Goniąc za wspomnieniami. „Lost Ember” – recenzja gry

-

Wydanie debiutanckiej gry najczęściej wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jest to wejście na rynek rozrywkowy, a od tego, jak zostanie zaprezentowany produkt, zależy przyszłość twórców. Oczywiście początkujący w każdej dziedzinie boryka się z takim samym problemem, ale w dobie rozwiniętej technologii szczególnie piętnuje się raczkujące dopiero studia. Nie mogą się  zasłonić skromnym budżetem czy nie do końca przemyślanym planem. Gracze są teraz bardzo brutalni w swoich ocenach, bo oczekują produktu, który ich zadowoli bądź wciągnie mechaniką i fabułą.

Właśnie z takimi trudnościami musiało zmierzyć się niemieckie studio Mooneye.  Opracowało ono przygodową grę akcji zatytułowaną Lost Ember. Już w pierwszym zwiastunie mogliśmy podziwiać świetnie wykreowany mistyczny świat, który według opisu przemierzymy w ciele wilka (ale nie tylko!). Delikatna muzyka wprawiała w nastój, aż chciałoby się samemu wskoczyć do tej gry. Jak jednak w ostatecznym rozrachunku wypadł ten debiutancki tytuł? Czy warto wybrać się w tę przygodę?

Screen z gry

Upadła cywilizacja

Akcja gry toczy się w ruinach metropolii Machu Kila. Jest to dawna stolica imperium fikcyjnego ludu Inrashi (pod wieloma względami bardzo przypomina Inków). Cywilizacja ta wymarła w dziwnych okolicznościach. Tylko pozostawione w dzikim lesie monumenty świadczą o jej istnieniu. W Lost Ember wcielamy się w wilka, a także, dzięki jego specjalnej umiejętności, w napotkane po drodze zwierzęta. Z pomocą magicznej istoty przypominającej czerwoną kulę światła przemierzamy świat krok po kroku i odkrywamy prawdę o tym, co doprowadziło do upadku Machu Kila i cywilizcji Inrashi.

Screen z gry


Człowiek człowiekowi wilkiem

Niemal całą rozgrywkę spędzamy w skórze wilka. Chociaż posiada on wiele przydatnych cech sprawdzających się w większości przypadków (jest szybki i silny, co pozwala na pokonywanie dużych dystansów w krótkim czasie), jednak nie wystarczą one do przejścia gry. Dlatego w Lost Ember przejmujemy także ciała innych zwierząt. Dzięki temu możemy wykorzystać ich unikalne zdolności do pokonania przeszkód stojących nam na drodze. W czasie rozgrywki napotkamy wiele różnych gatunków: od ptaków i owadów (latanie), po ryby (nurkowanie), a nawet krety (kopanie podziemnych tuneli). Podczas podróży nieodłącznie towarzyszy nam czerwona kula światła. Pomaga nie tylko odnaleźć drogę do celu, ale także jej moc pozwala zobaczyć wspomnienia z czasów sprzed upadku ludu Inrashi.

Screen z gry

Lost Ember nastawione jest w dużej mierze na eksplorację. I chociaż fabuła pcha nas nieustanie do przodu, to jednak daje pewną dozę wolności, dzięki której możemy odnaleźć najróżniejsze znajdźki. Należą do nich rośliny (kwiaty i grzyby), relikty po upadłej cywilizacji czy legendarne zwierzęta (czego nie udało mi się w ogóle znaleźć). Ale odszukanie ich wszystkich zajmie naprawdę sporo czasu. Zapewne tylko cierpliwe osoby i chcące wbić osiągnięcie podejmą się tego wyzwania. Osobiście zebrałam mało znajdziek, ponieważ bardziej interesowała mnie sama historia. W grze nie uświadczymy jednak interakcji z otoczeniem. Twórcy niestety nie zajęli się kwestią komunikacji między poszczególnymi zwierzętami, a to z pewnością uatrakcyjniłoby całą przygodę.

Screen z gry

Największa zaletą gry jest niewątpliwie oprawa audiowizualna. Lost Ember oferuje atrakcyjną trójwymiarową grafikę. Twórcy wyraźnie postawili bardziej na żywe kolory i lekko kreskówką stylistykę. Widać to przede wszystkim w odwzorowaniu zwierząt, które wyglądają, jakby zostały wyciągnięte z animacji Disneya. I to w tym najlepszym wydaniu! Natomiast świat przedstawiony pełen jest barw i przecudownych efektów cząsteczkowych. Możemy niemal poczuć się jakbyśmy przebywali w krainie baśni i legend. To doświadczenie potęguje dodatkowo delikatna warstwa dźwiękowa, opracowana przez dwóch weteranów studia Rockstar North – Craiga Connera oraz Willa Mortona (panowie wspólnie pracowali także nad muzyką do całej serii Grand Theft Auto).

Screen z gry

Przyjemne doświadczenie

Lost Ember to krótka przygodowa gra akcji, która oprócz ciekawej historii, dostarcza też wizualnych wrażeń. Wcielenie się w różne zwierzęta to fascynujące doświadczenie dodające uroku całej opowieści. Niestety tytuł nie proponuje niczego ponad wymienione elementy, także wielbiciele szalonej akcji nie znajdą tutaj wiele dla siebie. Lost Ember jest spokojną i zrównoważoną rozgrywką, dedykowaną raczej osobom cierpliwym i nastawionym na eksplorację przedstawionego świata. Osobiście miło spędziłam przy niej czas, ale raczej w przyszłości do niej nie wrócę. Pozostaną jednak ciepłe wspomnienia.

  • Wciągająca historia,
  • Piękna oprawa audiowizualna,
  • Możliwość wcielenia się w wiele zwierząt.

 

  • Zbyt krótka,
  • Brak interakcji z otoczeniem.

 

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

„Lost Ember” to krótka gra przygodowa, która poza ciekawą fabułą proponuje podróż po mistycznym świecie w ciele różnych zwierząt. Jest ona nastawiona także na eksplorację w poszukiwaniu drobnych znajdziek. Polecam szczególnie osobom cierpliwym, bo chociaż rozgrywkę można ukończyć w zaledwie cztery godziny, to znalezienie wszystkich przedmiotów stanowi spore wyzwanie.
Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu