Igrzyska śmierci. „Escape Room: Najlepsi z najlepszych” – recenzja filmu

-

Nie ma to jak dobra zagadka logiczna. Głowimy się nad jej rozwiązaniem, mózg aż iskrzy od przeciążenia, próbujemy najróżniejszych kombinacji, byle tylko wykonać zadanie. Kiedy w końcu uda nam się ją rozgryźć, czujemy radość i dumę. Nic dziwnego, że escape roomy cieszą się sporą popularnością (oczywiście te odpowiednio zabezpieczone!). Zbieramy grupkę przyjaciół, udajemy się do jednego z nich i próbujemy swoich sił – szukamy wskazówek, rozwiązujemy łamigłówki, dopasowujemy odpowiedzi.

A gdyby tak od tego, jak szybko, i czy w ogóle, rozwikłamy zagadki zależało nasze życie? Nie chodzi o metaforyczne stwierdzenie tylko dosłowne. Wyobraźmy sobie grupkę obcych osób, które dostają dziwne pudełeczko. Trochę muszą się natrudzić, by je otworzyć, kiedy w końcu to robią, znajdują w nim zaproszenie do wzięcia udziału w walce o pieniężną wygraną. Nie brzmi źle, prawda? Do czasu. Docierają na miejsce, zaczynają rozwiązywać zagadki pokoju i… dowiadują się, że jeśli coś pójdzie nie tak, zapłacą za to swoim życiem.

>>Polecamy: Szansa, by uciec? „Escape Room” – recenzja filmu <<

Pierwsza część filmu Escape Room opowiadała właśnie o tym – kilku nieznajomych musialo połączyć siły i wiedzę, by przetrwać. Jeśli widzieliście premierową część serii, wiecie, jak się zakończyła, kto przetrwał i na czym polegała krwawa rozgrywka. Wiecie również, że finał dość mocno sugerował, iż powstanie kontynuacja historii. I nareszcie ją dostaliśmy. Czy Escape Room: Najlepsi z najlepszych to godny ciąg dalszy opowieści o niebezpiecznych pokojach z zagadkami?

Jeszcze raz

Zoey i Ben przetrwali. Teraz muszą borykać się z nocnymi koszmarami, które przypominają im chwile pełne bólu i strachu. Bohaterka ma dość bycia bierną i zastraszoną, ciągle bowiem zastanawia się, czy znowu nie bierze udziału w chorej rozgrywce twórców escape roomów. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce i udać się do siedziby firmy Minos. Ben ma jej towarzyszyć, on również nie chce już dłużej żyć w strachu.

Kadr z filmu „Escape Room: Najlepsi z najlepszych” /©Sony Pictures Entertainment


Dwójka bohaterów dociera na miejsce, jednak okazuje się, że budynek, w którym powinna znajdować się siedziba organizacji, jest opuszczony. Nic nie wskazuje na to, by ktoś w nim przebywał. Zoey nie może uwierzyć, że jej starania spełzły na niczym. W pewnym momencie do protagonistów podchodzi bezdomny, który napada dziewczynę i wyrywa jej torebkę. Bohaterowie ruszają w pościg za złodziejem, trafiają do metra, wsiadają do wagonu i… Zaczynają kolejną grę o życie.

Rozwiąż zagadkę

Escape Room okazał się na tyle interesującą produkcją, że spore grono widzów nie mogło doczekać się kontynuacji historii. Twórcy trochę kazali nam na nią czekać, ale w końcu druga odsłona trafiła na wielkie ekrany. Jak wypadają Najlepsi z najlepszych? Trudno jednoznacznie stwierdzić.

Film budzi bowiem sprzeczne emocje. Z jednej strony pojawiają się nowe pokoje do pokonania, zagadki do rozwiązania i bohaterowie, którzy już wcześniej brali udział w zabawie Minosa. Z drugiej twórcy nie do końca przemyśleli fabułę opowieści i jej poszczególne elementy.

Mamy dwójkę znanych z pierwszej części bohaterów. Ich zachowanie, czyli potrzeba pokonania organizacji, jest uzasadnione – boją się o swoje życie i nie chcą, by Minosowi uszło płazem to, co zrobił. Problem w tym, że Zoey, która jawi się jako inteligentna osóbka, nie rozgryzła tego, iż wpadła w pułapkę oponentów. A Ben? Bohater ślepo podąża za dziewczyną, bo przecież zawdzięcza jej życie. O ile pomysł z konfrontacją z twórcami gry jawił się jako coś ciekawego i miał potencjał, tak wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Minos znowu zagrał bohaterom na nosie – kolejny raz trafiają do escape roomów. Tym razem są w nich też osoby, które również wcześniej brały udział w „zabawie”, tytułowi najlepsi z najlepszych. I rzeczywiście, widać, że nowi uczestnicy wiedzą, co im grozi, szybko dochodzą do siebie i podejmują wyzwanie. Ale ich historie nie do końca mają sens. Jeżeli obejrzycie Escape Room 2, zwróćcie uwagę na zakończenie, które zmienia całe spojrzenie na dzieje nowych bohaterów. Czy aby na pewno przetrwali? Nie chcę wprowadzać do recenzji spoilerów, dlatego tylko podkreślę fakt, że Najlepsi z najlepszych nie są wcale tak oczywiści, jeśli weźmie się pod uwagę to, co czeka na protagonistów w ostatnim pokoju. Nie do końca przekonuje mnie takie rozwiązanie, jest za bardzo podkoloryzowane i zmienia podejście nie tylko do tej części serii, ale i pierwszej odsłony. Wolałabym, żeby twórcy nie szli w kierunku udziwniania opowieści i niepotrzebnego kombinowania…

Kadr z filmu „Escape Room: Najlepsi z najlepszych” /©Sony Pictures Entertainment

Co do samych escape roomów. Mamy ich kilka – nowe lokacje, nowe zagrożenia, nowe sposoby odebrania bohaterom życia. Jest interesująco, niebezpiecznie i wciągająco. W tej materii nie można nic zarzucić twórcom poza jednym – za mało czasu poświęcono rozwiązywaniu zagadek, w pierwszej części trwało to nieco dłużej.

Podsumowanie

Escape Room: Najlepsi z najlepszych nie jest tak dobry jak pierwsza część. Zakończenie dwójki znowu sugeruje, że może powstać trzecia odsłona serii. Tylko czy rzeczywiście tak będzie? Wszystko zależy od oglądalności kontynuacji.

Tak jak pisałam wyżej, trudno jednoznacznie ocenić tę produkcję. Ma kilka dobrych momentów, ale przez to, że twórcy wprowadzili dość dziwne rozwiązanie pod koniec filmu, wszystko nabiera zupełnie innego znaczenia. Może wam spodoba się taki twist fabularny, ja jednak uważam, iż nie był potrzebny i finalnie sprawił, że dwójka sporo straciła w moich oczach.

 

Tytuł oryginalny: Escape Room: Tournament of Champions

Reżyseria: Adam Robitel

Rok premiery: 2021

Czas trwania: 1 godzina 28 minut

podsumowanie

Ocena
5.5

Komentarz

Trudno jednoznacznie ocenić ten tytuł. Ma parę dobrych rozwiązań, escape roomy i czekające w nich na bohaterów zagadki do rozwiązania są ciekawe, ale twist fabularny budzi spore zastrzeżenia.
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu