Islandzkie potyczki z telefonem w ręku. „Rozgrzeszenie” – recenzja książki

-

Skandynawskie kryminały od wielu lat uważane są najlepsze na światowym rynku i nie ma się czemu dziwić. Mroźne klimaty, ciemność, zło czające się pod czapą śniegu wprowadzają w odpowiedni klimat, a czytelnik czasem czuje się jakby Stephen King dorzucił do nich swoje Miasteczko Salem czy jakiś bardziej pokręconą opowieść, wtedy już w ogóle można odlecieć. Yrsa Sigurðardóttir jest jedną z lepiejrozpoznawalnych autorek tego gatunku, czy jej najnowsza powieść to perełka? O tym za chwilę…
Czy rozwój technologii zawsze jest dobry?

Media społecznościowe miały łączyć ludzi, są jednak również metodą zyskiwania rozgłosu przez morderców. Jeden z nich postanowił za pomocą Snapchata poinformować świat o swoich poczynaniach. Nagrał przerażoną nastolatkę jak błaga o życie w toalecie kina. Dziewczyna przed chwilą skończyła pracę, myślała o farbowaniu włosów oraz o związku z partnerem, który po nią jechał. Skuteczne śledztwo utrudnia algorytm aplikacji, ponieważ wideo znika kilka sekund po odtworzeniu i trafia tylko do konkretnego grona osób. Stelli nie udaje się uratować, a to dopiero początek makabrycznych zbrodni. Policjant Huldar i psycholog Freyja muszą poznać jej życie, żeby rozwikłać tę sprawę. Okazuje się, że dziewczyna nie była taka niewinna, jak mogłoby się wydawać. Nie wiadomo jednak kto aż tak bardzo chciał ją skrzywdzić. W Internecie pojawia się kolejny filmik, tym razem jest na nim Egill, który przeprasza za swoje winy. Chłopak wiedzie samotne, uprzywilejowane życie w domu bogatych rodziców, a swoją frustrację okazuje wszystkim. Czy uda się go uratować?

Jeszcze tylko jeden „snap”

Motyw mediów społecznościowych i jego rola w sprawach kryminalnych, to ciekawy wątek wykorzystywany do ukazywania współczesnych zbrodni. W tym przypadku sytuacja jest utrudniona, ponieważ dowody szybko znikają z serwera i policja musi znaleźć sposób na ich zabezpieczenie. Trzeci tom serii pary śledczej jest bardziej mroczny niż poprzednie – dochodzenie dotyczy między innymi morderstw dzieci oraz duży nacisk położony zostałna rówieśnie znęcanie, czyli bullying. Myślę, że każdy z nas o nim słyszał, bo obierane za cel prześladowców osoby nie mają siły się bronić, a oprawcy sprytnie to wykorzystują. Coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się nastoletnim wyskokiem, przeradza się w pomysł na książkę. Autorka odziera nas z wizji szczęśliwego dzieciństwa i sielankowej miłości, na rzecz brudnych, podstępnych działań oraz traumy towarzyszącej człowiekowi nieraz do końca życia. Sytuacja staje się o tyle groźna, że nie jest to tylko popychanie oraz zaczepki na szkolnym korytarzu, ale szkalowanie, znęcanie się w sieci, które może przybrać różnych obrót, z racji tego, że medium daje duże pole do działania. Oprawcy myślą, że są bezkarni, ale w rzeczywistości można ich namierzyć – nie tylko przez organy ścigania.

Kiedy na wierzch wychodzą brudy

Autorka przedstawia różne rodzaje przemocy. Zaczyna od rówieśniczego znęcania się i pokazuje jak nawet mało znaczące słowa mogą ranić. Przechodzi przez motyw mordercy, ukazując, jak presja społeczna doprowadziła go do zbrodni. Nie zapomina również o głównych bohaterach, Freyja przypomina sobie niechlubne czasy dorastania, kiedy to była popychadłem i dopiero na studiach rozwinęła skrzydła. W tym wątku wyraźnie widać, jak wczesne doświadczenia mają wpływ na dorosłą już kobietę. Huldar co chwilę zmaga się z toksyczną atmosferą na posterunku policji, a złośliwości i docinki to najlżejsza jej postać, Huldar posuwa się aż do aktu przemocy na współpracowniku. Nawet szefowa posterunku czuje presję przełożonych, rozwiązanie szybkie, a śmierci kolejnego małoletniego uda się zapobiec.

Najbardziej chyba w powieści szokują szykanujące nastolatki, które namawiają rówieśników do odebrania sobie życia z powodu innych poglądów czy charakterystycznego ubioru. Ciężko jest tutaj myśleć o nich jako „tylko dzieciach”, które nie wiedzą, co robią. Te przedstawione w książce podżegają z pełną premedytacją. Dla nich to żarty, dla innych – ostatnie pchnięcie do drastycznego czynu. Yrsa Sigurðardóttir sprytnie pokazuje, że ofiara może stać się oprawcą i na odwrót, a gnębiona osoba może zapragnąć zemsty. Autorka daje do myślenia oraz zmusza czytelnika do przeanalizowania swojego życia, pobudek,  działań.


Z fabuły wyłania się obraz sprawcy – mściciela, który niczym Jigsaw z Piły chce nauczyć oprawców, że bycie ofiarą jest koszmarem. Obsadzenie w tych rolach nastolatków tobardzo sprytnym zabiegiem, ponieważ mocniej działa na wyobraźnię czytelnika, niż w przypadku dorosłych. Zaczyna się zastanawiać, dlaczego Stella i Egil musieli doświadczyć tak traumatycznych przeżyć. Jednak im dalej w las, tym bardziej wyłania się ich nieświęty obraz, wychodzą na jaw fakty, wskazujące, że oni sami również byli oprawcami. Autorka obdziera ze złudzeń, że kampanie antyprzemocowe są aż tak bardzo pomocne, jak może się wydawać. Tak samo ma się sytuacja ze szkolnym terapiami, a pedagodzy również nie potrafią nic naprawić.

Rozgrzeszenie jest wstrząsające, dobre i napisane w ciekawy, wciągający sposób. Połączenie młodych ludzi, przemocy, social mediów jako narzędzia rozgłaszania zbrodni, to ciekawy zabieg, który pokazuje, że anonimowość jest tylko pozorna, a każde działanie zostawia swój ślad. Ciekawie przedstawiono traumy u różnych jednostek wynikające z zupełnie niezwiązanych oraz odległych od siebie zdarzeń. Nawet na pozór szczęśliwa osoba może mieć swoje brudne sekrety, z których nie jest dumna. Wszystkie działania mają znaczenie, a finał zaskakuje. Można w pewnym momencie się go domyślić, ale nie w oczywisty sposób. Mimo mnogości bohaterów, każdy coś wnosi i nie jest fabularnie zbędny. Rozgrzeszenieto ostrzeżenie przed niektórymi działaniami oraz jak nieleczona trauma może popchnąć człowieka do bycia potworem. Bardzo polecam.

Tytuł: Rozgrzeszenie

Autor: Yrsa Sigurdardóttir

Wydawnictwo: Sonia Draga

Ilość stron: 384

ISBN: 978-83-66460-00-3

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
10

Komentarz

Mroźny Reykjavik + trauma z dzieciństwa oraz jej konsekwencje + social media = dobry kryminał.
Katarzyna Gnacikowska
Rodowita łodzianka. Z papierków wynika, że magister inżynier po Politechnice Łódzkiej, jednak z zawodem nie mogą się znaleźć. Wolny duch szukający swojego miejsca na ziemi, Wielka fanka seriali maści wszelakiej, szczególnie Supernatural, Teen Wolf, American Horror Story, ale nie ma co się ograniczać. Książkoholiczka (nie dla obyczajówek i historycznych!) pierwszej wody, która prawdopodobnie umrze przygnieciona swoimi "małymi" zbiorami. Lubi się śmiać, czytać i spędzać miło czas. Nie lubi chamstwa, hipokryzji i beznadziejnych ludzi. Dobra znajoma Deadpoola i Doktora Strange.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu