiro stworzył coś więcej niż cyberpunkową opowiastkę o cyborgu szukającym zemsty oraz coraz większej mocy. Wykreował historię, z którą każdy czytelnik może się w pewnym stopniu utożsamić. O poszukiwaniu własnej, prawdziwej wartości, trudnych, życiowych wyborach, o życiu w gniewie i śmierci w zapomnieniu. Nie ważne, jak bardzo ludzkość upadnie, wywyższając przemoc i brutalność. Zawsze choć jedno serce pozostanie wrażliwe. Nawet, jeśli okaże się zrobione z metalu.

 

Tytuł: Battle Angel Alita

Autor: Yukito Kishiro

Wydawnictwo: J.P.F.

Liczba stron: około 500/tom

ISBN (całość): 9788374717007

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Fabuła w doskonały sposób równoważy brutalność przyszłego świata z wrażliwością bohaterów, którym przyszło w nim żyć. Przez blisko dwa tysiące stron cyborg uczył mnie, co to znaczy być człowiekiem. Mam nadzieję, że zapamiętam tę lekcję na zawsze.
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu