Kolejne przygody w świecie Troy. „Trolle z Troy. Tom 4” – recenzja komiksu

-

Czy wiecie, że to już jedenasty album zbiorczy z uniwersum Troy? Pierwszy został wydany w 2017 roku i mniej więcej raz na kwartał pojawia się kolejna odsłona serii. Najnowszy tom jest kontynuacją przygód niesfornych trolli, które brzydzą się wody i niekoniecznie lubią ludzi.
Oszukany początek

Wojna żarłoków rozpoczynająca album to kontynuacja historii z tomu trzeciego, dlatego jeśli nie mieliście okazji go poznać, to nie powinniście czytać pierwszych kilkudziesięciu stron, bo ciężko będzie wam zrozumieć, kim są jej bohaterowie.

Akcja toczy się w sierocińcu pani Giertyndy, gdzie dwójka małych trolli została omamiona czarami i nie może wykorzystać swojej siły i sprytu, by się uwolnić. Brygada ratunkowa, wzmocniona przez przypadkowo poznanego bohatera, po długich poszukiwaniach trafia na ich ślad i zgodnie z przewidywaniami odbija maluchy z rąk niegodziwej właścicielki przybytku.

Drugie opowiadanie to Historia Wahy, koncentrujące się na przedstawieniu pojawienia się dziecka w wiosce trolli. Sporo plansz stanowią jednostronicowe prezentacje obyczajów i zachowań tych dzikich stworzeń. Rysunki są bardzo zabawne i utrzymane w duchu całości, jednak odniosłem wrażenie, że to taki album, który powstał przy okazji. Nie ma w nim konkretnej fabuły, za to ilustracje Mouriera powalają. Być może na podstawie różnych konceptów, które pojawiały się w szkicach ilustratora, Arleston utkał pomysł na całość i zamknął w tym opowiadaniu. W moim odczuciu ta forma jest jednak zbyt lekka, przez co niekoniecznie pasuje mi do całości dwóch pozostałych historii.

Ostatnie dwie historie, czyli Pomniejszeni i Kudłacze na smokach, to dłuższa forma rozbita w oryginale na dwa albumy. Jest to zdecydowanie najlepsza fabularnie część tego tomu. Trolle niechcący zostają pomniejszone przez braci Zip – potentatów branży przewozowej, posiadających dar magicznego zmieniania gabarytów powierzonych im towarów. Umiejętność ta oddziałuje nie tylko na przedmioty, ale i na żywe organizmy. Próbując odzyskać swój właściwy rozmiar, trolle muszą udać się po pomoc do dawno niewidzianej przyjaciółki. Przy okazji wplątują się aferę związaną z kradzieżą potężnego artefaktu. Wielowątkowość tej historii i ciekawi bohaterowie to esencja tego, co najlepsze w całym uniwersum. Jest angażująco, dynamicznie i zaskakująco. I właśnie dla tej historii warto sięgnąć po czwarty tom serii.


Tłumaczem być

Po raz kolejny będę chwalił panią Marię Mosiewicz, która wykazuje się ogromnym talentem w pracy tłumacza. Trolle z Troy to majstersztyk, jeśli chodzi o nawiązania do popkultury, wydarzeń ze świata czy języka młodzieżowego. Raz za razem wybuchałem śmiechem lub kiwałem głową z podziwem, czytając dialogi czy opisy zawarte w komiksie. Jeśli lubicie różne smaczki, bawią was dubbingowane filmy animowane, to chociażby z tego powodu warto sięgnąć po ten album.

Dekolt za dekoltem

W recenzji tomu trzeciego zwracałem uwagę na to, że ze względu na sporo treści seksualnych, komiks przeznaczony jest dla osób dorosłych. Ten album bardziej ma ich znacznie więcej. Są kadry, które przedstawiają przede wszystkim dekolt i niewiele więcej. Bohaterki często przebierają się, noszą kue lub prześwitujące ubrania. Prezentowane są w bardzo seksualny sposób, co nie przeszkadza, ale mocno rzuca się w oczy, dlatego niech nie zwiedzie was okładka wskazująca, że jest to lektura dla dzieci.

Wrażenia

Ta seria podąża w kierunku krótkich, ładnych historyjek, które mogłyby być wydawane w formie zeszytowej. Trochę się tego obawiałem po lekturze pierwszego tomu i niestety miałem rację.  Ten komiks świetnie się czyta i ogląda, ale jego wydanie w twardej oprawie wydaje się zupełnie nieuzasadnione. Zdecydowanie preferowałem dłuższe i bardziej rozbudowane formy znane z Lanfeusta i miałem nadzieję, że każdy kolejny tom poświęcony trollom będzie zawierał przynajmniej jedno takie opowiadanie.

Pomimo tego nadal uważam, iż to świetna seria i niezwykle spójny świat. Ten komiks przede wszystkim bawi i śmieszy, a w obecnych czasach to genialna odskocznia od codzienności. Jak zwykle bardzo doceniam kunszt ilustratorski Mouriera, który wspaniale imituje prace Didiera Tarquina. Marzy mi się, żeby Egmont pokusił się na wydanie jego zbiorczego albumu z planszami Mourierama.  Nadal jestem pod wrażeniem tego, że Arleston stworzył całą nową gałąź historii, wykorzystując drugoplanowego bohatera z opowiadań o Lanfeuście.

Z niecierpliwością czekam na kolejny album z serii, a wam polecam lekturę tego.

Tytuł: Trolle z Troy. Tom 4

Autor: Christophe Arleston

Ilustrator: Jean-Louis Mourier

Liczba stron: 192

Wydawnictwo: Egmont

EAN: 9788328159433

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

„Trolle z Troy. Tom 4” to bardzo dobrze napisany komiks rozrywkowy. Warto do niego zajrzeć.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu