Gra inna niż wszystkie. „Returnal” — recenzja gry

-

Returnal – najnowszy exclusive dla konsoli PS5 nie wzbudzał zainteresowania, szczególnie po trailerach. Wcielanie się w rozbitka to trochę oklepany materiał, nie było pewności czy Housemarque jest w stanie dostarczyć coś nowatorskiego w tym temacie. Jednak patrząc na wcześniejszą grę developera — Nex Machina — istniała nadzieja na kolejny sukces. Czy się udało?

Returnal – gra jedyna w swoim rodzaju. Mogłoby się wydawać, że to kolejna mieszanka strzelanki oraz survivalu — i po części tak jest. Ale wnętrze skrywa popularną wśród tytułów indie — piekielnie trudną do przejścia — formułę roguelite. Wprawdzie mają rzesze fanów, jednak nie są spotykane wśród wysokobudżetowych gier. Returnal może to zmienić.

Jak zostać kosmicznym rozbitkiem?

W czasie rozgrywki wcielamy się w Selene, która podążając za sygnałem zwanym Białym cieniem, niefortunnie rozbija się na powierzchni planety Atropos. Jej statek nie jest zdolny do kolejnej podróży, zieje w nim olbrzymia dziura, przez którą bohaterka jest w stanie się bez większego trudu przecisnąć. Nie pozostaje nic innego, jak rekonesans i poszukiwanie sygnału.

Returnal_20210509124313

Powierzchnia planety to dżungla, opuszczona i niezachęcająca swoim wyglądem do zwiedzania. Podobnie jak zwłoki odnalezione niedaleko miejsca wypadku, które okazują się być… Selene — widok dość zaskakujący i niepokojący.

Gracz bardzo szybko dowiaduje się, że bohaterka jest w dziwnej pętli czasowej, niczym w Dniu świstaka. Umierając na planecie, cofa się do momentu jej tragicznego lądowania, znów rozbija się statkiem o powierzchnię planety i od nowa zaczyna eksplorację, odnajdując swoje kolejne zwłoki oraz pozostawione nagrania z dziennika — bardzo pomocne w trakcie jej poszukiwań Białego cienia.


Tylko dla twardzieli, albo inne utrudnienia

Nie będę kłamać, Returnal to gra pełna wyzwań, która nie jest łatwa do przejścia z kilku powodów. Oczywiście im dalej w las — tutaj kolejne biomy — tym mocniejsi przeciwnicy i trudniejsze pokoje. Łatwo jest zginąć i trzeba zaczynać od nowa. A dodatkowo twórcy nie przewidzieli dosłownie żadnego systemu zapisów rozgrywki.

Jeśli masz szczęście — twój cykl w grze trwa kilka godzin, ale masz już dość kurczowego ściskania pada i reagowania na latające pociski mieszkańców Atropos (kolorowe światełka, niczym dyskoteka), to nie możesz sobie kliknąć w jakiegoś save’a i iść odpocząć lub zjeść obiad (bo mama/żona woła). Jedynym wyjściem jest uśpienie konsoli. Ale co zrobić, gdy ma się ochotę na inny tytuł lub dzieli się sprzęt z domownikami? W takim wypadku pozostaje już tylko śmierć — wyłączenie gry i tak nam ją zaserwuje w formie resetu. Jest to bardzo niepraktyczne.

Twórcy opracowali pewne ułatwienia, prawdopodobnie bojąc się bojkotu graczy, ale nie są one idealne. Istnieją skróty do biegania po pokojach — jeśli udało nam się zabić bossa i odkryć kolejny biom, możemy ominąć część poziomu (oraz powtórną walkę z wymagającym przeciwnikiem), ale nie zawsze jest to dobry ruch. Czasami warto pokręcić się po znanych już rejonach, uzbroić w lepszą broń, lepsze pasożyty i dopiero iść odkrywać kolejne tajemnice Atropos i jej mieszkańców, o ile po drodze nie spotka nas kolejna śmierć.

Umierając niestety tracimy wszystko, co udało nam się zdobyć podczas biegania po różnych lokacjach. Kolejne utrudnienie w grze. Ale jest też światełko w tym tunelu i nie są to jedynie pociski wrogów. Technologia ksenomorfów, nasza wiedza z nagrań pozostawionych przez przeszłe Seleny, waluta, jaką jest Eter, umiejętność czytania ksenoglifów rozsianych po pokojach — to wszystko zostaje z nami.

Z racji tego, że jak w każdym szanującym się rogaliku, w Returnal występuje losowość map, aby odkryć wszystkie lokacje, trzeba umierać wiele razy. Może być to pewne wyzwanie dla szaleńców, którzy potrzebują więcej godzin grania, ale nie jest mandatoryjne. Całość, a mam tutaj na myśli odkrycie wszystkich zakończeń, a nie wszystkich pokoi i udogodnień, można przejść mniej więcej w dwadzieścia pięć do trzydziestu godzin przy średniej liczbie trzydziestu śmierci Selene.

Oczywiście to wszystko zależy od tego, jakie rzeczy nam się uda zgromadzić w rozgrywce, bo broń broni nierówna. Podobnie rzecz ma się z pasożytami — dają one graczowi ulepszenia, ale również nakładają na niego ograniczenia, które znacząco wpływają na grę, na przykład brak możliwości leczenia się albo podnoszenia nowych przedmiotów.

Returnal niejedno ma oblicze

Wspominałam już, że gra nie ma oczywistego gatunku. Do całkiem sporej wyliczanki: roguelite, strzelanka, gra survivalowa, bullethell trzeba dodać horror psychologiczny. Historia Selene jest skomplikowana i nieoczywista. Odkrycie, dlaczego bohaterka znalazła się w pętli czasowej to jedno z zadań, przed jakim został postawiony gracz i rozwiązanie może być zaskakujące. W trakcie rozgrywki niejeden raz tworzyłam kolejne teorie, łapiąc się najdrobniejszych szczegółów na ekranie, by móc je uwiarygodnić. 

To wszystko zbudowało ten niesamowity klimat, dla którego chce się grać więcej i więcej. Returnal jest wizualnie mroczny i bez dwóch zdań zasługuje na miano horroru. Planeta Atropos wygląda bardzo dobrze — zaprojektowana i odwzorowana z dbałością o szcegóły, na które patrzy się z przyjemnością, ale i nie bez lęku. Porośnięta mchem z wybujałą roślinnością nie wygląda na przyjazne miejsce.

Całość wrażenia dopełnia niezwykła muzyka — dzieło niejakiego Bobby’ego Krilka, znanego również jako The Hexan Cloak. Kompozytor i producent muzyczny pracował wcześniej przy ścieżkach dźwiękowych do Red Dead Redemption II i serialowego Snowpiercera. To właśnie melodie idealnie oddają uczucie zagrożenia czy osamotnienia. A przede wszystkim budują napięcie, szczególnie przy walce z przeciwnikami, pozwalając graczowi zanurzyć się w świat i emocje Selene.

Prawdziwie next-genowy tytuł

A skoro już mowa o niezwykłej muzyce w Returnal, to muszę wspomnieć o 3D Audio. Posiadając bezprzewodowe słuchawki PS5 Pulse można cieszyć się dźwiękami dochodzącymi z każdej strony, co jest niezwykle pomocne przy wielu przeciwnikach, z którymi trzeba się zmierzyć w niektórych pokojach. Precyzyjne pozycjonowanie odgłosów otoczenia pozytywnie zmienia doznania podczas rozgrywki. Returnal, jako tytuł na wyłączność dla PS5, ma dużo więcej do zaoferowania i w pełni wykorzystuje moc konsoli. Z całą pewnością można ją nazywać grą nowej generacji.

Jednym z najbardziej zauważalnych elementów jest reakcja pada DualSense. To druga gra, po uroczym Astro’s Playroom, która w pełni wykorzystuje adaptacyjne triggery — robi to z pomysłem, bo pad reaguje na wszelkie możliwe wibracje, w tym warunki pogodowe oraz rodzaj broni, jakiej używamy. W zasadzie to po prostu trzeba poczuć, bo wrażenia sensoryczne zapewniają ten dodatkowy element niesamowitości i immersji w grze. Inne tytuły na PS5 powinny brać z Returnal przykład.

Ale to nie koniec, bo jest jeszcze aspekt wykorzystania mocy konsoli samej w sobie. Gra nie posiada ekranów ładowania, działa płynnie w sześćdziesięciu klatkach i obrazie 4K — czuć i widać, że to kolejny krok do ulepszenia doznań graczy. Liczba przeciwników, drobne szczegóły na ekranie, latające kolorowe pociski atakujących potworów ani razu nie zmniejszyły jakości obrazu i płynności animacji. I jest to bardzo ważny element, ponieważ Returnal to szybka gra, w której non stop się biega, skacze i unika.

Nie jest też tak, że ten tytuł to ideał. Zdarzają się bugi i błędy, które zmuszają do drastycznych rozwiązań. Jak ten moment, kiedy przypadkiem zaklinowałam się w skrzynce z lootem i nie dało się ani wydashować, ani wyskoczyć, ani nawet otworzyć problematycznego obiektu. Jedynym rozwiązaniem stał się reset rozgrywki — po bardzo dobrym, ponad dwugodzinnym runie, zabolało.

Czy Returnal jest dla każdego gracza?

I tutaj muszę zmartwić casuali, bo niestety nie jest to gra dla nich. Próg wejścia nie wydaje się wysoki, ale spotkanie z pierwszą większą hordą przeciwników każe zrewidować umiejętności gracza. Pięć latających potworów z wijącymi się mackami może nie jest jeszcze wyzwaniem, ale kiedy wpada się do pokoju z piętnastoma ksenomorfami i robotami, które strzelają do ciebie wszystkimi kolorami tęczy (bo w końcu to gra z elementami bullethell), to bez wyrobionych niezwłocznych reakcji czeka cię po prostu kolejna śmierć.

Dodatkowo Returnal staje się bardziej wymagający, kiedy nie ma się odpowiedniego sprzętu, bo próba walki z wieloma przeciwnikami za pomocą jedynie podstawowego pistoletu nie jest prawdopodobnie najlepszym pomysłem. Dla kogoś, kto nieprzyzwyczajonego do gier roguelike kolejna śmierć zamiast być doświadczeniem, może szybko stać się frustrującym elementem, który w nieskończoność każe powtarzać ten sam moment przebudzenia oraz brak jakiegokolwiek progresu.

Jest to jednak gra, w którą warto zainwestować swój czas, ale trzeba też uzbroić się w cierpliwość. Returnal wynagradza cierpienia świetnym lore i niesamowitą historią bohaterki. To tytuł dla wytrwałych. A uczucie, kiedy zabija się w końcu bossa, po niezliczonej liczbie starć — cóż, czysta satysfakcja.

  • w pełni wykorzystana moc konsoli PS5, w tym pad DualSense oraz 3D Audio
  • brak ekranów ładowania
  • mroczny klimat gry — wizualnie i dźwiękowo
  • wciągająca fabuła
  • gra dostępna całkowicie po polsku

  • brak możliwości zapisu gry
  • powtarzalność
  • cena

 

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

"Returnal" to zdecydowanie najlepszy exclusive na PS5 jaki do tej pory powstał. Gra całkowicie wykorzystuje moc i atrybuty nowej konsoli, robi też to w bardzo immersyjny sposób. Niestety jest dość wymagającym tytułem i nie wszyscy poradzą sobie z wysokim progiem wejścia rozgrywki. Mieszanka gatunków, która została wykorzystana w "Returnal", nie każdemu przypadnie do gustu, ale będzie idealna dla fanów rogalików i szybkiej rozgrywki. A dla pasjonatów historii detektywistycznych jest niezwykła historia Selene.
Iwona Borkowskahttps://iwonamagdalena.pl/
Kobieta na emigracji. Mówi o sobie, że jest Gryzipiórką, bo nieustannie próbuje pisać. Czyta od kiedy skończyła 5 lat, najczęściej fantastykę. Ulubiona zabawa z dzieciństwa to szkoła i pisanie literek (chyba coś jej z tego zostało). Miała być dziennikarzem lub pracować w wydawnictwie — nie wyszło. Czasami stawia tarorta i chociaż bywa, że się sprawdza, to stwierdza, że jest z niej World Worst Witch. Nie może mieć czarnego kota, bo ma alergię (na wszystkie koty). Po godzinach udaje, że zna się na k-dramach.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu